Być działaczem

Być działaczem

Prezes PZPN Zbigniew Boniek
Prezes PZPN Zbigniew Boniek / Źródło: Newspix.pl / MICHAL CHWIEDUK / FOKUSMEDIA
W polskim sporcie jeszcze nigdy nie było tak dużo pieniędzy. Jednak wśród działaczy sportowych nadal królują „leśne dziadki”. Młodych i zdolnych menedżerów można policzyć na palcach jednej ręki.

Około 870 mln zł netto – tyle, według niedawno opublikowanego raportu firmy Sponsoring Insight, wart jest rynek sponsoringu sportowego w Polsce. To o 4,6 proc. więcej niż w 2016 r. Jeszcze więcej, bo aż 1,2 mld zł, wynosi budżet Ministerstwa Sportu. A przychody Lotto Ekstraklasy za 2017 r. wyniosły, według badań Deloitte, 132 mln euro. – Rynek sponsoringowy rośnie szybciej aniżeli cały rynek reklamowy. Współczesny sponsoring staje się elementem świadomych działań firm w zakresie polityki zewnętrznej. Marki, które spróbowały sponsoringu jako narzędzia komunikacji, dostrzegły jego skuteczność. Bo niektóre wydarzenia przyciągają przed telewizory blisko 10-milionowe widownie – tłumaczy Michał Gradzik, partner zarządzający Sponsoring Insight. Pieniądze w sporcie pochodzą z trzech źródeł: sprzedaży biletów, reklam i dotacji ministerialnych. Pierwsze źródło jest tak małe, że nie warto nawet o nim wspominać. Rynek reklamy z kolei jest potężny i rośnie z roku na rok. W 2020 r. ma przekroczyć miliard zł netto. Tyle że w głównej mierze korzystają z niego kluby sportowe (55 proc. przychodów) i związki sportowe (20 proc.). I to te, które zajmują się najbardziej popularnymi dyscyplinami. Piłka nożna i siatkówka zgarniają aż 51 proc. całego tortu. Dla porównania, udział królowej sportu lekkoatletyki to zaledwie 2 proc. w rynku sponsoringu. Nic więc dziwnego, że na 65 związków sportowych podległych Ministerstwu Sportu i Turystyki (MSiT) samowystarczalny jest jedynie PZPN. Pozostałe funkcjonują wyłącznie dzięki pieniądzom z budżetu państwa. I chociaż aby otrzymać publiczne środki, związek musi wyłożyć z własnej kieszeni zaledwie 2 proc. wysokości dotacji jako wkład własny, to zdarzały się i takie, które nie były w stanie temu podołać. Ale mimo wszystko dotacje z MSiT są tak atrakcyjne, że działacze sportowi zrobią wszystko, by być prezesem jak najdłużej. Bo tylko niszowy Polski Związek Curlingu otrzymywał do niedawna dofinansowanie w wysokości prawie pół miliona złotych rocznie! A takie pieniądze kuszą.

Kluby wydmuszki

– Polski sport profesjonalizuje się... tylko bardzo, bardzo powoli – mówi Marek Gąsiorowski, wieloletni dziennikarz sportowy Polskiego Radia. – Są związki, gdzie przyszło młode pokolenie. Wykształceni, doświadczeni w zarządzaniu menedżerowie. Tacy, którzy mają długofalową wizję rozwoju danej dyscypliny. Ale są niestety też takie podmioty, gdzie nadal pachnie PRL-em, a transparentność wydawania pieniędzy jest zerowa. A żyją one przecież z naszych podatków. We wspomnianym Polskim Związku Curlingu nieprawidłowości ciągną się od 10 lat. Na początku roku minister Witold Bańka zdecydował się na całkowite zaprzestanie finansowania związku. Miesiąc temu walne zgromadzenie zdecydowało o wyborze nowego prezesa. Został nim Andrzej Jaworski, były prezes PZU, prominentny działacz PiS i członek zarządu Polskiego Cukru. Ma on za zadanie uporządkować sytuację i wyprowadzić związek na prostą. Nie będzie to jednak łatwa misja. Ostatni okres rządów byłego prezesa Marka Jóźwika to pasmo niespotykanych wręcz nadużyć. Zaraz po wyborze na prezesa Jóźwik doprowadził do wykluczenia ze związku 9 z 17 klubów członkowskich. Zamiast nich w związku pojawiły się kluby wydmuszki. Na przykład klub... karate z Łodzi. Później doszło do kolejnego skandalu. PZC nie opłacił składki członkowskiej w europejskiej federacji curlingu (w wysokości ok. 6,5 tys. zł), przez co mistrz Polski nie mógł pojechać na mistrzostwa Europy. Mało tego. Mistrzostwa Polski zostały zorganizowane w tak spartańskich warunkach, że sami zawodnicy, bojąc się o swoje życie, wezwali inspektora nadzoru budowlanego. Ten nakazał przerwanie imprezy i przebudowę obiektu. Andrzej Janowski, dyrektor sportowy związku, był jednocześnie trenerem kadry narodowej, prezesem jednego z klubów zrzeszonych w federacji oraz świadczył usługi transportowe dla PZC. Mimo tak kuriozalnych sytuacji związek publiczne dotacje otrzymywał. Miarka przebrała się dopiero na początku tego roku.

Nie pijecie?

Do podobnych ekscesów dochodziło przez lata w Polskim Związku Kolarskim. Kolarstwo zawsze było perłą w koronie narodowego sportu. Niestety, kibice zamiast zachwycać się sukcesami Rafała Majki, Michała Kwiatkowskiego czy Macieja Bodnara, usłyszeli o skandalu obyczajowym. Według zawodniczek jeden z trenerów miał dopuszczać się molestowania seksualnego, a nawet gwałtu. Po tym, jak sprawa wyszła na jaw, Witold Bańka zaapelował, by cały zarząd podał się do dymisji. Posłuchał go cały zarząd poza samym prezesem Dariuszem Banaszkiem. I mimo ujawnionej afery został on ponownie wybrany na szefa związku. Tylko 16 delegatów głosowało na nadzwyczajnym zjeździe PZKol w Pruszkowie za odwołaniem Banaszka. Przeciwnego zdania było 48, a 5 wstrzymało się od głosu. Tyle że zjazdy działaczy PZKol bardziej jednak przypominały cyrk niż profesjonalne obrady. Podczas jednego z nich poinformowano, że za publiczne pieniądze kupowano wódkę na stacji paliw. Prezes zbył to krótkim „A wy nie pijecie?”, co zresztą nagrały kamery TVP. – Niestety, ale część tzw. działaczy wychodziła z założenia „hulaj dusza, piekła nie ma” – mówi Gąsiorowski. – Nikt ich nigdy nie sprawdzał, więc zaczynali być coraz bardziej bezczelni. A jeżeli już jakieś postępowania się toczyły, to trwało to latami. I tak jest w przypadku pierwszego w historii polskiej siatkówki procesu o korupcję. Dawni prezesi związku – Mirosław Przedpełski i Artur Popko – zostali zatrzymani przez Cetralne Biuro Antykorupcyjne zaraz po mistrzostwach świata w 2014 r., które odbywały się w Polsce. Sprawa ciągnie się już trzy i pół roku i jej końca nie widać. Mimo to Przedpełski ciągle zasiada we władzach FIVB i CEV (międzynarodowe organizacje siatkarskie). Wiceprezesem PZPS został niedawno europoseł PiS Ryszard Czarnecki. Część środowiska sportowego śmiała się z tej decyzji, jednak Marian Kmita, dyrektor Polsatu Sport, uważa, że to może zdecydowanie przybliżyć zakończenie afery związanej z PZPS. – Wszak droga od prezesa – posła Czarneckiego do ministra Zbigniewa Ziobry jest teraz krótsza niż wcześniej, a każdy, – podkreślam – każdy, ale szybki werdykt w tej sprawie, będzie korzystny dla polskiej siatkówki – mówi Kmita. Te dwa przykłady to jedynie wierzchołek góry lodowej. Nad przepaścią stoi bowiem dziś Polski Związek Hokeja na Lodzie, który może mieć aż 8 mln zł długu. Związek musiał wyprowadzić się ze swojej siedziby i szukać jakiegoś tańszego lokalu. Zalega z wypłatami dla trenerów i zawodników. Niedawno do dymisji podał się szef Polskiego Związku Tenisa Stołowego, którego oskarżano o niegospodarność. Nieprawidłowości wykryto też w Polskim Związku Łuczniczym. Aż 15 z 40 klubów, które przed wyborami zostały przyjęte w poczet członków PZŁ, nie spełniało wymogów ustawy o sporcie.

Akademia zarządzania

Ministerstwo próbuje z patologią „leśnych dziadków” walczyć od lat. Ma jednak bardzo ograniczone możliwości. Oficjalnie sprawuje nadzór nad związkami, ale w praktyce ich kontrolowanie jest niezwykle trudne. Są bowiem zrzeszone w międzynarodowych organizacjach, które skutecznie blokują jakąkolwiek ingerencję wewnątrz. Mimo to próby profesjonalizacji są podejmowane. Miesiąc temu ruszyła Akademia Zarządzania Sportem. – Celem projektu jest podniesienie standardów w funkcjonowaniu polskich związków sportowych oraz wsparcie kadr zarządzających. Szkolenia i warsztaty będą się skupiały przede wszystkim wokół zarządzania, organizacji i marketingu. Planowanie, uczciwość i efektywność to fundamenty niezbędne do skutecznego kierowania polskimi związkami sportowymi – mówił na otwarciu akademii Bańka. Wydaje się jednak, że nawet najlepsza szkoła nie pomoże, jeśli w polskim sporcie nie wprowadzi się pełnej transparentności w wydatkowaniu publicznych pieniędzy. A przede wszystkim nieuchronności kary za popełnione winy. Na razie nową jakość zarządzania udało się wprowadzić tylko w PZPN. Zbigniew Boniek całkowicie sprofesjonalizował federacje. Na sekretarza generalnego wziął Macieja Sawickiego – doświadczonego menedżera, który odnosił sukcesy na rynku komercyjnym. Posiada tytuł MBA Uniwersytetu Warszawskiego oraz Uniwersytetu w Illinois. Jest absolwentem Harvard Business School. Sam budżet PZPN na 2018 r. to dziś 200 mln zł! Kadra trenuje w komfortowych warunkach. Awansowała na mistrzostwa świata w Rosji. Chociaż jeszcze kilka lat temu kibice na niemal wszystkich polskich stadionach bardzo dosadnie i negatywnie oceniali pracę poprzednich władz, z Grzegorzem Latą czy Michałem Listkiewiczem na czele. Wulgarna przyśpiewka o PZPN odeszła jednak w niepamięć. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 23/2018
Więcej możesz przeczytać w 23/2018 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także