Nie baronowie, tylko pasjonaci

Nie baronowie, tylko pasjonaci

Zdzisław Kręcina
Zdzisław Kręcina / Źródło: Newspix.pl / Rafal Oleksiewicz / PressFocus
W Polsce na piłce nie da się zarobić. By myśleć o pieniądzach, trzeba grać w Lidze Mistrzów – mówi Zdzisław Kręcina, wieloletni sekretarz generalny PZPN.

Jest pan chyba najbardziej rozpoznawalnym działaczem związków sportowych w Polsce...

Żeby była jasność. Nigdy działaczem nie byłem. Zawsze byłem etatowym pracownikiem PZPN.

A czym to się różni?

Działacz to osoba, która nadaje kierunek rozwoju. Zasiada w zarządzie, działa społecznie. Ja zawsze jako sumienny pracownik wyłącznie wykonywałem decyzje podejmowane właśnie przez działaczy.

Pracował pan w PZPN od 1983 r., więc działaczy pan dobrze zna. Jak wygląda ich praca? Kiedyś powiedział pan, że całą wódkę, którą pan pił, to wyłącznie służbowo.

(śmiech) Nie wracajmy do tego tematu. Kiedyś nieopatrznie coś takiego powiedziałem i cały czas to do mnie wraca. Tak ta praca nie wygląda. Raz w miesiącu są posiedzenia zarządu i to tam zapadają najważniejsze decyzje. PZPN jest repliką związku niemieckiego, mamy podobne struktury wojewódzkie jak oni w landach. PZPN ma mocną i stabilną pozycję, bo jesteśmy stowarzyszeni z UEFA i FIFA, które bardzo dbają o niezależność od polityków. A oni często próbują ingerować, każdy minister najchętniej chciałby widzieć w zarządzie związku swoich ludzi. Ale politycy zawsze z nami przegrywali.

Niezależni i silni, a z drugiej strony jesteście swoistym państwem w państwie. W regionalnych oddziałach szefowie trwają na stanowiskach po 20 lat. To już baronowie.

A co w tym złego, jeśli prezes wygrywa kolejne wybory? To nie baronowie, ja ich nazywam pasjonatami. W terenie wcale nie ma tłumów do tego, by zarządzać i działać. To jest ciężka praca. Ile meczów co tydzień rozgrywa się w Polsce? Od ekstraklasy po klasę C? To trzeba przecież zorganizować.

Porozmawiajmy o pieniądzach.

W PZPN pieniądze zawsze były. Raz tylko pamiętam takie trudne chwile, za kadencji Marka Pietruszki (sekretarz generalny PZPN w latach 1989-1992), gdy mieliśmy problemy nawet z regularnymi wypłatami. A poza tym w piłce pieniędzy nigdy nie brakowało, chociaż przyznam, że też się nie przelewało.

Teraz to jest aż za dużo.

Dziś PZPN jest taką marką, że raczej trzeba odrzucać i selekcjonować oferty sponsorskie. Reprezentacja osiąga sukcesy i każdy chce być blisko. Ogrzać się w blasku. Poza tym, nie ukrywajmy, reklama przez sport jest najtańszą formą dotarcia do klienta. Przecież w dniu meczowym reprezentacja przyciąga przed telewizory miliony Polaków. Kolejne miliony śledzą i interesują się tym, co się dzieje wokół kadry. Wykupienie 90 min. w primetimie kosztowałoby fortunę. A tutaj marka dodatkowo dostaje możliwość wykorzystywania wizerunku znanych piłkarzy.

A na boiskach ligowych biznesowe porażki. Józef Wojciechowski stracił w Polonii Warszawa ok. 100 mln zł, Bogusław Cupiał podobną kwotę włożył bez efektów w Wisłę Kraków, Zbigniew Drzymała stracił na Groclinie Grodzisk Wielkopolski, prof. Filipiak dokłada do Cracovii...

Brutalna prawda jest taka, że jeśli klub nie gra regularnie w Lidze Mistrzów, to w Polsce na piłce nie zarobi. Nawet jak regularnie będzie mistrzem kraju. Koszty utrzymania są zawsze wyższe. Prawdziwe pieniądze zdobywa się z UEFA i gry w elitarnych rozgrywkach międzynarodowych. Nawet Liga Europejska nie jest tak atrakcyjna finansowo. Jedyny człowiek, który zarobił na piłce w naszym kraju, to mógł być Janusz Romanowski – jego ówczesna Legia z 1995 r. doszła do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. On sam dostał na swoje konto ok. 2 mln zł – na tamte czasy to kwota niewyobrażalna.

Po co to robią, skoro nie zarabiają?

Dla prestiżu, rozpoznawalności nie tylko w kręgach biznesowych. Któż by kojarzył prezesa Groclinu? Przecież to producent akcesoriów samochodowych, który normalnie nie trafiłby na czołówkę ogólnopolskich gazet. A dzięki inwestycji w piłkę jego marki zna każdy kibic. To podstawowe biznesy mają przynosić zysk, a nie piłka.

Ale piłka na takim poziomie to już wielki biznes. Budżet Legii to 100 mln zł na sezon. Tak duże pieniądze kuszą, by grać nieuczciwie?

Tak, co jakiś czas wybuchają duże afery korupcyjne. Teraz słyszymy o problemach na Ukrainie. Szczerze mówiąc – nie mam tutaj nic na obronę piłki. Tak było, tak jest i pewnie tak będzie. W jednych krajach walczy się i likwiduje patologię po cichu, jak np. w Niemczech. A w innych wykorzystuje się do walki politycznej, tak jak to było u nas.

Jedzie pan na mundial do Rosji?

Chyba nie. Może na jeden mecz.

Człowiek, który poświęcił życie dla polskiej piłki, opuści takie święto? A jak pan widzi nasze szanse?

Wylosowaliśmy trudną grupę. Nawet kolejność rozgrywania meczów jest dla nas niekorzystna, bo Senegal będzie podekscytowany w pierwszym meczu. Jak nie wygrają z Polakami, to pokłócą się wewnętrznie i to będzie dla nich koniec mistrzostw. W pierwszym meczu będą więc najgroźniejsi. Ale jako kibic patriota trzymam kciuki za Polaków. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 23/2018
Więcej możesz przeczytać w 23/2018 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także