Macierewicz i pieniądze sekty Moona

Macierewicz i pieniądze sekty Moona

Antoni Macierewicz
Antoni Macierewicz / Źródło: Instytut Pamięci Narodowej
W latach 80. Antoni Macierewicz próbował budować ośrodek opozycyjny alternatywny wobec podziemnej Solidarności. Jednym ze źródeł finansowania miały być pieniądze sekty Moona.

To ustalenia Anny Gielewskiej i Marcina Dzierżanowskiego, autorów książki „Antoni Macierewicz. Biografia nieautoryzowana”, która nakładem wydawnictwa Znak ukazała się w księgarniach. „Po ucieczce z internowania Stołeczny Urząd Spraw Wewnętrznych nie ścigał A. Macierewicza listem gończym. Nie wszczęto również postępowania karnego. W takim stanie rzeczy aktualnie A. Macierewiczowi za ucieczkę z internowania nie grożą żadne sankcje karne. […] Według oceny Wydziału Śledczego SUSW, w świetle obecnie obowiązujących przepisów i ogłoszonej ustawy amnestyjnej nie ma podstaw prawnych do jakiegokolwiek ścigania i represjonowania A. Macierewicza”. To fragment notatki służbowej z 4 września 1984 r. sporządzonej przez gen. Zdzisława Sarewicza, ówczesnego szefa wywiadu. Podobnych dokumentów na przełomie sierpnia i września powstaje kilka. Dokumenty te kryją co najmniej dwie tajemnice. Po pierwsze, SB właściwie nie inwigiluje wówczas Macierewicza.

Dlaczego? Po drugie, jak to możliwe, że notatka sporządzona jest na tak wysokim szczeblu? – Nigdy się nie spotkałem z tak dziwnym dokumentem – mówi prof. Andrzej Friszke, historyk, który od wielu lat bada akta bezpieki dotyczące KOR i Solidarności. Na spotkanie umawia się w kawiarni nieopodal warszawskiej siedziby IPN. – Nie znam drugiego przypadku, żeby SB wydała „zaświadczenie”, że ktoś ma nie być poszukiwany. Niemniej dziwne jest to, że ten swoisty certyfikat bezpieczeństwa wystawia Macierewiczowi szef wywiadu PRL. Przekaz jest oczywisty: „nie szukajcie go, a jak już znajdziecie, niczego mu nie róbcie”. Oznacza to, że na wysokim szczeblu podjęto decyzję, żeby Macierewicza nie represjonować. Podlegli funkcjonariusze dostali sygnał: „Facet jest poza rutynowymi działaniami służb, trzymajcie się od niego z daleka”. Zaskakujący jest też autor dokumentu. Generał Sarewicz odpowiadał wówczas za strategię wywiadowczą trzydziestokilkumilionowego państwa, a nie ściganie pojedynczych opozycjonistów – przekonuje profesor, który jako pierwszy zwraca uwagę na zagadkowe autorstwo dokumentu. Żeby rozwikłać tę zagadkę, musimy się cofnąć do roku 1983.

W podziemiu

W stanie wojennym władza rozbija wszystkie struktury Solidarności. Do obozów internowania trafia ok. 5 tys. działaczy związku, jednak nie udaje się zatrzymać wszystkich. W podziemiu ukrywają się m.in. czterej przywódcy regionów: Zbigniew Bujak z Mazowsza, Bogdan Lis z Pomorza, Władysław Frasyniuk z Dolnego Śląska oraz Władysław Hardek z Małopolski. W kwietniu 1982 r. powołują oni Tymczasową Komisję Koordynacyjną Solidarności, która przez sześć lat będzie mózgiem podziemia. TKK działa w ścisłej konspiracji, jest dowodem, że Solidarność ciągle żyje i pozostaje realną siłą polityczną. W 1983 r. do Aleksandra Halla, działacza Ruchu Młodej Polski w Gdańsku, zgłasza się ukrywający się w podziemiu Antoni Macierewiczi prosi o zorganizowanie spotkania z Bogdanem Lisem, szefem podziemnych struktur w Gdańsku. – Nie było mi to na rękę, bo się wtedy ukrywałem i unikałem niepotrzebnych spotkań. A Macierewicza nawet dobrze nie znałem. Mimo to, ze względu na Olka Halla, zgodziłem się spotkać – opowiada Lis. Spotkaliśmy się w konspiracyjnym mieszkaniu w Gdyni-Redłowie. Macierewicz przekonywał, że Solidarność to już trup i trzeba ją pogrzebać. Namawiał, żebym się ujawnił. Mówił, że jedynym ratunkiem dla Polski jest porozumienie z władzą za wiedzą i zgodą ZSRR. „Jak oni nam zaufają, to dadzą więcej wolności”, tłumaczył. Dla mnie to był szok.

Wyszedłem wściekły ze spotkania, bo uznałem, że to albo wariat, albo agent KGB. Ale pomysł ugody okazuje się przemyślaną koncepcją Antoniego. W tym samym roku w podziemnym „Głosie” ukazuje się artykuł „Odbudowa państwa” opisany jako tekst programowy redakcji. Autorem jest Ludwik Dorn, ale wszystkie tezy uzgadnia on z Macierewiczem. Nawiązują one do poglądów, które Antoni głosił już w obozie internowania. Jego treść nawołująca do ugody z Ludowym Wojskiem Polskim elektryzuje dużą część opozycji. Profesor Andrzej Friszke: – Opublikowanie takiego artykułu w czasie, gdy Solidarność buduje podziemne struktury, setki działaczy siedzą w więzieniach, a kilkunastu przywódców związku czeka na pokazowy proces, było czymś więcej niż akademicką dyskusją na temat koncepcji politycznych. To sygnał, że grupa „Głosu” zaczyna budować alternatywny ośrodek opozycji konkurencyjny wobec głównego, solidarnościowego nurtu. Ludwika Wujec: – Wtedy jeszcze żywe było hasło: „Zima wasza, wiosna nasza”. Wielu wierzyło, że Solidarność się odrodzi. I nagle Antoni wzywa do kapitulacji. Odczytywaliśmy to jako próbę osłabienia naszej walki. – Zaskoczyła mnie ta zmiana linii – zdradza prof. Aleksander Hall. – W czasach KOR grupa Macierewicza uchodziła za najbardziej radykalną. Nagle przeszła na pozycje prawie ugodowe. Ludwik Dorn broni jednak artykułu. Twierdzi, że został on wówczas źle zrozumiany. – Do amnestii 1984 r. w podziemiu nie było żadnej myśli politycznej, tylko moralistyka. A ten artykuł nie był moralistyczny, tylko polityczny. Nie trafił w swój czas.

Proces Kor-u

Czas dla podziemnej Solidarności nie jest łatwy. Tuż po wprowadzeniu stanu wojennego władze wszczynają wielkie śledztwo przeciwko przywódcom KOR i Solidarności. To największa polityczna sprawa karna po 1956 r. Śledztwem zostają objęci m.in. Jacek Kuroń, Adam Michnik, Jan Józef Lipski, Jan Lityński, Henryk Wujec i Zbigniew Romaszewski. Lityński wychodzi na dwudniową przepustkę, z której nie wraca. Lipski ciężko choruje – władze go zwalniają, boją się, że umrze w celi. Ostatecznie w lipcu 1984 r. przed sądem staną Kuroń, Michnik, Romaszewski i Wujec. Macierewicza wśród objętych śledztwem nie ma. Gdy w styczniu 1983 r. zaczynają się przesłuchania członków KSS KOR. Wezwania dostają m.in. Halina Mikołajska, Wojciech Onyszkiewicz, Ewa Milewicz, Józef Rybicki, ksiądz Jan Zieja. Schorowana Aniela Steinsbergowa, jako wytrawna prawniczka, zeznaje tak, by podważyć akt oskarżenia. Macierewicza, który kilka tygodni wcześniej zbiegł z internowania i ukrywa się w podziemiu, nawet nie szukają. – To dziwne – przyznaje prof. Andrzej Friszke. – Wiemy, że śledczy chcą wówczas przesłuchać wszystkich członków komitetu, łącznie z sędziwymi księdzem Zieją czy Pajdakiem. Dlaczego nie martwi ich to, że Macierewicz im się wymknął? Jak to możliwe, że nikt nie jest zainteresowany tym, by go znaleźć i przesłuchać? Macierewicz był wtedy w ostrym konflikcie z Kuroniem i Michnikiem, którzy mieli zasiąść na ławie oskarżonych, powinien więc być dla twórców procesu wyjątkowo pożądanym świadkiem. To, że go nawet nie szukają, jest nienormalne i niezrozumiałe. Zdaniem Henryka Wujca pominięcie Macierewicza mogło być jednak celową grą bezpieki. – Prokurator płk Włodzimierz Kubala, który prowadził naszą sprawę, dostawał polecenia z góry. Pewnie chodziło o to, żeby nas poróżnić, stworzyć różne domysły.

Naimski

Piotr Naimski, prawa ręka Antoniego, unika internowania, bo od lutego 1981 r. przebywa na stypendium w Nowym Jorku. Pracuje w laboratorium chemicznym. W 1984 r. postanawia jednak wrócić ze Stanów Zjednoczonych do kraju. Tu ma żonę i dwójkę dzieci, które nie chcą się przeprowadzać za granicę. Po drugie – ma zamiar wrócić do działalności opozycyjnej w Polsce. W czerwcu swoimi planami dzieli się z przebywającym w Nowym Jorku André de Pourbaix. To Belg o polskich korzeniach, jego ojciec walczył w Armii Krajowej i po wojnie wyjechał za granicę. André, choć mieszka na stałe w Belgii, ma żonę Polkę, a z krajem utrzymuje ścisłe związki. Dzięki belgijskiemu paszportowi może swobodnie przyjeżdżać do kraju, tylko w roku 1983 robi to siedmiokrotnie. Z Naimskim poznaje go przebywający w amerykańskiej delegacji Sławomir Czarlewski. To członek władz Biura Zagranicznego NSZZ „Solidarność” w Brukseli, będącego oficjalną reprezentacją NSZZ „Solidarność” za granicą, a także współprzewodniczący Komitetu Koordynacyjnego Solidarności we Francji. – André trochę dla mnie pracował – wspomina Czarlewski. – Był kurierem między biurem Solidarności w Brukseli, komitetem w Paryżu i działaczami podziemia w kraju. Krążył miedzy Belgią, Francją i Polską, świetnie mówił po polsku, nie był człowiekiem znikąd. Wzbudzał zaufanie.

Naimski zwierza się Belgowi z obawy, że po powrocie do Polski może zostać aresztowany. Liczy się z tym, wcześniej jednak chciałby się spotkać z ukrywającym się Macierewiczem. André, który właśnie wybiera się do Polski, ma mu w tym pomóc. Ani Czarlewski, ani Naimski nie mają pojęcia, że Belg jest superagentem polskiego wywiadu zarejestrowanym jako „Zores”. Prowadzi go Wydział II Departamentu I MSW, nazywany wydziałem amerykańskim. Jednostka ta zajmuje się sprawami USA, w tym opozycjonistami, którzy wyjechali za ocean, jak Naimski. Pourbaix zostaje przypisany temu wydziałowi ze względu na to, że po pierwsze, sam jeździ do Stanów i ma tam kontakty, a po drugie, przez działaczy polonijnych w USA ma być wykorzystywany jako kurier dostarczający wiadomości i pieniądze do Polski. Bezpieka wiąże z „Zoresem” wielkie nadzieje. Już w listopadzie 1983 r. „wydział amerykański” wywiadu powołuje specjalny Zespół do Sprawy Zoresa. Grupa doświadczonych oficerów ma wyznaczać agentowi zadania, ale też go sprawdzać. Zespołem kieruje ppłk Sławomir Krauze, należy też do niego ppor.Ireneusz Jasiński, używający fikcyjnego nazwiska Hutorowicz. Ten ostatni jest pracownikiem Wydziału III zajmującego się wywiadem m.in. na terenie Belgii i Francji, gdzie Pourbaix często bywa. Po pozyskaniu „Zoresa” „wydział amerykański” przejmuje inwigilację kilku osób, które ma rozpracowywać Pourbaix – m.in. Czarlewskiego, a nawet Wiesława Chrzanowskiego. Dziś wydaje się to dziwne, bo działaczy tych nic z USA nie łączy. Ale w SB to normalna praktyka – jeśli jakiś wydział ma cennego agenta, to zwykle nie przekazuje go już innym, nawet jeśli zwerbowany współpracownik „tematycznie” bardziej pasuje do innego pionu. Nikt nie chce wypuścić z ręki cennej agentury, tym bardziej że poszczególne wydziały w MSW po cichu ze sobą konkurują.

Właśnie z powodu „Zoresa”, który podczas wizyty w kraju ma się kontaktować z Macierewiczem, Antoni dostaje się w orbitę PRL-owskiego wywiadu. Podporucznik Hutorowicz sporządza „Notatkę dotyczącą kontaktów pomiędzy Piotrem Naimskim i Antonim Macierewiczem”. Dochodzi do wniosku, że namierzenie Macierewicza może być dla bezpieki ważne. Liczy, że jego obserwacja pomoże dotrzeć do ważnych działaczy podziemia. W lipcu 1984 r. płk Julian Kowalski, naczelnik „wydziału amerykańskiego” wywiadu, pisze w tej sprawie raport do gen. Sarewicza: „Nawiązanie przez »Zoresa« kontaktu z Macierewiczem może pozwolić nam na ustalenie punktów kontaktowych i miejsca ukrywania się Macierewicza i poznanie jego łączników. Z uwagi na bliskie związki Macierewicza ze Zbigniewem Bujakiem i uzyskane informacjeo przejęciu przez Z. Bujaka łączności z zagranicznymi strukturami Solidarności, kontakt „Zoresa” z Macierewiczem może umożliwić na dalszym etapie zdobycie informacji na temat Bujaka i Regionalnej Komisji Koordynacyjnej Mazowsze oraz ewentualne wprowadzenie „Zoresa” w kanały kontaktowe KOR i biura brukselskiego Solidarności bez pośrednictwa S. Czarlewskiego. Ponadto powinno to ugruntować pozycję „Zoresa” wobec Naimskiego, który po powrocie do kraju może wykorzystywać naszego agenta jako łącznika z kontaktami P. Naimskiego w USA”. Tak więc kierownictwu wywiadu bardzo zależy, żeby „Zores” nawiązał kontakt z Macierewiczem i go przez dłuższy czas utrzymywał. Przy czym funkcjonariuszy niespecjalnie interesuje działalność samego Antoniego, a bardziej jego kontakty. Liczą, że naprowadzi on ich na czołówkę pozycji, a także podziemne struktury Mazowsza. W tej sytuacji Macierewicz nie może zostać zatrzymany. Mało tego: nie można go nawet spłoszyć w jakikolwiek inny sposób, musi się czuć bezpiecznie i w miarę swobodnie. „Z uwagi na bardzo prawdopodobne stosowanie przez podziemie szczególnych środków ostrożności nie jest wskazane przy pierwszym kontakcie „Zoresa” z krewnymi Piotra Naimskiego i A. Macierewiczem wykorzystywanie ekip obserwacyjnych Biura B MSW” – pisze płk Kowalski. Właśnie po konsultacji z Hutorowiczem i Kowalskim gen. Sarewicz sporządza wspomnianą już „tajemniczą” notatkę, w której jako szef wywiadu wystawia Antoniemu „certyfikat bezpieczeństwa”. Logiczne i w pełni uzasadnione.

Sekta Moona

Po przyjeździe do Warszawy Pourbaix gorliwie realizuje zadania zlecone przez bezpiekę. 11 lipca 1984 r. idzie do mieszkania dziadków Naimskiego, gdzie ma się spotkać z jego żoną Małgorzatą. Nie zastaje jej, ale rozmawiają pięć dni później.

– Piotr jest już od dwóch dni w kraju, przyjechał przez Świnoujście – mówi mu żona Naimskiego. – Spędził jedną noc w domu, teraz się ukrywa. To ważna wiadomość. Bezpieka ma bowiem od „Zoresa” informację, że Naimski chce wracać do kraju, ale nie wie kiedy i jaką drogą. Planowała go zatrzymać na Okęciu lub w porcie w Świnoujściu. Najwyraźniej jednak go przeoczono, co nie było trudne, bo Naimski, dla zmylenia tropów, zdecydował się na podróż przez Danię, a później do Polski przypłynął promem. 20 sierpnia „Zores” donosi, że Macierewicz ma się udać do jednego ze szpitali na badania i wrócić do domu, co ma zakończyć jego ukrywanie się w podziemiu. Dla bezpieki dobry znak. Pierwotne nadzieje funkcjonariuszy, że Macierewicz doprowadzi ich do Bujaka, okazują się płonne. Wychodzi bowiem na jaw, że grupa Antoniego jest w ostrym konflikcie z mazowieckim podziemiem. Prawdopodobnie wtedy funkcjonariusze zmieniają taktykę. Macierewicz i Naimski mają odtąd służyć do dezintegracji i osłabienia głównego nurtu opozycji. SB postanawia więc wzmocnić ich środowisko, by osłabić podziemie. Na polecenie bezpieki we wrześniu 1984 r. „Zores” informuje Naimskiego, że ma znajomości w amerykańskiej fundacji CAUSA International. Fundacja od kilku lat wspomaga antykomunistyczne organizacje w Ameryce Łacińskiej i ok. roku 1983 zaczyna się interesować Polską.

Chodzi o wsparcie finansowe dla opozycjonistów. W grudniu przedstawiciel fundacji Jean-Pierre Gabriel zamierza przyjechać do Polski na rozmowy w tej sprawie, ma się spotkać m.in. z Lechem Wałęsą. „Zores” zapowiada, że zorganizuje spotkanie zagranicznego gościa z Macierewiczem i Naimskim. Proponuje też, by CAUSA International finansowała zachodnie publikacje na potrzeby środowiska „Głosu”. Będą one przychodzić na adres Pen Clubu, gdzie pracuje żona Naimskiego. Problem w tym, że CAUSA International to fundacja stworzona przez sektę Moona. Jej inicjatorem jest Sun Myung Moon, który – według wyznawców sekty – był zesłanym przez Boga Mesjaszem. Moon zasłynął m.in. zbiorowymi ceremoniami ślubnymi, podczas których guru łączył małżeńskim węzłem tysiące par jednocześnie. W 1982 r. w USA skazano go na więzienie. Jednocześnie jego antykomunistyczne poglądy i duże pieniądze, którymi dysponował, sprawiły, że współpracęz nim podjęli niektórzy republikanie. Moon chętnie wspierał finansowo prawicę, a także środowiska religijnych fundamentalistów. Gabriel przyjeżdża do Polski w grudniu 1984 r. Naimski spotyka się z nim w Pałacu Kultury i Nauki, później idą razem na spotkanie z Macierewiczem. Naimski powiedział „Zoresowi”, że zarówno on, jak i A. Macierewicz bardzo wysoko ocenili przebieg ich ponad trzygodzinnego spotkania z Gabrielem. Podkreślił bardzo dobrą znajomość J.-P. Gabriela historii międzywojennej Polski i szczegółów obecnej sytuacji społeczno-politycznej naszego kraju. Stwierdził, iż Gabriel na spotkaniu z nim przedstawił się jako reprezentant amerykańskiej fundacji CAUSA International. Dodał, że w rozmowach poruszali sprawę pomocy CAUS-y International w zakresie wyposażenia grupy A. Macierewicza w środki techniczne. Temat ten ma być szczegółowo omawiany w przyszłości. P. Naimski nie powiedział agentowi, czy będzie on pośredniczył w tej sprawie. Ponadto P. Naimski poinformował agenta, iż wspólnie z A. Macierewiczem udzieli odpowiedzi na specjalnie opracowany przez J.-P. Gabriela zestaw pytań, który w czasie kolejnej wizyty w Polsce przywieźć ma „Zores”.

Tekst jest fragmentem książki

W maju 1985 r. Naimski namawia „Zoresa”, by ten pośredniczył w zdobywaniu pieniędzy z Zachodu. Mówi też, że przyszła już jakaś transza pomocy z Kanady w wysokości 3 tys. dolarów. W tym czasie w kręgu Macierewicza dojrzewa pomysł, by budować alternatywny ośrodek opozycyjny w stosunku do podziemnej Solidarności. Być może przełomem są kontakty z fundacją sekty Moona i wizja niezależnego dopływu pieniędzy. Według materiałów SB CAUSA International chciała wzmacniać chadecko-narodowy nurt opozycji, zbudować własne kanały łączności z podziemiem, za to odciąć się od kontaktów z podziemiem solidarnościowym. „Przedstawiciele CAUSA International nawiązali w 1984 r. wstępne kontakty z działaczamiopozycji w kraju. […] Postanowiono m.in. pozyskać i zacieśnić współpracę ze środowiskiem katolickim, klerem i RMP, które uznano za główne filary opozycji i oporu wobec linii władz państwowych; nie angażować się we współpracę z byłą polską opozycją związkową skupioną wokół Lecha Wałęsy, którego osobę oceniono bardzo negatywnie”. We wrześniu 1984 r. „Zores” notuje: „Reaktywowanie Solidarności w jej dawnym kształcie przez członków byłej komisji krajowej, według Naimskiego, jest koncepcją nierealną, bez szans powodzenia”. Naimski chce więc wyraźnie przełamać monopol podziemnej Solidarności na kontakty z Zachodem. A także na źródła finansowania. „Według agenta główną działalność w kraju Piotr Naimski skoncentruje na realizacji od strony podziemia (przy pomocy sponsorów amerykańskich i swoich kontaktów w USA) powołania do życia fundacji kulturalnej z siedzibą w Rzymie. Jest to, o czym meldowaliśmy, projekt m.in. P. Naimskiego, Arkadiusza Rybickiego i innych działaczy Ruchu Młodej Polski, zaaprobowany osobiście przez Lecha Wałęsę. Fundacja ma być niezależna od zagranicznych biur Solidarności” jej celem będzie zdobywanie funduszy na działalność opozycyjną w kraju”.

Agent na głowie

W aktach bezpieki zachowała się adnotacja, że grupa „Głosu” ma dostawać wsparcie od francuskiej prawicy. Nie wiadomo, czy coś z tego wyszło, podobnie jak z przekazania pieniędzy z sekty Moona. Wiadomo natomiast, że jednym ze źródeł finansowych środowiska „Głosu” ma być firma polonijna Belpol. Z pomocą bezpieki zakłada ją w 1984 r. André de Pourbaix. Ma produkować napoje, syropy oraz małe urządzenia elektroniczne. Jak pisze historyk Witold Bagieński, który w 2015 r. w książce „Konfidenci” analizował działalność „Zoresa”,„tak szeroki zakres działania przedsiębiorstwa stanowił znakomity kamuflaż dla rzeczywistego celu jego podróżowania po kraju, a zarazem umożliwiał dyskretne przekazywanie wynagrodzenia za szpiegowską działalność”. W 2015 r. o swoich kontaktach z „Zoresem” opowiedział Bagieńskiemu Piotr Naimski. Z jego relacji wynika, że środowisko „Głosu” dysponowało wówczas gigantyczną kwotą 10 tys. dolarów zebranych w USA. Naimski powierzył te pieniądze „Zoresowi”, który miał je zainwestować w swoją firmę. Obiecał, że dochody i odsetki będzie regularnie wypłacał na potrzeby grupy Macierewicza. Tak się jednak nie stało, bo agent pieniądze zdefraudował. – Jeszcze po 1990 r. Piotr próbował odzyskać te pieniądze, znalazł nawet mieszkającą na Zachodzie żonę André, okazało się jednak, że nie utrzymują już kontaktów – opowiada osoba blisko związana wtedy z Macierewiczem i Naimskim. Czy „Zores” kradnie pieniądze „Głosu” na polecenie bezpieki, czy może robi to z własnej inicjatywy? Sprawy nie da się dziś rozstrzygnąć, ale w 1986 r. SB nagle wyrejestrowuje „Zoresa”. Oszukał także ją? Po 1989 r. Pourbaix wróci do Polski, będzie tu robił interesy, głównie w branży kosmetycznej. Pomoże opracować lek na trądzik, który będzie reklamował jako jedyny na rynku produkt kompleksowo traktujący tę dolegliwość. Umrze w 2015 r. Sławomir Czarlewski wspomina: – Piotr Naimski wielokrotnie mi później wypominał, że nieświadomie ściągnąłem mu na głowę agenta. Nie miał pretensji, raczej żal do sytuacji, w jaką daliśmy się wmanewrować. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 24/2018
Więcej możesz przeczytać w 24/2018 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 1
  •  
    Macierewicz zawsze był człowiekiem Moskwy,dlatego chciał ugody z komunistami polskimi i ich orężem zbrojnym LWP. Dlatego szybko został otoczony wianuszkiem polskich agentów komunistycznych i radzieckich szpiegów i przez nich omotany.

    Czytaj także