Polski budżet stać na wiele

Polski budżet stać na wiele

Prof. Ryszard Bugaj
Prof. Ryszard Bugaj / Źródło: Newspix.pl / Jacek Herok
Jarosław Kaczyński ma pod swoim dowództwem zaciężną armię i ta armia domaga się żołdu, a nawet łupów – mówi Ryszard Bugaj.

Co się stało z wrażliwością społeczną PiS?

Istnieje, ale jest obliczona na zyskanie poparcia społecznego. PiS nigdy nie miał porządnego programu społecznego, co pokazał sposób reakcji na protest niepełnosprawnych.

Wygląda na to, że to PiS-owi specjalnie nie zaszkodziło.

Nie wiem, jaki będzie polityczny bilans tej sprawy. Zapewne część elektoratu tej partii uzna jednak, że postawa PiS była w tej sprawie naganna.

Dlaczego oni tych pieniędzy nie dali? Nie mają?

Trudno powiedzieć. Sprawą kluczową jest zdefiniowanie grupy uprawnionych. Formalnie status niepełnosprawnych ma w przybliżeniu 4,5 mln osób.

To sporo.

No tak. Wypłata świadczeń tak dużej grupie osób byłaby dla budżetu rujnująca. Jednocześnie protestujący mówili, że ich postulat dotyczy 250 tys. osób. Jeśli to prawda, to te świadczenia kosztowałyby budżet 1,5 mld zł rocznie. Takie pieniądze można znaleźć bez trudu, nawet jak się tego nie planowało, a sytuacja budżetu jest generalnie dość dobra. Dlatego nie rozumiem, dlaczego rząd nie powiedział, komu może zapłacić, a komu nie.

500 zł?

Niekoniecznie dokładnie tyle. Patrząc z sympatią na protestujących, w tej jednej sprawie bym się z nimi do końca nie zgodził. Otóż uprawnienia nie mogą być równe, muszą zależeć od statusu niepełnosprawnego. Dla niektórych 500 zł rozwiązuje problem, dla innych kompletnie nie.

Rząd proponuje świadczenia w naturze.

Dobry system zabezpieczenia powinien być miksem zasiłków pieniężnych i różnych uprawnień w naturze.

Dlaczego władze ostatecznie się na to nie zdecydowały?

Pewnie kierowano się polityką. Zadecydowała obawa, że podniesienie śluzy spowoduje zalew żądań finansowych ze strony innych grup, które też mają swoje problemy. Ale myślę, że niektórzy politycy PiS mają dziś kaca moralnego.

Kto konkretnie?

Cały problem w odpowiedzi na pytanie, czy jest to rdzeń PiS, czy raczej pisowscy dysydenci, czyli ci z marginesu, którzy nic nie mogą i nic nie powiedzą.

Co powinien teraz zrobić PiS?

Przedstawić merytoryczny program pomocy niepełnosprawnym i odrobić część strat.

Jak pan ocenia politykę socjalną PiS z punktu widzenia ekonomii?

Moim zdaniem nasz budżet stać na wiele. Polska jest krajem, który – jak dotąd – rozwija się w reżimie niskobudżetowym. W dodatku obecnemu rządowi udało się poprawić egzekucję podatków, co jest istotnym osiągnięciem. Niepłacenie podatków w okresie rządów Platformy Obywatelskiej było traktowane jako norma. W tej chwili jest obawa, co się może stać, jak nie zapłacę. Z drugiej strony przebudowy systemu podatkowego nie podjęto. To dla mnie rozczarowanie. Jednym z powodów, dla których angażowałem się, choć krytycznie, w poparcie dla PiS, była nadzieja na zmianę systemu podatkowego.

Na jaki?

Wmawiałem sobie na przykład, że PiS zlikwiduje podatek liniowy dla najzamożniejszych. Podatki, tak jak w Europie Zachodniej, powinny być dystrybutywne, to znaczy, żeby po opodatkowaniu nierówności były mniejsze niż przed opodatkowaniem. Wszystko wskazuje na to, że u nas jest odwrotnie. Ja pamiętam deklaracje z rady programowej PiS, kiedy Jarosław Kaczyński mówił, że będzie trzecia stawka podatku dochodowego.

Jest pan za daniną solidarnościową?

Pomysł, że najbogatsi zapłacą na niepełnosprawnych, jestzaprzeczeniem idei systemu podatkowego. Budżet jest jednolity, nie można go parcelować. Owszem, może się zdarzyć, że jest jakieś przejściowe, historyczne zadanie. Tak było w Niemczech, gdzie z podatku solidarnościowego sfinansowano koszt przy łączenia NRD. Jeśli jednak chodzi o niepełnosprawnych, to nie jest to koszt przejściowy. Wręcz przeciwnie: w miarę polepszającej się opieki zdrowotnej liczba niepełnosprawnych będzie rosła. Będzie się też rodzić więcej niepełnosprawnych dzieci.

Czyli podniesienie podatków dla najbogatszych – tak, ale danina solidarnościowa – nie?

Moim zdaniem trzeba zlikwidować podatek liniowy dla najbogatszych obywateli i wprowadzić dla nich przynajmniej trzecią stawkę podatku dochodowego. Oczywiście hałas się podniesie niebywały, ale trudno.

Myśli pan, że po proteście osób niepełnosprawnych zacznie spadać PiS poparcie?

Siłą PiS jest słabość opozycji, a siłą opozycji jest niezborność PiS.

Na czym ta niezborność polega?

Na przykład na tym, że Kaczyński chce, by partia była bardziej powściągliwa w sięganiu po profity materialne. Wszystko wskazuje jednak na to, że ma armię zaciężną pod dowództwem i ta armia domaga się żołdu, a nawet łupów. I on sobie z tymi żądaniami nie radzi.

W trakcie awantury o nagrody okazał się pryncypialny.

Ale też się naraził wielu swoim. Gdy z jakichkolwiek powodów osłabnie, skoczą mu do gardła. Na razie się go boją, bo wiedzą, że PiS bez Kaczyńskiego nie istnieje.

O Jarosławie Kaczyńskim w kuluarach mówi się, że nie potrafi jednoosobowo zarządzać ani partią, ani rządem. Władza zaczyna mu się rozchodzić?

Jeśli mechanizmy instytucjonalne nie działają, to w sposób oczywisty musi się to rozłazić. Widać to na przykładzie awansów w gospodarce. Kaczyński miał wizję, że do spółek Skarbu Państwa weźmie swoich dobrych ludzi. Problem polegał na tym, że przy tak masowej rekrutacji nie ma możliwości sprawdzenia przez wąską grupę ludzi, a już tym bardziej przez lidera, kto jest uczciwy i kompetentny, a kto się nie nadaje. Konkursy, które były za Platformy Obywatelskiej w spółkach Skarbu Państwa, były oczywiście w dużym stopniu dęte. Ale odpowiedzią na to nie powinna być likwidacja konkursów, ale ich udoskonalenie.

Chce pan powiedzieć, że PiS robi to samo co poprzednicy, tylko gorzej?

Jest wiele spektakularnych skoków na przywileje. Wystarczy wspomnieć przypadek premier Szydło, która co tydzień latała, a może ciągle lata, dużym samolotem do domu. Na miejscu czekała na nią z kolei luksusowa limuzyna z obstawą, żeby zawieźć kolejnych kilkadziesiąt kilometrów. Nawet w bogatych krajach się to nie zdarza! Zaskoczył mnie też na przykład Antoni Macierewicz. Zawsze sądziłem, że umie on trzymać na wodzy swoje materialne ambicje. Tymczasem kompletnie popłynął – z tymi limuzynami, obstawami, gabinetami. To kompromituje i jego, i jego partię.

Najwierniejszemu elektoratowi to jednak nie przeszkadza.

Ci ludzie mówią: trudno, Macierewicz ma inne zalety. Ale te informacje o przywilejach się kumulują. W czasach Porozumienia Centrum Ludwik Dorn opublikował artykuł o czterystu wspaniałych, którzy powinni dostać duże pieniądze, luksusowe limuzyny i naprawiać państwo. Trochę taka grupa powstała, są limuzyny, są przywileje, tylko naprawy państwa nie ma...

Kto może być sukcesorem Jarosława Kaczyńskiego?

Bardzo bym nie chciał, żeby to był Zbigniew Ziobro. Nie tylko dlatego, że chodzi krokiem marynarskim, tak jak Putin (śmiech). To człowiek bardzo cyniczny. Kaczyński go swego czasu rozdeptał, a on łasi się dalej i udaje, że się nic nie przydarzyło. Dla mnie to dość obrzydliwe.

Mateusz Morawiecki?

Moim zdaniem nie. Z kolei o Joachimie Brudzińskim mało wiem. Teraz się zachowuje w sposób umiarkowany. Jedno jest pewne: odejście Jarosława Kaczyńskiego spowoduje, że PiS będzie bytem o bardzo niewielkim znaczeniu w życiu politycznym. Tymczasem w partii jest sporo osób, które wiszą na spodziewanym sukcesie, a sukces PiS ciągle gwarantowany jest wyłącznie przez Kaczyńskiego. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 24/2018
Więcej możesz przeczytać w 24/2018 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także