Sprowadzimy rząd na ziemię

Sprowadzimy rząd na ziemię

Piotr Duda
Piotr Duda / Źródło: Newspix.pl / FOT. MICHAL CHWIEDUK/FOKUSMEDIA
Nie pozwolimy upolitycznić naszych protestów. Będziemy gonić z nich polityków opozycji – mówi Piotr Duda, przewodniczący Solidarności.

To będzie gorąca jesień?

Lato jest gorące. Ale mówiąc poważnie, trudno powiedzieć. Czekamy na pana premiera, aby ustosunkował się do naszych postulatów. Posiedzenie Komisji Krajowej odbędzie się 7 sierpnia. Zaprosiliśmy na nie Mateusza Morawieckiego. Potwierdził obecność i od tej rozmowy uzależniamy dalsze kroki, w tym protesty.

Stawiacie zatem rządowi ultimatum: albo podwyżka dla budżetówki, albo strajk?

Ja bym tego nie nazywał ultimatum. Cała sfera budżetowa jest zaniepokojona. Był okres dwuletnich rządów Prawa i Sprawiedliwości, były priorytety dotyczące wieku emerytalnego, handlu w niedzielę. Było wiele pozytywnych działań, które ten rząd zrobił. Ale trzeba zauważyć, że od 2010 r. wskaźnik, który daje możliwość zwiększenia wynagrodzeń w sferze budżetowej, po prostu jest zamrożony. I po ostatnich rozmowach na Radzie Dialogu Społecznego, dotyczących projektu budżetu na 2019 r., nie widać żadnych perspektyw na zmianę. Chociażby ze strony przedstawiciela Ministerstwa Finansów. Jeśli PiS mówi o profesjonalnym, bezpiecznym państwie, to ono musi zatrudniać w swoich urzędach profesjonalnych urzędników państwowych, dobrze wynagradzanych, a nie urzędników, którzy pracują na poziomie minimalnego wynagrodzenia. Ta sytuacja dłużej nie może trwać. Jeśli się nie zmieni, będziemy protestować. A my wielokrotnie udowodniliśmy, że potrafimy. Widzimy kolejne propozycje, które pan premier składa rolnikom albo kolejnym środowiskom, więc czekamy na propozycje, które zostaną złożone pracownikom sfery budżetowej. Inna bardzo ważna sprawa dotyczy funduszu świadczeń socjalnych. Jest 500 plus, tornister plus, a ważna sprawa dotycząca pracowników, którzy potrzebują pomocy socjalnej w zakładzie pracy, jest nierozwiązana. Ci ludzie, często zarabiający najniższą pensję krajową, patrzą, jak rząd od sześciu lat nie chce odmrozić wskaźnika, od którego nalicza się fundusz socjalny.

Jak pan tłumaczy pracownikom budżetówki, że choć sytuacja ekonomiczna jest dobra, to pensje nie rosną?

My się rozumiemy bez słów. Jeżeli ludzie widzą w telewizji ze strony rządowej przekazy, że sytuacja budżetowa jest coraz lepsza, z ust pana premiera słyszą zapowiedzi różnych programów, na które będą przekazywane miliardy złotych, to pracownik budżetówki się pyta: „A kiedy my?”. Jeżeli gospodarka się rozwija, jeżeli PKB wzrasta, to każdy z pracowników chce to odczuć we własnej kieszeni. Przeciętne wynagrodzenie wzrasta, ale nie odczuwają tego pracownicy budżetówki. To jest ich deprecjonowanie. Kiedy ci pracownicy znajdą inną pracę, będą uciekać z urzędów. Przyjdzie moment, że to wszystko pęknie.

O co jeszcze oprócz podniesienia płac w budżetówce walczycie?

Jest wiele spraw, jak choćby płaca minimalna. Wielkim problemem jest też liberalizacja w zatrudnianiu cudzoziemców. Słyszałem głosy, że rząd chce liberalizować zatrudnienie pracowników, którzy są nie tylko z Ukrainy, ale nawet z Wietnamu, Bangladeszu i tak dalej. A wszystko dlatego, że jest deficyt pracowników. My nie mamy nic przeciwko temu, aby w naszym kraju byli zatrudniani cudzoziemcy, tylko trzeba w tym temacie spojrzeć na ochronę praw polskich obywateli. Nie może być tak, że pracownik, który przyjeżdża spoza Unii Europejskiej, jest zatrudniany na innych warunkach niż polski pracownik. Tutaj zgadzam się ze słowami Jeana-Claude’a Junckera, chociaż rzadko się z nim zgadzam. Na spotkaniu ze związkowcami w Brukseli powiedział on, że za tę samą pracę w tym samym miejscu powinno się otrzymywać to samo wynagrodzenie. Nie dopuścimy do dumpingu socjalnego w naszym kraju, będziemy tego pilnować i o tym rozmawiać z panem premierem. Wiem, że pracodawcy chcieliby taniego pracownika. Ale to oznacza wypychanie polskich pracowników z rynku pracy, którzy są dla przedsiębiorców „za drodzy”. Pamiętamy, jak związkowcy starej piętnastki Unii Europejskiej, choćby Skandynawii, oskarżali nas o dumping socjalny, o to, że w naszym kraju były tanie koszty pracy. Będziemy tego pilnować.

O Beacie Szydło jako premierze wypowiadał się pan dosyć pochlebnie. Gdyby miał pan porównywać współpracę z Beatą Szydło i Mateuszem Morawieckim, to z kim się lepiej pracowało?

Nie chciałbym tego porównywać. Znam osobiście od wielu lat panią premier Beatę Szydło i pana premiera Mateusza Morawieckiego. I to nie tylko na stopie służbowej, ale również prywatnej. Kiedy rozpoczęła się praca rządu pod koniec 2015 r., to było coś nowego. Wtedy zaczęła pracę Rada Dialogu Społecznego. Chcieliśmy zmian i to się dokonywało. Po dwóch latach nastąpiła rekonstrukcja rządu. Nie rozumiałem decyzji komitetu politycznego PiS, przez którą Beata Szydło przestała być premierem. Mówię to jako obywatel i wyborca PiS. Dzisiaj współpraca z premierem i rządem jest taka, że nie mam z nimi żadnych problemów. Dlatego mam nadzieję, że na posiedzeniu Komisji Krajowej powiemy sobie kilka męskich słów, ale ufam, że dojdziemy do porozumienia, bo na protestach nam nie zależy.

Uważa pan, że dymisja Beaty Szydło nie była potrzebna?

Stało się. Ja chciałem i chcę rozmawiać z każdym premierem, tak jak chciałem rozmawiać i z Donaldem Tuskiem, i z Ewą Kopacz. Niestety, wtedy po drugiej stronie nie było chęci do negocjacji. I skończyło się tak, jak się skończyło. Jestem otwartym człowiekiem. Druga strona wie, że dla mnie najważniejszy jest dialog. Jeżeli rozmowa przy stole negocjacyjnym nie przynosi rezultatów, to musimy sięgnąć po inne rozwiązania. Nie chciałbym, żebyśmy jako Solidarność sięgali po bardziej radykalne środki. Pani premier Szydło rozbudziła w nas swoim dialogiem wielkie nadzieje, po ośmiu latach posuchy w dialogu z tamtym rządem. Teraz w rządzie przyszło zmęczenie materiału, i mimo że dialog nie przypomina czasów PSL i Platformy Obywatelskiej, to widać, że rutyna w rządzie wchodzi w grę i musimy niektórych sprowadzić na ziemię.

Rząd zawarł porozumienie z rolnikami, wcześniej z pielęgniarkami. Choć ci pierwsi nie są w Solidarności, służba medyczna już tak. Ma pan żal, że rząd rozmawia oddzielnie z niektórymi grupami?

Po protestach rolników rząd wziął się do roboty. Podchodzi pozytywnie do problemów rolniczych i ja ich w tym wspieram. Natomiast już sprawa ministra konstytucyjnego Łukasza Szumowskiego jest skandalem. Podpisał porozumienie w sprawie wynagrodzeń tylko z jedną organizacją związkową, i to niereprezentatywną. My nie jesteśmy przeciw podwyższaniu wynagrodzeń pielęgniarkom. Ale w związku zawodowym Solidarność też są pielęgniarki. Pan minister Szumowski poszedł śladami byłego ministra zdrowia Mariana Zembali. To jest niedopuszczalne, że konstytucyjny minister łamie konstytucję i ustawę o związkach zawodowych. Porozumienie z pielęgniarkami powinno zostać podpisane z wszystkimi organizacjami reprezentatywnymi, zgodnie z ustawą o Radzie Dialogu Społecznego.

A jak się pan ustosunkowuje do strajku nauczycieli i służb mundurowych. Popiera pan czy nie?

W imieniu związku zawodowego Solidarność sekretariat oświaty i wychowania wydał jednoznaczne stanowisko, które jest dla nas wiążące. Jesteśmy za odwołaniem minister Anny Zalewskiej. A co do służb mundurowych, w tym policji, to trudno mi się wypowiadać. Na pewno każdy chce mieć wyższe wynagrodzenie. Mam nadzieję, że niedługo zmieni się ustawa o policji i w służbach mundurowych będzie mógł być stworzony związek zawodowy Solidarność. Bo dzisiaj jest tam jeden związek zawodowy, branżowy. Wiemy, że projekt ustawy dotyczący pluralizmu związkowego, zgodnie z pierwszym postulatem sierpniowym, jest przygotowany. Mamy nadzieję, że pan minister Joachim Brudziński nie będzie zwlekał i przekaże ten projekt do konsultacji na Komitet Stały Rady Ministrów i do parlamentu. Jak założymy Solidarność w policji, wtedy będę mógł się wypowiedzieć.

Mundurówka chce wrócić do starych zasad emerytalnych. Jest pan za?

My też mamy swoje postulaty dotyczące praw emerytalnych. Chcieliśmy rozmawiać z PiS o tym, żeby pracownicy mogli przechodzić na emeryturę po określonym okresie składkowym. Mężczyźni po 40 latach, a kobiety po 35 latach okresu składkowego. I też nic z tego nie wychodzi. Jeśli rząd zacznie rozmawiać ze służbami mundurowymi, to my będziemy chcieli dołączyć do tego z naszymi postulatami. To jest punkt umowy programowej, którą podpisaliśmy z panem prezydentem przed wyborami prezydenckimi.

Rozmawialiśmy o tym, że jeśli rząd nie przystanie na wasze postulaty, to zorganizujecie strajk generalny. Ale czy nie obawiacie się, że protest na jesieni w okresie przedwyborczym będzie odczytywany jako element kampanii wyborczej przeciwko rządowi?

W polskim prawie nie ma formuły strajku generalnego, możemy mówić o protestach. A nasze protesty zawsze są merytoryczne, a nie polityczne, i nigdy nie dopuścimy do nich polityków totalnej opozycji. Nigdy nie jest dobry termin. Jestem za starym działaczem związkowym, żeby podchodzić do tego w sposób koniunkturalny. Jest problem, rozmawiamy z premierem. Jeśli nie zostanie rozwiązany, będziemy podejmować odpowiednie decyzje w tym temacie. Jeżeli wyjdziemy na ulicę, to wyjdziemy z konkretnymi postulatami i na pewno nie będziemy krzyczeć: „Wolność, demokracja!”. Bo w naszym kraju są wolność i demokracja. Na pewno nie pozwolimy, żeby ten protest został upolityczniony i będziemy gonić z naszych protestów polityków opozycji, nawet jeżeli śmią przyjść gdzieś niedaleko i przyglądać się naszemu protestowi.

Trochę czasu minęło od pana konfliktu z byłym prezydentem. Jak pan obecnie ocenia dziś aktywność, również polityczną, legendy Solidarności Lecha Wałęsy?

Lech Wałęsa miał szansę być mentorem, ale z tej szansy nie skorzystał. Stanął po jednej stronie politycznej. Siedzę w tej chwili w gabinecie, w którym pracował Lech Wałęsa. Patrzę na zdjęcia przewodniczących. Pierwsze zdjęcie jest Wałęsy, drugie Krzaklewskiego, a trzecie Śniadka. I tylko tyle.

Chciał pan wykluczenia Lecha Wałęsy z Solidarności.

Ja nie chciałem. Takie były stanowiska członków związku zawodowego po tym, jak Wałęsa stwierdził, że byłem w ZOMO. To było niewybaczalne. Przekroczył granice, których nie powinien był przekraczać. Lech Wałęsa, zamiast być bezstronnym obserwatorem sceny politycznej, stanął po jednej ze stron. Miał okazję pokazać rządowi PO, na czym polega demokracja, że trzeba prowadzić dialog społeczny. A pan prezydent Wałęsa zachęcał pana premiera Tuska, żeby pałować związkowców Solidarności tylko dlatego, że chcą bronić praw pracowniczych. Nie chciał stanąć po stronie pracowników, a teraz broni rzekomego braku demokracji i stoi po stronie jednej opcji politycznej, czyli Platformy Obywatelskiej.

Lech Wałęsa twierdzi, że to pan stoi po stronie jednej opcji politycznej, po stronie PiS.

To bzdury totalne. Gdzie po stronie PiS? Jestem związkowcem. Nigdy nie byłem i nie będę w żadnej partii. Od 15 lat piszą, że będę gdzieś kandydował. Czytałem też, że będę startował do europarlamentu. To Lech Wałęsa jest przybudówką takich partii jak PO i Nowoczesna. Mam nadzieję, że ta druga po raz pierwszy i ostatni w parlamencie.

W październiku będą wybory w Solidarności. Słyszy się w kuluarach, że będzie miał pan kontrkandydata Dominika Kolorza, szefa śląsko-dąbrowskiej Solidarności. Obawia się pan o swoje stanowisko?

Ja nie wiem, skąd ma pani takie informacje. To są totalne bzdury. W kuluarach się mówi, na mieście się mówi… Znam Dominika od lat, jesteśmy przyjaciółmi, a to jest wypuszczanie jednego na drugiego. Jak ktoś się orientuje w wyborach w związku, to wie, że na walnym zebraniu regionu śląsko-dąbrowskiego, tam, gdzie przewodniczącym jest Dominik Kolorz, właśnie na jego wniosek, przez aklamację władze tego regionu podjęły decyzję, że ich kandydatem na przewodniczącego Komisji Krajowej jestem ja, Piotr Duda. Pani redaktor, mnie śmieszą takie rzeczy.

Nie będzie miał pan kontrkandydatów?

Ja nie wiem. Jeśli mówimy o Dominiku Kolorzu, to gdyby jego wskazał region, to ja bym nie kandydował. Nigdy nie startowałem wbrew swojemu regionowi i dlatego nikt mnie nie skłóci z Dominikiem Kolorzem.

Czyli nadal ma pan silną pozycję w Solidarności?

Ja już w 2002 r. mogłem kandydować po Marianie Krzaklewskim na szefa Solidarności. Powiedziałem nie. Nie jestem kolekcjonerem wizytówek. Ja nic nie muszę, ja chcę. Taka jest moja dewiza życiowa. Ostatnie zasługi Solidarności nie są jedynie moje, ale wszystkich członków związku, w tym regionu śląsko-dąbrowskiego, i Dominika Kolarza. W ostatnich latach wzrosło znaczenie związku, bo jesteśmy silni, konsekwentni i skuteczni. Jesteśmy teraz coraz bardziej atakowani za nasze projekty. Ale im bardziej jesteśmy silni, tym ataki się zwiększają. Słabych nie atakują.g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 32/2018
Więcej możesz przeczytać w 32/2018 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także