Gowin, czyli apetyt na prawicę

Gowin, czyli apetyt na prawicę

Jarosław Gowin
Jarosław Gowin / Źródło: Newspix.pl / GRZEGORZ KRZYZEWSKI / FOTONEWS
O Jarosławie Gowinie ludzie, którzy go dobrze znają, mówią, że nie znosi być numerem dwa. Jeżeli się na to godzi, to tylko dlatego, że ma plan, jak rychło zostać numerem jeden.

Wicepremier, minister nauki i szkolnictwa wyższego oraz szef partii Porozumienie zaczął sezon polityczny mocnym akcentem. Przez ostatni tydzień media żyły jego wywiadem dla „Do Rzeczy”, w którym powiedział, że polski rząd może zignorować orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, jeżeli ten usankcjonuje zawieszenie prawa przez Sąd Najwyższy. – Mówię to z ubolewaniem jako zwolennik integracji – stwierdził Jarosław Gowin. I dodał: to będzie pierwszy krok do autodestrukcji Unii Europejskiej i wykona go nie polski rząd, lecz unijny Trybunał Sprawiedliwości. Jak na zwolennika obecności Polski w Unii Europejskiej to dość zaskakująca deklaracja, na dodatek mocno wyprzedzająca jakąkolwiek rzeczywistość, bo młyny europejskiej sprawiedliwości mielą powoli. Werdykt trybunału może zapaść np. za rok. Nic dziwnego, że opozycja zakrzyknęła, że oto jest kolejny dowód na dążenie PiS do wypchnięcia Polski z Unii Europejskiej. PO i Nowoczesna uznały za dobry pomysł, żeby wnioskować o wotum nieufności wobec wice premiera. Słowem, o liderze Porozumienia było głośno.

Mruganie do elektoratu

Dlaczego Jarosław Gowin akurat w taki sposób postanowił przypomnieć o sobie u progu nowego sezonu politycznego? Są trzy różne odpowiedzi. Pierwsza brzmi, że był to balon próbny, który miał wysondować reakcję opinii publicznej na ewentualny spór naszego rządu z Trybunałem Sprawiedliwości. – Zapewniam, że ta wypowiedź była uzgodniona z Jarosławem Kaczyńskim – mówi nasz rozmówca ze Zjednoczonej Prawicy. Ta narracja jest jednak mało wiarygodna ze względu na reakcję PiS. Ryszard Terlecki, szef klubu PiS i wicemarszałek Sejmu, który od dawna jest w sporze z Gowinem, nie odmówił sobie przyjemności wbicia mu szpili – pytany o tę wypowiedź oznajmił, że jest to prywatna opinia Gowina.

– Nie bardzo wierzę, żeby taki wyrok został wydany – dodał Terlecki. Inni poważni politycy PiS w ogóle się na ten temat nie wypowiedzieli, co sugeruje, że raczej była to samodzielna szarża wicepremiera. Niektórzy z naszych rozmówców uważają, że Jarosławowi Gowinowi tak naprawdę chodziło o zwrócenie uwagi na swoją formację przed wyborami samorządowymi. Porozumienie zarejestrowało własny komitet wyborczy i być może w niektórych miejscach będzie wystawiało własne listy kandydatów na radnych, a skoro będą listy, trzeba zadbać o ich promocję. Jeżeli chodzi o start do sejmików województw, to Zjednoczona Prawica pójdzie do tych wyborów razem. PiS, Solidarna Polska i Porozumienie zawarły stosowną umowę w tej sprawie. Z naszych informacji wynika, że Solidarna Polska Zbigniewa Ziobry i partia Jarosława Gowina dzięki wspólnym negocjacjom z PiS, jak w 2014 r., uzyskały zadowalające warunki wyborczego porozumienia. Po wyborach w 2015 r. drogi Ziobry i Gowina zaczęły się rozchodzić, ale teraz znowu obaj liderzy powrócili do współpracy.

– Zbigniew Ziobro poczuł się zagrożony, bo pojawiły się pogłoski o jego możliwej dymisji, a Jarosławowi Gowinowi od dawna nie najlepiej układa się relacja z PiS i to ich zbliżyło – mówi polityk Zjednoczonej Prawicy. Przykładowo obaj liderzy po cichu wspierali weto prezydenta do ordynacji do Parlamentu Europejskiego, bo nie wykluczają wystawienia samodzielnych list za rok. Jesienne wybory nie ograniczają się jednak do sejmików, a nasi rozmówcy twierdzą, że na niższych poziomach kandydaci Porozumienia są brutalnie wycinani przez lokalnych działaczy PiS. A to z tego powodu, że Gowin po pierwsze nie jest lubiany przez działaczy PiS, jako były polityk PO, a po drugie po zmianie ordynacji na listach jest dużo mniej miejsc niż w poprzednich wyborach i nawet chętni z Prawa i Sprawiedliwości się na nich nie mieszczą, nie mówiąc o kandydatach koalicyjnych.

– Dlatego własny komitet wyborczy jest skutecznym narzędziem negocjacyjnym, bo mając możliwość wystawienia własnej listy, która może odebrać głosy liście PiS, jest się po prostu w lepszej sytuacji do rozmów – mówi polityk obeznany z kampaniami wyborczymi. Stąd mruganie okiem do prawicowego wyborcy w sprawie Unii Europejskiej. Według jednego z naszych rozmówców Gowin próbuje porozumieć się z niektórymi posłami Kukiz’15 w sprawie lokalnych koalicji. – To jest bardzo źle widziane przez naszego przewodniczącego – mówi polityk Kukiz’15. – Paweł ma alergię na Gowina, ale są posłowie, którzy za plecami lidera współpracują z wicepremierem. Z nieoficjalnych informacji wynika, że jednym z nich jest Stanisław Tyszka. Jarosław Gowin np. zatrudnił w swoim ministerstwie byłego współpracownika Tyszki. Ale wicemarszałek Sejmu nie wyszedł na tej współpracy najlepiej, bo właśnie z tego powodu przegrał z Markiem Jakubiakiem bój o możliwość kandydowania pod szyldem Kukiz’15 na prezydenta Warszawy.

Ambicje wicepremiera

Jeszcze inny z naszych rozmówców uważa, że Jarosław Gowin zaczął się pozycjonować na wypadek, gdyby w niedługim czasie doszło do walki o przywództwo na prawicy. – Nie mówię, że to nastąpi jutro czy nawet za rok, ale odejście Kaczyńskiego z PiS jest realną perspektywą, o której już wszyscy myślą – mówi prawicowy polityk. Jarosław Gowin przynajmniej od roku intensywnie buduje struktury swojej partii, która liczy już kilka tysięcy członków. Na dodatek ciągle dochodzą nowi ludzie. Część z nich zaakceptowała, że w polityce nastał czas prawicy i że jeżeli chcą uczestniczyć we władzy, muszą dołączyć do tego obozu. A ponieważ w PiS z różnych względów nie mają czego szukać, robią to pod marką Porozumienia. Sukcesem Jarosława Gowina jest m.in. wystawienie przez obóz Zjednoczonej Prawicy Jacka Żalka, członka Porozumienia, na prezydenta Białegostoku.

Do tej pory PiS nigdy nie udało się zdobyć tego miasta, mimo że na Podlasiu partia jest bardzo silna. Od 12 lat Białymstokiem rządzi Tadeusz Truskolaski wywodzący się z PO. Jeden z naszych rozmówców uważa, że niemożność odbicia Białegostoku przez PiS jest efektem wieloletniej rywalizacji między dwoma działaczami tej partii – byłym ministrem rolnictwa Krzysztofem Jurgielem i wiceministrem spraw wewnętrznych Jarosławem Zielińskim. Ci dwaj nie dość, że walczą ze sobą o prymat na Podlasiu, to jeszcze skutecznie wycinają dobrych kandydatów np. na prezydenta Białegostoku, bo wtedy wyrósłby im jeszcze jeden rywal. Żalek, według oceny naszego rozmówcy, ma szansę na wygraną w tegorocznych wyborach. A gdyby tak się stało, byłby to duży sukces Gowina, w dodatku w jednym z mateczników PiS.

– Gowin buduje się na ciężkie czasy, które mogą nastać po odejściu Jarosława Kaczyńskiego z polityki. Gdyby nadeszły szybko, może wystawić samodzielną listę do europarlamentu, a potem do parlamentu krajowego. Ale jeżeli trzeba będzie poczekać, poczeka – mówi nasz rozmówca. I dodaje, że Gowin już w 2014 r. szykował się do walki o przywództwo na prawicy, bo sądził, że PiS przegra wybory prezydenckie oraz parlamentarne w 2015 r. i wtedy dojdzie do buntu przeciwko Jarosławowi Kaczyńskiemu. Niestety dla Gowina PiS wygrał jedne i drugie wybory, a Kaczyński tylko się umocnił i dziś na swojego następcę szykuje Mateusza Morawieckiego.

– Niektórzy w PiS już się zaczęli orientować na premiera, bo Kaczyński otwarcie im powiedział, że tylko przy Morawieckim mają szansę przetrwać w przyszłym PiS – mówi nasz rozmówca. I to ogromnie niepokoi Gowina – on miał być tym nowym menedżerem, który oszlifuje pisowski beton i przeprowadzi partię przez wzburzone morze bezkrólewia po odejściu Kaczyńskiego, tak jak kiedyś zrobił Aleksander Kwaśniewski, przerabiając byłych PZPR-owców na socjaldemokratów. Tymczasem w tę rolę wchodzi dynamicznie Morawiecki, który wziął na swoje barki promocję PiS przed wyborami samorządowymi i jeździ po Polsce.

A Gowin może się jedynie martwić, że danie, na które ostrzył sobie zęby, kto inny sprzątnie mu sprzed nosa. – Gowin ciągle jest potrzebny PiS, bo otwiera partię na niedostępne jej środowiska, ale między byciem potrzebnym a byciem następcą tronu jest ogromna różnica – konkluduje nasz rozmówca. Sam wicepremier po włożeniu kija w mrowisko wykonał rajd po mediach, gdzie tłumaczył, co miał na myśli. Przy okazji przypomniał, że jest liderem samodzielnej partii, która musi mieć własne zdanie w tak kluczowych sprawach jak stosunki Polski z Unią Europejską. Na koniec dodał, że już się cieszy na wotum nieufności ze strony opozycji.

I nie ma się co dziwić, bo to przed wyborami samorządowymi będzie kolejna okazja do promowania swojej osoby i prezentowania własnych poglądów. Na dodatek w październiku Gowin jako minister nauki z okazji rozpoczęcia roku akademickiego wykona tradycyjny objazd miast z uczelniami wyższymi i będzie to kolejna możliwość promocji Porozumienia. Adam Bielan, wicemarszałek Senatu, członek władz Porozumienia, przekonuje jednak, że ewentualna rejestracja list tej partii w wyborach samorządowych ma na celu jedynie zwiększenie limitu wydatków Zjednoczonej Prawicy na kampanię samorządową. A relacje między Gowinem i Kaczyńskim są całkiem poprawne. – Tyle pisano o rzekomym konflikcie między Jarosławem Gowinem a prezesem PiS, ale gdy przyszło co do czego, jego rewolucyjna ustawa o uczelniach przeszła w 95 proc. bez zmian – mówi Bielan. – Gdyby jego pozycja była taka słaba, w takim stylu by tej ustawy nie przeprowadził. Jak przekonują współpracownicy Jarosława Gowina, ma on dobre relacje z Jarosławem Kaczyńskim, a także z premierem Mateuszem Morawieckim i prezydentem Andrzejem Dudą. I dodają, że pod tym względem wielu polityków chciałoby być na jego miejscu. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 36/2018
Więcej możesz przeczytać w 36/2018 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0