Julia 2.0

Julia 2.0

Julia Tymoszenko (fot.Володька Збрив Вуса/ Twitter)
Julia Tymoszenko była już oligarchinią, bohaterką ukraińskiej rewolucji, premierem i męczennicą opozycji. Weteranka polityki wraca teraz jako zupełnie nowa postać, niezwiązana oficjalnie ani z polityką, ani z biznesem.

Długie, rozpuszczone jasne włosy, eleganckie kostiumy w ciepłych kolorach i twarz ozdobiona okularami. Tak teraz wygląda Julia Tymoszenko. Wizerunek ma ogromne znaczenie – ma świadczyć o zmianie. Julia Tymoszenko nie pozuje już na rewolucjonistkę z warkoczem owiniętym wokół głowy. Nie chce uchodzić też za weterankę polityczną, związaną od lat z elitą władzy i miejscową oligarchią. Jej wygląd mówi: jestem kimś zupełnie nowym, bo Ukraina potrzebuje nowych ludzi.

Dlatego startuje w wyborach prezydenckim pod hasłem „Nowy kurs dla Ukrainy”. Osoba, która od początku niepodległości tworzyła system rządzenia oparty na powiązaniu świata polityki i gospodarki, teraz przekonuje, że będzie reprezentować nową, lepszą Ukrainę. Co zaskakujące, Julia Tymoszenko przekonała do tego niemałą grupę rodaków. Jest liderem sondaży wyborów prezydenckich, które odbędą się w przyszłym roku. Chociaż do głosowania pozostaje jeszcze prawie rok i wiele może się wydarzyć, Tymoszenko na dobre wróciła do ukraińskiej polityki. Dla wielu wyborców po raz kolejny jest nadzieją na lepsze jutro. Jednak wielu politologom i dziennikarzom spędza sen z powiek, bo sama perspektywa jej powrotu do władzy budzi strach. To strach przed osobistą zemstą „krwawej” Julii, ale też przed porozumieniem się z Rosją kosztem Donbasu i Krymu.

Niedokończona rewolucja

Irinę spotykam na Majdanie Niezależności – w centralnym punkcie Kijowa. Jeszcze kilka lat temu odbywały się tu demonstracje i starcia zwolenników i przeciwników prezydenta Janukowycza, nazwane rewolucją godności. Teraz bierzemy udział w uroczystościach na cześć żołnierzy, którzy zginęli na Donbasie, walcząc z prorosyjskimi separatystami.

Byli oni związani z Prawym Sektorem, dlatego uroczystości organizuje właśnie ta prawicowa partia. Irina i jej mąż brali udział w rewolucji godności, walczyli na ul. Hruszewskiego. Dzisiaj jednak są przekonani, że niewiele udało się zrobić. – Jest tak, jak było, tylko gorzej, władza kradnie, oligarchowie nadal rządzą – mówi Irina. Dla niej jest tylko jeden sposób, żeby ten stan rzeczy zmienić. – Do czasu rewolucji w szpitalu, w którym pracuję, rządził dyrektor, który sam brał łapówki i tolerował korupcję. Potem przyszedł młody chłopak, który walczył na froncie na Donbasie, połowę ludzi wyrzucił i wszystko się zmieniło.

Dlaczego tak nie można zrobić z Ukrainą? – pyta retorycznie Irina. Jej zdaniem właśnie Julia Tymoszenko jest szansą na wprowadzenie nowych porządków. Tęsknota za rządami silnej ręki to na pewno jeden z elementów, który mobilizuje ludzi do głosowania na byłą premier. Jak twierdzi socjolog Aleksander Wiszniak, na prezydenta Petra Poroszenkę chcą głosować mieszkańcy dużych miast i ludzie raczej zamożni. Biedni wybierają Julię Tymoszenko. Sama była premier w swoich wypowiedziach oczywiście obiecuje zrobienie porządku na Ukrainie. By to osiągnąć, chce zmienić konstytucję i wprowadzić rządy kanclerskie, jak tylko jej partia Batkiwszczyna dojdzie do władzy.

Swój pochód do władzy Tymoszenko opiera na obietnicach wprowadzenia do rządów nowych ludzi, choć tych akurat w jej otoczeniu specjalnie nie widać. Drugą obietnicą jest zakończenie wojny na wschodzie kraju, w czym ma przeszkadzać obecny prezydent Ukrainy, Petro Poroszenko. Gdy czyta się program wyborczy „Nowego Kursu Ukrainy” Julii Tymoszenko, to wynika z niego, że liderka partii jest prozachodnim politykiem, dążącym do wprowadzenia Ukrainy w struktury NATO i Unii Europejskiej, zapowiadającym ostrą walkę z korupcją i wymianę elit. Brzmi to pięknie pod warunkiem, że nie pamięta się tego, jak zachowywała się i co robiła była premier. – Zestawienie słów „nowy” i „Tymoszenko” to oksymoron – nie ma nic bardziej sprzecznego – mówi w rozmowie z „Wprost” analityczka polityczna Kateryna Kruk. Jej zdaniem Julia Tymoszenko z oficjalnych wypowiedzi i ta z realnego życia to dwie zupełnie inne osoby.

– Jest bezwzględna i twardo realizuje swój cel, nie oglądając się na środki, jakie do tego prowadzą – mówi Kruk. Zdaniem wielu osób, które osobiście spotykały się z byłą premier, jej głównym motorem do działania jest zemsta. Tymoszenko jest przekonana, że kiedy siedziała w więzieniu wsadzona tam przez prezydenta Wiktora Janukowycza – jej partyjni koledzy nie zrobili zbyt wiele, żeby ją uwolnić. Doskonale to widać na przykładzie Ołeksandra Turczynowa, obecnie sekretarza Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy. Turczynow bardzo długo był jednym z jej najbliższych sojuszników, a teraz jest zaprzysięgłym wrogiem. Julia Tymoszenko zarzucała mu, że pełniąc obowiązki prezydenta Ukrainy, nie chciał on walczyć z Rosją na Krymie.

Ze stenogramów posiedzenia rady, które wyciekły do internetu, wynika jednak coś zupełnie przeciwnego. To raczej Julia Tymoszenko przekonywała, że stawianie oporu nie ma sensu, tłumacząc, że jest to wbrew Zachodowi, który wówczas nawoływał do łagodzenia agresywnej polityki Rosji. Tymoszenko przekonywała, że Ukraina nie może sobie pozwolić na prowadzenie antyzachodniej polityki. – Problem z Julią Tymoszenko jest taki, że zupełnie co innego robi, a co innego mówi – twierdzi w rozmowie z „Wprost” pracujący w Kijowie unijny dyplomata. Zdaniem Kateryny Kruk prawdziwym celem politycznym byłej premier może być porozumienie z Rosją i oddanie Putinowi Krymu i Donbasu. Wszyscy w Kijowie pamiętają, że jeszcze w 2008 r. Julia Tymoszenko mówiła w Monachium, że bez porozumienia z Rosją nie może być pokoju w Europie. Zdecydowanie grała też z Putinem przeciwko ówczesnemu prezydentowi Wiktorowi Juszczence. To ona jako premier stworzyła przecież schemat handlu gazem z Rosją, w którym to firmy z nią związane miały być beneficjentami. – Zdeklarowany polityk prorosyjski nie ma obecnie szans na wygraną na Ukrainie, dlatego Julia Tymoszenko deklaruje nowy plan pokojowy i nową konstytucję, a tym samym referendum, co jest wstępem do uznania status quo, czyli przyznania, że Krym i Donbas nie są ukraińskie – mówi Kateryna Kruk.

Spotkanie w warszawie

Ukraińskie media obiegły zdjęcia warszawskiego hotelu, do którego przyjechał znany oligarcha Ihor Kołomojski, trzeci po Rinacie Achmetowie i Wiktorze Pinczuku najbogatszy człowiek na Ukrainie. Kilkanaście minut później pojawiła się tam Julia Tymoszenko. Informacje o spotkaniu w Warszawie podał dziennikarz Bohdan Kuzmicz, twierdząc, że hotel, którego nazwy nie podano, znajdował się niedaleko lotniska. Było to 12 czerwca 2018 r., gdy w parlamencie w Kijowie głosowano nad powołaniem sądu antykorupcyjnego.

„Dziwne, że w dniu tak ważnego głosowania przewodnicząca dużej frakcji parlamentarnej pojechała do Warszawy, żeby spotkać się z człowiekiem, który przed sądem antykorupcyjnym może stanąć jako pierwszy” – pisze Kuzmicz. Ani sztab Tymoszenko, ani oligarcha nigdy nie potwierdzili, że widzieli się w Warszawie. Jednak krótko potem Kołomojski, który w przeszłości finansował już byłego prezydenta Wiktora Juszczenkę i był sponsorempolitycznej kariery boksera Witalija Kliczko, oświadczył, że Julia Tymoszenko jest jego zdaniem najbardziej odpowiednim kandydatem na prezydenta. Ten sojusz nie dziwi, bo zarówno Julia Tymoszenko, jak i Ihor Kołomojski pochodzą z Dniepropietrowska. Oboje za głównego wroga uznają prezydenta Petra Poroszenkę.

Wspólny wróg jest też przyczyną sojuszu między Julią Tymoszenko a innym oligarchą, królem nawozów azotowych i stronnikiem Rosji Dmytro Firtaszem. Julia i Firtasz pokłócili się kiedyś na śmierć i życie o podział zysków z tranzytu rosyjskiego gazu przez Ukrainę, ale dzisiaj są zjednoczeni w antyprezydenckim sojuszu. – To, że Julia Tymoszenko deklaruje walkę z oligarchami, a równocześnie z nimi współpracuje, nie jest niczym nowym na Ukrainie – twierdzi w rozmowie z „Wprost” europejski dyplomata w Kijowie. Jego zdaniem tak cały czas wygląda ukraińska polityka.

Jak się kradnie na ukrainiE

W przedstawicielstwie Komisji Europejskiej w Kijowie bardzo długo mogą opowiadać, jak wygląda walka o wprowadzanie unijnychrozwiązań. – Władze fałszują dane makroekonomiczne i nie wdrażają unijnych przepisów, by nie naruszyć interesów oligarchów. Ale najgorsze jest to, że zaniechano walki z korupcją – mówi dyplomata. Czy to znaczy, że prezydent Ukrainy konserwuje system korupcyjny? – Jest gorzej.

Prezydent odbudował system korupcyjny i stanął na jego czele, będąc obecnie najsłabszym ogniwem ukraińskich władz – mówi jeden z przedstawicieli KE w Kijowie. Tyle że zastąpienie Poroszenki Julią Tymoszenko to zastąpienie dżumy cholerą. Bardzo znany, ale proszący o anonimowość ukraiński dziennikarz przestrzega przed stawianiem znaku równości między obecnym prezydentem a Julią Tymoszenko. – Ona jest bezpośrednio związana z Moskwą, a może i bierze rosyjskie pieniądze. Jej bezpośrednim współpracownikiem jest Wiktor Medwedczuk, kum Władimira Putina – mówi mój rozmówca. Jego zdaniem decydujące są też cechy charakterologiczne. – Julia Tymoszenko nie ma żadnych poglądów politycznych – interesuje ją tylko władza i to władza najlepiej niczym nieograniczana. Dlatego rządy Poroszenki to balansowanie między różnymi grupami wpływu, rządy Julii to próba wprowadzenia autorytaryzmu – mówi anonimowo dziennikarz.

Już samo to, jak wiele osób w Kijowie nie chce się wypowiadać pod nazwiskiem na temat Julii Tymoszenko, wiele mówi o strachu przed jej wygraną w wyborach. – Ta wygrana jest bardzo prawdopodobna – twierdzi w rozmowie z „Wprost” publicysta Witalij Portnikow, dodając, że wiele będzie zależało od tego, jak mieszkańcy ocenią obecne władze i jak będzie wyglądała walka z korupcją. Teoretycznie jest w tej kwestii postęp, bo pod naciskiem Komisji Europejskiej i lokalnych aktywistów powstaje sąd antykorupcyjny. Tyle że korupcji na razie on nie zagraża. Jak ona działa, opowiadał „Wprost” przedstawiciel dużej amerykańskiej korporacji. Nazwijmy ją X i umówmy się, że sprzedaje wysokiej klasy bardzo drogie obrabiarki. Mój rozmówca dowiedział się, że władze Ukrainy zdecydowały się na zakup obrabiarek od konkurencji, np. szwajcarskiej. Z jego informacji wynikało, że cena, którą zaoferowali Szwajcarzy, była dużo wyższa niż rynkowa. Przedstawiciel amerykańskiej korporacji leci więc do Kijowa. Wcześniej nawiązuje kontakt z przedstawicielem ukraińskiego rządu i umawia się na rozmowę, żeby zaoferować znacznie niższą ceną. Wysoki rangą ukraiński urzędnik Y jest bardzo chętny do współpracy. Oczywiście można, nawet powinno się kupić amerykańskie obrabiarki. To nic, że już jest podpisany kontrakt na szwajcarskie.

Aby to załatwić, trzeba jednak skontaktować się z panem Z. To biznesmen, który ma firmę mającą stały dostęp do rządowych kontraktów. Przedstawiciel amerykańskiej korporacji spotyka się więc z panem Z. Wcześniej go jednak dokładnie sprawdza. Okazuje się, że firma pana Z. ma kapitał założycielski niższy niż 200 dol. i mieści się w zwykłym bloku na przedmieściu Kijowa. Podczas spotkania Z. przekonuje jednak, że wszystko jest do załatwienia, pod warunkiem że pośrednikiem między amerykańską korporacją a ukraińskim ministerstwem będzie jego firma. Sugeruje też, żeby obrabiarki były drogie, bo wtedy wszyscy zarobią na pośrednictwie i nikomu nie trzeba będzie płacić żadnych łapówek. Z kontraktu X nic oczywiście nie wyszło, ale na jego miejsce znalazł się na pewno inny kontrahent.

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia

Okładka tygodnika WPROST: 36/2018
Więcej możesz przeczytać w 36/2018 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0