"WSI miały opanować m.in. sektor paliwowy i media"

"WSI miały opanować m.in. sektor paliwowy i media"

Raport z weryfikacji Wojskowych Służb Informacyjnych wskazuje na bardzo poważne nieprawidłowości w ich działaniu - ocenił prezydent Lech Kaczyński. Jak podkreślił, WSI starały się opanować handel bronią, sektor paliwowy i media. W ocenie prezydenta, WSI stanowiły zagrożenie dla demokracji, ale nie rządziły Polską.

 

Lech Kaczyński upublicznił w piątek raport z weryfikacji WSI. Dokument jest dostępny na stronach internetowych Kancelarii Prezydenta. W ocenie prezydenta, raport "jest wynikiem ciężkiej pracy", ale "nie jest jeszcze wynikiem całościowym".

Prezydent podkreślił, że raport "omawia działalność WSI w latach 90., wskazuje na bardzo poważne nieprawidłowości zaangażowania WSI w dziedziny życia, w które te służby nie powinny się angażować".

Oświadczył, że po roku 1990, u progu III RP, w administracji państwowej i aparacie handlu zagranicznego WSI dysponowały ponad 2,5 tys. współpracowników i oficerów służb. Jak dodał w raporcie znalazły się nazwiska tylko tych osób, których działania wykraczały poza zadania WSI. L.Kaczyński podkreślił jednocześnie, że nie ma mowy o ujawnianiu "jakichkolwiek aktywów" WSI poza granicami naszego kraju.

Prezydent poinformował, że obydwaj jego poprzednicy są wymienieni w raporcie z weryfikacji WSI jako osoby, których dotyczy "grzech pewnego zaniechania", jeśli chodzi o zasadniczą reformę tych służb.

"WSI generalnie były przychylniejsze ludziom z polskiej lewicy niż na odwrót, ale jak było trzeba, to także osoby z lewicy były przedmiotem różnego rodzaju działań" - zaznaczył prezydent. Jak podkreślił, w samym tekście raportu nazwisko prezydenta Lecha Wałęsy "w ogóle się nie pojawia". Lech Kaczyński powiedział, że w orbicie zainteresowania WSI znalazł się prezydent Aleksander Kwaśniewski, który miał "wejść w drogę" ich interesom.

L.Kaczyński mówił, że raport nie był dla niego "porażający", gdyż nie miał najmniejszych wątpliwości, że WSI funkcjonują w Polsce poza tymi ramami, do których są przeznaczone. Jak podkreślił, jest przekonany, że "uda się ustalić jeszcze wiele nowych faktów" związanych z działalnością WSI.

Jak oświadczył prezydent, nigdy nie formułował tezy, że WSI rządziły Polską. "To teza absurdalna, choćby z jednego punktu widzenia. Gdyby WSI rządziły Polską, to nie miałbym zaszczytu tutaj z państwem rozmawiać, jako prezydent RP" - powiedział. Podkreślił jednocześnie, że "WSI miały w kraju bardzo istotne wpływy, których mieć nie powinny". Jak dodał, prezydent, organizacja działała "do wewnątrz", dla samej siebie, a nie dla służby państwa.

Zdaniem prezydenta, wpływy WSI stanowiły "zagrożenie i samo przez siebie zaprzeczenie demokracji". "WSI miały istotne wpływy. Jestem przekonany, że istotniejsze niż wynika z to raportu (...), ale to nie oznacza, że WSI kontrolowały całość życia w naszym kraju" - powiedział prezydent.

Przyznał, że WSI chciały opanować takie dziedziny jak handel bronią, sektor paliwowy i media. "Myślę, że tych dziedzin zostanie w dalszej części ustalonych znacznie więcej. Ambicje w tym zakresie były znaczne" - dodał L. Kaczyński. Jak zaznaczył, WSI "nie miały zwyczaju szczególnego dokumentowania działań, które są w sposób oczywisty poza ich zadaniami.

Jak dodał prezydent, w raporcie opisane są aktywne próby zdobywania przez WSI bardzo istotnych wpływów w mediach. "Osobiście sądzę, że między tą ilości faktów, które udało się wykazać, w oparciu o materiały zachowane, a rzeczywistą ilością istnieje olbrzymia dysproporcja" - ocenił. Jak mówił, WSI prowadziły działalność polegającą na umieszczaniu wpływowych osób głównie w mediach elektronicznych, choć nie tylko. Dodał, że artykuły, które były inicjowane przez WSI, dotyczyły problemów związanych z interesami tych służb.

Prezydent wymienił wśród miejsc, gdzie WSI lokowały współpracowników m.in. PLL LOT, gdzie było 143 współpracowników i MSZ - 108 współpracowników. Jak stwierdził, w niektórych centralach handlu zagranicznego byli pojedynczy współpracownicy, ale - jak dodał - zdarzały się i takie, gdzie było ich kilkudziesięciu.

"Trzeba pamiętać, że dość szczególnie wyglądały relacje związane z zatrudnieniem w WSI osób szkolonych w Moskwie. (...) To było w ZSRR, a niektórych przypadkach w innych państwach obozu Układu Warszawskiego. Te osoby pełniły olbrzymią ilość funkcji kierowniczych w WSI" - dodał prezydent.

Według L.Kaczyńskiego, nie ma mowy o ujawnianiu "jakichkolwiek aktywów" WSI poza granicami naszego kraju. Jak jednak dodał, jedna z operacji WSI poza granicami Polski - o kryptonimie "Zen" - została opisana w raporcie ze względu na jej wyjątkowo skandaliczny charakter.

"Pod pozorem operacji mającej na celu osiągnięcie bardzo istotnych rezultatów (...) prowadzono w istocie zupełnie inną działalność i wyciągano pieniądze" - podkreślił. Dodał, że inne przypadki związane z działalnością WSI za granicą zostały właściwie pominięte ze względów - jak to określił - oczywistych.

Pytany o szczegóły akcji "Zen" prezydent przyznał, że wiele nazw i kryptonimów w raporcie jest zmienionych. Według L. Kaczyńskiego, w związku z tą akcją ujawnione zostały tylko "te fakty, które są konieczne do ujawnienia". "Nie zamierzam mówić, gdzie ona się odbywała" - oświadczył.

Zwrócił jednak uwagę, że w tej operacji brał udział "b. oficer i szef tzw. Wydziału XI Departamentu I MSW - pułkownik Makowski". "On rzeczywiście był słynny, szczególnie wśród ludzi 'Solidarności', bo najgroźniejsza agentura w związku to była agentura Departamentu I. Fakt, że ów człowiek funkcjonował w służbach w III Rzeczpospolitej jest w najwyższym stopniu zdumiewający" - ocenił.

Na pytanie, jakie stanowiska piastowali agenci w LOT, wyjaśnił, że w raporcie nie wymienia się stanowisk tych osób. Dodał, że liczba agentów w LOT (143), to "stan sprzed kilkunastu lat". "Chodzi tylko o to, że w tym przedsiębiorstwie była tak duża ilość współpracowników WSI" - powiedział.

Szef komisji weryfikacyjnej WSI Antoni Macierewicz oświadczył, że wszystkie tezy sformułowane w raporcie "mają twarde dowody". Jak zaznaczył, "zawsze jest to materiał, który można zweryfikować sądownie"

Macierewicz poinformował, że w związku z nieprawidłowościami do prokuratury wojskowej trafiło 10 zawiadomień, a dwa do prokuratury cywilnej. Jak zapowiedział, zarówno do prokuratury cywilnej, jak i wojskowej będą kierowane dalsze zawiadomienia o przestępstwach, wówczas, kiedy taki materiał zostanie zebrany, opracowany i ujawniony.

Macierewicz podkreślił, że jeśli nie było twardych dowodów, tezy w raporcie nie były formułowane. "Nie podejmowaliśmy żadnego, powtarzam żadnego przypadku przytoczyć w tym raporcie, jeżeli nie wynikało to z materiałów zbieranych przez WSI" - powiedział.

Prezydent podkreślił z kolei, że w trakcie prac nad raportem natrafiono na dowody, że niektórych dokumentów brakuje. "Można założyć z góry, że znaczna ilość dokumentów została usunięta, czy zniszczona" - mówił.

"Raport jest oparty o napływające informacje. Być może nie ma konstrukcji dzieła naukowego, ale jest bogato wyposażony w aparat naukowy" - ocenił prezydent. "Jest rzeczą jedną, żeby się czegoś domyślać, a co innego jeśli coś jest przedmiotem raportu, który jest oparty o kwerendę bardzo wielu dokumentów" - dodał.

Prezydent powiedział, że prace w związku z raportem WSI zakończą się w ciągu kilku miesięcy. Ale - jak dodał - nie wyznaczył jeszcze konkretnego dnia zakończenia tych prac. Dopytywany o dokładny termin odparł: "Myślę, że do lata tego roku damy sobie radę".

Komentując zarzuty opozycji, według której rozpocznie się niekończący serial ujawniania dokumentów, prezydent powiedział: "Chciałbym sfalsyfikować ten zarzut opozycji i zrobić to w ciągu kilku miesięcy, ale oczywiście jeszcze konkretnego dnia (...) panu ministrowi Antoniemu Macierewiczowi nie wyznaczyłem".

"Jestem zwolennikiem zakończenia obydwu seriali - zarówno serialu związanego z działalnością służb specjalnych po 1989 roku, która się nie łączy z ich zadaniami, jak i serialu pod tytułem lustracja" - dodał prezydent.

Prezydent poinformował, że opinie marszałków Sejmu i Senatu o raporcie z weryfikacji WSI są "pozytywne". "Jeżeli chodzi o marszałka Senatu, to kilka jego uwag zostało w ostatniej chwili na moją prośbę uwzględnionych" - przyznał prezydent. Na pytanie, jakiego charakteru były to uwagi, minister Maciej Łopiński z Kancelarii Prezydenta podkreślił, że opinie marszałków są tajne.

"Chodziło o wykreślenie łącznie kilku akapitów z całego tego 400- stronicowego (raportu-PAP)" - dodał L. Kaczyński. "W żadnym wypadku uwagi pana (marszałka Senatu) Bogdana Borusewicza nie zmieniały charakteru tego raportu. Chodziło o pewną, że tak powiem, ostrożność. (...) W żadnym wypadku nie chodziło o osoby" - zastrzegał prezydent.

L. Kaczyński powtórzył, że dalsze prace nad raportem z weryfikacji WSI powinny trwać nie dłużej niż kilka miesięcy. "Pewne etapy w naszej historii trzeba zamknąć, zdaję sobie z tego sprawę. I dlatego też mowy nie ma o tym, żeby to trwało dłużej niż jeszcze kilka miesięcy. Mam nadzieję, że to da już rezultat stuprocentowy" - powiedział prezydent, pytany o to kiedy ostatecznie zakończą się prace nad raportem.

Natomiast pytany na jakim etapie są obecnie prace nad raportem Macierewicz odparł, że "na takim, który pozwoli zamknąć tę pracę latem tego roku". "Jest oczywiste, że tak jak powiedział pan prezydent, jego polecenie zostanie wykonanie. To jest jasne" - zapewnił. "Raport ujmuje całościowo problem, zarysował całokształt problemu. Obecnie będą uszczegółowiane, rozwijane doprecyzowane poszczególne wątki" - dodał Macierewicz.

Pytany ilu agentów nie mógł w raporcie wymienić ze względu na brak dokumentów, Macierewicz powiedział, że "część osób nie przekraczała swoich uprawnień wynikających z zasad prawa, w związku z tym nie była i nie będzie ujawniona, bez względu na stopień dokumentacji".

pap, ss, ab

Czytaj także

 0