„Kler” to opowieść sprawiedliwa

„Kler” to opowieść sprawiedliwa

kadr z filmu "Kler" (2018)
kadr z filmu "Kler" (2018) / Źródło: Kino Świat
Smarzowski pokazuje losy księży z ich słabościami. Pozwala zajrzeć za kurtynę środowiska, które znamy z jednej tylko strony – mówi Janusz Gajos, odtwórca głównych ról w filmach „Kler” i „Kamerdyner”.

ROZMAWIA Adam Cissowski

Film „Kler”, w którym grał pan arcybiskupa Mordowicza, wzbudził ogólnonarodową dyskusję, zanim jeszcze pojawił się na ekranie. Z Wojciechem Smarzowskim pracował pan pierwszy raz. Jaka to była współpraca?

Zawsze musi być ten pierwszy raz. Mam nadzieję, że obaj wspominamy to spotkanie bardzo dobrze. Ja w każdym razie mam takie wrażenie. Pracowaliśmy dość intensywnie.

Materiału do nakręcenia było sporo, a czasu jak zwykle za mało. Atmosfera w ekipie sympatyczna, ale i zawodowa.

Czy pokazany w filmie Kościół, widziany z perspektywy zakrystii, jest bardziej śmieszny, czy straszny?

Myślę, że wbrew opiniom ludzi, którzy nie oglądali filmu, tylko tak zwane zajawki, „Kler” to wyważona i sprawiedliwa opowieść. Pokazuje losy księży z ich ludzkimi słabościami. Biednych, trochę bogatszych, ale również przebiegłych, którzy chcą robić karierę, wreszcie tych, którzy są na szczycie i żyją pośród złota i luksusów. Będzie się nad czym zastanawiać. Sądzę, że ten film powinien skłaniać do refleksji i mądrych dyskusji.

Zszokuje widzów w Polsce?

Myślę, że pozwoli zajrzeć za kurtynę środowiska, które znamy z jednej tylko strony. Można by powiedzieć, że reżyser ma dobre układy na górze...

To znaczy?

Tak się złożyło, że gdy już zrobił ten film, zagrzmiało niebo. Chodzi o głośne wypowiedzi papieża Franciszka, który otwarcie i ostro wystąpił przeciwko nadużyciom duchownych. Film idealnie wpisuje się w tę dyskusję. Można więc odnieść wrażenie, że to film paradokumentalny.

Zagrał pan też w głośnym „Kamerdynerze” Filipa Bajona. W polskiej kinematografii nieczęsto zdarzają się tak wielkie kostiumowe produkcje. Jak się przy niej pracowało?

Łatwo nie było. Mieliśmy kilka dłuższych przerw w realizacji, a to zawsze wpływa niekorzystnie na pracę. Po pierwsze ludzie się starzeją, a poza tym każdy start jest uruchamianiem od nowa akumulatora, który dopiero za jakiś czas zaskakuje i jedzie się dalej. Jeśli chodzi o kostiumy, to od pokazanych w filmie wydarzeń minęło raptem około stu lat, więc nie jest to aż tak wielki skok w sposobie ubierania się, choć oczywiście trzeba się było temu podporządkować. Mam nadzieję, że się udało.

A co było najtrudniejsze dla pana jako dla aktora?

Trudności było sporo, na przykład siarczysty mróz w trakcie kręcenia scen w okopach II wojny światowej. Siedziałem tam przez pół dnia, a mróz dochodził do minus 21 stopni. Trzeba było przez to przebrnąć. Główny kłopot był jednak natury lingwistycznej, czyli konieczność rozmawiania w języku kaszubskim. Różnymi sposobami dawaliśmy sobie z tym radę.

Jak wyglądały pana zmagania z tym językiem?

Ma pan rację, można to nazwać zmaganiami, ponieważ to szalenie trudny język. Jednak nie było wyjścia. Po przeczytaniu scenariusza powiedziałem reżyserowi, że nie wyobrażam sobie, żeby „król Kaszubów” posługiwał się czystą polszczyzną. Powinien mówić po kaszubsku. Pomagał mi w tym przede wszystkim znawca języka i historii Kaszubów – Eugeniusz Pryczkowski.

Jaka jest postać, w którą się pan wcielił, czyli Bazyli Miotke?

To kilka postaci na raz, które musiały się skumulować w jednym człowieku. Nie jest kopią żadnej, którą znamy z historii. Kaszubów walczących o polskość było bowiem wielu, najsłynniejszy to oczywiście Antoni Abraham, który za swoje czyny został odznaczony Krzyżem Orderu Odrodzenia Polski. Bazyli Miotke nie jest jednak wiernym obrazem Abrahama. Jest nosicielem idei, które Antoni Abraham wcielał w życie. Nie zgadzają się też fakty historyczne. Abraham umarł w 1923 r., natomiast mój bohater ginie dopiero w czasie II wojny światowej w Piaśnicy. Myślę, że udało się złożyć z tych wszystkich postaci jedną wiarygodną. Bazylego Miotke.

Jak wyglądały przygotowania do tej roli?

Musiałem poszperać trochę w historii Kaszub. Zdjęcia kręcone w lasach piaśnickich, gdzie rozegrała się jedna z największych tragedii II wojny światowej, były dla mnie dodatkową lekcją historii. W październiku 1939 r. Niemcy zwozili tam i mordowali miejscową elitę polskich Kaszubów. W Piaśnicy znajdują się jedne z największych masowych grobów Polaków walczących o polskość Kaszub.

A sam grany przez pana bohater? Był wyzwaniem?

Kiedy przystępuje się do pracy nad postacią, która ma wielką, niekłamaną ideę, to zawsze istnieje obawa, czy uda się pokazać prawdziwego człowieka. „Król Kaszubów” uparcie walczył o polskość tych ziem, a łatwo nie było, biorąc pod uwagę, że wokół były dwory pruskie, nie zawsze przychylne tej idei.

Jaka była jego najważniejsza misja na tle tego tygla narodowościowego?

Chodziło o to, by Kaszubi liczyli się na mapie, ale byli też kawałkiem Polski, i to Polski z dostępem do morza. Miotke cały czas myślał, jak to wszystko osiągnąć w sposób bezkrwawy i mądry politycznie. Wspaniała postawa – trzeba naprawdę wybitnego męża stanu, żeby to osiągnąć.

Nie wszyscy się jednak z taką postawą zgadzali.

To prawda w filmie jest scena, w której niemal dochodzi do próby linczu osób, które go zaatakowały, a on występuje w ich obronie.

Udało się panu coś dodać do tej postaci w stosunku do pierwotnego scenariusza?

Na własną rękę starałem się wyposażyć mojego bohatera w jakiś rodzaj poczucia humoru. Starałem się też pokazać jego ewolucję. Miotke mówi po kaszubsku, ale w momencie, gdy robi karierę i zostaje wysoko postawionym urzędnikiem w administracji, zaczyna już mówić w inny sposób. Starałem się, aby był to człowiek. Nie pomnik, ale chłop jurny, zadziorny i dowcipny.

Czy „Kamerdyner” to film bardziej o odrodzeniu się Polski i walce o jej granice czy o ocaleniu tożsamości Kaszubów?

Sądzę, że chodzi o jedno i o drugie. To oczywiste.

Myśli pan, że film trafi do polskich widzów?

Tak myślę. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 40/2018
Więcej możesz przeczytać w 40/2018 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0