Uciszyć dziennikarza

Uciszyć dziennikarza

Konsulat Arabii Saudyjskiej w Stambule
Konsulat Arabii Saudyjskiej w Stambule / Źródło: Newspix.pl / ABACA
Jaka jest cena za uciszenie reportera? Arabia Saudyjska przekonuje się właśnie, że może być wysoka. Wielu jednak wciąż się opłaca.

Dzień po tym, gdy urwał się kontakt z Dżamalem Chaszodżdżim, asystent publicysty „The Washington Post” dostarczył szefowej działu opinii zagranicznych jego ostatni felieton. Redaktorka uznała, że z publikacją tekstu poczeka na dziennikarza. Kolejne dni przynosiły jednak wstrząsające informacje o tym, co stało się z Chaszodżdżim, gdy 2 października przekroczył drzwi saudyjskiego konsulatu w Istambule. Stawił się tam, by załatwić dokumenty umożliwiające zawarcie małżeństwa. Z konsulatu już nie wyszedł.

Jak z filmu gore

Kilka godzin wcześniej na lotnisku Atatürk wylądował prywatny samolot z Rijadu z kilkunastoma przedstawicielami saudyjskich służb na pokładzie. Według informacji tureckiej organizacji Sabah zameldowali się w hotelu na trzy dni, ale wylecieli jeszcze tego samego popołudnia do Dubaju. Wśród osób, które według tureckich służb były tego dnia na terenie konsulatu – jak ustalą potem dziennikarze m.in. „The New York Timesa”, wspierani przez grupę Bellingcat i internautów, są m.in. jeden z bliskich ochroniarzy króla Muhammada ibn Salmana. Dziennikarzom udało się także zidentyfikować kilku innych członków straży królewskiej.

Jeden z przybyłych tego dnia do Stambułu, Salah Muhammad al-Tubaigy, to lekarz i wysoki rangą urzędnik saudyjskiego ministerstwa spraw wewnętrznych, specjalista w dziedzinie sekcji zwłok. Ze śledztwa dziennikarzy „The New York Timesa” wynika, że tureckie służby dysponują nagraniem audio z morderstwa w konsulacie. Według ich doniesień dziennikarzowi najpierw odcięto palce, potem głowę, a jego ciało zostało poćwiartowane. Wszystko trwało kilka minut. W czasie gdy agenci odcinali dziennikarzowi głowę, lekarz miał im radzić, by słuchali muzyki w słuchawkach dla zmniejszenia stresu. Tureckie służby nie chcą jednak ujawnić, w jaki sposób pozyskały nagrania. Im więcej szczegółów śmierci dziennikarza wychodzi na jaw, tym silniejsza jest międzynarodowa reakcja. Od spadków na giełdzie w Rijadzie przez wspólne oświadczenie ministrów spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii, Francji i Niemiec, którzy oczekują wiarygodnego śledztwa, po zapowiedzi sankcji wobec Arabii Saudyjskiej.

Kolejne VIP-y rezygnują też z udziału w forum inwestycyjnym w Rijadzie, zwanym „Davos na pustyni”. Zbojkotowali je już m.in. szef Ubera, twórca Androida, prezesi JPMorgan i Forda, a także Christine Lagarde, szefowa Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Tyle że Arabia Saudyjska to ważny sojusznik USA na Bliskim Wschodzie. Dlatego prezydent Donald Trump lawiruje i deklaruje, że wierzy Saudyjczykom, którzy twierdzą, że ze śmiercią dziennikarza nie mają nic wspólnego. Oświadczył też, że amerykańskie służby zwróciły się do tureckich o wydanie nagrań, „jeśli takie istnieją”. Jednak wielu amerykańskich polityków, z senatorem Markiem Rubio na czele, dochodzi do wniosku, że relacje i kontakty zbrojeniowe między USA a Arabią Saudyjską wymagają teraz rewizji, a nie tylko „dyplomatycznego dania po łapach”.

Redakcja „The Washington Post” w czwartek wydrukowała ostatni tekst Chaszodżdżiego. Pisał w nim o upadku arabskiej wiosny i o swoim przyjacielu, dziennikarzu, który od pięciu lat przebywa w saudyjskim wiezieniu za krytyczne komentarze wobec saudyjskiego establishmentu. „Świat arabski przeżywa własną wersję żelaznej kurtyny” – ograniczenia wolności prasy, blokady internetu. Według publicysty „The Washington Post” świat arabski potrzebuje swojej wersji Radia Wolna Europa, platformy niezależnej od rządów siejących swoją pełną nienawiści propagandę.

Pamięci Daphne i Jána

Tyle że i Europa ma dzisiaj z bezpieczeństwem dziennikarzy coraz większy kłopot. Właśnie mija rok od zabójstwa na Malcie reporterki Daphne Caruany Galizii, która pracowała nad śledztwem o przemytnikach. Kiedy ruszała spod domu, w jej aucie wybuchła zdalnie zdetonowana bomba. Międzynarodowe organizacje dziennikarzy, Forbidden Stories i Organized Crime and Corruption Reporting Project (OCCRP), ujawniły, że mężczyzna, o którym wcześniej pisała Galizia, chwilę po rozmowie z nią dzwonił do maltańskiegoministra finansów, a także do mężczyzny, który został później zatrzymany w związku z zabójstwem dziennikarki.

Nad niedokończonym śledztwem Galizii pracowało przez kilka miesięcy 45 dziennikarzy z 18 organizacji. Ujawnili proceder sprzedawania złotych paszportów umożliwiających uzyskanie obywatelstwa UE, nad którym pracowała Galizia. Odkryli także, że Malta jest centralnym portem przerzutowym dla przemytników, m.in. marokańskiego haszyszu. Jedno ze źródeł, którego relację przytaczają dziennikarze, ostrzegło ich na koniec rozmowy: „Uważajcie na ten świat przemytników, który usiłujecie rozgryźć. Jak myślicie, kto zabił Daphne?”. Choć maltańska policja zatrzymała trzech zabójców Galizii, przez rok nie udało jej się ustalić, kto je zlecił. – Wiemy, jak ważną funkcję mają dziennikarze, jeśli przestaną ją pełnić, pójdziemy do piekła – przyznała unijna komisarz ds. sprawiedliwości Věra Jourová. Ján Kuciak, dziennikarz słowackiego portalu Aktuality.sk, zamordowany razem z narzeczoną w swoim domu na Słowacji, także współpracował z OCCRP. Pracował nad śledztwem dotyczącym m.in. włoskiej mafii i jej związków na politycznych szczytach Słowacji.

Zabójstwo jego i narzeczonej wstrząsnęło Słowacją, na ulice wyszły tłumy demonstrantów, do dymisji musieli podać się premier Robert Fico i kilkoro ministrów. Kilka tygodni temu słowacka policja zatrzymała czworo sprawców zabójstwa, według prokuratury – w tym także zleceniodawczynię zbrodni, bizneswoman Alenę Zs. Miała ona zapłacić mordercom 70 tys. euro. Sprawa jest w toku, prokuratura wciąż nie ustaliła jednak, kto stał za zleceniodawczynią. Jak przyznają prokuratorzy, wypłaciła ona pieniądze, ale nie wiadomo, skąd pochodziły. Jeden z zatrzymanych (miał pośredniczyć między Aleną a zabójcą) zaczął zeznawać. Według słowackich dziennikarzy najpierw obciążył w śledztwie biznesmena Mariana Kocznera, ale potem wycofał zeznania. Brutalne morderstwo dziennikarki i prezenterki telewizyjnej Wiktorii Marinowej kilkanaście dni temu wstrząsnęło nie tylko Bułgarią. Marinowa właśnie zaczęła prowadzić program śledczy w lokalnej telewizji w Ruse, w pierwszym odcinku wystąpili reporterzy OCCRP badający, jak defraudowane są unijne pieniądze w Bułgarii. Sprawa dotyczyła wpływowego oligarchy działającego w branży budowlanej, dziennikarze badali też korupcję wśród urzędników partii rządzącej. Policja zatrzymała podejrzanego o gwałt i morderstwo dziennikarki kilka dni później w Niemczech.

Na razie nie wiadomo, czy ktoś za nim stał i kto to był. „Od razu po zatrzymaniu podejrzanego o morderstwo premier Borisow zaczął podkreślać, że motyw zabójstwa nie miał nic wspólnego z zawodem Marinowej. Pomimo tych starań informacje o zabójstwie w mediach zagranicznych przyczyniły się do nagłośnienia problemu systemowej korupcji w Bułgarii, co negatywnie odbija się na staraniach Sofii o członkostwo w strefie Schengen oraz strefie euro i odsuwa w czasie perspektywę zakończenia stosowania przez KE mechanizmu współpracy i weryfikacji (CVM) wobec Bułgarii” – czytamy w opublikowanej właśnie analizie Ośrodka Studiów Wschodnich. – Reporterzy będą zabijani tak długo, jak długo zabijanie ich będzie się opłacać – podkreśla Drew Sullivan, który stoi na czele Organized Crime and Corruption Reporting Project (w Polsce partnerem tej organizacji jest Fundacja Reporterów).

Cena za wynajęcie płatnego mordercy nie jest bowiem wysoka w stosunku do tego, co mogą stracić przestępcy, których dotyczą wielowątkowe dziennikarskie śledztwa na temat np. korupcji, przemytu czy prania brudnych pieniędzy. Dlatego organizacje dziennikarstwa śledczego szukają systemowych rozwiązań. Takim jest właśnie dokańczanie przerwanych śledztw przez innych dziennikarzy i organizacje, a także wspólne, skrupulatne śledztwa dotyczące zabójstw reporterów, tak jak w przypadku ukraińskiego dziennikarza Pawła Szeremeta, Daphne Caruany Galizii, Jána Kuciaka czy Dżamala Chaszodżdżiego. – Morderstwo Jána uświadomiło mi, jak ważna jest współpraca. Nawet jeśli ktoś zabija dziennikarza, nie zabije historii – podkreślała współpracująca z Kuciakiem Pavla Holcova z Czeskiego Centrum Dziennikarstwa Śledczego na łamach Vsquare.org. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 43/2018
Więcej możesz przeczytać w 43/2018 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0