Wyścig o władzę na dole

Wyścig o władzę na dole

Władysław Kosiniak-Kamysz, Grzegorz Schetyna
Władysław Kosiniak-Kamysz, Grzegorz Schetyna / Źródło: Newspix.pl / DAMIAN BURZYKOWSKI
PiS walczy o sejmiki, by odebrać przyczółki PO i pokazać, że jest partią zdolną do koalicji. Dla Platformy i PSL są one niezbędne do utrzymania partyjnych szeregów przed przyszłorocznymi wyborami.

Targi o każdy sejmik, powiat i gminę trwają dosłownie do ostatniej nocy przed powoływaniem nowych rad i obsadzaniem stanowisk, z marszałkami na czele. – PiS robi wszystko, żeby wyciągnąć kogo się da. Dzwonią dosłownie do każdego radnego, namawiają, oferują złote góry. Dzwonią wszyscy – posłowie, samorządowcy, członkowie rządu – żali się jeden z naszych rozmówców, czołowy polityk opozycji. – Nam jest trudniej, bo nie mamy tyle do zaoferowania. A pewnie, jak nie poskutkują te wszystkie obietnice, zaczną straszyć. W walce o lokalną władzę i prestiż nie ma takich politycznych barier, które byłyby przeszkodą. Ani obietnic, których nie można by złamać na minutę przed ostatecznym głosowaniem. Dlatego każda strona licytuje jak najwięcej.

Czarny sen schetyny

Ziścił się czarny sen Grzegorza Schetyny, który stracił Dolny Śląsk. Podpisanie koalicji między PiS i Bezpartyjnymi Samorządowcami ogłosili w ostatni wtorek w Sejmie szef KPRM Michał Dworczyk i jeden z najbardziej zaufanych prezesa Kaczyńskiego – Adam Lipiński. Towarzyszyli im przedstawiciele BS: Robert Raczyński i Cezary Przybylski. Ten ostatni utrzyma stanowisko dolnośląskiego marszałka. Doprowadzenie do finału tych negocjacji tydzień przed pierwszymi posiedzeniami sejmików wzmocniło znacząco pozycję Dworczyka, odpowiedzialnego za prowadzenie rozmów z ramienia PiS w samorządach. Cena była wysoka, a lista żądań Bezpartyjnych Samorządowców wydłużała się z dnia na dzień. Według „Gazety Wrocławskiej” Bezpartyjni ostatecznie wynegocjowali m.in. rozbudowę sieci dróg ekspresowych na Dolnym Śląsku, reaktywację nieczynnych linii kolejowych, obniżenie o 15 proc. podatku miedziowego, dofinansowanie budowy obiektów sportowych w Jakuszycach i Lubinie. Do tego stanowisko marszałka i dwóch jego zastępców. W tle – jak podają lokalne media – także posady w państwowych spółkach. – Schetyna jeszcze tydzień wcześniej widział nadzieję, rozmawiał. Pojechał też Kosiniak, spotkał się z Raczyńskim. Ale nie mieliśmy takich narzędzi, a okazało się, że oni tylko pozorowali z nami rozmowy, żeby dostać więcej od PiS – uważa nasz rozmówca biorący udział w negocjacjach. Sam Schetyna stratę Dolnego Śląska skwitował: „To jest klasyczny przykład korupcji politycznej, oferta finansowa dla kilku tych miedziowych powiatów Dolnego Śląska, czyli Lubina i Polkowic, może Głogowa”.

Nieśmiertelny struzik

Sam jednak od dawna raczej podgrzewał konflikty w regionie, niż je łagodził. Kiedy w czwartek zarząd PO omawiał sytuację w kolejnych sejmikach na temat Dolnego Śląska, lider PO powtarzał to samo, co w wywiadach. Ale rozmówcy z władz PO po cichu przyznają, że to dla niego wizerunkowa strata. – A jeszcze bardziej musiał go zaboleć poranny sondaż popularności, z Tuskiem na pierwszym miejscu, Kosiniakiem na czwartym, a nim i Kaczyńskim na końcu – ironizuje jeden z polityków opozycji. Politycy PiS przyznają, że cena za koalicję na Dolnym Śląsku była wyjątkowo wysoka, ale celem był prestiż. Kolejnym z regionów, gdzie PiS licytuje wysoko, jest Mazowsze. Tu Koalicja Obywatelska i PSL mają w sumie 26 mandatów, PiS – 24, a jeden trafił w ręce Bezpartyjnych Samorządowców. Targi o sejmik trwały do ostatniej chwili. Z jednej strony politycy PiS usiłują przeciągać radnych KO, z drugiej – toczy się rozgrywka między PO a PSL. Sukces chcieliby skonsumować także działacze Nowoczesnej, którzy domagają się funkcyjnych stanowisk. Przez kilka dni KO i PSL nie były w stanie się porozumieć, kto ostatecznie zostanie marszałkiem województwa. Dla PSL jest oczywiste, że będzie to Adam Struzik rządzący Mazowszem nieprzerwanie od 2001 r. Tyle że KO, która zdobyła 18 mandatów, usiłowała forsować na marszałka obecnego posła PO Marcina Kierwińskiego. – Chce on wykorzystać ten urząd do zarządzania partią i Warszawą. Na terenie Mazowsza jest w sumie 80 tys. miejsc pracy w agendach i spółkach podległych urzędowi marszałkowskiemu czy prezydentowi stolicy.

Są setki stanowisk kierowniczych, które trzeba będzie rozdać działaczom z regionów, w których PO przegrała. To niezbędne, by utrzymać szeregi PO do zbliżających się wyborów parlamentarnych – słyszeliśmy. Z nieoficjalnych informacji wynika, że KO miała przedstawić PSL wariant, w którym przy Struziku, obejmującym funkcję marszałka, wszyscy czterej jego zastępcy i przewodniczący sejmiku mają być nominatami KO. Zrobiło się na tyle gorąco, że PSL postawił PO warunek: Struzik albo koalicja w całej Polsce, a sam Struzik zaczął wysyłać sygnały, że rozmawia o koalicji z PiS. – Puścił sygnał do PiS, żeby przystopować młodych, z Kierwińskim i Tomczykiem na czele – twierdzi jeden z ludowców. Na stole miały się nawet pojawić duże inwestycje infrastrukturalne, z budowami mostów na czele, które miałby współfinansować rząd. Ale PSL przekonuje, że jego działacze są na Mazowszu bardziej pewni niż radni z ramienia KO. Rozmowy ze strony PiS na Mazowszu mają prowadzić, poza Dworczykiem, Jacek Sasin i marszałek Senatu Stanisław Karczewski. Jak się okazuje, języczkiem u wagi może się okazać Elżbieta Lanc, obecnie w klubie PO, wcześniej związana zarówno z PSL, jak i PiS. Lanc obecnie jest w zarządzie sejmiku mazowieckiego, i to wokół jej osoby toczy się zakulisowa gra. Słyszeliśmy o wariancie, w którym Lanc przeszłaby do klubu Bezpartyjnych Samorządowców, który w koalicji z PiS miałby wtedy jeden głos przewagi nad KO. Lanc miałaby w zamian za wyjście z KO zostać marszałkiem Mazowsza. Jednak pod koniec tygodnia nawet politycy PiS taki scenariusz uznawali za mało prawdopodobny.

Na pomorzu gorąco

Gorąco zrobiło się też na Pomorzu. Do tego stopnia, że pod koniec tygodnia pilnie z Warszawy do okręgu wracał Sławomir Neumann, szef pomorskiej PO, by walczyć o utrzymanie kolejnego bastionu. Rozdanie polityczne w tym sejmiku wygląda tak, że KO otrzymała tam 18 mandatów, PiS – 13, a PSL – dwa. Tyle że z list ludowców z powodzeniem wystartował Dariusz Męczykowski, który do tej pory był w pomorskim sejmiku radnym klubu PO. To wieloletni współpracownik obecnego marszałka Mieczysława Struka, także z PO. – Ta polityczna przyjaźń jakiś czas temu się skończyła. Mówiąc oględnie, Męczykowski w minionej kadencji miał ambicje polityczne, których realizację Struk blokował – słyszymy od osoby znającej kulisy tamtejszej polityki. Męczykowski, którego, jak się mówi, z PSL łączy tyle, że wystartował z ich list, zamierza stworzyć odrębny klub, który wspólnie z politykami partii Kaczyńskiego może przejąć władzę na Pomorzu.

– Chciałbym, żeby Pomorze mogło korzystać z pieniędzy rządowych, żeby było otwarte wobec rządu. Jeśli PSL obierze inny front, to stworzymy niezależny klub – przyznał w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”. By to zrobić, potrzebuje jeszcze głosów co najmniej trzech radnych. Gdy zamykaliśmy to wydanie gazety, z naszych informacji wynikało, że jego klub może liczyć nawet pięciu. Mówi się, że Męczykowskiego miałaby wesprzeć, odchodząc z klubu KO, Sylwia Laskowska-Bobula. Przy takim scenariuszu klub Męczykowskiego wspólnie z PiS miałby 18 radnych i rządziłby pomorskim sejmikiem, mając w opozycji 15 radnych KO, a Męczykowski mógłby objąć funkcję marszałka. Urzędujący marszałek Struk jest przekonany, że radni KO podkupywani są ofertami intratnych stanowisk. Zwrócił się nawet z prośbą do CBA o objęcie ich tarczą antykorupcyjną. Z drugiej strony tej batalii można usłyszeć, że omawiany jest jedynie podział stanowisk i funkcji wynikających z regulaminu funkcjonowania sejmiku i nie ma mowy o korupcji politycznej. Wpływowy polityk PO o wynik głosowania w pomorskim sejmiku jest spokojny. – Być może partia będzie po prostu musiała oddać część zarządczych stanowisk w ręce niepewnych radnych, by utrzymać ich w klubie – słyszymy.

Gra o wyższą stawkę

PiS, który w wielu regionach uważany jest za partię nieposiadającą szerokiej zdolności koalicyjnej, ma też problem z wyborem marszałka w niektórych sejmikach, w których zdobył bezwzględną większość. Tak jest na przykład na Podlasiu, gdzie stronnicy szefa tamtejszych struktur Krzysztofa Jurgiela z PiS walczą z ludźmi wiceministra spraw wewnętrznych Jarosława Zielińskiego. Przed tygodniem pisaliśmy, że sytuacja jest tam na tyle poważna, że strony grożą sobie wzajemnie rozłamem w klubie. Podlaskim marszałkiem miał zostać zaufany Jurgiela Artur Kosicki. Nie został, bo nie zagłosowali za nim wszyscy radni PiS. Kolejnym kandydatem miał być bliski Zielińskiemu Marek Olbryś, na co z kolei nie godził się Jurgiel. Sprawa w ubiegłym tygodniu trafiła na Komitet Polityczny PiS i zajmował się nią bezpośrednio prezes Kaczyński. Rekomendacja komitetu była taka, aby powtórzyć głosowanie nad Kosickim, a jego zastępca miałby pochodzić od Zielińskiego. Tuż przed zebraniem kierownictwa PiS mówiło się też o możliwym wariancie, w którym marszałkiem Podlasia miałby zostać współpracownik Jarosława Gowina Stanisław Derehajło. Warto przypomnieć, że właśnie w wyniku konfliktu pomiędzy Zielińskim a Jurgielem PiS stracił prezydenturę Łomży, która od zawsze była matecznikiem tej partii.

Jurgiel forsował na to stanowisko dotychczasowego prezydenta Mariusza Chrzanowskiego. Jeszcze pod koniec czerwca ogłosił jego kandydaturę oficjalnie. – Zielińskiemu udało się jednak przekonać Kaczyńskiego, by kandydatem została skonfliktowana z Chrzanowskim jego była zastępczyni Agnieszka Muzyk. Jej kandydaturę dodatkowo chwalił tamtejszy biskup – opowiada nasz rozmówca. I w ten sposób PiS podmienił kandydata na prezydenta. Sytuację osobiście w liście do łomżan wyjaśniał prezes PiS. Chrzanowski w wyborach wystartował z własnego komitetu. I wygrał. W drugiej turze zagłosowało na niego blisko 75 proc. łomżan. Te wszystkie zakulisowe, lokalne gry to jednak tylko drugi plan. Dla PiS najważniejszy cel to pokazać, że jest partią zdolną do budowania koalicji i odbierania kolejnych przyczółków PO. Cele Platformy i PSL to utrzymać dyscyplinę we własnych szeregach przed przyszłorocznymi wyborami i wypracować strategię na kolejne kampanie. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 47/2018
Więcej możesz przeczytać w 47/2018 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0