One man show, czyli polityczni single w natarciu

One man show, czyli polityczni single w natarciu

Robert Biedroń
Robert Biedroń / Źródło: Newspix.pl / GRZEGORZ KRZYZEWSKI / FOTONEWS
Robert Biedroń, Marek Jakubiak i Ryszard Petru zakładają nowe partie przed wyborami do europarlamentu. Liczą, że sforsują barierę 5-procentowego progu wyborczego i szturmem zdobędą scenę polityczną.

W SLD trwają ostre rozliczenia po klęsce wyborów samorządowych, Nowoczesna rozsypuje się na naszych oczach. Ale na scenie politycznej są już chętni, żeby wypełnić ewentualną pustkę. Przed wyborami do europarlamentu nowe partie wyrastają jak grzyby po deszczu. Stare partie już zaczynają się bać. Paulina Hennig-Kloska publicznie stwierdziła, że każde nowe ugrupowanie powstające po stronie opozycji wywołuje uśmiech na twarzy Jarosława Kaczyńskiego. Gdyby tak było, to oznaczałoby to, że prezes PiS musi mieć ostatnio bardzo dobry humor.

Lider na dwa lata, a potem się zobaczy

Trzy nowe ugrupowania, które właśnie powstają – Roberta Biedronia, Marka Jakubiaka i Ryszarda Petru – pochodzą z bardzo różnych miejsc sceny politycznej. Biedroń mości się na lewicy, Petru w centrum, a Jakubiak na prawicy. Mimo że tych trzech polityków dzielą poglądy, doświadczenie polityczne, wiek, dorobek zawodowy, mają ze sobą wiele wspólnego. Po pierwsze są politycznymi singlami. Nie lubią się z nikim wiązać, a jeżeli już, to na własnych zasadach, a gdy coś im nie pasuje, to biorą nogi za pas. Ryszard Petru już w Nowoczesnej udowodnił, że współpraca z innymi działaczami partyjnymi nie jest jego mocną stroną. I że na inną rolę niż lidera się nie godzi. Gdy został odwołany z funkcji przewodniczącego Nowoczesnej, po prostu odszedł z partii. A w tej nowej zamierza oczywiście grać pierwsze skrzypce. Robert Biedroń, który tak chętnie w swoich wystąpieniach publicznych opowiada o współpracy np. z kobietami, nie dzieli się z nimi swoim show.

Gdy występuje publicznie, jest sam. – Wziął Paulinę Piechnę-Więckiewicz, byłą warszawską radną SLD, po to, żeby organizowała struktury jego przyszłej partii na wschodzie Polski, ale nigdy się z nią nie pokazał, na żadnym spotkaniu – mówi polityk lewicy. – Zresztą gdy przyjął Krzyśka Gawkowskiego z SLD, to przestał odbierać telefony od Pauliny. Zdaniem naszego rozmówcy niewykluczone, że za jakiś czas Biedroń nie będzie też odbierał telefonów od Gawkowskiego, bo współpracownicy byłego prezydenta Słupska już zaczęli sarkać na przyjmowanie byłych polityków Sojuszu. Marek Jakubiak pozornie prezentuje największą wstrzemięźliwość w eksponowaniu swojej osoby. Twierdzi, że eksperci rekomendowali mu, by do nazwy partii dodał swoje nazwisko, bo od razu będzie miała lepsze notowania. – Kilku, a może nawet kilkunastoprocentowe, ale ta federacja nie ma być moja, tylko Polaków – mówił na swoim nagraniu. Trochę się sumitował, że na stronie FederacjaDlaRP.org jest dużo jego zdjęć (po prawdzie są tam same jego zdjęcia). Ale zarazem stwierdził, że podejmie się kierowania federacją w początkowym okresie, dopóki demokracja w niej nie okrzepnie. – Mogą to być nawet dwa lata – zaznacza Jakubiak. Wiadomo, że nie warto się zastanawiać, co będzie dalej, skoro za dwa lata wszystkie możliwe wybory będą już za nami.

Pogoń za lajkami

Po drugie całą trójkę łączy miłość do internetu. Wszyscy trzej liderzy tam właśnie łowią swoich wyborców i członków partii. Robert Biedroń chwali się, że blisko 800 tys. osób zapisało się na newsletter na stronie RobertBiedroń.pl. – Na stronie Biedronia jest największy ruch – mówi zachwycony Krzysztof Gawkowski, który przeszedł z SLD do Biedronia, by budować struktury. Ryszard Petru, który już na początku grudnia zaprezentuje nową partię Teraz, również buduje swoją popularność w internecie. – Raz w tygodniu prowadzimy czaty – mówi Joanna Scheuring-Wielgus. – Zainteresowało się nimi 200 tys. osób. Marek Jakubiak, który najpóźniej z tej trójki wystartował ze swoją inicjatywą Federacja dla Rzeczypospolitej Polskiej, ma na Facebooku na razie 10 tys. polubień. Ale to go nie martwi. – Mam nadzieję, że tyle będzie zarejestrowanych członków federacji, a to będzie 50 proc. tego, co ma PiS – mówi Jakubiak w swoim przesłaniu internetowym, jakby wierzył, że liczba członków partii przesądzi o jej sukcesie.

Oczywiście poparcie w internecie nie jest tożsame z poparciem przy urnach. Janusz Palikot i Janusz Korwin-Mikke, politycy z dwóch przeciwnych biegunów, mieli zawsze dużo wirtualnych fanów, a dziś obaj są poza parlamentem. Jeżeli zaś chodzi o poparcie mierzone sondażami, to tylko Robert Biedroń został w ten sposób sprawdzony. We wrześniu na zlecenie dziennika „Rzeczpospolita” IBRiS sprawdził, ile osób skłonnych byłoby poprzeć jego ugrupowanie. Okazało się, że nawet 8 proc. Ale są to głosy odebrane Platformie Obywatelskiej, bo aż 61 proc. potencjalnych wyborców Biedronia zagłosowałoby na PO, gdyby były prezydent Słupska nie wystartował z własną partią w wyborach. Przy urnach mogą zmienić zdanie, bo skłonność do głosowania na silniejszego jest wśród naszych wyborców mocno zakorzeniona. Ewentualne poparcie dwóch kolejnych nowych partii to wielka niewiadoma. Tym większa, że wyborcy wolą porozumienia na scenie politycznej od podziałów, które prowadzą do powstawania nowych partii. Marek Jakubiak w swoim kredo wygłoszonym w internecie zapewniał, że jego celem jest łączenie prawicowych środowisk. Zapewnia, że jest otwarty na narodowców czy partię Wolność (tak się teraz nazywa formacja Korwin-Mikkego).

Pominął ten drobny fakt, że po to, by założyć nową formację, odszedł z Kukiz’15. A więc najpierw musiał dzielić, żeby teraz łączyć. Jakubiak deklaruje, że w jego partii drzwi są otwarte dla wszystkich, również dla Pawła Kukiza. Chyba tylko Stanisław Tyszka, wicemarszałek Sejmu Kukiz’15, nie ma tam czego szukać, bo sam Jakubiak wypowiada się o nim dość nieprzychylnie. Ale wszyscy inni są mile widziani. Nie wiadomo, czy takie deklaracje przekonają wyborców. Ryszard Petru z kolei przekonuje, że buduje nową partię opozycyjną, bo zależy mu na wzmocnieniu opozycji. – Sama Koalicja Obywatelska z PiS nie wygra – przekonywał niedawno Petru. To dosyć przewrotne stwierdzenie, skoro z nieoficjalnych informacji wynika, że Petru jeździ po Polsce i gdzie się da, wyciąga ludzi z Nowoczesnej, a tym samym osłabia Koalicję Obywatelską. Robert Biedroń zaś, zapewniając, że kibicuje wszystkim lewicowym inicjatywom, zdobywa ludzi, wyciągając ich z istniejących formacji.

Polowanie na wyborców

Dlaczego wysyp nowych ugrupowań następuje na kilka miesięcy przed eurowyborami? Bo niska frekwencja sprawia, że są one mniej przewidywalne niż te do krajowego parlamentu. Niektórzy sądzą, że wystarczy znaleźć 13 mocnych nazwisk w całym kraju, bo tyle jest okręgów wyborczych, by odnieść sukces. Niestety, z tego przepisu nie zawsze uzyskuje się smakowity torcik do podziału – czasami wychodzi zakalec. W poprzednich wyborach ku zaskoczeniu wszystkich Nowa Prawica Janusza Korwin-Mikkego, od lat nienotująca żadnego sukcesu na scenie politycznej, zdobyła cztery mandaty. Ale inne nowe komitety, założone przez politycznych samców alfa – Solidarna Polska Zbigniewa Ziobry, Polska Razem Jarosława Gowina i Europa Plus Twój Ruch (jednym z twórców tego komitetu był Janusz Palikot) – musiały obejść się smakiem. Ciągle jednak pokutuje u polityków przekonanie, że wybory do europarlamentu są najłatwiejsze i najtańsze. Dlatego nasi bohaterowie swój wielki polityczny skok postanowili rozpocząć właśnie od tych wyborów. Oczywiście zaklinają się, że to nie jest ich główny cel, tylko wstęp do wyborów parlamentarnych, i że już budują struktury. – Mamy już struktury w 41 okręgach wyborczych, a do lutowego kongresu zbudujemy struktury powiatowe. Na spotkania z Robertem przychodzą tłumy, po kilkaset osób – mówi Krzysztof Gawkowski. – Do tego ich kongresu zostało 60 dni, jest fizycznie niemożliwe, by w tym czasie odwiedzić ponad 300 powiatów – kpi nasz rozmówca z lewicy. Ale również Joanna Scheuring-Wielgus twierdzi, że nowa partia ma się świetnie. – Od roku we dwoje z Ryszardem Petru jeździmy po Polsce. Zamierzamy odwiedzić małe miasta, od których dostaliśmy zaproszenia. Mogę obecny stan naszych prac podsumować w kilku słowach: jesteśmy lepiej przygotowani niż wtedy, kiedy tworzyliśmy Nowoczesną – zapewnia posłanka. W Polskę chce też wyruszyć Marek Jakubik, który chyba trochę liczy na to, że struktury zbudują się same. Wystarczy, że ludzie przez internet zapiszą się do jego federacji.

Sld i nowoczesna w opałach

Partie obecne już na scenie politycznej mają twardy orzech do zgryzienia. SLD, który nie wypadł olśniewająco w wyborach samorządowych, chciałby połączyć się ze wszystkimi innymi organizacjami lewicowymi i zbudować lewicowy blok na przyszłoroczne wybory europejskie i krajowe. Tak przynajmniej deklaruje Włodzimierz Czarzasty, szef partii, który rozpoczął nawet rozmowy na ten temat z partią Razem. – Ale jekie ma za znaczenie, przecież partii Razem już nie ma, każdy, kto ma trochę oleju w głowie, uciekł do innych formacji, bo jeżeli poparcie dla projektu spada do poziomu 1 proc., to projekt się zamyka – mówi polityk lewicy. Dlatego część działaczy chciałaby przyłączenia się SLD do Koalicji Obywatelskiej. Z drugiej strony lider SLD zapewnia, że rozmawia o ewentualnym porozumieniu wyborczym z Robertem Biedroniem, a więc to też byłaby kusząca propozycja. – Życzymy szczęścia wszystkim formacjom lewicowym, ale z nikim nie będziemy się łączyć, będziemy szli samodzielnie do wyborów europejskich, krajowych i do wyborów prezydenckich w 2020 r. – mówi Gawkowski, jakby chciał przypomnieć, że celem Biedronia jest prezydentura Polski, a nie żaden tam mandat poselski czy europejski. – Biedroń może się narobić i niczego nie osiągnąć, jeżeli Donald Tusk 3 maja przyszłego roku zorganizuje duży pochód, na który zapraszał 10 listopada w Łodzi, a potem ogłosi, że obejmuje patronat nad wspólną listą całej opozycji do Parlamentu Europejskiego z Leszkiem Millerem, Markiem Borowskim, Włodzimierzem Cimoszewiczem. W takiej sytuacji elektorat lewicy może zagłosować na tę listę, a nie na Biedronia – mówi nasz rozmówca z lewicy. To oczywiście zagroziłoby nie tylko Biedroniowi, lecz także SLD, gdyby ta partia też poszła oddzielnie do wyborów europejskich. Tyle że patronat Tuska jest palcem na wodzie pisany, a do Biedronia przechodzi podobno Danuta Hübner, była komisarz rządu SLD i europosłanka PO, dla której zaczęło brakować miejsca w formacji Schetyny.

Tak czy inaczej pozycja Włodzimierza Czarzastego jest poważnie zagrożona. Coraz więcej osób chce jego odejścia, choć są i tacy, którzy uważają, że nie zmienia się lidera partyjnego na kilka miesięcy przed wyborami. Katarzyna Piekarska z SLD: – Liczę na debatę w Sojuszu na temat tego, co musi się zmienić, pomijając zmiany kadrowe. Rada krajowa jest zapowiedziana na 15 grudnia. Uważam, że to trochę późno. Wybory samorządowe były dla SLD najważniejsze i poszły nie najlepiej. Wróble ćwierkają, że z kolei Ryszard Petru byłby rad, gdyby Tusk patronował szerokiemu porozumieniu, bo chętnie stałby się jego częścią. Żeby jednak został uznany za wartościowego partnera, musi zbudować swoją nową formację i dlatego m.in. jeździ po regionach. – Wyciąga ludzi z Nowoczesnej – mówi była działaczka tej partii. Nowoczesna z miesiąca na miesiąc przędzie więc coraz gorzej. W ubiegłym tygodniu część posłów miała zażądać połączenia z klubem PO. Z drugiej strony inni członkowie Nowoczesnej zarzucają szefowej partii Katarzynie Lubnauer zbytnie poddanie się Grzegorzowi Schetynie, a niektórzy, np. Piotr Misiło (decyzją zarządu w ubiegły piątek usunięty zresztą z partii), otwarcie ją krytykują. Partia słabnie i nie wiadomo, czy dotrwa do wyborów europejskich, a jeżeli nawet tak, to czy jest dla niej jakieś życie po nich. W podobnej sytuacji jest SLD. I to jest szansa dla nowych bytów politycznych. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 49/2018
Więcej możesz przeczytać w 49/2018 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 1
  • Partyjnie nie jest zdecydowany czy isc na lewo czy na prawo. A zkoda zeby nie skonczyl w czarnej d.....