Nie będę białym koniem Tuska

Nie będę białym koniem Tuska

Władysław Kosiniak-Kamysz
Władysław Kosiniak-Kamysz / Źródło: Newspix.pl / GRZEGORZ KRZYZEWSKI / FOTONEWS
Możemy bardzo dużo zyskać i dużo zrobić, jeżeli będziemy stanowczy i będziemy pilnować tego, co jest dla nas ważne. Polityka krótkodystansowa mnie nie interesuje. To jest maraton, bieg z przeszkodami, nie sprint – mówi Władysław Kosiniak-Kamysz, prezes PSL.

Po tegorocznych wyborach samorządowych straciliście władzę w swoich matecznikach – w Lubelskiem, Świętokrzyskiem, w Małopolsce. To musiało boleć.

Blisko 26 proc. głosów w woj. świętokrzyskim i drugie miejsce przed Platformą to rewelacyjny wynik. Pewnie, że lepiej byłoby utrzymać władzę, ale przez 12 lat mieliśmy w Świętokrzyskiem świetnego marszałka Adama Jarubasa. Teraz niech inni pokażą, co potrafią.

Dlaczego straciliście sejmiki na ścianie wschodniej, w kluczowych dla was województwach?

To nie tylko sprawa PSL, ale też i koalicjanta, czyli PO. Przykładowo w Świętokrzyskiem zdobyliśmy dziewięć mandatów do sejmiku, a oni trzy. Zamiast wystawić jedną listę Koalicji Obywatelskiej, wystawili dwie. Gdyby była jedna, to może dziś dyskutowalibyśmy o kolejnym sukcesie PSL i PO. A jeżeli chodzi o nasz wynik, to przyczyniła się do tego TVP i postawa proboszczów. TVP odgrywała w tych wyborach rolę agencji PR-owej dla jednej partii, czyli PiS, i agencji od oczerniania dla drugiej, czyli dla nas.

Niech pan uważa, bo Jacek Kurski, prezes TVP, ostatnio wszystkich pozywa.

Żadna inna formacja nie była tak atakowana jak PSL. Do tego doszło stanowisko wielu proboszczów, którzy nie kryli swojej sympatii do PiS. Jeżeli słyszę, że proboszcz podczas kazania mówi, iż jeden z kandydatów odszedł od Boga, skoro kandydował z takiej, a nie innej listy, to są to straszne słowa. Czy za chwilę działacze innych partii zostaną naznaczeni, napiętnowani i wykluczeni z Kościoła? To nie jest nic dobrego dla wspólnoty. Nie damy się odciąć od korzeni chrześcijańskich – ani w Europie, ani w Polsce.

PSL nie weszło do Koalicji Obywatelskiej. Czym się naraziliście proboszczom?

Niczym. Część proboszczów po prostu chce popierać tyko jedną partię. Niektórzy hierarchowie kościelni mają inne podejście. Dla nich najważniejsza jest wspólnota, ale Kościół na poziomie parafii poszedł swoją drogą i nie chce słuchać hierarchów. A gdy wyborca słyszy to samo w TVP i w kościele, układa się to wszystko w dość PiS-owski obraz świata.

Widział pan pewnie w jednym z tygodników Donalda Tuska na białym koniu. Stanie pan przy nim?

Na pewno nie zamierzam być tym białym koniem (śmiech). Poza tym, moim zdaniem, nie będzie zbawcy na białym koniu. Nikt nie przyjedzie i nie wygra za nas wyborów. Od trzech lat powtarzam, że pokolenie 30-40-latków musi wygrać wybory parlamentarne w 2019 r.

Zręcznie wyeliminował pan Grzegorza Schetynę, szefa PO, który jest po pięćdziesiątce.

Nie eliminuję nikogo, tylko mówię o odpowiedzialności mojego pokolenia. Poza tym, gdy patrzę na Grzegorza Schetynę, to mam wrażenie, że jest w formie 30-latka (śmiech).

Stał się pan ważnym graczem na scenie politycznej. Partia przetrwała atak PiS i jest języczkiem u wagi. Jak się pan czuje w tej roli?

Nie było łatwo przejąć sterów w PSL w momencie najgorszego wyniku wyborczego, kierować klubem targanym odejściami i przetrwać próbę eliminacji PSL, którą PiS de facto rozpoczął od pierwszego posiedzenia nowego Sejmu w 2015 r. Nie wpuszczono nas do prezydium Sejmu, nie dostaliśmy szefa żadnej komisji. Próbowano rozbić nasz klub.

Mówi pan o odejściu Mieczysława Baszki, który przeszedł do partii Jarosława Gowina?

Moment tej operacji został precyzyjnie wybrany. Jego odejście miało miejsce w dniu naszej konwencji samorządowej. A wiadomo, że jeżeli odejdzie od nas jedna osoba, to nie będziemy mieli klubu w Sejmie.

I to Jarosław Gowin wykonał tę precyzyjną operację?

Kowal ma rękawice i różne przyrządy, żeby sobie rąk nie brudzić. Pewnie był narzędziem.

Kowalem jest prezes PiS?

(śmiech) Narzędzia zostały użyte, ale jak widać nieskutecznie. Spryt jest ważniejszy niż siła. Udało się powołać klub federacyjny i utrzymać naszą pozycję w Sejmie. To wszystko zahartowało partię. Nie musimy przed nikim klękać ani się nikomu kłaniać. Możemy bardzo dużo zyskać i dużo zrobić, jeżeli będziemy stanowczy i będziemy pilnować naszych korzeni, tego wszystkiego, co jest dla nas ważne. Polityka krótkodystansowa mnie nie interesuje. To jest maraton, bieg z przeszkodami, nie sprint.

Podobno Tusk widziałby pana w roli premiera przyszłego rządu?

To był fake news. Donald Tusk zdementował tę informację szybko i stanowczo, a więc nie ma o czym dyskutować.

Nie chciałby pan zostać premierem?

Chcę zrobić wszystko, żeby PSL osiągnął jak najlepszy wynik w wyborach europejskich i wytworzyć pozytywną falę. Taką, jaką wywołał wybór Andrzeja Dudy na prezydenta, a która wyniosła PiS do władzy. Jeżdżąc po Polsce, słyszę, że wiele osób, które w przeszłości nie głosowało w następnych wyborach, zamierza pójść do urn, bo mają dość wszechobecnej wrogiej atmosfery. Do czego to podobne, żeby sympatycy partii opozycyjnych nie chodzili do sklepu, bo prowadzi je sympatyk PiS.

Jeżeli opozycja już dziś mówi, że po dojściu do władzy trzeba będzie zaorać wszystko, co zrobił PiS, to myśli pan, że atmosfera się polepszy?

Tak nie będzie. Trzeba zostawić dobre rzeczy, a zmienić tylko to, co niedobre. Cała polityka rodzinna jest dobra. Można ją ulepszać, ale na pewno nie likwidować. Przypominam, że opozycja podpisała deklarację, iż fundamentem polityki rodzinnej jest trwałość rozwiązań. Dlatego nie może wycofać się z programu 500 plus.

Wydaje się, że Platforma ma z tym problem. Co jakiś czas wymsknie jej się, że zamierza ten program zmieniać.

PO wpada w zastawione na nią sidła. Jeżeli ktoś nie zauważa pozytywnego wpływu tego programu, to znaczy, że mało spotyka się z Polakami. Nasi rodacy nie głosują nigdy z wdzięczności. Nie zagłosowali nigdy na PSL z wdzięczności za dopłaty bezpośrednie. Nie zagłosują z wdzięczności za 500 plus, ale mogą zagłosować ze strachu, że ktoś im te pieniądze odbierze. Dlatego opowieści, że 500 plus może być zabrane bezrobotnym, to gigantyczny błąd i merytoryczny, i polityczny. Dobrze, że PO szybko się z tej niezręczności wycofała. Odradzałbym wszystkim w opozycji prowadzenie jakichkolwiek dywagacji na temat 500 plus.

Lepiej teraz udawać, że niczego się nie zmieni, a po wyborach odebrać ludziom pieniądze?

Czy Stronnictwo pójdzie do wyborów pod szyldem Koalicji Obywatelskiej?

Nigdy nie wejdziemy do Koalicji Obywatelskiej. Nie ma na to szans. To nie znaczy, że nie możemy rozmawiać o wspólnym starcie w wyborach. Jednak podmiotowości nigdy nie zatracimy. Koncepcje są różne, np. budowa listy Europejskiej Partii Ludowej, do której należymy my i PO. Będziemy rozmawiać.

Czy Europejscy Demokracji, z którymi tworzycie federacyjny klub w Sejmie, są tematem pana rozmów z Platformą Obywatelską o wspólnym starcie do Parlamentu Europejskiego?

Rozmowy o konkretach jeszcze się nie rozpoczęły. Ale to są osoby, które pomogły nam w trudnym momencie. Ja o takich rzeczach nie zapominam.

Są osobiste animozje między posłami Europejskich Demokratów, którzy kiedyś byli w PO, a Grzegorzem Schetyną. Przykładowo Jacka Protasiewicza Schetyna wręcz nie znosi.

Jeżeli ktoś chce budować duże projekty, nie może patrzeć przez pryzmat swoich osobistych doświadczeń i animozji. Prezes PiS dogadał się ze Zbigniewem Ziobrą, choć pewnie sporo rzeczy miał mu za złe. Jednocześnie Jarosław Gowin, który był ogromnym zwolennikiem podniesienia wieku emerytalnego, wszedł do Sejmu z listy partii deklarującej, że pierwszą jej decyzją będzie obniżenie tego wieku – to znaczy, że wszystko jest możliwe. Może opozycja powinna z tego wyciągnąć wnioski? Ważniejsze od tego, kto będzie na listach, są propozycje dla wyborców. My mówimy o emeryturze bez podatku. To będzie nasze 500 plus. Inwestycja w przyszłość.

Ludzie starsi mają być inwestycją w przyszłość?

Niedługo opieka nad osobami starszymi będzie zajmowała ludziom w wieku produkcyjnym więcej czasu niż opieka nad małymi dziećmi. To jest trudne i wyczerpujące zajęcie, a jeżeli obejmuje opiekę paliatywną, to wymaga rezygnacji z pracy.

Opiekunom takich osób należą się wyższe emerytury?

Utrzymanie jednej osoby w domu opieki społecznej to koszt ok. 3,5 tys. zł. Taniej jest oddać emerytom te 18 proc. podatku, żeby jak najdłużej przebywali z najbliższymi. Poza tym, to jest niewątpliwie dużo lepsze dla ich zdrowia psychicznego i fizycznego. Być może to działanie nigdy się nie zbilansuje, ale jak ktoś ma 1 tys. zł emerytury, to te 180 zł, które zostanie mu w kieszeni, zapewne wyda na leki w aptece i może dzięki temu mniej razy pójdzie do szpitala.

Będzie pan głosował na najbliższym posiedzeniu Sejmu za tym, żeby Grzegorz Schetyna został nowym premierem?

Będę głosował za tym, żeby odwołać bardzo słabego, najgorszego w historii Polski premiera Mateusza Morawieckiego.

Dlaczego najgorszego? Lukę VAT uszczelnił, 500 plus wypłaca, bezrobocie spada, budżet ma najniższy deficyt w historii.

Potrafię docenić dobre rzeczy, ale nie mogę przejść obojętnie obok festiwalu kłamstw i obłudy. Premier narzekał kiedyś, że opozycja nie składa projektów ustaw, tylko krytykuje. Złożyliśmy jeden, drugi, trzeci, dziesiąty projekt, i co? Wszystkie leżą w sejmowej zamrażarce. Napisałem list do premiera, że trzeba się zająć służbą zdrowia, bo to jest tykająca bomba. Odpowiedział, że nie jest zainteresowany naszymi propozycjami, bo oni wygrali wybory i oni rządzą. To kiedy premier mówi prawdę? Zresztą lista nierozwiązanych problemów jest długa. A już to, co się dzieje w sprawie listu pani ambasador USA, jest zupełną kompromitacją premiera. Pomijam treść listu, z którą można się nie zgadzać, i jego niefortunną formułę. Ale jego upublicznienie to jest dyplomatyczna klęska. Byłoby dużo lepiej, gdyby premier zaprosił panią ambasador i powiedział, że bardzo ceni ją i USA, ale nie zgadza się na takie formułowanie myśli i poglądów pod naszym adresem. Zamiast tego upubliczniono list na Twitterze.

Ma pan pewność, że to wyszło z rządu?

Nie mam pewności, bo tego nie badałem. Na pewno listu nie ujawniło PSL, bo go nie mieliśmy (śmiech).

Leszek Miller mówił, że za jego premierostwa prezydent Jimmy Carter kilkakrotnie przestrzegał, że jeśli rząd nie zaniecha prób ograniczenia wpływów Agory, przedsiębiorstwa z amerykańskim kapitałem, to Polska może stracić bardzo ważne kontakty handlowe i spadnie jej pozycja na arenie międzynarodowej. To stała praktyka USA.

Tej korespondencji nikt nie zobaczył. A Leszek Miller wyciągnął wnioski i przyszykował mu odpowiedź.

Raczej wybuchła afera Rywina i tyle było z pomysłów ówczesnego rządu zbudowania przeciwwagi medialnej dla Agory.

Myślę, że to już było po tej aferze. Za aferę Rywina Leszek Miller zapłacił swoją cenę.

Może PiS nie chce płacić takiej ceny, dlatego list pani ambasador ujrzał światło dzienne?

Twarda odpowiedź w relacjach dwustronnych jest lepsza niż rozgrywanie takich spraw w mediach. Kilka tygodni wcześniej prawica wynosiła panią ambasador pod niebiosa jako osobistą wysłanniczkę prezydenta Donalda Trumpa. Dzisiaj słyszymy, że ambasador nie zna się na dyplomacji. To raczej nasz rząd uprawia dyplomację z wdziękiem słonia w składzie porcelany. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 49/2018
Więcej możesz przeczytać w 49/2018 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 1