Polityczne rafy 2019

Polityczne rafy 2019

Licznik prądu, zdjęcie ilustracyjne
Licznik prądu, zdjęcie ilustracyjne / Źródło: Pixabay / geralt
Ten rok przesądzi o naszej scenie politycznej na najbliższe cztery lata. Nic dziwnego, że politycy szykują się do dziewięciomiesięcznej batalii o władzę. „Wprost” przewiduje, co może wywrócić ich plany.

Rafy obozu władzy

Rafa pierwsza: ceny prądu

Kilkudziesięcioprocentowe podwyżki cen prądu w roku wyborczym to czarny sen każdej ekipy rządzącej. O tę podwyżkę mogą się rozbić obie kampanie PiS w 2019 r. – ta do europarlamentu, ale przede wszystkim ta do krajowego Sejmu i Senatu. To, że obóz rządzący nie bardzo wie, jak rozwiązać problem kilkudziesięcioprocentowych podwyżek cen energii elektrycznej, widać było pod koniec roku 2018. Gdy okazało się, że rachunki obywateli za prąd mogą wzrosnąć o 40 proc., a firm czy samorządów nawet o 70 proc. (za co przecież również zapłacą obywatele w cenie towarów i usług), rząd usiłował na gwałt znaleźć wyjście z tej sytuacji.

Najpierw mówiono o rekompensatach, później o tym, że koncerny energetyczne wycofają się ze swoich żądań, wreszcie – że w ogóle żadnych podwyżek nie będzie, bo np. zostanie obniżona akcyza. Tuż przed świętami Bożego Narodzenia Urząd Regulacji Energetyki skierował do prokuratury wniosek o sprawdzenie, czy wiosenne podwyżki cen energii były zasadne.W pewnym momencie zawirowanie wokół tej sprawy było tak duże, że pojawiła się sugestia, jakoby minister energii Krzysztof Tchórzewski mógł stracić stanowisko, bo kto inny (czytaj: prezes PiS) stracił już do niego cierpliwość. W roku wyborczym rządzący gotowi są przychylić nieba elektoratowi, więc można założyć, że z dużym prawdopodobieństwem gospodarstwa domowe nie zobaczą wyższych rachunków za prąd w 2019 r. Ale wystarczy, że samorządy zaczną krzyczeć o horrendalnych podwyżkach, by miało to spory rezonans społeczny. Od przyjętego rozwiązania może więc zależeć, czy PiS utrzyma się u władzy.

Rafa druga: aborcja

O tym, że kwestia aborcji eugenicznej (w sytuacji, gdy płód jest ciężko i nieodwracalnie uszkodzony) będzie stanowiła problem dla zjednoczonej opozycji, było wiadomo od momentu, gdy Sejm (w tym część posłów PiS) odrzucił projekt prawie całkowitego zakazu przerywania ciąży. Środowiska obrońców życia były wściekłe, miały bowiem w pamięci przedwyborcze obietnice obozu władzy, że ochrona życia od poczęcia zostanie prawnie wzmocniona.

Okazało się jednak, że opór społeczny przeciwko tej zmianie jest nadzwyczaj silny. Przy okazji debaty nad zakazem aborcji doszło do demonstracji w całej Polsce, zwanych czarnymi protestami. Przeciąganie liny między Zjednoczoną Prawicą a środowiskami prolife wspieranymi przez media ojca Tadeusza Rydzyka trwa od wielu miesięcy. Niedawno część posłów Zjednoczonej Prawicy zaapelowała do Trybunału Konstytucyjnego, by rozstrzygnął, czy aborcja eugeniczna jest zgodna z konstytucją. Gdyby do tego doszło i trybunał uznał, że nie, to prawo do przerywania ciąży w sytuacji, gdy płód jest ciężko i nieodwracalnie uszkodzony, zniknie z ustawy. Na razie jednak nie wiadomo, kiedy sędziowie zajmą się tą sprawą. Na wyjazdowym posiedzeniu klubu PiS do kwestii aborcji odniósł się prezes Jarosław Kaczyński, który zaapelował do posłów, by zachowywali się odpowiedzialnie i nie forsowali przepisów osłabiających szanse wyborcze Zjednoczonej Prawicy, bo konsekwencją przegranych wyborów będzie liberalizacja przepisów aborcyjnych. Kaczyński przekonywał swoich posłów, że kwestia tego zakazu ma charakter symboliczny, a nie praktyczny. Bo jeżeli kobieta zechce przerwać ciążę, to pojedzie do Czech lub na Litwę i tam wykona zabieg, a jeżeli jest zamożniejsza, to wyjedzie do Niemiec, gdzie będzie miała bardziej komfortowe warunki. A więc wprowadzenie takiego zakazu jest po prostu hipokryzją. Szef PiS miał powiedzieć, że być może w przyszłości trzeba będzie wykonać ten symboliczny gest i zakazać aborcji eugenicznej, ale na pewno nie przed wyborami 2019 r. Jeżeli jednak werdykt trybunału zapadnie przed wyborami, to będzie miał wpływ na ich wynik.

Rafa trzecia: obciachowy wizerunek

Politycy Zjednoczonej Prawicy muszą się też zmierzyć z wizerunkiem, którego dorobili się przez trzy lata sprawowania władzy. A nie jest on miły. Z badań zrealizowanych na zlecenie PiS wynika, że partia zaczęła się kojarzyć z obciachem, a taki wizerunek to prosta droga do przegranych wyborów. Za pierwszych rządów PiS słowo „obciach” towarzyszyło partii Jarosława Kaczyńskiego nieustannie. Obciachem było zawiązanie koalicji z Andrzejem Lepperem, liderem Samoobrony, i Romanem Giertychem, szefem Ligi Polskich Rodzin, publiczne kłótnie i wyzwiska, jakimi obrzucali się liderzy partii koalicyjnych (chamstwo kontra warcholstwo), czy nakłanianie Renaty Beger, działaczki Samoobrony, do pozostania w koalicji po wyrzuceniu z rządu Andrzeja Leppera i wysłuchiwanie jej żądań, co chciałaby dostać w zamian. Klęska wyborcza PiS w 2007 r. była po części pochodną tego wizerunku.

Prawica w ten sam sposób próbowała dyskredytować PO, naśmiewając się np. z tygodniowej podróży premiera Donalda Tuska do Peru, z jego zdjęć w regionalnej czapeczce, a później z afery hazardowej i omawiania interesów na cmentarzu. Platforma przez dłuższy czas była jednak teflonowa, nic się do niej nie przyklejało. Ale gdy wyszły na jaw biesiady czołowych polityków PO w kosztownych lokalach, za które płacono służbowymi kartami kredytowymi, w dodatku ludzie usłyszeli, jakim językiem były prowadzone rozmowy, to obciach stał się drugą nazwą PO. Dziś jednak wyborcy zapomnieli już o ośmiorniczkach spożywanych przez polityków Platformy, za to naśmiewają się z hasła „Polska wstaje z kolan”, z przegranej wojny o sądy czy rozpętanej wojny z Izraelem o ściganie sformułowania „polskie obozy zagłady”.

RAFA CZWARTA: PRAWORZĄDNOŚĆ

O tej rafie Zjednoczona Prawica również dowiedziała się z badań. – Okazało się, że na czele wartości ważnych dla wyborców znalazła się praworządność – opowiada polityk PiS. Hasłem „praworządność” opozycja jak pałką okłada PiS, odkąd Unia postanowiła wszcząć wobec Polski procedurę sprawdzania praworządności. I choć na razie niewiele z tego sprawdzania wynika, to sam fakt, że jesteśmy pierwszym krajem, który znalazł się pod pręgierzem Unii, wielu wyborców irytuje. Tych z centrum dlatego, że Polska poszła na wojnę z Unią, a tych z twardego jądra – że ją przegrała, przynajmniej na polu reformy sądowej. Tak źle i tak niedobrze. – Daliśmy obywatelom 500 plus i wyższe pensje, a więc zaspokoiliśmy ich podstawowe potrzeby bytowe i teraz zajmują się praworządnością – mówi z goryczą i pewną irytacją polityk PiS.

Rafy opozycji

Rafa pierwsza: lider

Szef PO Grzegorz Schetyna jest politykiem, który zaraz po Jarosławie Kaczyńskim ma największy poziom nieufności, a w jednym rankingu, w czerwcu tego roku, udało mu się nawet przeskoczyć prezesa PiS. Schetynie nie ufało wówczas aż 47 proc. wyborców, a zaufanie miał zaledwie na poziomie 20 proc. Problem w tym, że liderowi PO nie ufają nie tylko wyborcy, ale i potencjalni koalicjanci. Po tym, jak dokonał on wrogiego przejęcia posłów Nowoczesnej (ośmiu polityków Nowoczesnej opuściło klub i przystąpiło do klubu Platformy o zmienionej nazwie PO-KO) liderzy pozostałychpartii opozycyjnych obawiają się wejścia z nim w sojusz. – Schetyna nie ma możliwości koalicyjnej, udowodnił to po sprawie z Nowoczesną. Jest jak skorpion, który kąsa, bo taką ma naturę.

Tyle że rani swoich partnerów, a nie wrogów – stwierdza polityk opozycji. I rzuca: – Po wyborach samorządowych Schetyna mógł pokazać, że ma silne papiery na przywódcę, że jest gościem, który ustala skład podwórka. Tymczasem udowodnił, że niszczy jedyną partię, która z nim startowała – mówi nasz rozmówca. Jego zdaniem obecnie zarówno Władysław Kosiniak-Kamysz, jak i Ryszard Petru będą stawiali trudne do zrealizowania warunki dla Schetyny przed zawiązaniem porozumienia dotyczącego startu na wspólnych listach w przyszłych wyborach.

Rafa druga: dwuwładza

Dodatkowo przywództwo Grzegorza Schetyny podważane jest z powodu pojawiających się informacji o możliwym powrocie do polskiej polityki Donalda Tuska. – Jeśli Tusk wróci na wybory parlamentarne, to Schetyna nie będzie już liderem. Duża część PO żyje w oczekiwaniu na Donalda – mówi polityk PO. Kiedy szef Rady Europejskiej mógłby wrócić? – We wrześniu. Tuskowi nie wypada skracać kadencji już teraz, ale na kilka miesięcy przed jej zakończeniem nie będzie przeszkód. Zresztą ostatnie miesiące na tym stanowisku i tak będą bezproduktywne – mówi brukselski polityk. Już teraz Donald Tusk chce ingerować w politykę krajową.

Bo to właśnie z otoczenia szefa Rady Europejskiej miał wyjść pomysł, aby na przyszłego premiera namaścić lidera PSL Władysława Kosiniaka-Kamysza. – Mam wrażenie, że Tusk wypuścił tę informację specjalnie, żeby zdenerwować Grzegorza. Zdaje sobie sprawę z tego, że na fotelu szefa rządu po wygranych wyborach Schetyna nie widzi nikogo innego, tylko samego siebie – mówi sprzymierzeniec szefa PO. Zresztą Tusk w pewnym sensie za plecami Grzegorza Schetyny buduje listę do Parlamentu Europejskiego. Szef Rady Europejskiej forsuje na listy znanych polityków lewicy, co nie podoba się Schetynie. – Tusk namawiał Millera, by startował do Parlamentu Europejskiego. Ale Grzegorz się temu sprzeciwił, bo nie czuje sympatii do byłego szefa SLD – mówi polityk z otoczenia Schetyny. Ale sympatii do Millera nie czują też działacze Platformy Obywatelskiej. – W PO mówi się, że Miller to o jeden most za daleko. Ledwo przełknięto pomysł ze startem Włodzimierza Cimoszewicza – mówi polityk Platformy.

Rafa trzecia: lewica

Pomysł stworzenia listy Koalicji Obywatelskiej do Parlamentu Europejskiego opartej na znanych lewicowych nazwiskach, takich jak Cimoszewicz, Belka czy Miller, był próbą przechwycenia niezagospodarowanego do tej pory lewicowego elektoratu. Ten jednak może zostać podebrany przez nową inicjatywę Roberta Biedronia, która – mimo że nie ma jeszcze nawet nazwy – w sondażach zajmuje trzecie miejsce, zaraz po PiS i PO. – Jeśli odpadnie nam lewicowy elektorat, to straty będą znaczące – mówi polityk Platformy. Szczególnie że lewicowe hasła światopoglądowe są PO obce. – Związki partnerskie, aborcja – z tymi hasłami w każdej kampanii PO ma problem, w nadchodzącej będzie tak samo – mówi nasz rozmówca. I dorzuca: – W najbliższych miesiącach dojdzie do rozdrobnienia politycznego po stronie opozycji. Lewica ze swoimi hasłami pokaże, że nie jest spójna programowo z liberalnymi partiami.

Rafa czwarta:wiarygodność

Ostatnia mina, na której opozycja może wylecieć w powietrze, to brak wiarygodności w sferze programowej. PiS udowodnił, że realizuje swoje obietnice wyborcze, a Platforma wręcz przeciwnie, co pokazał warszawski ratusz. Przykład? W pierwszych dniach swojej prezydentury w stolicy Rafał Trzaskowski wycofał się z części obietnic, a nawet z decyzji podjętych przed wyborami. Chodzi o słynne bonifikaty związane z przekształceniem prawa do użytkowania we własność. Przed wyborami warszawscy radni (również PO) zdecydowali, że bonifikata wyniesie 98 proc. wartości nieruchomości, a po wyborach zmienili to na na 60 proc. Przy czym politycy PO na wyścigi przekonywali, że to jest bardzo słuszna i sprawiedliwa decyzja. Trzeba było interwencji Grzegorza Schetyny, by PO wycofała się z obniżki bonifikaty. To wszystko nie poprawia wiarygodności partii, która już została przemianowana przez prawicę na Partię Oszustów. Kilka dni temu PO ogłosiła swój program – podwyżek najniższych płac i obniżki podatków. Nie został dobrze przyjęty przez komentatorów. Być może dlatego, że przez ostatnie trzy lata PO narzekała, iż PiS zadłuża państwo. Główny ekonomista PO prof. Andrzej Rzońca jeszcze rok temu głosił, iż nadwyżka budżetowa to PR-owa sztuczka, a teraz proponuje comiesięczne 500-złotowe wsparcie z budżetu osób, które otrzymują płacę minimalną. Pytanie, kiedy PO mówi prawdę – gdy krytykuje rozdawnictwo, czy wtedy, gdy sama rozdaje budżetowe pieniądze – będzie gnębiło wielu wyborców udających się w przyszłym roku do urn.

Okładka tygodnika WPROST: 1/2019
Więcej możesz przeczytać w 1/2019 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0