Nie odchodzę z polityki

Nie odchodzę z polityki

Paweł Kukiz
Paweł Kukiz / Źródło: Newspix.pl / Grzegorz Krzyżewski
Trzy lata w Sejmie to dla mnie męczarnia. Ale muszę zrobić wszystko, by pozostać w polityce. I by za rok nikt nie mógł rządzić bez Kukiz’15.

Jest pan zmęczony polityką?

Nie jestem zmęczony polityką, tylko bezsilnością.

Bezsilnością?

Bezsilność wynika z konstrukcji ustrojowej państwa polskiego, która wyklucza debatę. PiS obiecywał pakiet demokratyczny, a zrobił z Sejmu fasadę. Oni nawet własnych posłów nie traktują jako przedstawicieli obywateli, ale jako maszynki do głosowania. Dlatego proobywatelskie projekty ustaw Kukiz’15 trzyma się w zamrażarce i nie poddaje ich pod dyskusję.

A co z tym pana odejściem z polityki? Podobno pan rozważa?

To jest nadinterpretacja. Jeśli powtórzy się sytuacja z ostatnich wyborów, czyli, że Kukiz’15 dostaje się do parlamentu, ale nie jest potrzebny ani jednej, ani drugiej stronie jako koalicjant, to być może zrezygnowałbym z mandatu posła i zajmowałbym się edukacją obywateli, jeżdżąc po Polsce i tłumacząc, na czym polegają mankamenty ustrojowe. Bo tego się ludzie nie dowiedzą ani z mediów pisowskich, ani platformianych. Nie jestem w stanie całkowicie zrezygnować z polityki, tak jak nie jestem w stanie zrezygnować z muzyki. To jest już gdzieś w sercu. Muszę zmienić ten system.

Po trzech latach przekonał się pan już, że bez pieniędzy nie da się robić polityki?

Proszę zwrócić uwagę, że choć Kukiz’15 nie pobiera subwencji partyjnych, to przez trzy lata utrzymuje się na tym samym poziomie wyniku wyborczego. Zgłosiliśmy w tym czasie więcej projektów ustaw niż pobierająca wielomilionowe subwencje Platforma Obywatelska. Natomiast partia Wolność, a nawet Ruch Palikota, dostają pieniądze z budżetu państwa, a praktycznie nie istnieją. Czy to nie jest marnotrawienie pieniędzy podatników?

Są jednak politycy Kukiz’15, którzy uważają brak subwencji dla waszego ugrupowania za błąd.

To był powód rozstania z Markiem Jakubiakiem, który zakwestionował sensowność jednego z podstawowych postulatów Kukiz’15, mianowicie apartyjności i niepobierania subwencji. On powiedział, że chce mieć partię i pobierać subwencję. W związku z tym niech tworzy sobie partię i jak osiągnie 3 proc. i pobierze miliony złotych z kieszeni podatnika, to mu serdecznie pogratuluję. Ja wchodziłem do polityki i jestem w niej po to, żeby zmieniać Polskę, a nie skubać po kieszeni obywateli.

Jakubiak pana zaprasza do partii.

Ja bardzo lubię być zapraszany, natomiast niekoniecznie lubię wszędzie chodzić w gości, szczególnie po takim zdarzeniu, jak poparcie przez pana Jakubiaka w głosowaniu nad wotum zaufania rządu Mateusza Morawieckiego. To oznacza, że bliżej mu do PiS niż do Kukiz’15. Maska opadła. To media wylansowały Jakubiaka. To wy zrobiliście z niego Dyzmę – z faceta, który był członkiem PZPR. Ja początkowo, wpisując go na listę, byłem przekonany, że jest to browarnik, przemysłowiec, facet, który się zna na wolnym rynku. A teraz to nie wiem, czy to był wolny rynek…

Zostawmy Marka Jakubiaka. Będzie reakcja na doniesienia tygodnika „Wprost”, że poseł Paweł Skutecki spotykał się z Baszarem al-Asadem oraz że ma kontakty z innymi kontrowersyjnymi politykami z Bliskiego Wschodu? Piotr Apel twierdzi, że sprawą powinny się zająć służby.

Od prowadzenia polityki zagranicznej są przede wszystkim rząd i MSZ. Jest też oczywiście praktyka utrzymywania kontaktów na poziomie parlamentów. Wielokrotnie mówiłem posłom Kukiz’15, że gdy wyjeżdżają w zagraniczną delegację, to powinni informować o swoim wyjeździe MSZ, a gdy jadą do tzw. krajów kontrowersyjnych, to także odpowiednie służby. To tyle, co mam do powiedzenia w tym temacie.

Jesteście już gotowi na wybory do Parlamentu Europejskiego? Podobno liczycie, że to one podratują budżet ugrupowania.

Wybory europarlamentarne to przede wszystkim możliwość zaprezentowania naszej wizji Polski w Unii i dalszego kształtu integracji europejskiej. To, że dają możliwość zasilenia ruchu Kukiz’15 środkami finansowymi, to mniej istotna sprawa. Europosłowie dostają ogromne pieniądze na biura. Część z tych środków można spożytkować również na terenie kraju, np. na opłacenie prawników, którzy przygotują projekty ustaw obniżających podatki do minimalnych stawek wymaganych przepisami prawa UE. Realia są takie, że jeżeli nam się uda wprowadzić trzech do pięciu europarlamentarzystów, to już będzie dobrze. Nad wyborami europarlamentarnymi już pracujemy.

Uderza pan głową w mur w polityce.

Na każdym odcinku uderzam głową w mur. Partia, która wygrała wybory na cztery lata, dostaje identyczne instrumenty sprawowania władzy jak kiedyś PZPR. Nie ma, co prawda, zorganizowanego aparatu represji fizycznej, typu UB czy SB, ale może zawłaszczyć władze: ustawodawczą, wykonawczą, sądowniczą. Ustrój w Polsce umożliwia jednowładztwo.

Nagrał pan utwór „Wyspa Zielona”. Jak się pan na niej czuje?

Tekst jest ironiczny. Jest kpiną. Jeśli jesteśmy zieloną wyspą, to tylko na zasadzie pastwiska dla zwierząt. Gierek, Tusk, Morawiecki – oni wszyscy mówili, że jesteśmy potęgą, że się rozwijamy, Polska rośnie w siłę, a ludziom żyje się dostatnio. Problem w tym, że z Polski wyemigrowało 2,5 mln młodych ludzi, którzy zagłosowali nogami przeciw obecnemu systemowi. Ale nie mam wątpliwości, że bez względu na to, co się o 500 plus mówi, to z całą pewnością jest to osiągnięcie, które zlikwidowało ogromne dysproporcje, przepaść w materialnych zasobach Polaków. Jeździłem po Polsce przed wejściem w politykę przez dwadzieścia parę lat i widziałem ogromną różnicę np. między mieszkańcami ściany wschodniej a mieszkańcami Warszawy. Ten troszkę socjalistyczny sznyt jest dla mnie do zaakceptowania jako czasowe rozwiązanie problemu dysproporcji między mieszkańcami. Ale na dłuższą metę prowadzenie przez Morawieckiego polityki, jak to nazwałem, socjalizmu korporacyjnego, obywatelom się nie przysłuży. Potrzebna jest prawdziwa zmiana polegająca na tym, że ludzie mogą kontrolować władzę i to, jak wydaje ich własne pieniądze.

A teraz jak jest?

Jeżdżę mniej po Polsce. Ale na pewno wykluczeni ludzie mają teraz lepiej, niż mieli poprzednio. Tylko można było ten cel osiągnąć innymi instrumentami, nie socjalistycznymi, a wolnorynkowymi, jak np. wyższa wolna kwota od podatku, ujemny podatek dochodowy. Trzeba pamiętać, że pieniądze na socjal nie biorą się z jakiegoś magicznego wora z kasą, którym dysponuje rząd, ale z ciężkiej pracy Polaków, w olbrzymim stopniu przedsiębiorców i rodzącej się klasy średniej. Te grupy społeczne nie są beneficjentami programów socjalnych, a muszą się na nie zrzucać. Rząd dociska ich nowymi podatkami i opłatami. Jednak skłamałbym, gdybym powiedział, że sporej części ludzi nie żyje się lepiej.

Zapytałam o piosenkę, bo chciałam poznać odpowiedź na pytanie, czy, pana zdaniem, łatwiej do ludzi dotrzeć muzyką niż polityką?

Muzyką znacznie łatwiej. Dlatego moja płyta jest przyblokowana w mediach. W ogóle nie jest promowana przez wytwórnię, nie jest puszczana w żadnej rozgłośni, ani państwowej, ani prywatnej. Oni się boją nagłośnienia, bo łatwiej się komunikować przez muzykę. Zdając sobie sprawę, ze mogę trafić do słuchacza, boją się utraty wyborców. Cała filozofia.

Muzykowi trudno odnaleźć się w polityce? To trudniejsza działka?

Gdybym rozumiał politykę jako dążenie do objęcia władzy w celu osiągnięcia partykularnegointeresu, to byłoby mi znacznie łatwiej. Ale cechy charakterologiczne mi na to nie pozwalają.

Jest pan artystą…

Jeśli człowiek ma troszeczkę większą niż przeciętną wrażliwość, to naprawdę każda chwila w takim miejscu jak Sejm, gdzie często bije się głową w mur, to jest męczarnia. Kiedy ktoś mówi o korycie, to ja się potrafię tylko uśmiechnąć, bo do polityki wszedłem nie dla pieniędzy, ale dla idei.

Trzy lata w polityce to dla pana męczarnia?

Trzy lata w Sejmie, partycypacji w polityce, próby rozsadzenia tego skostniałego układu to jest rzeczywiście męczarnia. To jest ciągła wojna. Żadna wojna nie jest wypoczynkiem. Każda jest męcząca. Szczególnie kiedy człowiek jest wrażliwy. Nawet, jeżeli musisz zabić, to płaczesz, że zabiłeś.

A pan płacze, kiedy wybuchają kolejne konflikty w Kukiz’15?

Dla mnie to już jest nudne. Dlatego, że państwo nie zauważają, że rozpadł się PSL, rozpadła się Nowoczesna, a my mamy trzeci klub w Sejmie i bardzo stabilne poparcie obywateli.

Zauważamy.

Nie ma tych dwóch podmiotów, a wy cały czas, że Kukiz’15 się rozpada, że nas zaraz nie będzie. A my trwamy, bo naszym spoiwem jest idea, to, co obiecywaliśmy wyborcom. W 2015 r. mieliśmy trzy miesiące na weryfikację ludzi na listach. Jak ktoś przychodził do nas i mówił, że jest gotów umierać za JOW-y, za Polskę, a potem odchodzi do Korwina, bo chce finansowania partii z budżetu, to zwyczajnie oszukał. I wyborców, i mnie.

Jak pan podsumowuje swój rok?

Jako kolejny rok, w którym wbrew wszystkiemu i wbrew wszystkim przetrwałem. Przetrwałem na tych przyczółkach. Jak będzie dalej, to zobaczymy. Byłem przekonany, że będzie się robiło wszystko, żeby nas zdemontować. Początkowo były to ataki medialne. Potem przemilczenie, co widzę na przykładzie płyty czy projektów ustaw, które zgłaszamy w Sejmie. Jedna rzecz jest dla mnie najważniejsza: czyste sumienie. Robię wszystko, co jest możliwe dla mojej ojczyzny. Nawet jeżeli czasem się mylę, to robię to wszystko z serca.

Z którym z polityków może się pan porozumieć w tym nowym roku?

Z każdym, kto uzna za priorytetowe referendum obligatoryjne, zmianę ordynacji wyborczej na model większościowy, a przynajmniej mieszany, kto uzna za priorytetowe zwiększenie kwoty wolnej od podatku, zasadniczą obniżkę i uproszczenie podatków, redukcję biurokracji, oparcie sądownictwa na sędziach pokoju i KRS wybieranym w wyborach powszechnych.

Prezydent jest skłonny do tego?

Osobiście mam świetnie relacje z prezydentem, ale czasem mam wrażenie, że pan prezydent mógłby mocniej wykorzystać swoje konstytucyjne uprawnienia, nawet jeśli miałoby to być wbrew interesom ugrupowania, z którego się wywodzi.

Zbigniew Ziobro jest partnerem do politycznych rozmów z Kukiz’15?

Jest zwolennikiem sędziów pokoju. Uważam pana ministra za potencjalnego sojusznika w tej kwestii. Sędziowie pokoju to najprostsza droga, żeby odciążyć sądy i przyspieszyć postępowania. A ciągnące się miesiącami czy latami sprawy, często błahe, to jest główny problem wymiaru sprawiedliwości. Niestety, według części prawników konstytucjonalistów wprowadzenie sędziów pokoju wymaga zmian w konstytucji. Według naszych ekspertów jest to możliwe. To sprawa sporna. Dlatego może jest niezbyt wygodnie angażować się w nią prezydentowi, ze względu na podpisywanie pewnych ustaw. Podobnie jak ministrowi Ziobrze. Ale liczymy na poważną, rzetelną debatę w tej sprawie, bo wprowadzenie sędziów pokoju, funkcjonujących w wielu państwach świata, to byłaby prawdziwa, rzeczywista reforma polskiego sądownictwa.

Jak pan podsumowuje rok rządów PiS? Co się udało, a co nie?

Parę pożarów, które sami wywołali, udało im się ostatnio ugasić, ale niestety kosztem potężnych upokorzeń Polski, jak przy ustawie o IPN czy Sądzie Najwyższym. Powodzenie sondażowe rządu wynika z wcześniejszego sznytu pisowskiego, 500 plus, socjalnych, szybkich zmian. Teraz PiS nastawił się na trwanie i próbuje powtórzyć manewr Tuska z „ciepłą wodą w kranie”.

To był udany rok dla Jarosława Kaczyńskiego?

Osobiście dla niego? Z pewnością. Bo ma pełnię władzy.

Zmienił pan stosunek do Jarosława Kaczyńskiego?

Podziwiam go nadal jako polityka taktyka. Za skuteczność. Ale mam poważne pretensje do Jarosława Kaczyńskiego za to, że usilnie utrzymuje ustrój w takim kształcie, który według mnie jest kształtem szkodliwym dla Polski. PiS, będąc w opozycji, wielokrotnie mówił, że trzeba zmienić ustrój, konstytucję, i nic nie zrobił w tej sprawie przez trzy lata swoich rządów. Z całą pewnością Jarosław Kaczyński dziś nie traci sił. Gdyby zdecydował, że premierem będzie Marek Suski albo Grzegorz Schetyna, to tak by było. Przy okazji sejmowych spotkań bożonarodzeniowo-noworocznych podszedłem do Jarosława Kaczyńskiego i złożyłem mu życzenia. A media z tego zaraz zrobią sensacyjne zdjęcia i opiszą tajny układ Kukiza z Kaczyńskim. W „Gazecie Wyborczej” będzie tytuł „A jednak to prawda”, w „Gazecie Polskiej” napiszą „Nareszcie Kukiz ochłonął”. (śmiech)

Jakie są pana prognozy polityczne na przyszły rok?

Mogą być przyspieszone wybory. Wszystko zależy od najbliższych miesięcy. O jednym trzeba pamiętać, nie jesteśmy zieloną, samotną, odległą wyspą. W całej Europie dzieją się rzeczy ciekawe, jak choćby protest „żółtych kamizelek” we Francji. Jest nowa, młoda fala, która kontestuje podział na lewicę i prawicę i postrzega Unię Europejską jako Europę ojczyzn, a nie biurokratyczny, skostniały, scentralizowany twór pod rządami Niemiec i Francji. Trzeba cały czas obserwować sytuację międzynarodową i mieć świadomość, że ona w ogromny sposób wpływa na sytuację Polski.

Od czego pan zacznie nowy rok?

Nie mogę o tym mówić i tyle. Bez względu na to, w jakim punkcie się znajdę w listopadzie za rok, muszę zrobić wszystko, co w mojej mocy, by pozostać w polityce.

A życzy sobie pan…?

Tego, by za rok nikt nie mógł rządzić bez Kukiz’15.

Okładka tygodnika WPROST: 2/2019
Więcej możesz przeczytać w 2/2019 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0