Falstart Nowackiej

Falstart Nowackiej

Barbara Nowacka
Barbara Nowacka / Źródło: Newspix.pl / GRZEGORZ KRZYZEWSKI / FOTONEWS
Nie było efektu wow, oburzenia prawicy ani wiwatów lewicy. Propozycje Barbary Nowackiej dotyczące rozdziału Kościoła od państwa mało obeszły opinię publiczną.

A miało być tak pięknie. Ogłoszenie w święto Trzech Króli propozycji zniesienia finansowania przez państwo nauki religii w szkołach i likwidacji Funduszu Kościelnego, z którego opłacane są składki emerytalno-rentowe osób duchownych, miało wywołać wściekłość prawicy, a może i hierarchów kościelnych. Na to w obronie Barbary Nowackiej miała się uaktywnić lewica i medialna spirala zaczęłaby się nakręcać.

Problem dla platformy

Tymczasem hierarchowie, którzy być może do dzisiaj pamiętają burzę, która wybuchła, gdy biskup Tadeusz Pieronek powiedział o Izabeli Jarudze-Nowackiej (mamie Barbary), że jest feministycznym betonem, na który nawet kwas solny nie pomoże, zareagowali powściągliwie. Rzecznik Konferencji Episkopatu Polski ks. Paweł Rytel-Andrianik zastosował unik, stwierdzając, że wyrzucanie religii ze szkoły jest wracaniem do czasów komunistycznych. Biskupi w zasadzie się nie odezwali. Z kolei prawica skupiła się na kpinach z Grzegorza Schetyny, lidera PO, który namaścił Nowacką na jedną z twarzy Koalicji Obywatelskiej, że teraz musi się odnosić do jej pomysłów.

Większość polityków PO wypowiada się na temat pomysłu Nowackiej niechętnie, bo w zbliżających się wyborach woleliby mieć zapewnione poparcie swoich proboszczów albo przynajmniej zagwarantowaną ich neutralność. Podobnie jest z PSL, które gotowe jest wejść w koalicję z PO przynajmniej do wyborów europejskich. W tej formacji można usłyszeć, że pomysł Nowackiej zgłoszony przed wyborami przyniesie więcej szkody niż pożytku. Że na sprawach światopoglądowych nie da się budować szerokiej koalicji, bo potencjalni jej członkowie zanadto różnią się w tych sprawach. Wreszcie, że Nowacka gra na siebie, bo nie wie, jak przyciągnąć zainteresowanie mediów, a innym utrudnia życie. Zapewne z tego powodu Grzegorz Schetyna, który mówił o konieczności zredefiniowania stosunków państwo – Kościół i zgłosił gotowość do debaty na ten temat, zarazem zarzekał się, że Nowacka zaprezentowała swój pomysł wyłącznie w imieniu własnego środowiska. Co należy rozumieć, że Platforma w forsowanie takich pomysłów angażować się nie zamierza.

Nic dziwnego – dla PSL, które w tej chwili rozważa, z kim iść do wyborów, występowanie pod wspólnym szyldem razem z pomysłodawczynią ograniczenia przywilejów Kościoła katolickiego mogłoby być trudne do strawienia. – Ale w gruncie rzeczy to jest problem większy dla PO niż dla nas – mówi polityk Stronnictwa. – Po nas nikt się nie spodziewa, że poprzemy ten projekt, tymczasem oni próbują wchodzić w buty chadecji, a propozycja Nowackiej czyni ich zabiegi niewiarygodnymi. Są jednak i takie głosy, że sprawa rozdziału Kościoła od państwa ma ogromny potencjał i może być wykorzystana w kampanii. – Emocja antyklerykalna, ale także ekologiczna i proeuropejska, są dzisiaj ważniejsze, bo PiS jest w tych sprawach w realnej mniejszości. W końcu 5 mln osób poszło do kina na „Kler”. Ci ludzie gotowi są do debaty na temat roli Kościoła – słyszę od jednego z polityków opozycji. Na razie jednak zainteresowanie filmem nie przekłada się na zainteresowanie ustawą Nowackiej. Petycję w sprawie jej uchwalenia podpisało w internecie przez tydzień 32 tys. osób. Niby dużo, ale w zestawieniu milionem ludzi, którzy obejrzeli „Kler” w weeken otwarcia, to raczej niewiele. A więc jeżeli inicjatywa Nowackiej miała być haczykiem, na który chciano złowić miłośników filmu Wojciecha Smarzowskiego, to zabieg okazał się mało skuteczny.

NoŃwacka szkodzi?

Co ciekawe, nawet polityk, który uważa, iż społeczeństwo gotowe jest do debaty o roli Kościoła, dodaje, że jeżeli projekt prezentuje Nowacka, to szkodzi tej idei. Dlaczego? Bo jest dawną współpracowniczką Janusza Palikota, który słynął z agresywnych wypowiedzi i niesmacznych happeningów organizowanych przez posłów jego klubu. Zresztą prezentacja projektu w święto Trzech Króli także wpisuje się w niechlubną tradycję działań posłów Palikota. Poza tym Nowacka jest kojarzona przede wszystkim z walką o prawo do aborcji.

Dyskusja o finansowaniu religii nie może być podszyta emocjami, jakie wywołuje temat przerywania ciąży, bo w takich warunkach nie dojdzie się do żadnych rozsądnych konkluzji. Dlatego Nowacka została zbyta machnięciem ręki. Uznano, że osoba, która nie lubi Kościoła, gotowa jest wysmażyć każdy pomysł, na złość biskupom. Gdyby jednak do dyskusji dołączyły się inne partie lewicowe, to może coś by z tego było. Rzecz w tym, że te środowiska nie palą się do wspierania szefowej Inicjatywy Polskiej. Nowoczesna ma własny pomysł na neutralność światopoglądową państwa, o czym nie omieszkała poinformować Katarzyna Lubnauer, liderka tej partii. Część środowisk lewicowych boczy się na Nowacką za sojusz z Platformą Obywatelską, a więc choćby dlatego nie będą wpierać jej pomysłów.

A najbardziej pożądany polityczny bohater tego sezonu, czyli Robert Biedroń, może podejrzewać, że inicjatywa Nowackiej została zgłoszona po to, żeby zatrzymać go w biegu. Biedroń swój program ma ogłosić na początku lutego, a wiadomo, że na jego spotkaniach z wyborcami wątek roli Kościoła jest często podnoszony. Być może w całej tej inicjatywie, która musiała odbywać się za wiedzą i zgodą Grzegorza Schetyny, chodziło o to, żeby móc powiedzieć Biedroniowi: „Robert, nie męcz się, myśmy już to zgłosili jako pomysł wyborczy, chodź z nami”. To byłoby możliwe, gdyby Platforma zdecydowała się przesunąć na lewą stronę sceny politycznej. Zwolennikiem takiego ruchu PO był m.in. Michał Kamiński. To on uważał, że elektorat PO jest znacznie mniej konserwatywny niż posłowie tej partii, i dlatego Platforma mogłaby zagospodarować lewicowo-liberalny elektorat. A jeżeli tego nie zrobi, to otworzy furtkę dla powstania nowej formacji lewicowej, a być może nawet silnego bloku na najbliższe wybory. Ale Kamińskiego nie ma dziś w PO, a więc jego diagnoz nikt nie słucha.

A czego chce Schetyna, który najpierw ogłosił utrzymanie konserwatywnej kotwicy, a potem wyrzucił z klubu konserwatystów za to, że jak zawsze głosowali przeciwko ustawom liberalizującym przepisy aborcyjne? Być może chciałby, tak jak kiedyś Donald Tusk, zgarniać pod swe skrzydła ludzi i z prawa, i z lewa, a jednocześnie nikomu niczego nie obiecywać i być ponad sporami światopoglądowymi. Na to jednak jego pozycja w partii jest za słaba. Tusk był w PO uważany za geniusza i dlatego jego strategii nikt nigdy nie podważał. Schetyna nie ma takiego komfortu. Jaki może być więc efekt inicjatywy Barbary Nowackiej? Na pewno zraziła do siebie, a być może i do PO, 31 tys. katechetów uczących religii w polskich szkołach (z czego 18 tys. to osoby świeckie), bo niepewność finansowania rodzi automatycznie obawy o zatrudnienie. Zaniepokojeni mogą być rodzice, którzy posyłają dzieci na naukę religii w szkołach i nie chcą, by coś w obecnym systemie zostało zmienione. Być może pomysły Nowackiej popchną część otwartych, centrowych katolików w ramiona PiS lub Porozumienia Jarosława Gowina, bo jeżeli sprawy światopoglądowe mają dla nich znaczenie, to u PO nie mają czego szukać. Za to trudno powiedzieć, czy Nowacka zdoła przyciągnąć lewicowych wyborców. Gdy Inicjatywa Polska zbierała podpisy pod obywatelskim projektem ustawy o prawie do aborcji, to w sondażach zyskiwał jedynie SLD. Trudno powiedzieć, czy z ustawami kościelnymi nie będzie podobnie. Pewne jest jednak, że partie nie mają ochoty rzucać się w awanturę o Kościół. – Nikomu do szczęścia to nie jest potrzebne, być może poza samą Nowacką – mówi nasz rozmówca z PSL.

Okładka tygodnika WPROST: 3/2019
Więcej możesz przeczytać w 3/2019 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0