Mama, tata, depresja

Mama, tata, depresja

Depresja
Depresja / Źródło: Unsplash / Vladislav Muslakov
Dorastanie u boku rodzica z depresją jest jak przejażdżka emocjonalnym rollercoasterem. Traum z dzieciństwa nie da się wymazać z pamięci, na szczęście można się przed nimi chronić.

Pięcioletni syn widział, gdy on trzymał nóż w ręce i groził, że się zabije. Od tamtej chwili minęło osiem lat. Mówi, że wciąż żyje, bo feralnego popołudnia złożył najważniejszą w życiu obietnicę. Przerażonemu dziecku, które rozpaczliwie wyznawało mu wtedy miłość, prosząc, by odłożył nóż, dał słowo, że nic sobie nie zrobi. – Wciąż miewam myśli samobójcze. Patrzę na pasek i się zastanawiam, czy nie zrobić pętli i nie zacisnąć go na szyi. Albo staję przed przejściem dla pieszych i zastanawiam się, czy nie zrobić kroku do przodu. Wprost pod koła pędzącego samochodu. Nie robię tego, bo dałem dziecku słowo. Ale przyznaję, że skrzyżowanie obietnicy złożonej synowi z tym, że nie widzę sensu, jest bardzo męczące – mówi Paweł, 43-letni przedsiębiorca z Warszawy. Od 2011 r. leczy się z powodu depresji. Dla Katarzyny, zmagającej się z depresją od trzech lat, najgorsza jest świadomość, że do każdego uśmiechu posłanego w stronę wybiegającej z przedszkolnej sali i rzucającej się w jej ramiona córki musi się zmusić.

Fatalnie znosi też uszczypliwe komentarze innych mam na placu zabaw, gdy zamiast biegać za córką, siada na najbardziej oddalonej od dzieci ławce i modli się, by nikt od niej niczego nie chciał, by nikt nie zagadał, by dziewczynka dała jej choćby pół godziny na zmotywowanie się do ponownego wstania z ławki i wypełniania matczynych obowiązków. – W tym czasie milion razy myślę sobie, jak złą jestem matką. Że nie daję rady, nie potrafię radośnie świergotać z innymi matkami na tematy tak bardzo dla mnie nieistotne. Że walczę o każdy uśmiech, który chcę odesłać dziecku chwalącemu się przede mną nową umiejętnością robienia fikołków czy rekordowym biegiem przez plac – wyznaje kobieta. Ma 39 lat, leczy się psychiatrycznie i ma jeden, jak mówi, największy w życiu cel: – Nie chcę mojej pięcioletniej córki zainfekować swoim czarnowidztwem, alienacją, smutkiem, przez który rozpadam się na kawałki – mówi. – Robię wszystko, by nie widziała mnie takiej. Niestety, czasem choroba jest silniejsza ode mnie – dodaje. Światowa Organizacja Zdrowia przewiduje, że w 2030 r. depresja będzie najczęściej występującą na świecie chorobą. Dzisiaj w Polsce cierpią na nią prawie 2 mln osób, a z roku na rok rośnie liczba sprzedawanych leków przeciwdepresyjnych. W 2017 r. sprzedano ich już 21 mln opakowań.

Przedzieleni ścianą

Dzięki licznym kampaniom i wyznaniom ludzi z pierwszych stron gazet – choćby takim, jak Mameda Chalidowa, mistrza mieszanych sztuk walki, który otwarcie mówi o swoich problemach psychicznych – rośnie świadomość społeczna, a chorzy coraz rzadziej są stygmatyzowani. Nawet depresja poporodowa w ostatnich latach przestaje być tematem tabu. Kobiety coraz śmielej opowiadają, że pierwsze miesiące macierzyństwa nie zawsze są najpiękniejszymi miesiącami w ich życiu i żeby jakoś przeżyć ten stan, musiały szukać pomocy. Psycholodzy i psychiatrzy, choć zadowoleni z faktu, jak i ile o depresji w ostatnich latach się mówi, uważają, że w tej sprawie wciąż jest wiele do zrobienia. Bo skoro coraz więcej osób zmaga się z depresją, choroba występuje w coraz większej liczbie domów, żyją z nią nie tylko sami chorzy, ale też ich najbliżsi, dzieci. I właśnie je, obok samych chorych, należy otoczyć szczególną opieką. Psycholog Anna Morawska-Borowiec, autorka książki „Twarze depresji” i inicjatorka kampanii społecznej o tej samej nazwie, wspomina, jak jedna z bohaterek jej książki, cierpiąca na depresję samotna matka trojga dzieci, opowiadała o swoim dzieciństwie u boku matki z depresją. – Do dziś pamięta, jak będąc małą dziewczynką, stała przed zamkniętymi drzwiami łazienki. Wiedziała, że w środku jest mama, słyszała jej szlochanie. Była przerażona, ale nic nie mogła zrobić. Ta historia, jako jedna z wielu, pokazuje, z jak wielkim dramatem musi się skonfrontować dziecko osoby chorej na depresję – mówi.

Dodaje, że z drugiej strony obraz matki i dziecka przedzielonych ścianą jest bardzo wymowny także ze względu na osobę chorą, która próbuje się odciąć od otaczającego świata, nawet jeśli całym tym światem jest jej dziecko.

Nagła zamiana ról

Dziennikarka Joanna Racewicz trzy lata temu, w czasie konferencji poświęconej depresji, opowiadała, jak funkcjonowała po tragicznej śmierci jej męża, porucznika Pawła Janeczka, który zginął w katastrofie smoleńskiej. – Dom, przedszkole, Powązki. Wstawałam z łóżka tylko dlatego, że mój mały synek Igor, dwuletni wtedy, mówił „mama, jeść”. To była jedyna motywacja, żeby się podnieść, przetrzeć oczy, zdjąć piżamę, umyć zęby i zrobić mu kaszkę – mówiła. Dopiero gdy synek przyłapał ją na którymś z „rozpłakanych” wieczorów i powiedział, że się o nią martwi, zadzwoniła do psychiatry. – Pomyślałam, że pozamienialiśmy się rolami, nie może tak być, że moje dziecko martwi się o mnie – wspominała. Poszła na terapię, zaczęła przyjmować leki. Katarzyna trafiła do psychiatry, gdy jej córka miała dwa lata. Któregoś dnia nie dała dziewczynce obiadu. Zapomniała, bo zamiast mieszać zupę, uporczywie walczyła z czarnymi myślami. Kiedy mąż wrócił z pracy i spytał, co dzisiaj jadły, zrozumiała, że w zasadzie nic. Trzy dni później rozpoczęła leczenie. – Nie zmotywował mnie głupi obiad, ale myśl, że dłużej tak nie da się funkcjonować, że przecież jest na świecie ktoś, kim powinnam się opiekować – wspomina.

Dzisiaj, jak podkreśla, o „najważniejszych sprawach nie zapomina”. – Choć wciąż zmagam się z demonami, które panoszą się w mojej głowie. I robią to niezależnie od tego, czy obok jest moja córka, czy nie – wyznaje. Podkreśla jednak, że tylko świadomość posiadania dziecka i bezgraniczna miłość, którą darzy córkę, sprawiły, że zaczęła się leczyć. – Inaczej pewnie pielęgnowałabym swojego doła i zapadała się jeszcze bardziej – kończy. Dla psychologów te historie są charakterystyczne. Często rodzice zdają sobie sprawę z problemu dopiero wtedy, gdy uświadamiają sobie, że nie są w stanie normalnie opiekować się dziećmi. Jak zauważa jednak dr Magdalena Nowicka, psycholog i psychoterapeuta, wykładowczyni z Uniwersytetu SWPS, nie zawsze ten bodziec działa. – Z mojej praktyki psychoterapeutycznej wynika, że w przypadkach bardzo głębokiej depresji dzieci nie stają się czynnikiem motywacyjnym. Matka nie podniesie się z łóżka, by przygotować dziecko do szkoły – mówi. Paweł, już po tym jak zaczął się leczyć na depresję, rozwiódł się z żoną. Syn mieszka z matką, ale on ma możliwość widywania go nawet codziennie. Wszystko zależy od niego.

– Staram się regularnie spotykać z młodym. Ale bywa i tak, że nawet gdy jesteśmy umówieni, wiem, że na mnie czeka, że zaplanował wspólne aktywności albo ja obiecałem mu kino, nawet wtedy nie jestem w stanie zwlec się z łóżka. Jedyne, na co mnie stać, to telefon i próba wytłumaczenia sytuacji. Syn wtedy mówi, „rozumiem, tato, szkoda”. To on stara się, bym nie czuł się winny, ale i tak docierają do mnie potem informacje o tym, jak źle te moje „zmiany planów” znosi. Płacze, w szkole źle się zachowuje, stara się zwrócić na siebie uwagę – wylicza mężczyzna. Cieszy się jednak, że dziś przynajmniej potrafi w miarę szczerze rozmawiać z synem o swoich problemach. – To postęp, bo do niedawna moją reakcją na problemy było „wyłączanie się” – przyznaje. Jak mówi, jego syn widział go albo „leżącego bez kontaktu”, albo krzyczącego, nieradzącego sobie z emocjami. – Dziecko nie wiedziało, co się ze mną dzieje. Nawet jak byłem w szpitalu, on o tym nie wiedział. Widywał mnie tylko, gdy wychodziłem z oddziału psychiatrycznego na przepustkę – wspomina.

Po pierwsze: rozmawiać

– Dziecko nie powinno być oszukiwane – psycholog Anna Morawska-Borowiec stawia sprawę jasno. – Jeśli mama z powodu głębokiej depresji nie jest w stanie rozmawiać, powinien to zrobić tata. Gdy on nie może, to babcia lub dziadek. Wychowywanie w atmosferze tajemnicy na pewno nie będzie służyć dziecku – mówi. Oczywiście trudno dokładnie określić, w jaki sposób wyglądać ma taka rozmowa albo kiedy ją przeprowadzić. Wszystko zależy od wieku dziecka, jego dojrzałości. Czasem konieczne może być nawet wsparcie psychologa. – Jeśli dziecku udzielają się stany depresyjne matki czy ojca albo któreś z rodziców ma za sobą próbę samobójczą, psycholog powinien pomóc przeprowadzić taką rozmowę. W takim przypadku przekazuje się niezbędne minimum informacji, nie epatuje drastycznymi szczegółami – dodaje. Potwierdza to dr Magdalena Nowicka z SWPS: – Depresja to choroba jak każda inna.

Nie przypisywałabym jej jakiegoś specjalnego znaczenia. Co będzie oznaczać dla dziecka osoby chorej, zależy od tego, jaki usłyszy na jej temat przekaz. Oraz od tego, czy rodzic się leczy, czy nie. Jeśli dziecko wyczuwa, że w domu dzieje się coś niedobrego, zatajane są przed nim jakieś fakty, widzi pogarszający się stan taty czy mamy, pojawi się u niego lęk związany z niepewnością. Tak się dzieje w przypadku wszystkich chorób psychicznych. Dlatego kluczowe jest rozmawianie z dziećmi o tym, co się z nami dzieje, o naszych emocjach, o tym, co przeżywamy i jakie są tego przyczyny – zaznacza. Doktor Magdalena Nowicka zdaje sobie jednak sprawę, że nie dla wszystkich mówienie dzieciom o problemach natury emocjonalnej jest oczywiste. Bywa, że w domach to są tematy tabu, a szkoły też nie wyręczają w tej sprawie rodziców. – Wciąż mamy problem z edukacją na temat chorób psychicznych. Na biologii uczy się dzieci, jak reaguje ciało na różne bodźce, wirusy albo bakterie. Ale nie uczy się, jak może reagować psychika – mówi ekspertka.

Splątane włosy mamy

Piosenkarka Patrycja Markowska w rozmowie z autorką książki „Twarze depresji” mówiła o pierwszych trzech miesiącach macierzyństwa, które stały się dla niej największym w życiu wyzwaniem. O trwającym po kilka godzin płaczu jej syna Filipa, który ją „rozwalał”. Mówiła też, że czasem brakowało jej siły, żeby wstać i zrobić sobie herbatę. I w końcu, że gdy syn urósł, a ona chciała mu jakoś wytłumaczyć swoje gorsze samopoczucie, wykorzystała do tego książkę Gro Dahle i Svein Nyhus „Włosy mamy”. – Książka, w której splątane włosy mamy są metaforą jej problemów psychicznych, okazała się dla niej punktem wyjścia do rozmowy o depresji – mówi psycholog Anna Morawska-Borowiec. Czasem książka albo barwne porównania wykorzystywane przez rodzica w czasie wieczornych rozmów przed snem wystarczą, by wytłumaczyć dziecku, jak mroczny może być świat depresji.

Zdaniem psychologów bardzo ważne jest też, by mówić, uświadamiać, a gdy trzeba, przypominać, że nawet jeśli rodzic się źle czuje, jego stan nie wpływa na uczucia, którymi darzy dziecko. – Ta choroba odbiera chęć życia, energię. Ludzie z depresją nie kochają siebie. Czasem trudno im też okazywać uczucia, nawet te, którymi darzą swoje dzieci. Ale to nie jest tak, że wraz z depresją zapadli na znieczulicę, przestali kochać w ogóle – mówi Anna Morawska-Borowiec. Jak dodaje, by pomóc to zrozumieć, 23 lutego w Ogólnopolskim Dniu Walki z Depresją rusza 8. edycja ogólnopolskiej kampanii społecznej „Twarze depresji. Nie oceniam. Akceptuję”. Jej autorzy tym razem będą apelować: „Uwolnij miłość z uścisku depresji”. Po raz drugi poruszony zostanie przez nich problem depresji poporodowej. Oprócz rozmów z dziećmi ważne jest także nieustanne edukowanie dorosłych, którzy czasem nie są w stanie się powstrzymać od wygłaszania oceniających komentarzy w stylu: „On i depresja? Przecież ma świetną żonę, fantastyczne dzieci”. – Tomasz Jastrun zapadł na depresję, mając dwoje małych dzieci i kochającą żonę.

W pewnym momencie poczuł się tak źle, że targnął się na swoje życie. To nie jest tak, że przestał kochać dzieci czy żonę – przypomina Anna Morawska-Borowiec. – Nawet gdy nie zawsze jestem w stanie się z nim spotkać, to żyję i mnie ma. Może czasem się na mnie wkurza, gdy leki, które przyjmuję, wprowadzają mnie w senność, zasypiam w kinie i zaczynam chrapać, „robiąc mu obciach”. Ale to i tak mniej traumatyczne przeżycie niż obserwowanie ojca grożącego, że się zabije – zauważa Paweł. Mężczyzna uważa, że straszenie samobójstwem na oczach dziecka było najgorszą rzeczą, jaką w życiu zrobił. – Jestem przekonany, że to za moją sprawą on dziś ma problemy, też musi być pod opieką psychiatry. W swoim krótkim jeszcze życiu miał aż nadto detonatorów, tych punktów zapalnych – dodaje mężczyzna. Rzeczywiście jest tak, że do psychologów lub psychiatrów bardzo często trafiają osoby, które w swojej historii chorobowej mają rodziców czy dziadków z depresją. – Ale naukowcy wciąż nie znają odpowiedzi na pytanie, czy to choroba genetyczna – kończy Anna Morawska-Borowiec.

Okładka tygodnika WPROST: 5/2019
Więcej możesz przeczytać w 5/2019 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0