Jak hartowały się media i powstawały spółki

Jak hartowały się media i powstawały spółki

Działka na Srebrnej
Działka na Srebrnej / Źródło: Google Maps
Brał, kto chciał i co chciał – w ten sposób media opisywały proces likwidacji przedsiębiorstwa RSW „Prasa-Książka-Ruch”, największego koncernu wydawniczego w naszej części Europy.

Spółka Srebrna, powiązana personalnie z Prawem i Sprawiedliwością, od kilkunastu dni znajduje się w centrum uwagi opinii publicznej z powodu nagrań rozmów biznesowych prowadzonych przez Jarosława Kaczyńskiego, a publikowanych w „Gazecie Wyborczej”. Przy okazji wyliczono, jakie nieruchomości są w dyspozycji spółki. Przypominamy, w jaki sposób Fundacja Prasowa Solidarności, prekursorka spółki Srebrna, weszła w ich posiadanie. Są to czasy początku naszej transformacji.

Uwłaszczanie dla wybranych

Na początku lat 90. rozegrała się zajadła wojna o media. Walczyła postkomunistyczna Socjaldemokracja RP z ugrupowaniami solidarnościowymi, które dodatkowo rywalizowały między sobą o najsmakowitsze kawałki medialnego tortu. Przedmiotem walki były tytuły należące do Robotniczej Spółdzielni Wydawniczej „Prasa-Książka-Ruch”, która w czasach PRL stanowiła zaplecze finansowe PZPR. RSW była medialnym gigantem – skupiała 90 proc. gazet i czasopism wydawanych w Polsce, a prócz tego posiadała drukarnie, oficyny wydawnicze, ośrodki wypoczynkowe, domy pracy twórczej, sieć Klubów Międzynarodowej Prasy i Książki i oczywiście kolportaż. 95 proc. udziałów w RSW miała PZPR, a po jej samorozwiązaniu udziały te przejęła SdRP, według ekspertów naruszając prawo spółdzielcze.

Partie solidarnościowe, które już wówczas powstawały jak grzyby po deszczu, od początku nie ukrywały, że nie zgodzą się na to, by SdRP zachowała ten majątek i wpływy wynikające z kontrolowania niemal całego rynku prasy. Argumentowano, że przewaga medialna i majątkowa partii postkomunistycznej nad partiami wywodzącymi się z Solidarności byłaby tak duża, że o realnej rywalizacji politycznej nie byłoby mowy. Rząd Tadeusza Mazowieckiego najpierw próbował negocjować z SdRP podział RSW, a gdy rozmowy nie przyniosły akceptowanych przez stronę solidarnościową rezultatów, przygotował naprędce ustawę o likwidacji koncernu. Tryb debaty i uchwalenia ustawy był błyskawiczny. 20 marca 1990 r. ustawa trafiła do Sejmu, 21 marca odbyło się pierwsze czytanie w komisjach sejmowych, a dzień później przeprowadzono drugie czytanie i głosowanie. Ustawa była krótka i ogólna. Na jej podstawie powołano Komisję Likwidacyjną, która miała zdecydować o losach ogromnego majątku. Przy czym komisja miała dużą swobodę w podejmowaniu decyzji, ponieważ w ustawie nie określono, jak powinna przebiegać likwidacja koncernu.

Wolna amerykanka

Likwidacja RSW to była prawdziwa wolna amerykanka. Komisja uznała, że część tytułów odda zespołom redakcyjnym, w niektórych przypadkach razem z nieruchomościami i pieniędzmi na nową drogę życia, a część zostanie sprzedana. Decyzje zapadały według uznania komisji, ale z góry było wiadomo, że na przejęcie swoich tytułów nie mają co liczyć zespoły redakcyjne wysokonakładowych dzienników ogólnopolskich. Do szczęściarzy zaliczał się zespół tygodnika „Polityka”, który nie tylko przejął tytuł, ale nawet dostał pieniądze na spłatę długów oraz przydział papieru. To ostatnie miało większą wartość niż pieniądze, bo w tamtym czasie papier był towarem reglamentowanym, a jego braki ograniczały rozwój gazet. Krystyna Pokorna-Ignatowicz, autorka publikacji „Robotnicza Spółdzielnia Wydawnicza »Prasa-Książka-Ruch« w polskim systemie medialnym”, szczegółowo opisała proces likwidacji koncernu, kontrowersje, jakie wzbudzały decyzje komisji, i wyliczyła tytuły, które zostały przeznaczone na sprzedaż, oraz te, które przypadły w udziale zespołom redakcyjnym.

Pisała też, że ważnym kryterium przy rozdzielaniu majątku RSW były tzw. rekomendacje, inaczej mówiąc, naciski polityczne. „W praktyce głos w sprawie, komu należy sprzedać gazety, zabierały liczne organizacje społeczne, polityczne, przedstawiciele władzy samorządowej, wojewodowie, posłowie, senatorowie, a nawet biskupi. Pięciokrotnie swoje uwagi na temat ofert przekazał komisji prezydent RP Lech Wałęsa” – czytamy w publikacji Pokornej-Ignatowicz. Znamienne było, że nikt z uczestników gry politycznej nie uważał za niestosowne, iż partie mogą posiadać tytuły prasowe. Przeciwnie, uznano, że jest to jak najbardziej w duchu demokratycznym. Partie polityczne były więc preferowane jako nowi właściciele. Zespoły redakcyjne protestowały przeciwko nasyłaniu redaktorów naczelnych z klucza partyjnego, do czego komisja nie miała zresztą uprawnień. Przyznała je sobie sama. Zespół „Sztandaru Młodych” buntował się np. przeciwko mianowaniu na stanowisko redaktora naczelnego Krzysztofa Króla z Konfederacji Polski Niepodległej, a dziennikarze „Expressu Wieczornego” protestowali przeciwko staraniom Porozumienia Centrum o przejęcie tytułu. Ale decydenci specjalnie się tym nie przejmowali, bo uważali, że dziennikarze w znakomitej większości sympatyzują z jedną opcją polityczną, czyli SdRP. To był zresztą główny, choć niewyartykułowany powód, dla którego zespołom redakcyjnym odmawiano przejmowania praw do tytułu. Właśnie w takich okolicznościach wkroczyli na scenę założyciele Fundacji Prasowej Solidarności z Jarosławem Kaczyńskim na czele.

Od fundacji do spółki

Dzięki poparciu Lecha Wałęsy Porozumienie Centrum, pierwsza partia Jarosława Kaczyńskiego, zdobyło „Express Wieczorny” i nieruchomości – cztery działki w centrum Warszawy. Sławomir Siwek, dziennikarz i polityk PC i PiS, w wywiadzie dla dodatku do „Rzeczpospolitej” – „Plus Minus”, tak opowiadał o okolicznościach przejęcia popołudniówki i nieruchomości: „Nasza partia uznała, że działalność polityczna musi mieć zaplecze finansowe i wydawnicze. Powstała Fundacja Prasowa Solidarności, której celem było pozyskiwanie środków na wydawanie »Tygodnika Solidarność« i »Tygodnika Solidarność Rolników Indywidualnych«. Adam Michnik musiał odczytać to jako próbę budowy konkurencji dla Agory [spółka wydająca „Gazetę Wyborczą” – red.]. Jego »Gazeta Wyborcza« była wówczas potężnym medium, a nasze oba pisma były słabe, ale wspierał nas Lech Wałęsa. To jego rekomendacja pomogła nam wygrać przetarg na »Express Wieczorny«. Podkreślam słowo »przetarg«, bo zarzucano nam, że PC uwłaszczyło się na tej gazecie. To nieprawda.

Wzięliśmy kredyt, który osobiście załatwiałem w oddziale PKO w Paryżu, bo w owym czasie kredytu dewizowego nie można było zaciągać w Polsce. Pożyczyliśmy milion dolarów i kupiliśmy za to »Express Wieczorny« i drukarnie. Taka jest prawda o tzw. ciemnych interesach PC i Fundacji Prasowej Solidarności, o które przez lata nas oskarżano, opowiadając różne kłamstwa” – mówił Siwek. W tym wszystkim tkwił jednak pewien haczyk – z pieniędzy fundacji, niezgodnie z jej statutem, została sfinansowana kampania wyborcza Porozumienia Centrum w 1991 r. Również i na to Siwek ma odpowiedź: „W statucie fundacji nie było zakazu finansowania partii politycznych. Wszystkie postępowania, jakie prowadzono w tej sprawie, zostały umorzone. Przyznaję, prawnicy nie byli w tej sprawie jednomyślni. Z dzisiejszego punktu widzenia trzeba przyznać, że ta decyzja była dosyć cienka, ale PC po wyborach sprzedało »Express Wieczorny« i zwróciło pieniądze fundacji. Nikt nie poniósł szkody”. Siwek zarzeka się, że jako prezes fundacji był przeciwny sfinansowaniu kampanii PC. „Zgodziłem się, bo szliśmy do wyborów, a nie mieliśmy funduszy na kampanię. Żaden biznes z walizkami pieniędzy nie pukał do naszych drzwi. Jedynym wyjściem było szybkie uruchomienie pożyczki, całkowicie oficjalnej. Nasi przeciwnicy zrobili z tego nie wiadomo jaką aferę. W kampanii wyborczej w 2007 r. Donald Tusk rozpętał całą histerię wokół »niecnych interesów« PC, uwłaszczenia się na majątku, ukradzenia nieruchomości i co tylko pani chce. A najzabawniejszy w tej historii jest fakt, że w komisji likwidacyjnej RSW, która sprzedawała nam »Express Wieczorny« i drukarnie, zasiadał m.in. Donald Tusk i to on podpisał się pod sfinalizowaniem tej transakcji” – konkluduje Siwek.

Ustawa Glapińskiego

Krytycy Jarosława Kaczyńskiego zwracają uwagę na jeszcze jeden szczegół. 4 października 1991 r. Sejm, ciągle jeszcze kontraktowy, tuż przed końcem kadencji (wybory odbyły się 27 października) przyjął ustawę o budownictwie mieszkaniowym, przygotowaną w rządzie Jana Krzysztofa Bieleckiego, a konkretnie w Ministerstwie Gospodarki Przestrzennej i Budownictwa, którym kierował wówczas Adam Glapiński, obecny prezes NBP. Krytycy twierdzą, że na podstawie tej ustawy PC uzyskało prawo do dzierżawy wieczystej działek, które dziś stanowią majątek spółki Srebrna i że żadna inna partia nie skorzystała z tego przepisu, a więc było to wykorzystanie stanowiska do własnych interesów. Trudno osądzić, czy tak właśnie było, ale warto też przypomnieć, że Adam Glapiński być może dlatego mógł swobodnie przeprowadzić taką ustawę przez rząd i Sejm, bo należał przez krótki okres zarówno do PC, jak i do Kongresu Liberalno -Demokratycznego, który dominował w rządzie Jana Krzysztofa Bieleckiego. Zresztą oba ugrupowania – KLD i PC – przez krótki czas stanowiły jedną drużynę. „Połączyło nas poparcie dla prezydentury Lecha Wałęsy – mówi w wywiadzie dla „Plusa Minusa” Jacek Kozłowski, były działacz KLD. – Sądziliśmy, że PC będzie czymś w rodzaju nieformalnego porozumienia środowisk społecznych i politycznych, których celem było umocnienie i przyspieszenie reform Leszka Balcerowicza”. „Express Wieczorny” został sprzedany w 1993 r. W 1995 r. Fundacja Prasowa Solidarności powołała do życia spółkę Srebrna i przekazała jej posiadany majątek, składający się głównie z nieruchomości. A najnowsze dzieje tego przedsiębiorstwa zostały uwiecznione na taśmach „Gazety Wyborczej”.

Okładka tygodnika WPROST: 7/2019
Więcej możesz przeczytać w 7/2019 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0