Imperium Zbigniewa Ziobry

Imperium Zbigniewa Ziobry

Zbigniew Ziobro
Zbigniew Ziobro / Źródło: Newspix.pl / DAMIAN BURZYKOWSKI
Ma swoich sędziów, prokuratorów, radnych, ludzi w spółkach Skarbu Państwa. Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, lider Solidarnej Polski, przez trzy lata rządów Zjednoczonej Prawicy zbudował polityczne imperium.

W ubiegłym tygodniu Sejm debatował nad wnioskiem opozycji o wotum nieufności dla Ziobry, który jest jednym z najbardziej kontrowersyjnych ministrów. Opozycja zarzuca mu ręczne sterowanie prokuraturą, zamiatanie afer, m.in. KNF, pod dywan, umarzanie spraw związanych z mową nienawiści, ochronę Jarosława Kaczyńskiego przed oskarżeniami austriackiego biznesmena dotyczącymi inwestycji spółki Srebrna, a nawet wydłużenie postępowań w sądach i prokuraturach. Ziobro nie pozostaje dłużny. Zarzuca opozycji, że operuje półprawdami. A o sprawie Srebrnej mówi, że prokuratura usiłowała sprawę wyjaśnić jak najszybciej, ale to strona skarżąca opóźniała przesuchania. – Roman Giertych robi was w konia – kpił minister sprawiedliwości, dodając, że to mecenas Austriaka jest prawdziwym liderem opozycji. Bon mot zrobił furorę w sieci. Mecenas zdobył się na ripostę dopiero następnego dnia, i to w postaci przydługiej anegdoty.

Opozycji, rzecz jasna, nie udało się odwołać Ziobry, a jego współpracownicy się śmiali, że każde wotum nieufności tylko go wzmacnia. Zwłaszcza gdy w obronie swojego ministra staje sam premier Mateusz Morawiecki.

Tisze jediesz, dalsze budiesz

Zbigniew Ziobro, 48-letni polityk, który po raz drugi w swoim życiu rządzi resortem sprawiedliwości, w obecnej kadencji kieruje się rosyjską maksymą „Tisze jediesz, dalsze budiesz”. A więc nie biega po mediach i generalnie trzyma buzię na kłódkę. Dzięki temu ustrzegł się od takich wpadek, jakie zaliczył za czasów swojego pierwszego urzędowania w Ministerstwie Sprawiedliwości, np. stwierdzenia, że dyktafon jest gwoździem do trumny Andrzeja Leppera albo powiedzenia pod adresem jednego z kardiochirurgów oskarżanych o korupcję, że „już nikt nigdy przez tego pana życia pozbawionym nie będzie”, co znalazło swój finał na sali sądowej. Ziobro musiał przeprosić lekarza i wypłacić mu zadośćuczynienie. Ale nie tylko tę lekcję odebrał dzisiejszy minister sprawiedliwości i prokurator generalny.

Za działalność w latach 2005-2007, a w szczególności za informowanie premiera Jarosława Kaczyńskiego o niektórych postępowaniach prokuratorskich, był oskarżany przez opozycję o łamanie prawa. W obecnej kadencji minister zabezpieczył się w ten sposób, że przeprowadził przez Sejm zmianę umożliwiającą mu wgląd w prowadzone postępowanie i informowanie o nim na każdym etapie śledztwa. Za działania w latach 2005-2007 Ziobro o mały włos nie stanął przed Trybunałem Stanu. Ocalili go posłowie PO, którzy nie dotarli na głosowanie, m.in. ówczesna premier Ewa Kopacz, Andrzej Biernat i Radosław Sikorski.

Do postawienia Ziobry przed Trybunałem Stanu zabrakło pięciu głosów. Można więc powiedzieć, że Ziobro po pierwsze ma szczęście, po drugie uczy się na własnych błędach, co nie jest częstą umiejętnością. Ale czy jest politykiem utalentowanym? – Niespecjalnie, popełniał masę błędów i nie wykazuje wielkich talentów politycznych, ale ma jedną cenną umiejętność – potrafi otaczać się ludźmi mądrzejszymi od siebie – mówi polityk dobrze znający Ziobrę. Nasz rozmówca uważa, że gdyby nie Witold Ziobro, brat ministra sprawiedliwości, i Michał Krupiński, obecnie prezes Pekao SA, a wcześniej prezes PZU, to Ziobro nigdy nie znalazłby się w tym miejscu, do którego dotarł. – Zwłaszcza Michał Krupiński jest niezwykle uzdolniony politycznie, a Witold Ziobro ma talent do wynajdywania młodych ludzi, którzy następnie robią karierę u boku Ziobry – opowiada nasz rozmówca.

Nieodwracalne zmiany

Jak na średnio utalentowanego polityka Ziobro zbudował solidne imperium, którego centrum stanowi jego partia, Solidarna Polska, popularnie zwana Sol-Polem. Teoretycznie Solidarna Polska Zbigniewa Ziobry to niszowe ugrupowanie, które nie wygrało samodzielnie żadnych wyborów i prawie nie ma osobowości politycznej. Jest w Sejmie dzięki porozumieniu z PiS, który jednak nie zawiązał z nią formalnej koalicji, tylko zaproponował niektórym politykom miejsca na swojej liście. Oznacza to, że szyld Solidarnej Polski nie funkcjonuje na scenie politycznej, a partia nie ma prawa choćby do złotówki z subwencji budżetowej, którą zagarnia PiS. Ale Ziobrze to nie przeszkadza. Solidarna Polska stanowi małe, ale zwarte środowisko. Na prawicy krąży następująca anegdota – w 2007 r. Andrzej Duda, wiceminister sprawiedliwości, startował do parlamentu, ale mandatu nie zdobył.

O kilkaset głosów wyprzedził go współpracownik Adama Bielana. A że partia przegrała wybory i Andrzej Duda stracił stanowisko w rządzie, to Ziobro tak długo chodził do Lecha Kaczyńskiego, aż wychodził posadę ministerialną dla Dudy w Kancelarii Prezydenta. Natomiast gdy w 2011 r. Duda nie porzucił PiS, aby wejść do nowej partii Ziobry, czyli do Sol-Polu właśnie, eksminister sprawiedliwości go znienawidził i to uczucie utrzymuje się do dzisiaj. Bo lojalność jest ważnym elementem scalającym jego grupę. Ziobro, gdy tylko objął ponownie stanowisko ministra sprawiedliwości, natychmiast zaczął budować swoją pozycję.

Reforma wymiaru sprawiedliwości pozwoliła mu na zainstalowanie w prokuraturze i sądach setek swoich ludzi. Zbudował też solidne zaplecze eksperckie wokół resortu sprawiedliwości. – Nasza ekipa jest bardzo duża, prawica nigdy w tym środowisku nie miała tylu ludzi – chwali się jeden ze współpracowników Ziobry. I dodaje, że zmiany w wymiarze sprawiedliwości, które przeprowadził minister sprawiedliwości, są nieodwracalne. – Nowa władza nie zdoła tego cofnąć – twierdzi z satysfakcją nasz rozmówca. Ziobro w kierownictwie partii i resortu postawił na młodych ludzi i pozwolił im się rozwijać. Jego ekipa to: były wiceminister sprawiedliwości, 28-letni Michał Woś, Jan Kanthak, 27-latek, szef gabinetu politycznego ministra i zarazem jego rzecznik, 30-letni były rzecznik ministra sprawiedliwości, członek komisji weryfikacyjnej Sebastian Kaleta, Patryk Jaki, 33 lata, wiceminister sprawiedliwości, Marcin Warchoł, wiceminister sprawiedliwości rocznik, 1980, a więc 39-latek, i najstarszy z nich, ale ciągle w średnim wieku wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik (48 lat). – Na prawicy boją się młodych ludzi od Ziobry. Nie zgodzili się, żeby startowali na listach do Parlamentu Europejskiego, choć ich forsowaliśmy – opowiada polityk z otoczenia szefa resortu sprawiedliwości. – A na Komitecie Politycznym PiS Beata Szydło zrobiła awanturę o to, że Jaki będzie kandydował z trzeciego miejsca w jej regionie. Mówiła, że przez to ona sama osiągnie gorszy wynik, bo Jaki odbierze jej głosy.

Sukcesy i wpadki

Współpracownicy Ziobry nie mogą się nachwalić swojego lidera. – Odrzucenie wotum nieufności przez nasz obóz polityczny pokazało, jak bardzo cenimy zmiany wprowadzone przez Zbigniewa Ziobrę – mówi Sebastian Kaleta. – Minister ma spójną, kompleksową strategię reformy wymiaru sprawiedliwości, która jest bardzo sprawnie realizowana, mimo że opozycja ciągle rzuca kłody pod nogi. Reforma obejmuje nie tylko sądownictwo, ale i prokuraturę, więziennictwo oraz komorników. Zarzut opozycji odnośnie ręcznego sterowania prokuraturą Kaleta odrzuca. – Prokuratura jest gigantyczną strukturą, nie da się bezpośrednio wpływać na decyzję poszczególnych prokuratorów. Jako prokurator generalny Zbigniew Ziobro wyznaczył prokuratorom priorytety, a te dotyczą m.in. przestępczości zorganizowanej, walki z wyłudzeniami VAT. Są też ogólne wytyczne do walki z poszczególnymi typami przestępstw oraz dotyczące metodyki pracy, ale każdy prokurator samodzielnie prowadzi przekazane konkretne śledztwa – przekonuje były rzecznik ministra.

To, o czym nie wspomni Kaleta, to porażki resortu. Na przykład nowela ustawy o IPN, która wywołała kryzys dyplomatyczny w stosunkach z Izraelem i ze Stanami Zjednoczonymi, czy fakt, że z niektórych pomysłów na reformę sądownictwa ministerstwo musiało się wycofać z powodu weta prezydenta Andrzeja Dudy, co notabene pogłębiło starą nienawiść między ministrem sprawiedliwości a głową państwa. Konieczne były też ustępstwa wobec Unii Europejskiej, która uznała, że część przepisów dotyczących sądownictwa łamie zasadę praworządności. No i jest jeszcze śledztwo smoleńskie – być może wszyscy już zapomnieli o tym, że Zbigniew Ziobro najpierw przeprowadzał masowe ekshumacje szczątków ofiar katastrofy, co wywołało oburzenie dużej części opinii publicznej, później wysłał je do badania do renomowanych ośrodków we Włoszech i w Wielkiej Brytanii, a w kwietniu ubiegłego roku śledztwo przedłużono do końca 2018 r. i zapadła wokół niego martwa cisza. – Nie wiem, na jakim etapie jest śledztwo – przyznaje bliski współpracownik Ziobry. Za sukces nie da się tego uznać.

Wojenka z Morawieckim

Nie najlepiej też się wiedzie Ziobrze na froncie walki z premierem Mateuszem Morawieckim. O tym konflikcie huczy na prawicy. Ziobro w sojuszu z Beatą Szydło (mimo drobnego sporu o Jakiego) co jakiś czas chodzi do prezesa Jarosława Kaczyńskiego i podgryza Morawieckiego. – Jest duża wrogość, nieufność wobec Morawieckiego – opowiada polityk Zjednoczonej Prawicy. – Ostatnio Ziobro powiedział publicznie, że o nominacji dla Wszechpolaka Adama Andruszkiewicza dowiedział się z prasy. W ten sposób, odcinając się od kontrowersyjnej nominacji, uderzył w premiera. Powody niechęci do szefa rządu są ogólnie znane, choć nikt z Solidarnej Polski nigdy tego nie powie. Ziobro liczył na to, że po najdłuższych rządach Kaczyńskiego, to on stanie na czele całego obozu Zjednoczonej Prawicy.

Tymczasem pomysł Kaczyńskiego, by swoim politycznym sukcesorem uczynić Morawieckiego, pogrzebał te nadzieje. – Ziobro postanowił wziąć Morawieckiego na przeczekanie. Liczy, że premier tyle razy się potknie, że Kaczyński w końcu doceni ministra sprawiedliwości. Zrozumie, że Ziobro jest lepszym materiałem na nowego lidera Zjednoczonej Prawicy – mówi nasz rozmówca z obozu rządzącego. Wszyscy wiedzą, że wojna między Morawieckim a Ziobrą jest na śmierć i życie, bo żaden nie zgodzi się być numerem dwa przy tym drugim. Dlatego otoczenie ministra sprawiedliwości jest zadowolone, gdy szef rządu musi wyjść na mównicę sejmową i stawać w obronie ministra sprawiedliwości. Ale na razie obaj muszą zgodnie powalczyć o powodzenie obozu władzy w nadchodzących wyborach, bo inaczej nie będzie o co kruszyć kopii.

Okładka tygodnika WPROST: 9/2019
Więcej możesz przeczytać w 9/2019 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0