Jesteśmy dziećmi Nowaka

Jesteśmy dziećmi Nowaka

Jan Ołdakowski
Jan Ołdakowski / Źródło: Newspix.pl / ALEKSANDER MAJDANSKI
Pewnie każda strona będzie w filmie znajdować potwierdzenie swoich tez, ale dobrze, żeby trwał taki spór, bo spór jest potrzebny – mówi Jan Ołdakowski, dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego.

Pieniądze dał Piotr Gliński, ale „Kuriera” zrobił reżyser znienawidzonego przez władzę „Pokłosia”. Jak film o Janie Nowaku-Jeziorańskim wpisuje się w dzisiejszą politykę historyczną?

Przede wszystkim film jest rezultatem naszego konsekwentnego działania, które od lat prowadzimy. Mam nadzieję, że to będzie przede wszystkim film o polskim bohaterze, który zresztą przyjaźnił się z politykamibędącymi dzisiaj po różnych stronach barykady. Film by nie powstał, gdyby nie decyzja Piotra Glińskiego, który dał pieniądze z rezerwy MKiDN, gdy przygotowywaliśmy się do zdjęć. Ale oczywiście Władysław Pasikowski jest twórcą zupełnie niezależnym, robi filmy po swojemu. Przy czym to chyba pierwszy duży, historyczny film, który powstał za tych rządów. Próbujemy w nim opowiedzieć część polskich dylematów, zachęcić do dyskusji o tym, jak wygląda ten polski los. Pewnie każda strona będzie znajdować w nim jakieś potwierdzenie swoich tez, ale dobrze, żeby trwał taki spór, bo spór jest potrzebny.

Nie wiem, czy marszałek Ryszard Terlecki by się z panem zgodził, że jakiś spór jest potrzebny. On mówi, że po 1945 r. najlepsi szli do lasu, a „dzisiejsze szmaciarstwo kwestionuje ich odwagę, bo chce wykoślawić historię”.

Nowak-Jeziorański szedł inną drogą, nie został w lesie. Był wtedy w Londynie, a później w Monachium. Dzisiaj powiedzielibyśmy, że został menedżerem dystrybucji informacji, zajął się mówieniem o polskiej polityce, współczesnej historii, kulturze. Robił to w sposób popularny, na antenie Wolnej Europy puszczane były patriotyczne piosenki, a tysiące ludzi miało poczucie, że obcuje z prawdziwą Polską. Wreszcie, ostatnia wyjątkowa misja – gdy z ambasadorem Jerzym Koźmińskim Nowak w kilka tygodni organizuje wsparcie wejścia Polski do NATO. To było coś niesamowitego, wyniesionego właśnie z myślenia AK-owskiego, że jeżeli czegoś się nie da zrobić, to znaczy, że się da, tylko trzeba inaczej. Rozpisali plan w najdrobniejszych szczegółach, to musiało wyglądać jak takie mapy relacji znane z filmów sensacyjnych. Zidentyfikowali i dotarli do każdego lidera opinii w amerykańskim Kongresie. Jednego z kluczowych kongresmenów o tym, że warto, by Polska weszła do NATO, przekonywał jego fryzjer, u którego golił się on od kilkudziesięciu lat. Tylko Nowak mógł coś takiego wymyślić!

Tego jednak w filmie nie ma, obejmuje on jedynie kilka tygodni przed wybuchem powstania warszawskiego. Czy gdyby Nowak dotarł wcześniej z informacjami, że Polska nie może na nikogo liczyć, to by mogło coś zmienić? „Pan przed nami stanął w chwili, kiedy wszystkie decyzje były już w toku realizacji. O tym, żeby można było ludzi czekających w bramach odesłać do domów, mowy nie było” – powiedział mu po latach Bór-Komorowski.

Tak mówił o tym sam Nowak – że przyjechał do świata, który był już zdefiniowany, że nie dało się już nic zrobić. Od pięciu lat ten świat budował opór przeciw totalitaryzmowi, podziemne państwo, którego celem było wyzwolenie Polski, ale i zbudowanie nowego ładu. Gdy wybuchło powstanie, zostały ogłoszone dwa dzienniki ustaw, definiujące Polskę jako bardzo nowoczesne, dzisiaj byśmy powiedzieli – socjalne państwo, kładące nacisk na procedury demokratyczne. Taki model szwedzki lat 50., oni chcieli więc mimo tego zniewolenia i terroru zbudować koncept państwa niemającego wad poprzedniej RP, rządów sanacji. I co z tym mieli zrobić? Pójść do domów i czekać na Sowietów? Nie było możliwości utrzymania obywatelskiego zaangażowania tych ludzi i jednocześnie powiedzenia im, że się poddajemy. I to było takie przerażające. Nowak powtarzał, że nie dało się tego pogodzić – choć można dyskutować, czy moment był dobry, czy można było inaczej to zrobić. W nim samym do końca była ambiwalencja w tej kwestii, ale podkreślał, że tak się musiało stać. To była klasyczna grecka tragedia.

Dzisiaj mało jest miejsca na autentyczne spory wokół powstania, ale i w ogóle współczesnej historii. Zostały przejęte przez politykę.

Spór, który jest toczony głównie w mediach społecznościowych, jest jałowy. Ale popatrzmy, jak Nowak brał udział w sporze o powstanie – był z jednej strony wielkim krytykiem jego przebiegu, sposobu, w jaki dowódca, generał Monter, wydawał rozkazy, które prowadziły do śmierci młodych ludzi, a nie przynosiły strategicznego sukcesu. Ale z drugiej strony, zawsze mi powtarzał: „Tak wtedy, jak i teraz uważam, że powstanie musiało wybuchnąć”. A najważniejszą nauką z powstania jest wniosek, że należy nie dopuszczać do kolejnych. Nie poprzez świadectwo w mediach społecznościowych i walkę z duchem insurekcyjnym, tylko przez doprowadzenie do sytuacji, w której Polski nikt już nie podbije.

Mówił też o tym, że wśród dowódców panowało to niemądre przekonanie, że Polska jest pępkiem świata. Ten nurt, by pokazywać światu, jak jesteśmy ważni, jest wciąż silny.

Nas w muzeum interesuje, żeby w Polsce już nigdy nie było żadnych powstań. To samo mówią powstańcy, Nowak-Jeziorański szybko zrozumiał, że czas na inną walkę. Generał Ścibor-Rylski w czasie swojego ostatniego wystąpienia na obchodach powstania dwa lata temu zwrócił się do młodych wolontariuszy i harcerzy: „Pamiętajcie, że wśród was jest przyszły prezydent i premier, uczcie się języków, studiujcie, budujcie kompetencje”. Oni nigdy nie mówią: „Róbcie udane powstania”. Mówią: „Budujcie Polskę, jej siłę ekonomiczną, infrastrukturę i pozycję polityczną”. Tak by nigdy nie pojawiły się tu obce wojska. Bo powstania nie wybuchają wtedy, gdy jest jakiś nastrój w polityce albo gdy za duża grupa ludzi hołduje jakiemuś złudnemu przekonaniu. Tylko wtedy, gdy w Polsce jest obca siła, czołgi. Jak jadę na Śląsk, to czasem słyszę: „Chodź i zobacz, jak się wygrywa powstania”. A ja na to mówię: „Dobrze, przyjadę i wam pokażę, jak się buduje dobre muzea”. Mam nadzieję, że MPW jest muzeum ostatniego polskiego powstania.

Generał Ścibor-Rylski to nie jest bohater obecnego obozu władzy. Nowak nie doczekał buczenia na Powązkach, zmarł w 2005 r., czyli polityczną epokę temu.

Mógł się jeszcze wtedy przyjaźnić z Adamem Michnikiem i Lechem Kaczyńskim. Ale Jeziorański w ogóle nie wchodził w bieżące spory, patrzył ciągle na Polskę z tego pewnego oddalenia, wysokości. Był wielkim antykomunistą, ale potrafił pochwalić Kwaśniewskiego. Widział sprawy, które na pokolenia determinowały kraj, a nie interesowały go takie, o których za pół roku nikt nie będzie pamiętać. Gdyby nie on, nie mielibyśmy takiej odwagi i zdecydowania, by opowiadać historię tylko dla młodych. Kiedy jeździliśmy do niego z Leną Cichocką, budując muzeum, to on nas do tego przekonywał. Twórcy, świadkowie historii dobrze ją pamiętają, nie ma więc co zawierać kompromisów, trzeba ją robić tylko dla kolejnych pokoleń. Muzeum jako wydarzenie społeczne powinno być hołdem dla powstańców, ale tej historii nie ma sensu im opowiadać, bo oni ją znają. On nas w ten sposób dalekosiężnie ustawiał. Wszyscy jesteśmy dziećmi Nowaka, RWE słuchałem jako dziecko, dorastałem w świecie misji Kuriera, który, nie mając ku temu szczególnych predyspozycji, był w stanie robić rzeczy wyjątkowe.

Patrzę na wspólne zdjęcie w pana gabinecie – przyjechał do muzeum krótko przed śmiercią.

Jego ostatnie wystąpienie publiczne miało miejsce właśnie tutaj. I miałem wielką frajdę z takiego momentu, gdy Nowak, który nam zawsze mówił, żeby robić historię dla młodych, poruszając się w muzeum na wózku, zobaczył w pewnej chwili ekran, na którym on kilkanaście lat wcześniej opowiadał o kulisach wybuchu powstania. Przed ekranem stały młode dziewczyny ze słuchawkami w uszach, słuchając go w skupieniu, jakby był bohaterem popkultury. Miał wtedy łzy w oczach, bo okazało się, że to działa. Ten mistrz docierania z informacją zobaczył, że jest miejsce, gdzie oni są nareszcie bohaterami. Przywołał mnie wtedy i zapytał bardzo zasadniczo: „Ale proszę powiedzieć, tylko szczerze, czy pan te dzieciaki specjalnie tu przywiózł na tę wizytę?”. Ja na to: „Przecież dowiedzieliśmy się o pana wizycie 40 min temu, skąd byśmy je wzięli?”. Powtarzał to pytanie jeszcze kilka razy – z jednej strony to był oczywiście żart, ale z drugiej on naprawdę nie mógł się temu nadziwić.

Niektórzy jednak panu zarzucają takie popularyzowanie powstania w wersji pop – filmami, komiksami, kulturą masową.

Film fabularny jest jedynie pretekstem do opowiedzenia historii, ma wywołać zainteresowanie tematem i postacią Nowaka. Przygotowaliśmy za to obszerne materiały edukacyjne poświęcone Polskiemu Państwu Podziemnemu, także kurierom, które trafią do szkół. Kiedy pięć lat temu dostałem od prezydent Warszawy nowy kontrakt w muzeum, chciałem zrobić dwie rzeczy – rozbudować je, ale i pokazywać ludzi, bohaterów, na różne sposoby. Tak zrobiliśmy z Janem Rodowiczem „Anodą”, który został patronem nagrody, i to niesie jego historię. Ale chcieliśmy też te biogramy wpuścić w kulturę masową, bo to są życiorysy, które są warte filmu, piosenki, komiksu, opowiadania czy teledysku. Zrobiliśmy listę takich osób, na początek Kazimierz Leski „Bradl” został bohaterem serii komiksowej, kończymy właśnie jej IV tom. Następny w kolejce był Jan Nowak- -Jeziorański.

I co ma powiedzieć młodym ludziom ten film?

Na przykładzie misji Nowaka chcemy pokazać, że być mądrym człowiekiem, patriotą, nie da się, siedząc w domu przed komputerem czy w mediach społecznościowych. Trzeba wyjść, zobaczyć, czy nie dzieje się coś złego, umieć zareagować, zbudować jakąś strukturę. Ludzi wyjątkowych potrzeba w każdych czasach, ale muszą mieć pewien zespół cech i być aktywnymi. Chcemy więc pokazywać zwykłych ludzi, którzy w niezwykłych czasach stają się osobami wyjątkowymi. Jeżeli się uda „Kurier”, to będziemy robić dwa kolejne filmy.

Jeśli się uda, to znaczy?

Jeśli ludzie pójdą na niego do kina i jeśli będziemy dyskutować o tym, czym dzisiajjest Polska, czym była wtedy i czy powstanie było jedynym rozwiązaniem. Czy jest coś takiego jak polski los, czy jesteśmy skazani na historię, czy możemy to czasami przezwyciężyć.

O kim mają być kolejne filmy?

Z moim zastępcą Dariuszem Gawinem zrobiliśmy listę wyjątkowych bohaterów II wojny światowej. Nad ich biogramami warto pracować, na pierwszy ogień pójdą Krzysztof Kamil Baczyński i właśnie Kazimierz Leski. Baczyński, który został trochę „zamęczony” w szkole, też powinien być opowiedziany – to wyjątkowy i uniwersalny artysta, przy tym wstrząsająca historia. Nie był żołnierzem, wszyscy o tym wiedzieli, a jednak bardzo chciał pokazać, że nim jest. Próbował walczyć, nie mając do tego żadnych predyspozycji, był gapowaty, a mimo wszystko to robił. Na razie ten projekt jest na etapie scenariusza, został zgłoszony do PISF.

Częścią polityki historycznej są także batalie wokół muzeów, od Muzeum II Wojny począwszy.

Przyznam szczerze, że nie widziałem jeszcze tej nowej ekspozycji w Gdańsku. Natomiast jeśli chodzi o warszawskie podwórko muzealne, mam nadzieję, że konkurs na dyrektora Muzeum POLIN wygra Dariusz Stola.

A jak się panu podoba projekt Muzeum Historii Polski?

Jego budowa została ogłoszona rok po Muzeum Powstania, więc to już dość staryprojekt, który przeżył całe rządy PO, a minister Zdrojewski go nie zamknął. Polska historia jest burzliwa i do dziś definiuje nas jako wspólnotę, powinna być więc opowiedziana. Być może będzie taki moment, w którym się okaże, że jest za dużo muzeów, ale dopóki nie osiągnęliśmy poziomu Berlina, Paryża czy Londynu, to powinniśmy ważne muzea budować. Może lepiej duże, które mogą więcej pokazać. Ale ja mam nadzieję, że historia jest nie tylko opowieścią o tym, co nas spotkało złego, ale też nauką na przyszłość. Jeśli chcemy naśladować żołnierzy AK, powinniśmy słuchać tego, co mówią, co było ważne – przyjaźń, tolerancja, obrona słabszych, nauka. Muzea powinny brać udział w debacie publicznej, ogniskować uwagę, nawet budzić kontrowersje. Dopóki są muzea, do których chodzą ludzie, to dobrze.

Za kilka miesięcy kończy się pana kolejna kadencja. Co dalej?

Czuję odpowiedzialność za to, żeby kolejne duże obchody były spotkaniem powstańców z młodzieżą, z ich naśladowcami. Chciałbym też rozbudowywać muzeum – gdy ono powstawało, otaczały je ruiny, fabryczki z blachy, dzisiaj ten fragment miasta się dynamicznie zmienia. A muzeum, które planowane było na 200 tys., odwiedza 700 tys. ludzi rocznie. Jak się uda, będziemy też robić następne filmy.

Okładka tygodnika WPROST: 11/2019
Więcej możesz przeczytać w 11/2019 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0