Prawa autorskie nie są sexy

Prawa autorskie nie są sexy

Lewo

TAK SIĘ JAKOŚ PRZYJĘŁO W NASZEJ KULTURZE, ŻE JAK KTOŚ WYPRODUKUJE GWOŹDZIE LUB WSTAWI USZCZELKĘ W KRANIE, TO MU się za to płaci. Bez dyskusji i dyrektywy. Gwóźdź i sprawny sanitariat to materialne efekty czyjeś pracy. Innym, np. menedżerom, prezesom czy coachom również się płaci i to niemało, choć nie do końca wiadomo, na czym polega ich praca ani jaki jest jej efekt. Z jakichś jednak powodów są oni równie ważni w nowoczesnej gospodarce co magowie w średniowieczu i księża w dzisiejszym Kościele. A taki poeta, pisarz, kompozytor albo intelektualista? Komu oni potrzebni? Jakże marny i krotochwilny jest ich produkt! Piosenkarz? Śpiewa, bo śpiewa. Taka jego natura. Poeta? Plecie, bo plecie. Kompozytor? Ot, brzdąka sobie. A intelektualista?

Intelektualista produkuje myśli jak pszczoła miód. Czy ktoś płaci pszczołom? Ileż razy zapraszano mnie na wykłady, spotkania, debaty, oświadczając bez skrępowania, że nie ma mowy o honorarium. Bo za myśli nie trzebapłacić jak za uszczelki. Intelektualista godzi się dla sprawy. Piosenkarz dla sławy. Poeta dla nieśmiertelności. Hydraulik, prezes czy coach nigdy by sobie na to nie pozwolili. Co tam sprawa, sława czy nieśmiertelność. Liczy się kasa. A na rynku liczą się wielkie korporacje i równie wielkie portale, które zarabiają, sprytnie dystrybuując artystycznym i intelektualnym miodem. Europejska dyrektywa o prawie autorskim ma to zmienić. Jej przeciwnicy straszą cenzurą i ograniczeniem wolności w mediach.To trochę tak, jakby zakazując kradzieży, użalać się nad potencjalnym złodziejem, że jego możliwości zostaną ograniczone i cynicznie głosić priorytet wolności nad własnością. Cynicznie, bo korporacje i portale o nic tak się nie troszczą jak o własność. Swoją. Co ciekawe, stanowisko prokorporacyjne zajęli polscy prawicowi europarlamentarzyści, a wśród nich Ryszard Czarnecki i Karol Karski bardzo zatroskani o ograniczenie wolności, jakie dyrektywaprzyniesie konsumentom artystycznych i intelektualnych produktów. Nic dziwnego. Panowie wyłącznie konsumują, a honorarium dostają niezależnie od produktywności własnej pracy.

Prawo

O CHŁOPCU: NIE CHCIAŁBYM NIKOMU ZAGLĄDAĆ W AKT URODZENIA, ALE JEŻELI NALEŻĄ państwo do tego elitarnego pokolenia, które pamięta Adama Słodowego i Wiktora Zina, to prawie na pewno pamiętają anegdotę na temat prawa o ruchu drogowym w Anglii. Otóż pod koniec XIX w., kiedy wynaleziono samochód, parlament pod wpływem lobby dorożkarskiego i konserwatystów nakazał, aby auto poprzedzał o 60 jardów chłopiec z chorągwią. Kury, woły i owce muszą bowiem mieć czas przygotować się na nadejście (ha!) głośnego i niebezpiecznego potwora. Była ta anegdota jakoś popularna w PRL.

Czy dlatego, że pokazywała nieuchronność postępu? (Bo jednak prawo się nie utrzymało). Czy właśnie odwrotnie, jako szpilka wbita peerelowskim władzom? (Uważajcie, idiotyzmy nie są wieczne). W każdym razie przypomniała mi się ona teraz, kiedy Unia Europejska stanęła (piszę to bez ironii) po stronie twórców, nakazując, aby chłopiec z flagą wyprzedzał samochód. O szczęściu: Samochody, upowszechniając się i zrywając pęta głupiego prawa, dały i dają wiele szczęścia wielu ludziom, np. tym, którzy czekają na wóz straży pożarnej. Bywa, że ktoś poczuje euforię, bo akurat ukradnie komuś samochód, ale zgodnie ten barbarzyński akt kradzieży potępiamy. Internet ma nieco inaczej. Radość cudzym (autorskim) kosztem występuje w nim bardzo często – tyle że mało kto, poza garstką okradanych, czuje się z tym źle. Pojęcie kradzieży nie odnosi się, no taka jest prawda, do oglądania i słuchania w sieci.

Ogrom osób uważających się dzisiaj za twórców z zasady tworzy w sieci, licząc na lajki i łapki oraz ewentualne wpływy z reklam, a nie na tantiemy za twórczość. Prawa autorskie nie są sexy! Morał: Parlament Europejski, występując w obronie kur i owiec, da impuls do izolowanych sukcesów w walce z internetowym nadużyciem. Raczej wcześniej niż później globalne potęgi działające w sieci wsparte powszechnym poparciem ludu internetowego odstawią wypchanego trocinami chłopca z flagą do Muzeum Starych Dobrych Czasów.

Okładka tygodnika WPROST: 14/2019
Więcej możesz przeczytać w 14/2019 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0