Sługa ludu

Sługa ludu

Julia Tymoszenko
Julia Tymoszenko / Źródło: Newseria / ABACA
W kampanii prezydenckiej na Ukrainie znani od lat politycy postawili na wartości, które powinny być ważne dla Ukraińców. Tymczasem największe szanse na wygraną ma Wołodymyr Zełenski, człowiek bez doświadczenia w polityce, który mówi wyborcom: rządźcie wy.
Piotr Pogorzelski, KIJÓW

Armia, język, wiara” – zachęcał do poparcia swojej osoby obecny prezydent Petro Poroszenko, który w pierwszej kadencji rzeczywiście odbudował będące w rozsypce wojsko, wspierał rozwój języka ukraińskiego oraz zaangażował się w powołanie niezależnej od Moskwy Cerkwi prawosławnej. Tuż przed głosowaniem na plakatach mogliśmy przeczytać: „Kandydatów jest wielu, prezydent jeden”. Ukraińcy pamiętają jednak, że nie spełnił swoich obietnic z poprzednich wyborów, które odbyły się wiosną 2014 r. po rewolucji godności, gdy zaczynała się rosyjska agresja zbrojna.

Oligarchowie nadal mają się dobrze, podobnie jak korupcja, sięgająca także otoczenia prezydenta. W szczycie kampanii okazało się, że gdy cały kraj zbierał pieniądze na armię walczącą z Rosjanami na Donbasie, ludzie z prezydenckiej rady bezpieczeństwa zarabiali na starych częściach z demobilu, przemycanych z Rosji. Nie przeszkodziło to Poroszence zaprezentować się pod koniec kampanii jako jedyny prawdziwy obrońca przed Rosją. – On mówi: albo ja, albo Putin. Chce pokazać, że wszyscy inni kandydaci nie będą bronić Ukrainy. To jest wybieg polityczny, ponieważ nikt z pozostałych dwojga polityków z pierwszej trójki nie opowiada się za Rosją, to są kandydaci proeuropejscy – mówi Kristina Berdynskych, dziennikarka tygodnika „Nowoje Wriemia”.

Julia Tymoszenko rozpoczęła swoją kampanię jako pierwsza, odwołując się do wykształconego elektoratu. Szybko jednak wypomniano jej niekorzystne dla Ukrainy umowy gazowe zawarte z Rosją w 2009 r. i to, jak w czasie ataku Rosji na Gruzję razem z Władimirem Putinem wyśmiewała gruzińskiego prezydenta Micheila Saakaszwilego.

Wróciła więc do swojego ulubionego populizmu. – Obiecywała, że zwróci Ukraińcom pieniądze, które trzymali w bankach w ZSRR, zapowiedziała, że w ciągu miesiąca po wyborach zwiększy emeryturę minimalną trzykrotnie – przypomina medioznawczyni Natalia Lihaczowa. Na listach wyborczych było jeszcze 36 innych nazwisk. Wiele z nich to postacie znane z ukraińskiej polityki od lat, np. Anatolij Hrycenko, mający opinię człowieka uczciwego i inteligentnego, który jednak wciąż nie jest w stanie przekonać do siebie Ukraińców. Kandydatów miał także obóz prorosyjski. Jeden z nich Jurij Bojko, zamieszany w skandal korupcyjny, związany z budową platform wydobywczych na Morzu Czarnym, pielgrzymował nawet do Moskwy po poparcie, obiecując Ukraińcom pokój z Rosją.

Serialowy prezydent

Tak naprawdę jednak uwagę wyborców przyciągnął najbardziej człowiek, który właściwie żadnej konkretnej wizji nie przedstawił, a do pisania swojego programu zachęcał zwykłych obywateli. To 41-letni komik Wołodymyr Zełenski, startujący w wyborach z hasłem „prezydentto sługa ludu”. Faworyt tych wyborów jest z wykształcenia prawnikiem, ale już na studiach robił karierę w popularnej w krajach postsowieckich kabaretowej lidze Klub Wesołych i Wynalazczych. Pod koniec 2003 r. powołał niezwykle popularną do dziś grupę kabaretową Kwartał 95. Obecnie to już nie tylko kabaret, lecz także studio produkujące programy, konkursy oraz filmy oglądane zarówno na Ukrainie, jak i w Rosji. Jego skecze pisane są głównie po rosyjsku albo surżykiem, czyli mieszanką ukraińskiego i rosyjskiego, co maskuje niezbyt dobrą znajomość ukraińskiego przez kandydata.

Wytyka mu to wielu ukraińskich patriotów, nie zważając na to, że Kwartał 95 regularnie występuje dla żołnierzy na froncie. Związki Zełenskiego z polityką do niedawna ograniczały się do roli prezydenta w serialu „Sługa Narodu”, emitowanym od 2015 r. Gra tam nauczyciela Wasyla Hołoborodkę, który w wyniku serii dość przypadkowych wydarzeń zostaje szefem państwa, realizując marzenie wielu Ukraińców: żeby prezydentem został uczciwy człowiek z zasadami. Zełenski sprawdził się jako serialowy prezydent tak dobrze, że na potrzeby jego prawdziwej kampanii wyborczej nie trzeba było prawie robić sesji fotograficznych. Wykorzystano fotosy z filmu. Zełenski dla wielu Ukraińców jest w pewnym sensie członkiem ich rodziny.

Ta postać mieszkała przez lata w ich telewizorach. To jest jeden z przejawów społeczeństwa spektaklu i nie można tego rozpatrywać jak wyborcze czy polityczne zjawisko – mówi pisarz i publicysta Andrij Bondar, dodając, że Zełenski jest typowym przedstawicielem „elektoratu protestu”. Trudno się z tym nie zgodzić. Potencjał niezadowolonych jest ogromny. Według Gallupa sondaże wykazują, że Ukraina ma najniższy na świecie poziom zaufania do władz. Tylko 9 proc. Ukraińców wierzy rządzącym. Dyrektor Fundacji Rozwoju Mediów Jewhen Zasławski przekonuje, że kandydatura komika wpisuje się w ogólnoświatowy trend przeciwdziałania estabilishmentowi. – On się przedstawia jako ktoś, kto walczy z tymi politykami i oligarchami, którzy są na scenie politycznej już od 28 lat i wie, jak mówić do statystycznego wyborcy. Mówi, że idziemy do Europy, ale nie do Unii Europejskiej, nie dołączamy do NATO, ale modernizujemy armię. To jest takie podejście przeciętnego Ukraińca – dodaje.

Brak poglądów

Jego pojawienie się w polityce nie jest oczywiście spontaniczne. Zanim jeszcze Zełenski oficjalnie zdecydował się na start w kampanii, już był umieszczany w sondażach przedwyborczych. Dotąd nie wiadomo, czy była to samodzielna decyzja pracowni socjologicznych, czy też próba zbadania gruntu, jakie są jego szanse na ewentualne zwycięstwo. Sondaż przeprowadzony na przełomie września i października, gdy w notowaniach prowadziła Julia Tymoszenko, dawał mu niemal 8 proc. głosów.

Duża grupa wyborców była gotowa poprzeć człowieka, którego znała tylko z telewizji, nie mając pojęcia, jaki ma program, ani czy w ogóle jest gotów startować. Ci, którzy sylwestrowy wieczór spędzili, oglądając kanał 1+1, należący do sprzyjającego Zełenskiemu oligarchy Ihora Kołomojskiego, mogli zobaczyć, jak o północy, w przerwie programu Kwartału 95 „Wieczorny kwartał” Zełenski pojawia się za kulisami i ogłasza swój start w wyborach. „Ciągle mnie pytają: kandydujesz?, nie kandydujesz. W przeciwieństwie do naszych polityków nie chciałem wam dawać próżnych obiecanek, dlatego teraz, gdy mamy kilka minut do Nowego Roku, obiecam wam coś i od razu zrealizuję: obiecuję wam, że będę kandydował” – powiedział. Na efekt nie trzeba było długo czekać – sondaże poszybowały.

W połowie stycznia Zełenski był już liderem notowań, z poparciem jednej czwartej wyborców. Szczyt popularności odnotowano w ostatnim sondażu, gdzie komik miał już poparcie niemal 30 proc. Ukraińców. Na urzędującego prezydenta Poroszenkę gotowych było głosować prawie dwa razy mniej obywateli Ukrainy. Co ciekawe, popularność ta nijak się ma do medialnej aktywności. Wywiady, których udzielił w kampanii, można policzyć na palcach jednej ręki. W telewizji 1+1 Kołomojski stworzył mu cieplarniane warunki. Wywiady z nim były montowane przed emisją albo polegały na łączeniu się z nim w jego sztabie, gdzie odpowiadał na pytania ze słuchawkami na uszach, co sugerowało, że ktoś podsuwa mu odpowiedzi. Rodzinny wywiad, wraz z żoną, na kanale ICTV, należącym do innego oligarchy, Wiktora Pinczuka, był przynajmniej oznaczony jako „reklama polityczna”. Co z tego, jeśli z żadnego z nich nie można się było prawie niczego dowiedzieć o poglądach Wołodymyra Zełenskiego.

Nie przedstawił on też żadnych konkretnych rozwiązań, wszystko odbywało się na poziomie ogólników: prezydent ma być uczciwy, a korupcja pokonana. Kraj ma także dążyć do członkostwa w Unii Europejskiej, a kwestia NATO ma być przedmiotem referendum. Jeśli chodzi o wojnę na Wschodzie, trzeba doprowadzić do zawieszenia broni, a do rozmów pokojowych dołączyć Wielką Brytanię i Stany Zjednoczone. Potrzebne są rozmowy z Rosją. Gdy dziennikarze portalu Europejska Prawda zapytali sztab Zełenskiego o integrację z UE, usłyszeli w odpowiedzi, że kandydat ją popiera i proponuje dwie rzeczy: uzyskanie od Brukseli „planu członkostwa” i powołanie rządowego biura koordynacji procesu integracji europejskiej Ukrainy. Problem polega na tym, że coś takiego jak „plan członkostwa” nie istnieje, za to biuro koordynacyjne jak najbardziej, i to już od 2014 r.

Od 2016 r. na jego czele stoi nawet wicepremier Ukrainy. To pokazuje niski poziom wiedzy doradców Zełenskiego, rozwiewając nadzieje, że nawet jeśli sam kandydat ma niedużą orientację w polityce, to może liczyć na ekspertów. Zełenski się tym jednak nie przejmuje. „Wszystko, czego chcemy, to żyć w normalnym, swobodnym, demokratycznym państwie” – podsumował w jednym z niewielu swoich występów, w telewizji 1+1. Wyborców też chyba nie interesują programy wyborcze. Ci, którzy zwracają na to uwagę, są w mniejszości, wedle sondaży stanowią tylko 30 proc. głosujących. Jeszcze mniej, bo 25 proc. zwraca uwagę na polityczny dorobek startujących w wyborach. Za to aż 43 proc. wskazuje, że najważniejsza jest osobowość kandydata.

Co więcej, obywatele nie znają nawet kompetencji i obowiązków prezydenta. – Uważają, że prezydent zajmuje się tym, co jest dla nich osobiście ważne. Ważne są ceny gazu, czyli to są kompetencje prezydenta. Ważne są dla nich emerytury i pensje, to powinien za to odpowiadać prezydent. Trzeba to ludziom wyjaśnić, bo potem jest duże rozczarowanie – mówi socjolożka Iryna Bekeszkina. Wyborcy nie brną może w szczegóły programowe, ale dostrzegają różnice między Zełenskim a innymi kandydatami. Wiedzą, że on swoją firmę Kwartał 95 stworzył od zera, podczas gdy czekoladowe imperium prezydenta Petro Poroszenki powstało z przejęcia i modernizacji sprywatyzowanych zakładów cukierniczych. O niejasnych źródłach dochodów Julii Tymoszenko krążą wręcz na Ukrainie legendy, podsycane przez widoczne gołym okiem zamiłowanie kandydatki do luksusu. Zełenski unika politycznych debat, za to organizuje więcej występów swojego kabaretu. Część jest darmowa, ale na inne trzeba kupić normalne bilety. W ten sposób Wołodymyr Zełenski staje się pierwszym politykiem na Ukrainie, który nie płaci ludziom za udział w mityngach.

Okładka tygodnika WPROST: 14/2019
Więcej możesz przeczytać w 14/2019 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także