Jestem politykiem wszechpolskim

Jestem politykiem wszechpolskim

Ryszard Czarnecki
Ryszard Czarnecki / Źródło: Newspix.pl / TEDI
Sławomir Broniarz, prezes ZNP, ma alergię na prawicę – mówi Ryszard Czarnecki, europoseł PiS.

Pana koledzy twierdzili, że nie będzie pan po raz czwarty kandydował do europarlamentu, a okazuje się, że znalazło się dla pana dobre miejsce na liście.

Jak zwykle dostałem trudne zadanie. Najpierw w 2009 r. Jarosław Kaczyński i władze PiS podjęły decyzję, że będę startować jako jedynka w okręgu, w którym partia nigdy wcześniej nie miała mandatu do europarlamentu, czyli w Kujawsko-Pomorskiem. I ja ten mandat zdobyłem. Potem prezes uznał, że mam być liderem listy w Wielkopolsce, gdzie nigdy w eurowyborach kandydat PiS nie wygrał z kandydatami z Platformy. I ja indywidualnie wygrałem. Teraz będę kandydował w Warszawie, gdzie PiS wyraźnie przegrał pięć lat temu. To dla mnie duże wyzwanie, ale dam radę i cała lista da radę, bo mamy bardzo silny zespół.

Podobno w Wielkopolsce wisiały już billboardy?

To prawda. Teraz nikt nie może powiedzieć, że były one wieszane pod kątem kampanii wyborczej (śmiech). Mówiąc żartobliwie: skoro startuję czwarty raz z czwartego okręgu wyborczego, to jestem już politykiem „wszechpolskim” i mogę kandydować na prezydenta RP. Podkreślam, że to żart, żeby nikt się nie niepokoił... Ale żarty na bok, bo eurowybory to poważna sprawa.

O co ludzie pytają na spotkaniach wyborczych? Prezes PiS mówił na konwencji, że głównie o piątkę Kaczyńskiego.

We Franciszkowie, w powiecie wołomińskim, pytali, kiedy będą PKS-y. W tej sprawie wstrzeliliśmy się w oczekiwania. A na Wilanowie, gdy zbieraliśmy podpisy, pytano mnie, kiedy będzie zrealizowany program „cela plus”.

„Cela plus”? To program opozycji na to, co zrobić z PiS po przegranych przez was wyborach?

Nie, nie, chodzi o przestępców gospodarczych, których sprawnie zwalczamy, i także w Wilanowie, gdzie nie mamy dobrych wyników, to się podoba. Czasem na spotkaniach pojawiają się głosy na temat naszej polityki wobec Rosji. Gdy wygraliśmy wybory w 2015 r., to opozycja krakała, że wywołamy wojnę z Rosją, potem zmieniła zdanie, twierdząc, że jesteśmy partią, która ma jakiś feeling z Putinem. Obie teorie są równie absurdalne.

O LGBT już nie rozmawiacie? Podobno są badania, że nie można tego tematu długo ciągnąć w kampanii.

Myśmy po prostu zareagowali na wypowiedzi prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego z PO i jego zastępcy Pawła Rabieja z Nowoczesnej. Nie z naszej inicjatywy ten temat został poruszony, ponieważ jesteśmy partią ludzi tolerancyjnych…

Zakrztusiłam się kawą przez pana.

Nas nie obchodzi, co kto robi w domu czy w hotelu. Natomiast gdy dochodzi do ingerowania w prawa polskich rodzin, to musimy reagować. Jak Platforma i Nowoczesna nie bedą właziły z butami do polskich domów i rodzin, to i my nie będziemy reagować.

Hasłem waszej kampanii jest: „Polska sercem Europy”. PSL domaga się, żeby wpisać do konstytucji członkostwo Polski w UE. Twierdzi, że to będzie dla was test prawdomówności.

Absurdalny pomysł. Po pierwsze, czy taki zapis ma ojczyzna pana Timmermansa, Holandia? Nie. Ojczyzna pana Junckera – Luksemburg? Nie. Nasi sąsiedzi Czechy? Też nie. Inne kraje z naszego regionu, jak Chorwacja czy Słowenia? Rownież nie! Po drugie, demonstrowanie takiego euroentuzjazmu w trakcie dopinania budżetu na lata 2021-2027 raczej postawiłoby nas w gorszej, a nie w lepszej sytuacji negocjacyjnej. Estonia wynegocjowała najlepsze warunki przystąpienia do Unii spośród wszystkich 10 krajów wchodzących do UE, ponieważ trzy czwarte jej obywateli było eurosceptycznych i w Brukseli obawiano się, że odrzucą Traktat akcesyjny w referendum. Ten budżet, który jest teraz negocjowany, będzie ostatnim, w którym przez wszystkie siedem lat Polska więcej pieniędzy otrzyma, niż wpłaci w formie składki członkowskiej i dobrze żebyśmy wynegocjowali porządne środki finansowe. W latach 2028-2029 możemy być płatnikiem netto, tak jak dziś Niemcy, Francja, Szwecja, Holandia. Pomysł PSL osłabia więc pozycję negocjacyjną Polski.

Opozycja mówi, że dostaniemy w tym budżecie mało pieniędzy, bo wy nie potraficie negocjować.

Politycy Koalicji Europejskiej powinni w tej sprawie siedzieć cicho. Projekt budżetu UE, który teraz leży na stole, jest rzeczywiście fatalny dla Polski, tyle że podpisała się pod nim pani komisarz Elżbieta „sorry, taki mamy klimat” Bieńkowska, która żadnego zdania odrębnego czy sprzeciwu nie zgłosiła. Ona tego budżetu broniła! A w tym budżecie nie tylko przesunięto pieniądze z Europy Środkowo-Wschodniej do Południowej, ale jeszcze – jak powiedział Jan Olbrycht z PO dla PAP – pieniądze zostały „rozsmarowane” na całą Unię. Także po raz pierwszy aż w takiej skali dla bogatych państw. Kuriozum.

A co rząd Zjednoczonej Prawicy robił trzy lata, żeby to zmienić?

Projekt budżetu został zgłoszony w zeszłym roku przez Komisję Europejską, w tym panią Elżbietę Bieńkowską. Będziemy go negocjować i efekt, gdy te rokowania się zakończą, czyli za rok, będzie dużo lepszy od tego pasztetu, który jest teraz.

Przez trzy lata darliście koty z UE. Nikt nie wierzy, że możecie osiągnąć sukces w tych negocjacjach.

Walczyliśmy o polski interes, tak jak walczy każdy inny kraj. Takie Niemcy np. mają 70 spraw przed Trybunałem Sprawiedliwości UE wytoczonych przez Komisję Europejską. W czołówce krajów, które nie respektują wyroków Trybunału Sprawiedliwości UE, są Belgia, Holandia, Francja, czyli prymusi z szóstki ojców założycieli Wspólnoty.

Ale tylko Polska ma sprawę przed Trybunałem Sprawiedliwości dotyczącą praworządności, która na dodatek rozstrzygnie się tuż przed wyborami do PE. Mam na myśli sprawę wyboru KRS.

Zwracam uwagę, że w ostatnich 11 dniach przed wyborami do PE zostaną ogłoszone dwie opinie rzecznika generalnego Trybunału, które zresztą z reguły pokrywają się z późniejszymi werdyktami. Pierwsza z nich, która zapadnie 15 maja, dotyczy przyjmowania migrantów. Polski rząd twardo się temu przeciwstawiał i, jak się okazało, miał rację. Rada Europejska już dwukrotnie potwierdziła, że każdy kraj ma prawo robić w tej sprawie, jak uważa – chce przyjmować migrantów, niech przyjmuje, nie chce, to nie musi tego robić. A teraz jeżeli trybunał rozpatrzy pozytywnie wniosek Komisji Europejskiej o ukaranie Czech, Węgier i Polski za nieprzyjmowanie migrantów, to będzie spór dwóch instytucji unijnych.

Pewnie będziecie chcieli to wykorzystywać w kampanii?

Z badań wynika, że Polacy w zdecydowanej większości nie chcą imigrantów spoza Europy. Co ciekawe, w elektoracie PO takie zdanie prezentuje aż dwie trzecie ankietowanych. Dlatego Platforma tak się plącze w wypowiedziach na ten temat.

A wy jesteście zadowoleni, że 15 maja zostanie wydane to orzeczenie?

Ale proszę nie wyciągać takiego wniosku, że Jarosław Kaczyński załatwił to z trybunałem w Luksemburgu (śmiech).

Może popełniliście błąd, wychodząc przed laty z Europejskiej Partii Ludowej (EPP) m.in. po to, żeby mieć wiceszefa Parlamentu Europejskiego? Dziś bylibyście w innej sytuacji.

Atutem w polityce jest posiadanie alternatywy. Prezes Jarosław Kaczyński w listopadzie 2016 r. powiedział, że może sobie wyobrazić, iż PiS będzie w EPP.

Tylko EPP nie może sobie tego wyobrazić.

Myśmy żadnego wniosku do EPP nie składali, więc tematu nie ma. Na razie zamierzamy kontynuować działalność we frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów. Jeżeli Wielka Brytania nie wyjdzie z Unii w najbliższych dniach, będzie uczestniczyć w wyborach do europarlamentu.

Premier Theresa May powiedziała, że nie będzie.

Wpływ pani premier na Wielką Brytanię jest coraz, być może niestety, mniejszy. Jej własna partia w piątek 29 marca rozpoczęła kampanię do Parlamentu Europejskiego, a więc oni to biorą pod uwagę. Na marginesie, Polska dostała jeden mandat dodatkowo po Wielkiej Brytanii, tyle co malutka Estonia, a Hiszpania aż pięć. Tyle co Francja.

Hiszpania ma o 8 mln mieszkańców więcej niż Polska.

I dlatego już miała 54 mandaty, a teraz będzie miała 59, a my zaledwie 52. A to z kolei zawdzięczamy pani Danucie Hübner, europosłance PO, niegdysiejszej komisarz z SLD, która przewodniczyła Komisji Spraw Konstytucyjnych PE. A ta właśnie komisja przeforsowała dla Polski bardzo niesprawiedliwy podział dodatkowych mandatów. A więc pani Bieńkowska przygotowała fatalny budżet, a pani Hübner fatalny podział mandatów. To są zasługi PO na arenie międzynarodowej. Z drugiej strony w Hiszpanii jest bardzo wielu imigrantów, to wpływa na liczbę ludności i liczba dodatkowych mandatów w pewnej mierze jest z tym związana. Osobiście wolę mieć trochę mniej mandatów i nie mieć problemów z imigrantami spoza Europy.

Skąd rząd PiS weźmie pieniądze na realizacje najnowszych obietnic złożonych w tej kampanii, czyli piątkę Kaczyńskiego? Podobno minister finansów rzuciła papierami.

Kilka dni temu widziałem Teresę Czerwińską, była uśmiechnięta i nic nie wskazuje na to, żeby zamierzała opuścić rząd. To, że minister finansów ma węża w kieszeni, jest normą w każdym kraju. Ale trzeba też pamiętać, że pieniądze, które wydamy na dzieci czy na emerytów, nie wylądują w skarpecie, tylko zostaną wydane, zasilą głównie polskie firmy i szybko wrócą do budżetu w formie podatków. Uważam, że jest to bardzo przemyślany krok, zwłaszcza w sytuacji spowolnienia gospodarczego w Niemczech i innych krajach UE. Bo my wysoki wzrost gospodarczy utrzymamy i najwyższy wzrost PKB per capita w Unii też.

Gdybyście te pieniądze, zamiast na trzynaste emerytury, wydali na podwyżki dla nauczycieli, to efekt dla gospodarki byłby taki sam, a dodatkowo byłaby to inwestycja w kolejne pokolenia.

Będę bronił prawa emerytów do dodatkowego świadczenia. Ale, oczywiście, nauczycieli też trzeba traktować z szacunkiem i nie obrażać się na ich żądania. Źle oceniam Związek Nauczycielstwa Polskiego, bo on jednak w dużym stopniu prowadzi grę polityczną. Sławomir Broniarz najchętniej protestuje, gdy rządzi prawica – gdy prawicowy rząd AWS wprowadzał gimnazja, to organizował protesty i gdy prawicowy rząd je likwiduje, to też wzywa do strajków. Ma po prostu alergię na prawicę. Ale rozmawiać i szukać porozumienia trzeba.

Czy będzie rekonstrukcja rządu przed wyborami europejskimi?

Nie zakładałbym się, że jej nie będzie przed wyborami europejskimi.

A kto odejdzie? Ci, którzy kandydują?

To byłoby trochę dziwne, bo chyba nie wszyscy ministrowie i wiceministrowie, którzy kandydują, zdobędą mandat. Poza tym europarlament ukonstytuuje się 2 lipca, więc teoretycznie rekonstrukcję można zrobić dopiero w lipcu, ale nie sądzę, aby prezes z premierem tak długo czekali.

Czy Anna Zalewska, minister edukacji, powinna startować do Parlamentu Europejskiego? Opozycja krzyczy, że za to, co zrobiła z oświatą, za karę nigdzie nie powinna być – ani w rządzie, ani w europarlamencie.

Zbójeckim prawem opozycji jest nawet ostra krytyka, choć ataki na minister Zalewską uważam za niesprawiedliwe. Anna Zalewska mogła mieć mandat europosła, gdy Dawid Jackiewicz zrezygnował z europarlamentu, zostając ministrem skarbu. Ale na prośbę prezesa Jarosława Kaczyńskiego wówczas tego mandatu nie objęła, tylko zgodziła się pokierować resortem edukacji. Tak po ludzku ten mandat jej się należy, choć oczywiście rozstrzygną wyborcy.

Tygodnik „Nie” napisał o skandalu obyczajowym, w który zamieszany miałby być marszałek Sejmu Marek Kuchciński. Czy w tych oskarżeniach jest ziarno prawdy? Podobno miał kandydować do europarlamentu, ale nie znalazł się na listach.

Po pierwsze, marszałek Kuchciński nie chciał kandydować do europarlamentu. Mamy tam silnego lidera Tomasza Porębę. Po drugie, znam go od lat i uważam te zarzuty za skandaliczne i krzywdzące. A po trzecie, tygodnik „Nie” ma dla mnie wiarygodność równą zeru. Pan Urban musiał mnie już dawno przepraszać za to, że napisali, iż kupiłem luksusowe mieszkanie. Pomylił mnie z innym Czarneckim. A co do marszałka Kuchcińskiego, to nawet „Gazeta Wyborcza” podkreśla, że nie ma żadnych dowodów na to haniebne oskarżenie.

Okładka tygodnika WPROST: 15/2019
Więcej możesz przeczytać w 15/2019 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0