Republika prezydencka

Republika prezydencka

Prezydent Kuczma udowodnił, że to on jest głównym rozgrywającym na Ukrainie
Cichnie ukraińska burza polityczna. Na kijowskim Kreszczatiku nie ma już demonstrantów żądających ustąpienia prezydenta Kuczmy. Z fotelem premiera rozstał się niepoprawny reformator Juszczenko, a zagrożona procesami "żelazna" Julia Tymoszenko musi się troszczyć o własny los. W ambasadzie Rosji zasiadł Wiktor Czernomyrdin, którego nazywa się wręcz namiestnikiem Putina, a opleciona rurociągami Ukraina traci coraz bardziej pole manewru wobec potężnego wschodniego sąsiada. Zgodnie z zasadą, że zwycięzca bierze wszystko, prezydent Kuczma potrzebował jeszcze tylko zaufanego człowieka na czele rządu. W końcu dostał i to.
Miesiąc po odwołaniu rządu Wiktora Juszczenki parlament Ukrainy przegłosował kandydaturę nowego premiera Anatolija Kinacha. Oprócz tego, że Kinach był przewodniczącym Związku Przemysłowców i Przedsiębiorców, wiadomo także, iż jest człowiekiem Kuczmy. Na Ukrainie mówi się, że nie jest ani reformatorem, ani "czerwonym dyrektorem". Nie stoją za nim wielkie pieniądze ani potężne zaplecze polityczne. Z drugiej strony, nie był nigdy zamieszany w typowe dla establishmentu ukraińskiego afery korupcyjne, a poza tym nie należy, przynajmniej oficjalnie, do żadnego z ugrupowań oligarchicznych. Jest to więc idealna kandydatura na szefa tymczasowego rządu, którego głównym zadaniem jest zamrożenie istniejącej sytuacji polityczno-gospodarczej aż do wyborów parlamentarnych w marcu przyszłego roku.
Przeforsowując kandydaturę Kinacha, prezydent miał tylko jeden cel: zademonstrowanie wszystkim - oligarchom, opozycji, Zachodowi i Rosji - że to on pozostaje głównym rozgrywającym w kraju. Rozczarowani oligarchowie teraz mogą liczyć jedynie na drugorzędne funkcje w rządzie, bo pięciu najważniejszych ministrów (wicepremier do spraw kompleksu paliwowo-energetycznego oraz szefowie resortu spraw wewnętrznych, obrony, dyplomacji i prokuratury) to nietykalni ludzie prezydenta.
Stanowiska w rządzie mogą się okazać jeszcze mniej atrakcyjne, ponieważ prezydent podpisał ustawę o utworzeniu instytucji sekretarza stanu w Gabinecie Ministrów i w poszczególnych ministerstwach. Sekretarz taki ma być mianowany przez prezydenta na czas trwania kadencji prezydenckiej, czyli na pięć lat. Sekretarze stanu pozostają na swoich stanowiskach nawet wtedy, gdy rząd lub któryś z ministrów zostaje odwołany. Będą decydować o budżetach i polityce kadrowej ministerstw. Jewhen Petrenko, politolog z Instytutu Polityki Otwartej, mówi, że "prezydent powołał swoich komisarzy. Teraz mamy już prawdziwą republikę prezydencką. Pozostaje tylko rozwiązanie parlamentu".
Prezydent Kuczma wraca do formy po półrocznym kryzysie politycznym. Oligarchowie okazali się niewystarczająco potężni, aby odsunąć go od władzy. Opozycja przegapiła szansę rozmów przy okrągłym stole. Sprawy zaginionego dziennikarza Georgija Gongadze i tzw. taśm majora Melnyczenki już nie bulwersują opinii publicznej. W tej sytuacji także naciski Zachodu nie będą tak skuteczne jak poprzednio.
Czy Kuczma będzie próbował obejść się bez poparcia Zachodu? Czy zechce się odwdzięczyć prezydentowi Rosji, który jako jedyny poparł go w trudnych chwilach? Jeśli tak, to doniesienia rosyjskiej prasy o tym, iż ambasador Rosji w Kijowie Wiktor Czernomyrdin ma być w istocie rosyjskim namiestnikiem i faktycznym premierem Ukrainy, nie wydadzą się przesadzone. Świadectwo wpływu tego rosyjskiego polityka na sprawy ukraińskie można znaleźć w książce Kuczmy pt. "O najważniejszym". Autor przyznaje w niej, że ostatecznym argumentem decydującym o dymisji premiera Łazarenki były słowa Czernomyrdina: "Leonidzie Daniłowiczu, ja z tym człowiekiem pracować nie mogę".
Jeszcze do niedawna otwarta pozostawała kwestia przyszłości opozycji anty-Kuczmowskiej, która miała się zjednoczyć pod przywództwem eks-premiera Juszczenki. Juszczenko odrzucił jednak tę ofertę. Bez charyzmatycznego przywódcy zróżnicowane grupy opozycji nie będą zdolne się zjednoczyć, co nie wróży im dobrze w przyszłych wyborach. Juszczenko natomiast najprawdopodobniej znajdzie się wraz z przewodniczącym Rady Najwyższej Iwanem Pluszczem wśród liderów przedwyborczego bloku wielu partii demokratycznych, występujących z postulatem "przejrzystych reguł gry politycznej". Wiadomo, iż Pluszcz jest politykiem lojalnym wobec prezydenta i blok ten będzie miał szanse tylko jako antyoligarchiczny, a nie antyprezydencki.
Ludzie z otoczenia Juszczenki bronią go przed zawiedzioną opozycją, twierdząc, że na razie "nie ma innego wyjścia", że "walczyć teraz przeciwko Kuczmie jest nierozsądnie", że najpierw trzeba wygrać przyszłe wybory, a potem dopiero... Co jednak będzie "potem", tego nikt na Ukrainie nie próbuje nawet przewidywać.

Okładka tygodnika WPROST: 23/2001
Więcej możesz przeczytać w 23/2001 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0