Klan trenerów

Klan trenerów

Dlaczego piłkarscy trenerzy nie chcą ujawnić prawdy o sprzedawanych meczach

Janusz Wójcik, były selekcjoner piłkarskiej reprezentacji narodowej, ostatnio zwolniony ze Śląska Wrocław, ujawnił, że w jednej kolejce polskiej ligi średnio zaledwie dwa spotkania są uczciwe. Później stwierdził jednak, że został źle zrozumiany, i złożył oświadczenie, iż nic mu nie wiadomo o nieuczciwych praktykach działaczy sportowych. Bogusław Baniak, trener Lecha Poznań, wyznał, że kupienie meczu kosztuje 500 tys. zł. Poproszony przez Polski Związek Piłki Nożnej o wyjaśnienia nabrał wody w usta, uznał, że go poniosło i że nie ma żadnych dowodów.
Dlaczego trenerzy nie chcą ujawnić prawdy o sprzedawanych meczach, skorumpowanych sędziach i lewej kasie pierwszoligowych klubów? Bo są zależni od piłkarskich mag-natów, prezesów oraz zawodników, którzy mogą grać dla trenera (jeśli chcą, by utrzymał posadę) lub nie (gdy planują się go pozbyć). Szkoleniowcy znoszą to wszystko - chcąc żyć z chorego systemu, muszą go solidarnie chronić.

Układ zamknięty
Trenerzy tworzą zgraną drużynę. Zmieniają kluby często, ale nie wypadają z obiegu. W tej grupie zawodowej poza kilkoma byłymi zawodnikami, takimi jak Stefan Majewski czy Paweł Janas, którzy po zakończeniu kariery usiedli na ławce trenerskiej, prawie nie ma nowych nazwisk. Szefom klubów nie zależy na nowych twarzach, szkoleniowcy nie wychowują też następców.
- Trenerzy polskiej ligi to hermetyczny klub. We wszystkich dziedzinach życia obserwujemy napór młodych, tymczasem na ławce rezerwowych zmieniają się tylko gracze, bo trenerzy, poza kilkoma wyjątkami, od paru lat są ci sami - mówi Jan Tomaszewski, doradca prezesa PZPN. - Gotują się we własnym sosie, są skażeni nieczystą grą i dlatego nigdy nie puszczą pary. Jednym brakuje cywilnej odwagi, inni uwikłani są w układy, którymi rządzą spore pieniądze, i za wszelką cenę będą chcieli zachować status quo - ocenia Tomaszewski i dodaje: - Punkt pierwszy wewnętrznego kodeksu brzmi: nie róbmy sobie krzywdy, bo za chwilę zamienimy się miejscami. Nie wierzę, by któryś z polskich szkoleniowców przedstawił kiedykolwiek dowody nieuczciwej gry w ekstraklasie. Co więcej, obawiam się, że jeśli śledztwo prowadzone przez prokuratorów ministra Lecha Kaczyńskiego nie przyniesie rezultatów (badane są zarzuty związane z "kolejką cudów", w której najsłabsze zespoły wygrywały z najsilniejszym), dopiero wówczas zaczną się harce. Środowisko otrzyma sygnał: skoro nawet Kaczyński nam nic nie zrobił, to jesteśmy nie do ruszenia.

Uzgodniony remis
- Jeśli oskarżenia o korupcję dotyczą niemal wszystkich dziedzin życia, dlaczego miałaby ona omijać futbol i trenerów? - zastanawia się Władysław Stachurski, były selekcjoner kadry. - Trenerzy nie zajmują się dziś szkoleniem zawodników. Prawie nikt na serio nie pracuje z młodzieżą. Większość skupia się na najbliższym meczu i premii za zwycięstwo, jaką obiecał prezes - dodaje Stachurski. Na pytanie, dlaczego trenerzy - będący przecież w środku żywiołu - nie mówią o tym, co w polskiej lidze nieuczciwe, Stachurski stwierdza krótko: - Szkoleniowcy, którzy nie godzą się na uczestnictwo w tym biznesie, po prostu już nie pracują.
Z zarzutami wobec trenerów nie zgadza się Mirosław Jabłoński, jeden z najlepszych polskich szkoleniowców, który właśnie przeprowadza się z Lubina do Wronek: - Trudno oskarżać nas o zmowę milczenia, przecież to nie my kierujemy tym biznesem. Trudno też wyobrazić sobie, że któryś z nas załatwia coś poza boiskiem. Nas na to nie stać. Jedyne, co mogą zrobić trenerzy, to dogadać się, aby w meczu padł remis, nic więcej.
Nie ulega jednak wątpliwości, że trenerzy bardzo dobrze żyją z polskiej ligi. Franciszek Smuda otrzymywał pieniądze od Andrzeja Grajewskiego (Widzew), Telefoniki (Wisła) i Daewoo (Legia). Trener Jabłoński zamienił pensję z KGHM (Zagłębie Lubin) na rzecz wypłat z Amiki. Do najlepiej opłacanych należą też Stefan Majewski, Orest Lenczyk, Albin Mikulski i Janusz Białek.
Dochody szkoleniowców sięgają 50 tys. zł miesięcznie. Podstawowe pensje to przeważnie 10-20 tys. zł (najpopularniejsi trenerzy potrafią wynegocjować prawie dwa razy wyższe). Do tego doliczyć trzeba premie za zwycięstwa i spektakularne sukcesy (zdobycie mistrzostwa kraju lub Pucharu Polski). Poza tym niektórzy szkoleniowcy pośredniczą w handlu piłkarzami, współpracują z menedżerami i - ustalając skład drużyny - przychylniej patrzą na tych graczy, za którymi stoi wpływowy opiekun. Jak twierdzą piłkarze, od niektórych zawodników potrzebujących promocji trenerzy biorą pieniądze za pozwolenie na grę. Okazuje się, że w biednej polskiej piłce pieniądze krążą nadzwyczaj sprawnie.

Gra bez piłki
Pomysłowość niektórych szkoleniowców, jeśli chodzi o dorobienie do pensji, budzi niekiedy podziw. Edward Lorens, jeden z czołowych naszych trenerów, pracował dla Stanisława Płoskonia, szefa Górnika Zabrze. Płoskoń zalegał z wypłatą pensji i premii. Niedawno oskarżył swego byłego szkoleniowca, że ten w zamian za gotówkę, której nie może się doczekać, zażądał kart zawodniczych dwóch juniorów zabrzańskiego klubu, choć zgodnie z prawem trenerom w Polsce nie wolno handlować piłkarzami.
Bogusław Kaczmarek został dyscyplinarnie zwolniony ze Stomilu Olsztyn. Zarząd klubu napisał w oświadczeniu: "za samowolne pobranie pieniędzy klubowych bez upoważnienia zarządu klubu oraz rozdysponowanie pieniędzy ze szczególnym uwzględnieniem własnej osoby". PZPN nałożył na trenera karę zakazu działalności pod egidą związku. Co przeskrobał Kaczmarek? Zaoferował działaczom Feyenoordu Rotterdam bramkarza Zbigniewa Małkowskiego. Holendrzy zapłacili 900 tys. marek, ale na umowie, którą przesłano do PZPN, figurowała kwota o 550 tys. marek niższa. Te pieniądze trener miał podzielić między piłkarzy, menedżera i siebie.
Na niedawnym spotkaniu działaczy PZPN i prezesów klubów zaproponowano stworzenie czarnej listy, na której znalazłyby się osoby "hańbiące środowisko". Tylko kto i według jakich kryteriów będzie umieszczał na niej nazwiska? Jak słyszymy, ma to być lista "wewnętrzna", a środowisko samo będzie podejmować decyzje o ukaraniu kogoś ze swojego grona. Brzmi to jak bajka. I na pewno nią jest.

Okładka tygodnika WPROST: 25/2001
Więcej możesz przeczytać w 25/2001 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także