Sir Jan

Sir Jan

Kabaret Jana Pietrzaka nie jest do robienia min, ale do zabierania głosu w ważnych sprawach publicznych
Socjalizm - nie, wypaczenia - tak!" - wołał ze sceny Jan Pietrzak. I komunizm (czyli wypaczenia) rzeczywiście upadł. Natomiast Kabaret pod Egidą trwa - nieprzerwanie od 40 lat. To znacznie dłużej niż niezwyciężony Układ Warszawski. Pan Janek zaś - szacowny siedemdziesięciolatek - ciągle działa "w służbie narodu i kabaretu".

Pod egidą Trójki i estrady
- Żarty i wygłupy to jedynie sposób mówienia o tym, co naprawdę istotne. Kabaret nie jest do robienia min, ale do zabierania głosu w ważnych sprawach publicznych. Moją ambicją było zawsze robienie takiego właśnie kabaretu. O polityce mówiłem uczciwie, niezależnie i własnym głosem - głosi swoje kredo Jan Pietrzak. Kiedyś w jednym z monologów tłumaczył: "Przed wojną zapytano poetę Leopolda Staffa, dlaczego pisze wiersze wyłącznie o słoneczku, miłości, skowronkach, stokrotkach, a nie zajmuje się ważnymi sprawami społecznymi, politycznymi. A on na to odpowiedział, że od tych spraw to ma Piłsudskiego. Po wojnie nie do pomyślenia!".
Po zamknięciu studenckiego teatrzyku Hybrydy Jan Pietrzak wraz z grupą przyjaciół założył Kabaret pod Egidą. Występy rozpoczęli jesienią 1967 r., ale w Warszawie zadebiutowali dopiero 10 lutego 1968 r. Podobno kabaret powstał pod egidą III Programu Polskiego Radia i stołecznej estrady - stąd nazwa.

Pietrzak jak Hope
- Kazimierz Rudzki, aktor i profesor warszawskiej szkoły teatralnej, chciał u nas występować [na początku lat 70.], ale nie bardzo mu wypadało pojawiać się na scenie z ubranymi w dżinsy młokosami - Jonaszem Koftą i mną. Wtedy wpadłem na pomysł, aby Rudzki, jako przypadkowy widz, zabierał głos z sali. Z pasją i humorem polemizował z tekstami wygłaszanymi ze sceny. To właśnie sprawiało, że ludzie na widowni byli wciągani w spektakl - wspomina Jan Pietrzak. To był jeden z nowatorskich pomysłów Kabaretu pod Egidą, niepodobny do tego, co prezentowali Starsi Panowie, Dudek, Owca czy STS. Jan Pietrzak mówił własnym tekstem, był autentyczny, nie grał wymyślonej postaci.
- Typowy mój wstęp wyglądał tak, że na początku umawiałem się z widzami, iż "program jest bardzo dobry", puszczałem oko i już było wiadomo "o co chodzi". Gdy pierwszy raz pojechałem do USA, dowiedziałem się, że moim wzorem jest Bob Hope, o którym wcześniej nawet nie słyszałem - mówi Pietrzak. Porównanie było trafne, bo Pietrzak był pierwszym polskim kabareciarzem w amerykańskim stylu. Z "amerykańskim odpowiednikiem" łączy go także siła rzucanych bon motów. Bob
Hope zauważył na przykład, że "bank to jedyne miejsce, gdzie ci pożyczą pieniądze, jeśli zdołasz udowodnić, że ich nie potrzebujesz". Pietrzak formułował zaś współczesną wersję prawa Archimedesa: "Zanurzony w cieczy, tracę na wadze. Zanurzony w gównie, tracę na odwadze". Mówił też: "Trzeba przyznać, że Stalin jednak wyprzedził swoją epokę. On miał większy program niż pralka automatyczna. Pralka kończy się na wirowaniu, a u niego wieszanie dochodziło".

Cyrankiewicz, Wałęsa, Buzek
Fenomenem Kabaretu pod Egidą było to, że chociaż śmiano się tam z władzy, jej przedstawiciele tam przychodzili. Kiedyś z estrady Pietrzak wspomniał, że prowadzi kabaret już 20 lat, czyli tak długo, jak długo Józef Cyrankiewicz był premierem. Wtedy siedzący na widowni Cyrankiewicz zawołał "Ale pan z lepszym skutkiem!".
Na występy Pietrzaka - już po 1989 r. - przychodził też Lech Wałęsa. Po wysłuchaniu żartów na swój temat wstawał z krzesła i nisko kłaniał się publiczności. Nie obraził się, nawet kiedy usłyszał: "Wałęsa z żoną spacerują po oliwskim zoo. Zatrzymują się przed klatką z dużymi ptakami. - Patrz, gęsi - mówi Danka. - Nie, jakie gęsi. To przecież pelikany. Z nich się robi atrament!". Kiedyś premier Jerzy Buzek chwalił się Pietrzakowi, że jeszcze jako student był na spektaklu Kabaretu pod Egidą. - Był wtedy taki ścisk, że musiałem wchodzić przez okno - przyznał Buzek. - To na pewno pan nie zapłacił za bilet. Proszę więc teraz pójść do kasy i uregulować należność. Z odsetkami - ripostował Pietrzak.

Żeby Polska była Polską
- Iskrą do napisania piosenki "Żeby Polska była Polską" były w 1976 r. (po wydarzeniach w Radomiu i Ursusie) wiece poparcia dla partii przeciw tzw. wichrzycielom i warchołom. To propagandowe szaleństwo sprowokowało mnie do stworzenia patetycznego hasła "Żeby Polska była Polską". W ten sposób chciałem przywrócić właściwe znaczenie pojęciu "patriotyzm", które stało się przedmiotem totalnej manipulacji ówczesnych władz - opowiada Jan Pietrzak. Niezwykłą popularność piosenka zyskała w sierpniu 1980 r. - została nieoficjalnym hymnem "Solidarności". Na jednym ze spektakli Egidy Zbigniew Herbert wysłuchał jej, stojąc na baczność. W sierpniu 1981 r. utwór był śpiewany na zablokowanym przez "Solidarność" skrzyżowaniu Alej Jerozolimskich i Marszałkowskiej w Warszawie. Pietrzak występował tam na platformie ciężarówki. "Żeby Polska była Polską" zaśpiewało kilka tysięcy osób. - To był najbardziej wzruszający moment mojego życia - wspomina Jan Pietrzak.
Stan wojenny zastał Pietrzaka w Kanadzie. 24 grudnia 1981 r. w Halifaksie, w miejscowej katedrze, melodię piosenki zaintonowały kościelne organy. W styczniu 1982 r. amerykańskie stacje telewizyjne pokazały program "Let Poland be Poland" - audycję przygotowaną przez Departament Stanu USA. Ronald Reagan i Margaret Thatcher mówili wtedy o zniewoleniu Polski przez reżim stanu wojennego. Jan Pietrzak odmówił udziału w tym programie, bo chciał wrócić do kraju i nadal występować. Dzisiaj Pietrzak z przymrużeniem oka wspomina tamte czasy i potajemne występy w prywatnych mieszkaniach. - Gdy szedłem z gitarą przez osiedle, zdarzało się, że jakieś dzieci łapały mnie za rękę i mówiły, że to konspiracyjne spotkanie jest w innym bloku - wspomina. Kiedy już do wolnej Polski w 1990 r. przyjechał Ronald Reagan, spotkał się z Pietrzakiem. Twórca kabaretu wręczył byłemu prezydentowi metalową tablicę z wygrawerowanym tekstem "Let Poland be Poland". Reagan umieścił ją w bibliotece swojego imienia. Z kolei Elżbieta II, przemawiając w Sejmie, przywołała cytat "Żeby Polska była Polską". Wtedy do Pietrzaka zadzwonił Edward Dziewoński i powiedział: "Jeśli Elka Druga cytuje cię w przemówieniach, to ja od tej pory mówię do ciebie sir!".

Menel kabaretowy
Kabaret pod Egidą nadal komentuje polską rzeczywistość. Pietrzak w monologach nazywa Andrzeja Leppera najbliższym kolegą z Oksfordu Nikodema Dyzmy. Opowiada też, jak Jezus wystąpił do IPN i po obejrzeniu swojej teczki powiedział: "A ja myślałem, że to był Judasz!". Zdradza również publiczności sekret swojej witalności: - Mam już 70 lat. A dlaczego tak dobrze się trzymam? - Bo się nie puszczam!
Kiedy podczas przerwy w programie kabaretowym Pietrzak słyszy od widzów wyznanie, że wychowali się na jego tekstach, komentuje to z humorem. - Znajomy menel łapie mnie za rękę i błaga: panie Janku, pan da pięć złotych na zupę. - Już wczoraj dałem piątkę na zupę, która ci jednak coś bardzo zaszkodziła! - Panie Janku, niech pan se tutaj ze mnie jaj nie robi, ja się przecież wychowałem na pańskich tekstach!". Tak jak wielu Polaków, bo parafrazując słowa piosenki "Wspominajcie nas", "ich głupie miny to kawał naszego życia"!
Okładka tygodnika WPROST: 15/2007
Więcej możesz przeczytać w 15/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 2
  • kazimirka@shaw.ca IP
    nie robmy sobie jaj: za kabaret polityczny w latach Gierka uchodzil Tey z Laskowikiem i ewentualnie Studio 202 - nie przypominam sobie, aby Jan Pietrzak dawal ostro.

    Poza tym bardzo watpliwe, ze \"Zeby Polska byla Polska\" stanowila \"nieoficjalny hymn Solidarnosci\" w sierpniu 1980. Ciekawe gdzie i kto ja spiewal, bo wydaje mi sie, ze najpopularniejsza piosenka tego czasu bylo \"Boze nasz, jak ten strajk dlugo trwa\", ewentualnie znana byla tez Ballada o Janku Wisniewskim i kilka innych, niekoniecznie wszystkie cenzuralne.

    Czytaj także