Pokazowe akcje rządzących

Pokazowe akcje rządzących

Tragiczna śmierć Barbary Blidy, która popełniła samobójstwo z trakcie spektakularnej akcji Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, stawia w nowym kontekście inne przypadki zatrzymań na polityczne zamówienia z ostatnich lat - pisze "Życie Warszawy".

Według mec. Leszka Piotrowskiego, pełnomocnika męża i syna Barbary Blidy, zamiast robić nalot na dom, wystarczyło wysłać wezwanie na przesłuchanie, a była minister sama by się stawiła.

Podobnie było w nagłaśnianych medialnie i wykorzystywanych politycznie przypadkach zatrzymań Grzegorza Wieczerzaka i Emila Wąsacza, żeby wymienić tylko najgłośniejsze i najbardziej spektakularne.

Patrząc na głośne zatrzymania ostatnich lat, można zaryzykować twierdzenie, że rządzący, niezależnie od barwy politycznej, mają ciągoty do pokazowych akcji, obliczonych na medialny efekt. Różnice sprowadzają się do celów, jakie im przyświecają. Problem w tym, że czasem może się okazać, że ani zarzuty, ani stopień winy osób poddanych takim praktykom, w żaden sposób nie uzasadniają zastosowanych wobec nich środków - zaznacza "ŻW".

Grzegorza Wieczerzaka, byłego prezesa PZU Życie, w 2001 r. (za rządów AWS) policjanci CBŚ zatrzymali, gdy wychodził z hotelu Marriott. Przeprowadzoną publicznie akcję miało usprawiedliwiać podejrzenie, że Wieczerzak chciał uciec za granicę (w domu miał ponoć bilety na samolot i spakowane walizki). - To afera na miarę FOZZ - twierdzili wówczas ministrowie sprawiedliwości i spraw wewnętrznych.

Od głośnego zatrzymania Grzegorza Wieczerzaka mija już sześć lat. Były prezes PZU Życie dostał zarzut dużego kalibru: narażenia firmy na 173 mln zł strat. W areszcie spędził blisko trzy lata. Do dziś nie ma wyroku, a sprawa praktycznie jest w punkcie wyjścia.

Jak się okazało, zatrzymanie było spektakularne, ale śledztwo dalekie od wzorowego. Prokuratura popełniła kompromitujące błędy, bo zarzuty wobec Wieczerzaka oparła na wyliczeniach niekompetentnej biegłej, co wyszło na jaw podczas procesu przed warszawskim sądem. Biegła Jadwiga M., która sporządziła opinię, nie potrafiła wyjaśnić, jak dokonała obliczeń, a w dodatku okazało się, że spore fragmenty opinii żywcem ściągnęła z raportu firmy doradczej opracowanego dla władz PZU Życie.

Oskarżenie upadło, a Wieczerzak odzyskał dobre samopoczucie. - Mogę pomóc - kpił, wytykając biegłej niekompetencję. Teraz chce poskarżyć się do Strasburga. Ostatecznie sąd zwrócił sprawę prokuraturze, która wszystkie czynności wykonuje od nowa. Kiedy ruszy nowy proces, nie wiadomo.

- Sprawa po kościach się nie rozejdzie. Ale nowych zarzutów dotąd nie usłyszałem - mówi "ŻW" Wieczerzak. Ponoć wycofał się z interesów, a czas spędza w stadninie koni na Mazurach.

Czytaj także

 0