System pierwiastkowy lepszy, ale...

System pierwiastkowy lepszy, ale...

Francuski eurodeputowany Jean-Louis Bourlanges jako pierwszy zachodni eurodeputowany ocenił, że zaproponowany przez Polskę pierwiastkowy system głosowania w Radzie UE "jest bardzo interesujący i inteligentny". Jego zdaniem jest jednak już za późno na dyskusje.

Bourlanges, który był sprawozdawcą Parlamentu Europejskiego (PE) ds. Polski podczas negocjacji członkowskich i jest uważany za intelektualne zaplecze Francji w PE, otwarcie przyznał, że tzw. pierwiastkowy system głosowania jest lepszy od systemu podwójnej większości państw i obywateli przyjętego w eurokonstytucji.

Trzeba rozróżnić kwestię reguł i kwestię szans -zastrzegł jednak Bourlanges. "Dziś upieranie się przy otwarciu tego zamkniętego rozdziału (systemu głosowania w Radzie UE) byłoby niemądre, chyba, że chce się doprowadzić do porażki całego porozumienia. Przecież widzicie, że nawet Francja, która w referendum powiedziała +nie+ traktatowi konstytucyjnemu, nie kwestionuje dziś żadnego, podkreślam, żadnego rozporządzenia instytucjonalnego tego traktatu" - powiedział.

Jego zdaniem, system podwójnej większości z eurokonstytucji, który przewiduje, że decyzje będą zapadały w Radzie UE przy poparciu 55 proc. państw zamieszkałych przez 65 proc. obywateli UE jest korzystny dla dużych państw i tych najmniejszych jak Luksemburg czy Malta. Dużym pozwala na maksymalne wykorzystanie ich demograficznej przewagi, a licznym małym państwom daje możliwość blokowania.

Dlatego Bourlanges nie widzi dziś możliwości, by Polska przekonała do systemu pierwiastkowego na przykład Francję. "We Francji zwykliśmy mówić: jest później niż nam się wydaje. Dyskusja na temat systemu głosowania już się odbyła i zakończyła porozumieniem pomiędzy 27 państwami" - powiedział eurodeputowany nawiązując do dyskusji podczas Konwentu i Konferencji Międzyrządowej, zakończonej podpisanie eurokonstytucji w Rzymie w październiku 2004 roku.

"Jeśli Polska będzie naciskać, by uzależnić porozumienie w sprawie nowego traktatu od systemu, który broni jedynie ona sama i Republika Czeska, wówczas decyduje się na konfrontację z Niemcami. To gwarantuje porażkę" - uważa Bourlanges. Zastrzegł jednocześnie, że porażką nie będzie samo nieprzyjęcie nowego traktatu, "ale fakt, że kraje nie czują konieczności porozumienia się, co świadczyłoby o bardzo niskim poziomie woli współpracy".

Na pytanie, czy wobec tego nie wydaje mu się, że to Niemcy, którym bardzo zależy na porozumieniu i zakończeniu sukcesem swojego przewodnictwa w UE, ustąpią, Bourlanges odparł: "Niemcy nie ustąpią, bo dla Niemców system podwójnej większości to serce konstytucji".

"Jak się dokładnie przyjrzeć traktatowi konstytucyjnemu, to są w nim tak naprawdę dwie ważne zmiany: zmiana sposobu decydowania w Radzie, który rzeczywiście ułatwi podejmowanie decyzji w UE i rozszerzenie zakresu polityk, gdzie decyzję będą zapadały kwalifikowaną większością głosów (a nie jednomyślnie), a zwłaszcza w sprawach wewnętrznych i sprawiedliwości. Jeśli usuniemy te dwie rzeczy, praktycznie nic nie zostaje" - uważa Bourlanges.

Francuski eurodeputowany proponuje Polsce "inny kierunek negocjacji" dotyczący zwiększenia liczby polskich eurodeputowanych. Przypomniał, że dziś zarówno Rada jak i PE powinny liczyć się tak samo dla każdego kraju, biorąc pod uwagę, że coraz więcej decyzji zapada zgodnie z tzw. legislacyjną zasadą współdecyzji obu instytucji.

W nicejskim systemie głosowania w Radzie UE, sześć największych państw jest sobie niemal równych - zauważył Bourlanges. Polska ma 27 głosów, zaledwie dwa mniej niż dwa razy ludniejsze od niej Niemcy. Tę "równość" w Radzie - przypomina Bourlanges - zrekompensowano Berlinowi w Parlamencie Europejskim. Niemcy mają dziś 99 posłów, a Polska i Hiszpania - 50 (54 w okresie przejściowym z powodu opóźnionego wejścia do UE Rumunii i Bułgarii).

"Skoro teraz mamy zrezygnować z tej równości w Radzie UE to byłoby logiczne, by powrócić do dyskusji na temat niesprawiedliwych moim zdaniem koncesji, które poczyniono na rzecz Niemiec w PE" - konkluduje Bourlanges.

Francuski sekretarz stanu ds. europejskich Jean-Pierre Jouyet straszy natomiast polskie władze ryzykiem "marginalizacji", jeśli będą "dalej blokować" projekt traktatu europejskiego.

 

Jouyet podkreślił, że "w interesie Polski nie leży, by była marginalizowana". "Jest rzeczą oczywistą, że w polskim interesie jest, by była w centrum i współpracowała w dziedzinie bezpieczeństwa energetycznego. To jeden z elementów spotkania, które prezydent (Sarkozy) będzie poruszał z prezydentem i premierem Polski" - zauważył francuski sekretarz stanu ds. europejskich.

 

W czwartek prezydent Francji Nicolas Sarkozy przyleci do Warszawy, gdzie z polskim prezydentem i premierem będzie omawiał projekt traktatu europejskiego przed szczytem UE w Brukseli 21-22 czerwca. Na szczycie ma być poruszana kwestia podejmowania decyzji w Radzie (ministrów) UE. Polska kwestionuje system głosowania tzw. podwójną większością państw i obywateli. Według Warszawy faworyzuje on największe państwa Unii.

Na szczycie unijnym 21-22 czerwca przywódcy państw UE mają przyjąć mandat dokładnie określający, które fragmenty obecnego tekstu eurokonstytucji zostaną zmienione podczas negocjacji w ramach Konferencji Międzyrządowej. Konferencja ma do końca 2007 roku opracować nowy dokument.

Polska domaga się, by w mandacie znalazła się sprawa głosowania w Radzie UE i proponuje, by przyjęty w eurokonstytucji system podwójnej większości państw i obywateli zastąpić tzw. systemem pierwiastkowym, gdzie głos każdego kraju jest obliczony na podstawie pierwiastka kwadratowego z jego liczby ludności. W efekcie siła głosu przeliczona na pojedynczego obywatela mniejszego państwa członkowskiego jest dowartościowana, większego zaś - osłabiona. Na razie oficjalnie Polskę popierają w tej sprawie tylko Czechy.

pap, em

 

 

Czytaj także

 0