Zbrodnia bez zbrodniarza

Zbrodnia bez zbrodniarza

Kto stał za zamachem na generała Sikorskiego? Stalin, Hitler, Anders? - każdy z nich miał powód
Wsprawie śmierci gen. Sikorskiego Polacy są w tym samym miejscu, w którym znajdowali się przed 63 laty. Wiedzą, że zostali oszukani i że nie było żadnej katastrofy. Wiedzą, że ktoś zabił ich przywódcę, lecz nie mają pojęcia ani kto, ani jak. Jak przed laty Polacy przypominają słowa zapisane nazajutrz po tragedii przez ambasadora Edwarda Raczyńskiego: "Ta śmierć dramatyczna w przełomowej chwili wojny, kiedy najważniejsze i najbardziej odpowiedzialne decyzje miały zapaść przy naszym współudziale i kiedy, jak się zdaje, dochodzi do skutku od dawna zapowiedziane spotkanie Stalina z Rooseveltem i Edenem [zamiast Churchilla], jest dziwnym dopustem opatrzności. Tak dziwnym i tak dla nas groźnym, że powszechnie między Polakami powstało podejrzenie, czy opatrzności nie wyręczyła zbrodnicza, wroga ręka". Raczyński, pisząc o wrogiej ręce, miał na myśli rękę niemiecką. Czyja bowiem ręka, jeśli nie niemiecka, mogłaby wchodzić w grę? Podejrzewał, nie znając jeszcze faktów, że samolot Sikorskiego musiał zostać nad Gibraltarem zestrzelony. Z czasem oddalono to oskarżenie, wykazując, że Niemcy ze śmiercią gibraltarską nie mieli nic wspólnego i próbowali jej zapobiec. Próbowali nawet na Gibraltarze, korzystając z pomocy swej agentki zatrudnionej w biurze brytyjskiej admiralicji, ostrzec generała przed niebezpieczeństwem.
Oskarżenie Niemców miało się pojawić raz jeszcze, gdy generał Abwehry Erwin Edler von Lahousen-Vivremont, przesłuchiwany w Norymberdze, miał przyznać, że to niemieccy agenci na Gibraltarze dosypali cukru do zbiorników w samolocie Sikorskiego, czym spowodowali wypadek. Tego jednak oskarżenia nikt nie potraktował poważnie. Było niepoważne.

Skończeni bandyci
Poważne, a na pewno najgłośniejsze oskarżenie o śmierć Sikorskiego miał sformułować Stalin. W pierwszych dniach czerwca 1944 r. w rozmowie z jugosłowiańskim politykiem Milovanem Dżilasem oskarżył Anglików o śmierć polskiego premiera. Według Stalina, brytyjska załoga samolotu miała wyskoczyć ze spadochronami, a liberator stanął w płomieniach i runął do wody. Stalin prosił o przekazanie tych informacji Josifowi Broz-Tito, by ten nie ufał Brytyjczykom i nie korzystał z ich transportu. Przez lata badacze próbowali się dowiedzieć od Rosjan czegoś więcej na temat zdarzeń w Gibraltarze. Bezskutecznie.
Kilka lat temu syn Władysława Gomułki ujawnił tajne dokumenty ojca, w tym notatkę z rozmowy Gomułki ze Stalinem, odbytej prawdopodobnie w październiku 1945 r. na temat ewentualnej podróży Gomułki do Londynu. Stalin miał powiedzieć: "Zapewniam was, że zapraszają nie w dobrym celu. Nie odmawiać wprost, ale nie jechać. W Intelligence Service jest grupa skończonych bandytów i bezwzględnych morderców, którzy wykonają każde zadanie, jakie dostaną do spełnienia. Sikorskiego oni zabili. W tym czasie był gubernatorem Gibraltaru były szef Misji Wojskowej Anglii w ZSSR - bezwzględny morderca. On przygotował katastrofę samolotu Sikorskiego".
W tej relacji, w której nie ma już mowy o Brytyjczykach wyskakujących ze spadochronami, oskarżenie Stalina zdaje się opierać na faktach i osobach. Gubernatorem Gibraltaru był wówczas gen. Mason-Macfarlane, w latach 1941-1942 attaché militaire w Moskwie, który był uważany za specjalistę od zamachów, m.in. przygotowywanego zamachu na Hitlera w Berlinie w 1939 r. Co więcej, Stalin powołał się na opinię Churchilla, który zapytany, co się stało z Sikorskim, miał odpowiedzieć: "Dałem im surowy rozkaz, aby to się drugi raz nie powtórzyło". - Tak jakby jednego człowieka można było dwa razy zabić - skomentował Stalin. Według tej relacji Stalina, "Sikorskiego zabili prawdopodobnie dlatego, że zagroził Anglii przerzuceniem się na stronę Ameryki". To znamienne, że ostatnie dokumenty Sikorskiego z Kairu i Gibraltaru odnotowują plany udania się do USA i odwołania się do Polonii. Pytanie, skąd mógł o tym wiedzieć Stalin.
Przed laty w rozmowie z emigracyjnym historykiem prof. Januszem Kazimierzem Zawodnym sformułował je przedwojenny dowódca polskiego lotnictwa, gen. Ludomił A. Rayski. Powiedział: "Katastrofa w Gibraltarze była zorganizowana przez Anglików. Sikorski, mówiąc otwarcie, był agentem niemieckim od czasów Legionów. Coś tam zrobił na Middle East i Churchill wykończył go. Obawiano się, że Sikorski mógł być pośrednikiem między Niemcami a Rosją i Afryką". Niestety, nie wiemy, co to znaczy "coś tam zrobił". Trudno też zrozumieć, co miał na myśli Rayski, sugerując ewentualne porozumienie niemiecko-sowiecko-afrykańskie (czyżby chodziło o tzw. Afrykę Francuską?). Rayski, człowiek, który zrezygnował z generalskiego stopnia, by jako pilot walczyć w brytyjskim lotnictwie, należy do najpiękniejszych postaci tej wojny. I choćby dlatego trudno jego słowa, nawet jeśli się ich nie rozumie, wyrzucić do kosza historycznych śmieci.

Zamach przy stole
Jeśli próbować śledzić oskarżenia gibraltarskie, to trudno pominąć zapis rozmowy toczonej w Moskwie 6-7 sierpnia 1944 r. Po jednej stronie stołu zasiadali przedstawiciele legalnego polskiego rządu z premierem Stanisławem Mikołajczykiem, ministrem spraw zagranicznych Tadeuszem Romerem i reprezentantem Rady Narodowej Stanisławem Grabskim, a z drugiej przedstawicielstwo tzw. PKWN, nowego polskiego rządu powołanego przez Stalina z Wasilewską, Bierutem, Osóbką i Żymierskim. Rozmowy dotyczyły przede wszystkim powstania warszawskiego, ale także ewentualnego porozumienia Londynu i Lublina. Drugiego dnia obrad gen. Żymierski stwierdził: "Musi nastąpić zjednoczenie wojska pod jednym dowództwem. Koncepcja Komitetu Wojennego Rady Ministrów jest może słuszna. My to już mamy, tylko nazywamy Radą Wojenną. Trudności na tej drodze to zamachy na generała Sikorskiego organizowane przez Dąb-Biernackiego i opanowanie armii przez sanację. Czołowe jednostki trzeba usunąć, gdyż inaczej nie będzie spokoju".
W oskarżeniu Żymierskiego nie to jest ważne, że zniknęło z wersji opublikowanej przez komunistów w 1984 r. i że odnaleziono je dopiero niedawno w zdeponowanych w Kanadzie materiałach Romera. Ważne wydaje się to, że mimo oskarżenia gen. Stefana Dąb-Biernackiego nikt z rządowej delegacji niczego nie próbuje sprostować. Jakby także im było coś wiadomo o kierowniczej roli gen. Biernackiego w zamachach na Sikorskiego. To kwestia tym ciekawsza, że za opinią Żymierskiego stoi najpewniej wywiad Armii Ludowej i Gwardii Ludowej. Niezwykle sprawny, skoro już trzy tygodnie po śmierci Sikorskiego w Gibraltarze pojawili się trzej wywiadowcy, z Władysławem Wichą, późniejszym PRL-owskim ministrem spraw wewnętrznych na czele. Czy to więc oni ustalili jakieś związki gen. Dąb-Biernackiego ze śmiercią Sikorskiego?

Skandal na londyńskim bruku
Dla badacza oskarżeń gibraltarskich, często wzajemnych, a jeszcze częściej gołosłownych, nie ulega kwestii, że najwięcej z nich dotyczy nie zbrodniczej wrogiej ręki obcego, ale naszej polskiej ręki. W 1963 r., w 20. rocznicę katastrofy gibraltarskiej, polską emigracją w Wielkiej Brytanii wstrząsnął skandal. W tych dniach zapisane zostało może najtrudniejsze do zrozumienia oskarżenie. Oto 15 czerwca 1963 r. gen. Władysław Anders, niekwestionowany przywódca emigracji, legenda polskiego wojska, otrzymał list: "Panie Generale, W związku z ogłoszonym w prasie w Londynie programem uroczystości w dwudziestą rocznicę tragicznej śmierci mego ś.p. Męża, oświadczam, że nie życzę sobie, by Pan Generał składał wieniec i przemawiał nad Jego grobem na cmentarzu w Newark". Podpisano: Helena Sikorska. Nikt głośno nikogo nie oskarżył. Cała Polonia wstrzymała jednak oddech.
Oczywiście, oskarżenia gibraltarskie w formie plotek przez lata dotykały także Andersa. Tym bardziej że w Polsce już się ukazały paszkwilanckie książki Jerzego Klimkowskiego, byłego adiutanta Andersa, który formułował akt oskarżenia pod adresem swego dowódcy. W Polsce znana już była wersja gen. Gustawa Paszkiewicza, który w Sejmie przedstawiał oskarżenie. Były to oskarżenia polityczne, pozbawione dokumentacji. Takie same, jakie dotykały gen. Sosnkowskiego, płk. Demela i wielu oficerów nienawistnych reżimowi. Teraz jednak protest zgłaszała wdowa po Sikorskim, osoba stojąca poza polityką, która przez całe życie próbowała dojść prawdy o śmierci męża i córki. Ten protest trudno było zlekceważyć. Nikt nie wie, co zdołała ustalić Helena Sikorska. Wiadomo jedynie, że w związku z nieuszanowaniem jej woli usunęła się z życia emigracji. Odeszła z Instytutu im. gen. Sikorskiego i zakończyła znajomość z wieloma ludźmi, którzy nie chcieli jej wysłuchać.
W prywatnym archiwum wdowy po Sikorskim zachowała się kopia jej ostatniego listu do gen. Mariana Kukiela. "Pisze Pan dalej, że staraniem mego ś.p. Męża było dążenie do ułożenia »życzliwej współpracy« z gen. Andersem. To jest prawda. A jak na to reagował gen. Anders? Zamiast, jak prawdziwy żołnierz, być posłusznym rozkazom swego Naczelnego Wodza, przeciwstawiał Mu się otwarcie na odprawie w Londynie, na której był obecny i Pan Generał - i w liście do Prezydenta Raczkiewicza żądał usunięcia mego Męża - a w końcu jawnym, zorganizowanym buntem, wraz ze swoją kliką dążył do zabójstwa swego Naczelnego Wodza. Pan Anders pragnie »pochylić czoła« przed grobem swego Naczelnego Wodza. Ten człowiek, którego mój ś.p. Mąż przywrócił do życia, był przecież główną przyczyną śmierci Jego, mojej ś.p. Córki i tylu wartościowych osób. To jest bezczeszczenie pamięci mego Męża. Na tym kończy się nasza wspólna korespondencja jak i znajomość".
Historyk stoi przed wyborem, czy ujawniać podobne dokumenty, czy pominąć je milczeniem. I może powinien milczeć. Tyle tylko, że Polacy w 63. rocznicę tragedii gibraltarskiej wciąż nie znają prawdy o tym dramacie.
Okładka tygodnika WPROST: 26/2007
Więcej możesz przeczytać w 26/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 1
  • antoni13@op.pl IP
    W sierpniu 2007 napisałem na WP \"Pan N. Davies ze znajomości Polski i naszej historii zrobił całkiem dochodowy biznesik. Czy nie nadszedł czas, aby w ramach rewanżu poprosić go o jedną, drobniusieńką przysługę? Nie widzę osoby lepiej do tego przygotowanej. Czy pan Davies nie mógłby odpowiedzieć na pytanie: *Kto i dlaczego zamordował gen. Sikorskiego?* Szlachectwem p. Daviesa nagrodzić nie możemy. Choć byłoby wówczas warto.\"
    Nic dodać, uważam, nic ująć.