Wojna słoniowa

Wojna słoniowa

Jak armii Hannibala udało się przekroczyć Alpy?
Starożytni Rzymianie byli zdumieni, gdy w 218 r. p.n.e. zobaczyli Hannibala, który wraz z wojskiem pokonał przedmurze Italii, jak nazywano dawniej ośnieżone ściany Alp. Archeolodzy do dziś nie wiedzą, w jaki sposób kartagiński wódz przebył tę zaporę wraz z tysiącami żołnierzy i dziesiątkami słoni bojowych, mimo chłodu, śniegu, lawin skalnych i ataków wojowniczych plemion Celtów. Badacze są jednak bliscy rozwiązania zagadki, nad którą historycy głowią się od ponad dwóch tysięcy lat. Patrick Hunt z Uniwersytetu Stanforda po przemierzeniu alpejskimi ścieżkami ponad 3,5 tys. km jest pewien, że tylko jedna przełęcz, którą tego lata zamierza spenetrować, spełnia wszystkie kryteria opisane w starożytnych dziełach. Jest nią Col de Clapier w zachodnich Alpach, położona ponad 2400 m n.p.m. Clapier leży prawie pół kilometra wyżej niż większość alpejskich przełęczy, a w jej siodle rozciąga się trawiasta równina. Wspaniały widok na równinę rzeki odpowiada opisowi Polibiusza z Megalopolis, historyka z II wieku p.n.e. Hannibal podobno pokazał ten widok żołnierzom, gdy ich morale podupadało.

Zaginiona przełęcz
Polibiusz uważał, że Hannibal przeszedł Alpy trasą północną. Przeczy mu przekaz rzymskiego historyka Tytusa Liwiusza spisany w "Historii Rzymu" prawie dwa wieki po przeprawie Hannibala. Liwiusz sugeruje trasę biegnącą bardziej na południe. Wielu dzisiejszych historyków uważa dzieło Polibiusza za bardziej wiarygodne. Polibiusz korzystał bezpośrednio z opisu wyprawy pióra jednego z towarzyszy Hannibala, Sosylusa z Lacedemonu, który w siedmiu księgach spisał historię wojen punickich. Liwiusz znał dzieła Sosylusa jedynie z późniejszych opracowań. Wydaje się również, że Polibiusz lepiej znał się na wojskowości, a także na górach - w swoim dziele wspomina, że sam przemierzył Alpy. Ani Polibiusz, ani Liwiusz nie zamieścili jednak dokładnego opisu wyprawy Hannibala, który pozwoliłby odtworzyć jej trasę. Mało tego, Polibiusz podaje, że było to zagadką już wtedy, gdy pisał swoją księgę.
Z opisów wynika, że droga, którą wojska Hannibala wspięły się pod górę, była łagodna, ale zejście - trudne i strome. Po drodze Kartagińczycy natykali się na miejscowe plemiona Allobrogów, więc trasa przemarszu musiała się znajdować w obrębie ich terytorium. Siodło przełęczy, na którym armia odpoczywała dwa dni, musiało być dostatecznie szerokie, aby pomieścić ponad 20 tys. piechoty, 6 tys. kawalerii i 37 słoni bojowych, nie wspominając o tysiącach mułów, które niosły zaopatrzenie. Trasa zejścia z przełęczy powinna biec północnym stokiem, według opisów, leżał tam jeszcze śnieg z poprzedniej zimy. Przeprawę kończył trzydniowy marsz na okolicę dzisiejszego Turynu, więc trasa nie mogła być zbyt wysunięta na południe.
Trasa przeprawy Hannibala musi spełniać 11 kryteriów wymienionych w starożytnych źródłach. Od 1994 r. członkowie Stanford Alpine Archaeology Project, z egzemplarzami dzieł Polibiusza i Liwiusza w rękach, przebadali 15 alpejskich przełęczy. Nawet biorąc pod uwagę erozję i zmiany geomorfologiczne, które zaszły w ostatnich dwóch tysiącach lat, ciągle można znaleźć miejsca odpowiadające opisom starożytnych autorów.
Najsłynniejszym manewrem Hannibala nie było przeprowadzenie przez alpejską przełęcz dziesiątków tysięcy żołnierzy, lecz 37 słoni bojowych. W 1959 r. brytyjski inżynier John Hoyte powtórzył wyczyn Kartagińczyka z 11-letnią słonicą indyjską Jumbo (wypożyczoną z ogrodu zoologicznego w Turynie). Na drogę przez Alpy przygotowano dla niej trzy tony żywności. Daje to niezłe wyobrażenie o ilości zapasów, które musiał transportować Hannibal. Uszyto też dla niej buty na grubych, skórzanych podeszwach (każdy z nich ważył 15 kg), a przed zimnem i urazami w wąskich przesmykach chroniły ją nakolanniki i ocieplana derka. Zjadała codziennie prawie 70 kg siana, 22 kg jabłek, 18 kg chleba, 9 kg marchwi i 20 dkg witaminy B. Wypijała też ponad 200 l wody. Mimo to Jumbo schudła w ciągu czterech dni prawie 140 kg.
Archeolodzy szukający dziś śladów przeprawy Hannibala nie mają łatwiejszego zadania niż kartagiński wódz. Hannibal spędził w Alpach kilkanaście dni. Patrick Hunt i jego ekipa - już ponad 12 sezonów. Na wysokości 1900-2600 m n.p.m. temperatury latem osiągają dziś najwyżej 6-14?C, a nocą potrafią spaść poniżej zera. Tam gdzie spotykają się cieplejsze masy powietrza znad Morza Śródziemnego i chłodniejsze znad północnej Europy, zalęgają mgły. Pewnego lata prace wykopaliskowe zostały przerwane w połowie lipca przez burzę śnieżną. Co roku archeolodzy w pełni gotowości do wyruszenia w teren śledzą prognozy meteorologów, wyczekując tych niewielu dni, gdy zimowe śniegi stopnieją, a nowe jeszcze nie spadną.

Zdziesiątkowana armia
Hannibal wyruszył w Alpy jesienią. Mógł się odważyć na tak ryzykowny manewr o tej porze roku. Badania lodowców oraz pierścieni przyrostów na drzewach pokazały, że w III wieku p.n.e. doszło do ocieplenia klimatu. Dzisiaj na wysokości, na której szedł Hannibal, czyli między 2 a 2,5 tys. m n.p.m., od połowy października temperatury spadają poniżej zera, ale ani Polibiusz, ani Liwiusz nie wspominają, by żołnierze cierpieli od odmrożeń.
Rzymski historyk Appian prawie cztery stulecia po przeprawie Hannibala oszacował, że wódz rozpoczął wyprawę z 90 tys. żołnierzy, a po 16 dniach do Italii dotarło zaledwie 25 tys. Bardziej realistyczny Polibiusz pisze o 38 tys. piechoty i 8 tys. kawalerzystów na początku wyprawy, ale i tak wiadomo, że mimo stosunkowo łagodnych warunków atmosferycznych armia Hannibala poniosła wielkie straty. Według Polibiusza, żołnierzy wyniszczyły przede wszystkim trudy przeprawy oraz głód, ponieważ armia utraciła wiele jucznych zwierząt podczas ataków i zasadzek wrogich plemion celtyckich.
Patrick Hunt podejrzewa, że armia Hannibala mogła zostać zdziesiątkowana przez choroby, być może nawet epidemię, która rozprzestrzeniła się wśród wyczerpanych chłodem i głodem żołnierzy. Na wąskich alpejskich ścieżkach kolumna wielotysięcznego wojska musiała się ciągnąć kilometrami. Podczas gdy pierwsi w szeregu maszerowali po dziewiczym, czystym śniegu, żołnierze z końca kolumny taplali się w błocie, zanieczyszczonym dodatkowo ekskrementami poprzedników oraz zwierząt jucznych, koni i słoni. W taki sam sposób mogła być skażona woda pitna.
W tak niesprzyjających warunkach w armii Hannibala mogła wybuchnąć epidemia cholery, wywołującej ostrą biegunkę i odwodnienie organizmu, często kończące się śmiercią w ciągu kilkunastu godzin. W wypadku cholery podatność na zachorowanie jest uzależniona między innymi od grupy krwi, a z opisów starożytnych autorów wiemy, że w wielonarodowościowej armii Hannibala, w której służyli Numidyjczycy, Iberoceltowie, Galowie, Balearczycy, Kartagińczycy i Libijczycy, jedni żołnierze chorowali częściej niż inni. Wojska mogły też zdziesiątkować pałeczki duru brzusznego, które podobnie jak bakterie cholery wylęgają się w wodzie zanieczyszczonej ekskrementami. Żołnierze mogli także zapaść na dyfteryt powodowany przez Corynebacterium diphtheriae lub tyfus wywołany przez Rickettsia prowazekii przenoszone podczas ugryzień pcheł i wszy.

Ogień na skałach
Archeolodzy ze Stanforda odtwarzają trasę Hannibala, analizując stopień zwietrzenia skał, układ porostów oraz zawartość pyłków roślin w glebie. Analizy chemiczne gleby pomagają określić miejsca, w których obozowali ludzie i zwierzęta. Komputerowe modele historycznego położenia lodowców wykorzystywane są do badania, w jaki sposób rzeźba terenu zmieniała się przez ostatnie dwa tysiące lat.
W dziele Liwiusza znajdujemy szczegóły techniczne przeprawy Hannibala. Ponieważ na ścieżce, którą pięły się wojska, zalegały głazy, inżynierowie kartagińscy polewali je wrzącym octem winnym i rozpalali na nich ogień. Spękane skały łatwiej było usunąć z trasy pochodu. Mimo że Polibiusz nic nie pisze o podobnych zabiegach, Patrick Hunt uważa, że taki sposób usuwania skał z drogi wojska jest możliwy. Jego ekipa zidentyfikowała na Col de Clapier pozostałości po ogniskach, których pochodzenie z czasów rzymskich potwierdziło datowanie metodą radiowęglową.
Napoleon Bonaparte uważał, że Hannibal przeszedł Alpy przełęczą Mont Cenis. Także dzisiaj nie wszyscy badacze zgadzają się z interpretacją Hunta. Historyk John Prevas uznał kilka lat temu, że Hannibal pokonał przełęcz Col de la Traversette, położoną na wysokości ponad 3000 m n.p.m. Hunt sądzi jednak, że zarówno wejście na tę wysokość, jak i zejście z niej byłyby za trudne dla żołnierzy i słoni Hannibala.
Hunt uważa, że 25 tys. ludzi i 37 słoni musiało pozostawić po sobie trwałe ślady. Na razie archeolodzy nie znaleźli w górach nawet jednej monety z podobizną Hannibala. Hunt przypuszcza jednak, że wszystko, co zgubili kartagińscy żołnierze, przemieściło się przez dwa tysiące lat (drobne obiekty mogą się łatwo przemieścić z lodowcami, wodami górskich strumieni czy lawinami). Głównym zadaniem ekipy archeologów jest teraz odtworzenie procesów hydrogeologicznych w rejonie Col de Clapier, aby ustalić, gdzie szukać artefaktów z czasów Hannibala. A to zadanie na lata.

Droga przez Alpy
Hannibal przeszedł przez Alpy przełęczą Col de Clapier, położoną ponad 2400 m n.p.m. - uważa Patrick Hunt z Uniwersytetu Stanforda. Naukowiec doszedł do tego wniosku po przemierzeniu alpejskimi ścieżkami ponad 3,5 tys. km. Clapier leży prawie pół kilometra wyżej niż większość alpejskich przełęczy, a w jej siodle rozciąga się trawiasta równina.

Hannibal Wielki
Postać kartagińskiego wodza fascynowała już starożytnych. Nawet jego wrogowie Rzymianie uważali go za potomka boga Marsa i uczyli się od niego strategii. Okrzyk "Hannibal ante portas" (Hannibal u bram) używany był dla wyrażenia strachu lub zaskoczenia. Hannibal nie grzeszył skromnością. Jeszcze za życia Kartagińczyka krążyła anegdota o jego spotkaniu ze rzymskim wodzem Scypionem Afrykańskim, który pokonał Hannibala w bitwie pod Zamą. Hannibal, zapytany przez Scypiona o trzech największych generałów w historii, na pierwszym miejscu wymienił Aleksandra Macedońskiego, na drugim Pyrrusa z Epiru, a na trzecim siebie. Scypion spytał: "Na którym miejscu umieściłbyś się, Hannibalu, gdybym cię nie pokonał?". "Na pierwszym" - brzmiała odpowiedź. Genialny manewr kartagińskiego wodza w Alpach nie przyniósł spodziewanych rezultatów - mimo wielu wygranych bitew nie doprowadził do zniszczenia potęgi Rzymu.
Okładka tygodnika WPROST: 28/2007
Więcej możesz przeczytać w 28/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także