Mężczyzna w czerwonym dresie

Mężczyzna w czerwonym dresie

Masz portret, więc jesteś!
Własne portrety zamawiają dziś biznesmeni i politycy, gangsterzy i zwykli zjadacze chleba. Jeszcze niedawno trzeba było wybrać się na warszawską Starówkę, pod krakowską Bramę Floriańską, na Krupówki lub do Kazimierza Dolnego. Teraz artyści reklamują się na stronie internetowej Allegro. Tam na aukcji za korzystną cenę można wylicytować własny konterfekt.

Swojska Mona Lisa
Sesje na żywo są już rzadkością, bo większość podobizn powstaje ze zdjęcia wysłanego mailem. Dzisiaj portret to zwykle prezent dla bliskiej osoby. – Co jakiś czas dostaję nowy portret. Zacząłem je otrzymywać, gdy mnie aresztowano. To były wyrazy sympatii mające podtrzymać mnie na duchu – mówi biznesmen Roman Kluska.
Najpopularniejsze są pastele. Kosztują 50-150 zł. To niedrogo, bo artysta nie musi tracić czasu na spotkania z klientem. – Witkacy, który miał słynną firmę portretową, zawsze narzekał, że musi oglądać rozmaite „gęby". W dobie fotografii cyfrowej i poczty elektronicznej nie miałby powodów do narzekania. Ja nie znam moich klientów – opowiada Monika Malinowska prowadząca firmę wykonującą portrety w technice olejnej (do dziesięciu w ciągu miesiąca). – Większość klientów żąda naturalistycznego wizerunku, bez jakichś ekspresji w stylu van Gogha – mówi Paweł Cebulak, właściciel studia portretowego w Krakowie. Zdarzają się jednak nietypowe życzenia. Mężowie chcą, by ich żony były portretowane na przykład w stylu Mony Lisy. Artysta z Ukrainy, który w Polsce zajmuje się malowaniem portretów, wspomina, że kiedyś pracował nad podobizną znanego gangstera. – Klient zażyczył sobie wielkiego płótna olejnego. Chciał wyglądać na nim jak szlachciura, ale na sesję przyszedł w czerwonym dresie, obwieszony złotymi łańcuchami. – Wykonałem ten portret, bo realizuję wszelkie zachcianki – opowiada.
Na polskim rynku portretowym nie brakuje też malarzy ze światowej elity. Barbara Kaczmarowska-Hamilton, absolwentka gdańskiej ASP, jest nadworną malarką brytyjskiej rodziny królewskiej. Maluje tylko z modela. Pozowali jej papież Jan Paweł II i brytyjska królowa matka. Jednym z bardziej wziętych polskich portrecistów jest Leszek Żegalski, który w szwajcarskim domu Tiny Turner malował holenderską królową Beatrix czy tenisistę Borisa Beckera. – Bezpośredni kontakt z modelem jest ważny, bo dobry portret, choć dziś rzadko kto o tym pamięta, pokazuje też osobowość – twierdzi Żegalski. Artysta przyjmuje zlecenia także od osób mało znanych – te płacą za wizerunek 15-20 tys. zł; celebrities muszą wyłożyć nawet 50 tys. euro.

Doda pędzla sztangisty
Muzykolog i dziennikarz Bogusław Kaczyński zaczął być portretowany, gdy miał 22 lata, dlatego uzbierał kilkadziesiąt swoich konterfektów. – Do dwóch jestem szczególnie przywiązany. Obydwa zostały namalowane przez artystów światowej sławy, a zarazem moich przyjaciół: Jerzego Dudę-Gracza i Andrzeja Majewskiego – wspomina Kaczyński. Kompozytor Wojciech Kilar ma trzy portrety, a śpiewak Wiesław Ochman może się pochwalić aż 11 portretami, wykonanymi m.in. przez Stanisława Baja, Stanisława Mazusia czy Czesława Rzepińskiego.
Aktor Zbigniew Zamachowski jest właścicielem manierystycznego w stylu oleju na płótnie, pamiątki po roli w filmie „Pierścień i róża". Prof. Jerzego Bralczyka z żoną namalowała przed laty Hanna Bakuła. – Ten portret kojarzy mi się ze stylem Witkacego – mówi Bralczyk. Portret showmana Kuby Wojewódzkiego z lat 80. wisi w mieszkaniu jego matki. U siebie Wojewódzki chętnie powiesiłby raczej karykaturę, na przykład autorstwa Andrzeja Mleczki. Z kolei piosenkarka Doda wielkim sentymentem darzy własną podobiznę pędzla ojca, znanego sztangisty i olimpijczyka. Portret wisi w domu rodziców w Ciechanowie.
O tym, że malarstwo portretowe rośnie w siłę, jest przekonany Andrzej Fogtt, autor ponad sześciuset portretów, w tym m.in. Wojciecha Siemiona, Adama Hanuszkiewicza czy Władysława Hasiora. – Popyt na portrety rośnie, bo fotografia nie oddaje całej sfery interpretacyjnej – mówi Fogtt. Edward Dwurnik tłumaczy to też odczuciami klientów, którym wydaje się, że na portrecie będą wyglądać korzystniej niż w rzeczywistości. U Fogtta swoje podobizny zamawiają przede wszystkim prawnicy, lekarze, dziennikarze i biznesmani. Płacą 3,5-10 tys. zł, a pozowanie trwa do czterech godzin. U Dwurnika, który portretował m.in. Dorotę Masłowską i Leopolda Ungera, mężczyźni pozują dwie godziny, a kobiety trzy. Za portret płacą 6-10 tys. zł. Więcej czasu trzeba spędzić w pracowni Andrzeja Okińczyca, który za wykonanie portretu bierze około 20 tys. zł. – Praca nad obrazem musi trwać długo. Może to być i kilka miesięcy. Z upływem czasu malarz nabiera obiektywizmu. Zaczyna zauważać najbardziej charakterystyczne cechy modela – twierdzi Okińczyc. Artysta przyznaje, że choć namalował setki portretów, zdarza się, że ma trudności z uchwyceniem podobieństwa lub charakterystycznej pozy.
– Jerzy Duda-Gracz chciał mi zrobić duży portret. Zaczął od malowania głowy i okazało się, że cała postać się nie zmieści i będę musiał mieć krótkie nóżki. Chciał nawet pociąć obraz, ale ostatecznie wziął drugie płótno i namalował znakomity portret w ciągu dwóch godzin – opowiada Wiesław Ochman. Z kolei Andrzej Fogtt wykonał dwa portrety Władysława Hasiora, jeszcze przed śmiercią artysty. Dwa lata później rzeźbiarz przyśnił mu się i Fogtt stworzył w nocy jeszcze jeden jego portret. Uważa, że wyszedł dużo lepiej niż te malowane z natury.
Okładka tygodnika WPROST: 31/2007
Więcej możesz przeczytać w 31/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także