Śmierć królowej sportu

Śmierć królowej sportu

Nadciągnęła jesień lekkiej atletyki. Po niej nadejdzie zima – i niewielkie szanse na wiosnę. A wszystko przez brak specjalistów od marketingu sportowego.
Kiedyś zawodami lekkoatletycznymi żył cały świat. Na igrzyskach olimpijskich zmagania lekkoatletów było prawdziwym świętem – stąd określenie "królowa sportu". To już przeszłosć. Skandale dopingowe podważyły wiarygodność wysiłku sportowców i sprawiły, że od tej dyscypliny odwrócili się kibice. Efekt? Dziś kompletnie nikogo nie interesuje, które miejsce zajmie Jesień, Plawgo i Skolimowska, jaki wynik padnie w pojedynku Asafy Powella z Tysonem Gayem oraz czy Isinbajewa pobije kolejny rekord świata.

W podobny sposób doping zniszczył kolarstwo. Ale ta dyscyplina świetnie z tego wybrnęła. W relacjach z ostatniego Tour de France 80 proc. informacji dotyczyło sterydów, kontroli antydopingowych, czy spekulacji, który zawodnik jedzie na szprycy. To chwyciło. Ten wyścig już dawno nie miał takiej oglądalności jak w tym roku. Marketingowcy Tour de France umieścili go na pierwszej linii frontu w walce z dopingiem – i wygrali. Wyścig miał popaść w niebyt, a tymczasem - jak co roku - żyło nim pół świata. Taką samą szansę miała lekkoatletyka, ale ją przegapiła. Zabrakło tam specjalisty od marketingu sportowego z wizją. Prawdopodobnie za kilka-kilkanaście lat lekkoatletycznymi wynikami będzie się interesowało tyle osób, ile dziś interesuje się pięciobojem nowoczesnym.

Czytaj także

 0