Na stronie - Klony ojca dyrektora

Na stronie - Klony ojca dyrektora

W Polsce działają tysiące Rydzyków i to oni tworzą potęgę Radia Maryja
Matka omal nie zeszła na serce. Wróciła z kościoła, rzuciła na stół parafialną gazetkę i poprosiła o krople. W gazetce stało, że ja, jej syn, jestem Żydem. I dlatego latami perfidnie niszczę Kościół. Autor powoływał się na opinie „autorytetu Radia Maryja, profesora Jerzego Roberta Nowaka". Pobiegłem po krople, bo jak ta biedna matka teraz wytłumaczy koleżankom z kółka różańcowego, że nie jestem Żydem. Ja nie miałbym zresztą nic przeciw temu, ale nie one. Powiedziałem twardo: „Nikomu nie wytłumaczysz. Niczego!”. I dałem potrójną dawkę kropli.
Oczywiście najmniej można wytłumaczyć samemu Jerzemu Robertowi Nowakowi. Ten wprawdzie zdemaskował wszystkie „pseudoautorytety", ale siebie pominął. Pisze i gada jak najęty – ale ani słowa o współpracy z SB czy choćby z PRL-owskimi partiami. Próbuje to nadrobić Dorota Kania (vide: „Agent Rydzyka”). Tylko czy kogoś z wyznawców radia przekona? Wątpliwe, z Nowakiem na czele. Z jednego powodu – ojciec Rydzyk czy Jerzy Robert Nowak nie mówią swym słuchaczom niczego nowego. W polskim Kościele kilkumilionowa frakcja wiernych, którzy łączą katolicyzm z antysemityzmem, nie powstała tak z wtorku na środę. Bo jeden ksiądz coś tam powiedział przez radio? Jeżeli tak to działa, to niech przez radio pogada ksiądz Boniecki z „Tygodnika Powszechnego”. I wygeneruje trzy miliony „katolików otwartych”. Tak z czwartku na piątek. Otóż nie.
Ksiądz Boniecki nie wygeneruje nawet pięciu tysięcy, a ojciec Rydzyk pięć milionów ma na pstryknięcie. Bo Rydzyk czy Jerzy Robert Nowak mówią polskim katolikom to, co tysiące klonów Rydzyka mówiło im z ambon od dziesięcioleci. Przesada? No to wystarczy posłuchać komunikatów: gdzie w tym tygodniu gości Radio Maryja. Co drugi, trzeci dzień w jakiejś parafii, w najdalszych zakątkach Polski. W centrum też. Do wyboru, do koloru. Jest zapraszane, goszczone, fetowane. Kazania „ojców prowadzących" są przerywane oklaskami. Od lat.
Dlaczego akurat ja się tak wymądrzam? Bo to ja napisałem pierwszy tekst o Radiu Maryja. Był początek lat 90. Tłukłem się „maluchem" na jakiś festiwal do Gdańska. W okolicach Torunia włączyłem radio i natychmiast dałem po hamulcach. Wygrzebałem z plecaka dyktafon i zacząłem nagrywać. Jak w redakcji opowiem, co słyszałem w jakimś lokalnym radiu o nazwie Maryja, to mi nikt nie uwierzy. Z głośnika leciała agitka wymierzona w żydomasonerię, która trzęsie Polską. Śmiało i po nazwiskach. Za Toruniem sygnał zanikł. Wróciłem i dalej dzwonić do tej „rozgłośni Maryja”. Żeby sprawdzić. Bo też mi się wydawało, że się przesłyszałem. Ale jak ja do nich, że dzwonię z prasy, to oni odkładali słuchawkę. Zebrałem więc cytaty, napisałem tekst. I się zaczęło. Nie, nie ze strony radia. Rzucili się na mnie koledzy dziennikarze, zadzwonił z pretensjami Piotr Kuncewicz, wówczas prezes Związku Literatów Polskich. Na ulicy zaczepiali mnie znajomi. Wszyscy zgodnym chórem zarzucali mi jedno: „Nie ma w Polsce takiej rozgłośni! Zmyśliłeś to wszystko! Nikt nie uwierzy, że kościelne radio w ojczyźnie papieża szuka żydowskich spisków. Absurd i kłamstwo!”. Przekonywałem, że mam to na taśmach. Machali ręką i żegnali się pospiesznie.
Minęło 15 lat. Teraz o Radiu Maryja wszyscy wiemy znacznie więcej niż ja wtedy. Tylko nikt nie wie, co z tym radiem zrobić. Ja też.

Okładka tygodnika WPROST: 37/2007
Więcej możesz przeczytać w 37/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 1
  • asertywny IP
    cieniutko , po piętnastu latach obcowania z tematem ,cieniutko .