Solorz: nie współpracowałem, ale podpisałem

Solorz: nie współpracowałem, ale podpisałem

Dodano:   /  Zmieniono: 
Nie współpracowałem ze służbami PRL, choć w 1983 r. podpisałem umowę o współpracy - zeznał w sądzie właściciel Polsatu Zygmunt Solorz-Żak. Pozwał on "Nasz Dziennik" za podanie, że "chętnie współpracował" z tajnymi służbami PRL, które miały mu pomóc w działalności gospodarczej.

W pozwie o ochronę dóbr osobistych Solorz-Żak żąda, by Sąd Okręgowy Warszawa-Praga nakazał wydawcy "NDz" przeprosiny i wpłatę 100 tys. zł na Fundację Polsat za artykuł pt. "Solorz chętnie współpracował" z listopada 2006 r. Według "NDz", dzięki współpracy jako agent "Zeg", Solorz-Żak otrzymał wsparcie służb PRL w działalności gospodarczej; miał też kontynuować współpracę po 1989 r. ze służbami wojskowymi.

On sam nie zaprzecza, że w 1983 r. podpisał zobowiązanie do współpracy, zapewnia jednak, że do faktycznej współpracy nie doszło. "To były tylko próby pozyskania mnie do współpracy" - zeznał w sądzie. Dodał, że - wbrew temu co pisał "NDz" - tym bardziej "nie współpracował chętnie". Zapewnił, że podczas "wymuszonych" spotkań z esbekami nie przekazywał im żadnych innych informacji niż tylko o sobie; był przez nich pytany m.in. o nielegalne opuszczenie Polski w latach 70., o to co robił na Zachodzie i z kim się kontaktował.

Solorz-Żak przyznał, że SB interesowało się nim, bo woził wtedy dary z Niemiec do Polski. "Mówiłem im, że znam tam misję katolicką, że znam księdza, ale nie udzielałem żadnych donosów" - oświadczył. Dodał, że nieprawdą są stwierdzenia z jego akt z IPN, że przekazał informację o paczce do opozycjonisty, w której miała być farba drukarska. "Tam był lakier do aut" - dodał. Podkreślił, że z akt IPN wynika, że SB uznała go za mało przydatnego agenta.

"Moim zdaniem kontakty ze służbami nie miały żadnego wpływu na moją działalność gospodarczą; nie pamiętam, bym prosił kogoś o jakąś interwencję" - zeznał Solorz-Żak. "Wszystko co mam zarobiłem ciężką pracą i nikt mi nie pomagał" - dodał. "Nie jest też prawdą, że dostałem koncesję dla Polsatu dzięki takim związkom" - zapewnił Solorz-Żak.

Zaprzeczył, by miał jakiekolwiek kontakty ze służbami wojskowymi i "nic mu nie wiadomo" by to WSI pomogły w tej koncesji. Solorz- Żak dodał, że w latach 90. służby utrudniały mu starania o nią. Powołał się na notatki UOP dla KRRIT z 1994 r., w których była mowa o "niejasnych źródłach finansowania" Polsatu (notatki na wniosek pozwanych są dowodem w procesie). Adwokat powoda mec. Janusz Mika złożył sądowi dowody bankowe i podatkowe, by wykazać, że "źródło dochodów było legalne".

Powód podkreślał, że w notatkach UOP nie ma nic o kontaktach z SB. "Na zapotrzebowanie polityczne wracacie państwo do spraw już dawno wyjaśnionych" - dodał właściciel Polsatu, zwracając się do adwokatki "NDz". Podkreślił, że "NDz" nie pytał go o całą sprawę przed swą publikacją.

Adwokat "NDz" mec. Krystyna Kosińska wypytywała powoda m.in. o jego paszporty i inne dowody osobiste. "Były legalne" - mówił Solorz-Żak, choć przyznał, że miał krótko w Niemczech prawo jazdy na nazwisko kolegi.

Mec. Kosińska powiedziała PAP, że powód posługiwał się w jednym czasie rożnymi dokumentami na różne nazwiska, co - jej zdaniem - oznacza, że służby PRL tolerowały taki stan. Według niej, zeznania powoda były w części korzystne dla pozwanych, bo przyznał on, że "pewne fakty są prawdziwe, a ich oceny mogą być różne". Proces odroczono do końca października.

"NDz" w ramach tzw. zabezpieczenia powództwa ma sądowy zakaz pisania o domniemanej współpracy Solorza-Żaka ze służbami PRL. Podobne zakazy wydały sądy w innych procesach wytoczonych przez właściciela Polsatu za informacje o jego współpracy z SB - TVP oraz prof. Andrzejowi Zybertowiczowi. Ponadto Solorz-Żak pozwał szefa komisji weryfikacyjnej WSI Antoniego Macierewicza, żądając przeprosin i 50 tys. zł zadośćuczynienia za jego słowa, że był on agentem wywiadu PRL, który miał mieć wpływ na powstanie i działania Polsatu.

ab, pap