Ruszył proces za "konta lewicy"

Ruszył proces za "konta lewicy"

We wtorek zaczął się proces cywilny, jaki SLD wytoczył b. szefowi MSWiA Januszowi Kaczmarkowi za jego wypowiedzi w sprawie zagranicznych kont lewicy. Kaczmarek wystąpił już do ministra sprawiedliwości o zwolnienie go z tajemnicy - by przed sądem mógł zeznać, co wie.
W pozwie do Sądu Okręgowego w Warszawie liderzy SLD Wojciech Olejniczak i Grzegorz Napieralski żądają od Kaczmarka przeprosin w mediach i wpłaty 15 tys. zł na cel społeczny. Chcą by w największych czterech gazetach przeprosił on na swój koszt SLD za - jak twierdzą - nieprawdziwą wypowiedź dla RMF, że widział listę polityków SLD, którzy mają konta w Szwajcarii, ze środkami pochodzącymi prawdopodobnie z przestępstw.

"Takiej listy nie ma, bo jeśli by była, już dawno te osoby byłyby zatrzymane" - powiedział w sądzie PAP pełnomocnik SLD mec. Jacek Dubois.

"Mój klient nie zaprzecza swoim słowom" - mówił mec. Mieczysław Hebel, pełnomocnik Kaczmarka, który nie chciał rozmawiać w sądzie z dziennikarzami.

W maju tego roku, jako minister, Kaczmarek mówił, że są politycy SLD, którzy mają konta za granicą, a pieniądze na nich prawdopodobnie pochodzą ze źródeł przestępczych. Nie podał żadnych nazwisk. Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro odmówił wtedy potwierdzenia, że Szwajcaria zgodziła się przekazać listę tych kont - jak podawały media. Katowicka prokuratura, która zwróciła się o pomoc prawną do Szwajcarii, podała, że nie prowadzi osobnego śledztwa co do kont polityków.

Wiadomo, że według zeznań oskarżonego m.in. o korupcję lobbysty Marka Dochnala, tajne konta mieli posiadać w Szwajcarii b. prezydenccy ministrowie Marek Siwiec i Marek Ungier, b. minister gospodarki Jacek Piechota, b. minister skarbu Wiesław Kaczmarek, b. szef resortu zdrowia Mariusz Łapiński i b. szef NFZ Aleksander Nauman. Zaprzeczali oni tym informacjom.

Wypowiedzi Ziobry i Kaczmarka na temat domniemanych kont lewicy skrytykowały SLD i PO. SLD zapowiedział, że "jeśli te pomówienia nie skończą się", to wystąpi do sądu. W końcu SLD pozwał Kaczmarka o ochronę dóbr osobistych; wystąpił też z prywatnym aktem oskarżenia wobec niego (za zniesławienie w mediach grozi nawet do 2 lat więzienia).

Ponadto SLD zawiadomił prokuraturę o przestępstwie przekroczenia uprawnień przez Kaczmarka. Dubois poinformował, że śledztwo w tej sprawie umorzono jeszcze jak Kaczmarek był szefem MSWiA, a SLD nie wniósł zażalenia na tę decyzję, skoro jest on już tylko "osobą fizyczną".

"Jeśli SLD wytoczy mi proces, podzielę się z sądem swą wiedzą o tym, jakie osoby miały konta, w jakich bankach, i z kim są one powiązane" - tak Kaczmarek komentował w maju zapowiedź procesu. "Wszystkie moje wypowiedzi są wyważone i mają swe odzwierciedlenie w faktach" - dodał.

We wtorek Kaczmarek powiedział, że wystąpił już do Ziobry o zwolnienie go z obowiązku zachowania tajemnicy państwowej i służbowej na potrzeby tego procesu. Do czasu zwolnienia go z tajemnicy pełnomocnicy Kaczmarka nie chcieli zająć merytorycznego stanowiska w sprawie.

Złożyli zaś oni wniosek formalny o odrzucenie pozwu bez jego merytorycznego badania, bo - ich zdaniem - tylko Zarząd Krajowy SLD może reprezentować partię na zewnątrz, a nie jej przewodniczący i sekretarz generalny. Mec. Dubois zapewniał, że pozew ma prawidłowych autorów, ale zgodził się na ewentualne "uzupełnienie braków" pozwu. Proces odroczono bezterminowo.

Kaczmarka odwołano w początkach sierpnia z MSWiA, bo "znalazł się w kręgu podejrzenia" w sprawie przecieku z akcji CBA w resorcie rolnictwa. 30 sierpnia zatrzymano go, razem z b. szefem policji Konradem Kornatowskim i ówczesnym szefem PZU Jaromirem Netzlem. Ma zarzut zatajenia spotkania z Ryszardem Krauzem w lipcu w hotelu Marrriott i utrudniania śledztwa w sprawie przecieku z akcji CBA - za co grozi do 5 lat więzienia. Nie zarzucono mu zdrady tajemnicy samej akcji. Sąd uznał potem jego zatrzymanie za "bezzasadne i nieprawidłowe". Kaczmarek mówi, że nie był źródłem przecieku; nie ujawnia jednak, dlaczego ukrywał spotkanie z Krauzem.

pap, ss

 0

Czytaj także