Mit eutanazji

Mit eutanazji

Już 37 proc. Polaków chce, by lekarze uśmiercali pacjentów na życzenie
Legalizacja eutanazji nie grozi, jak się obawiano, masowym uśmiercaniem nieuleczalnie chorych. Nie doprowadzi nawet do wzrostu liczby wypadków przyspieszania zgonów na życzenie – przekonuje prof. Margaret Pabst Battin, bioetyk z University of Utah. Uczona badała, jak przebiega eutanazja w dwóch miejscach na świecie, gdzie została zalegalizowana – w Holandii i w amerykańskim stanie Oregon.

Nieuzasadniony lęk
– Nie znaleźliśmy nic, co by wskazywało na to, że lęk przed legalizacją eutanazji jest uzasadniony – mówi Battin. Z badań wynika, że jedynie chorzy na AIDS umierali na życzenie 30 razy częściej w wyniku eutanazji bądź pomocy w samobójstwie niż inni. Ale to nie jest zaskoczeniem. – Od dawna wiemy, że odsetek chorych na AIDS kończących życie w taki sposób jest wysoki. Szczególnie wyraźnie było to widoczne tam, gdzie mieszkają silne społeczności gejowskie, jak San Francisco. Nie powinno dziwić, że ta grupa korzysta z legalnej eutanazji – uważa Battin.
Średni wiek, w którym ludzie decydowali się na eutanazję lub pomoc w samobójstwie, wynosił 70 lat. Zaprzecza to podejrzeniom, że śmierć jest wymuszana na osobach w zaawansowanym wieku, czyli po 80. roku życia, gdy są one największym obciążeniem dla rodziny i służby zdrowia.
Z badań wynika, że osoby nie mające ubezpieczenia (dotyczyło to Oregonu, ponieważ w Holandii wszyscy są ubezpieczeni) to zaledwie 1 proc. poddających się eutanazji, a dwie trzecie z nich miało prywatne ubezpieczenie. Znacznie częściej eutanazję wybierały osoby z wyższym wykształceniem (41 proc.) niż z podstawowym i średnim bez matury (9 proc.). Ośmiu na dziesięciu pacjentów cierpiało na raka.
– Wydaje się, że osoby proszące o pomoc w samobójstwie to przedstawiciele grup o wysokim statusie społecznym, materialnym i zawodowym. Odwrotnie, niż uważają przeciwnicy eutanazji – mówi Battin. Oczywiście, nie można wykluczyć, że pacjenci z grup szczególnie podatnych na nadużycia nie byli diagnozowani w taki sam sposób jak inni chorzy oraz że nie byli nakłaniani do podjęcia decyzji o eutanazji.

Holenderskie nadużycia
Jednym z głównych argumentów przeciwników eutanazji jest obawa, że zgoda na jedno ustępstwo wymusi następne. – To obawa nie tylko przeciwników, ale i propagatorów wprowadzenia stosownych regulacji prawnych. Ci drudzy obawiają się, że jeśli procedura pozostanie poza kontrolą, nadużycia dotkną głównie pacjentów z grup szczególnego ryzyka – mówi prof. Battin. Tak było w Holandii, gdzie zdarzało się namawianie do eutanazji, przedwczesne uśmiercanie osób, których choroby nie były śmiertelne. Rząd holenderski uznał, że trzeba wprowadzić ustawę pozwalającą państwu kontrolować sytuację. Dzięki temu zmniejszyła się liczba eutanazji niedobrowolnych. – Nowa ustawa wywiera presję na lekarzy, obligując ich do zgłaszania wypadków eutanazji i opisywania ich w raportach potwierdzających, że rygory wykluczające nadużycia były przestrzegane.
– Wciąż niewiele ponad połowa wypadków eutanazji jest zgłaszana – mówi dr hab. Jan Hartman, kierownik Zakładu Filozofii i Bioetyki Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego. W krajach, gdzie nie ma takiego ustawodawstwa, nic nie wiadomo o wypadkach eutanazji, choć można podejrzewać, że jest wykonywana. We Francji ponad dwa tysiące pracowników szpitali przyznało, że regularnie dokonują eutanazji, i podpisało apel opublikowany w tygodniku „Le Nouvel Observateur", domagając się jej legalizacji.
– Brak odpowiedniego ustawodawstwa powoduje, że eutanazja jest zabroniona, ale tylko na papierze. Dlatego konieczne jest zerwanie z udawaniem, że u nas eutanazji nie ma, bo jest zakazana. Potrzebne jest nam prawo, które podejmie próbę zapanowania nad opieką paliatywną, tzw. sedacją terminalną, czyli znieczuleniem przedśmiertnym polegającym na podaniu medykamentów wyłączających świadomość i mogących przyspieszyć śmierć – uważa dr Hartman. Przy dzisiejszych możliwościach medycyny trudno postawić wyraźną granicę między przerwaniem uporczywego leczenia, zaprzestaniem intensywnej terapii, a tym, co można nazwać eutanazją.
Według CBOS, 37 proc. Polaków uważa, że lekarze powinni spełniać wolę cierpiących, nieuleczalnie chorych, którzy chcą podania środków przyspieszających śmierć. Przeciwnych jest 46 proc. respondentów. Akceptacja pomocy w samobójstwie przeważa wśród młodych – w grupie wiekowej 18-34 lata. Prawie połowa z nas (48 proc.) uważa, że dopuszczalne jest odłączenie na prośbę rodziny specjalistycznej aparatury podtrzymującej funkcje życiowe pacjenta, który od dawna jest nieprzytomny, ma uszkodzony mózg i jest pewne, że nigdy nie będzie mógł żyć normalnie. Czterech na dziesięciu ankietowanych uważa, że jest to niedopuszczalne.

Prawo do śmierci
W Holandii prawo wprowadzone w 2002 r. zezwala lekarzom na przepisanie leków powodujących śmierć, które pacjent sam zażywa. Można przeprowadzić dobrowolną eutanazję, polegającą na tym, że lekarz podaje środek kończący życie. Ustawa nie wymaga, by pacjent był chory terminalnie, mówi jedynie o sytuacjach, gdy cierpienie chorego jest nie do zniesienia. Pacjent musi wyraźnie poprosić o eutanazję. W Holandii każdego roku umiera 136 tys. osób, w tym 1,7 proc. na skutek eutanazji, a 0,1 proc. dzięki pomocy w samobójstwie.
W Oregonie w 1994 r. wprowadzono tzw. akt godnej śmierci. Pozwala on przepisać śmiertelną dawkę leków pacjentowi, który został zdiagnozowany przez dwóch lekarzy jako śmiertelnie chory, mający przed sobą mniej niż pół roku życia. W ciągu pierwszych dziewięciu lat od wprowadzenia ustawy 456 chorych otrzymało receptę na leki, ale tylko 292 z niej skorzystało.
Eutanazję zalegalizowano w Belgii. W Szwajcarii od 1942 r. prawo zezwala na przepisanie leków przyspieszających śmierć. Jest to nielegalne tylko w wypadku, gdy lekarzem kierują egoistyczne pobudki. – Badania przeprowadzone przez uniwersytet w Zurychu w 2001 r. sugerują, że w Szwajcarii eutanazja może być najbardziej rozpowszechniona na świecie. Jest to jedyny kraj, gdzie praktykowana jest turystyka eutanazyjna – podkreśla dr Hartman.
Śmierć na życzenie oferuje organizacja Dignitas, która w ciągu ośmiu lat działalności przeniosła na tamten świat ponad 800 osób. Połowę stanowili Niemcy. Kilka dni temu z pomocy organizacji skorzystała 57-letnia Polka. Po dobrowolnym przyjęciu śmiertelnej dawki leków, za które zapłaciła 5,5 tys. franków szwajcarskich, zmarła.
W Polsce eutanazja jest zabroniona, ale to nie znaczy, że nie występuje. Zdaniem dr. Hartmana, dotyczy około 0,5 proc. zgonów. Takie szacunki są podawane we Włoszech, kraju kulturowo zbliżonym do naszego. – Wątpię jednak, by istniało w Polsce zagrożenie nadużywaniem tej procedury i jej szczególnej popularyzacji – uważa dr Hartman. Chodzi o to, by eutanazja przestała być tematem tabu.
Okładka tygodnika WPROST: 42/2007
Więcej możesz przeczytać w 42/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 1
  • stani IP
    Jestem za prawem do godnej śmierci, dobrej , bezbolesnej