Sukces na wyrost

Sukces na wyrost

Na szczycie Unii Europejskiej w Lizbonie Polsce udało się wywalczyć maksimum z minimum
Europa wyjątkowo zgodnie świętuje sukces lizbońskiego szczytu i przyjęcie traktatu reformującego. Czy jednak nie sprawdza się stara zasada, że gdy wszyscy się cieszą, nikt nie jest zadowolony? Radość może się bowiem okazać przedwczesna. Jeśli traktat zostanie poddany pod głosowanie w referendach, może zostać odrzucony. I unia znajdzie się w punkcie wyjścia.

Sarko i ostatni mohikanie
Polska delegacja jechała do Lizbony jako potencjalny „troublemaker". Bo choć większość ważnych kwestii została ustalona na czerwcowym szczycie w Brukseli, diabeł tkwił w szczegółach, czyli na przykład w tzw. mechanizmie z Joaniny. Polska deklarowała, że jeśli jej propozycje nie zostaną uwzględnione, to przyjęcie traktatu się opóźni. Polskiej delegacji pozycję przetargową utrudniała kampania wyborcza i brak poparcia ze strony opozycji. Jak jednak przyznają unijni dyplomaci, Lech Kaczyński pozytywnie ich zaskoczył. Oceniają, że rozsądnie negocjował, nie prąc do starcia na noże.
Portugalska prezydencja dobrze się przygotowała do szczytu – zaproponowała kompromisowe i korzystne dla Polski zapisy. W rozmowach „w cztery oczy" z prezydentem Polski poza portugalskim premierem José Socratesem, premierem Włoch Romano Prodim i stałym uczestnikiem takich debat, czyli Luksemburczykiem Jeanem-Claude'em Junckerem uczestniczył także prezydent Francji Nicolas Sarkozy. Sarko, który już podczas czerwcowego szczytu był mediatorem między Lechem Kaczyńskim a Angelą Merkel, teraz ponownie przyjął rolę negocjatora, mającego – jak sam twierdzi – wpływ na decyzje polskich polityków.
To, co się udało wywalczyć Polsce, można nazwać maksimum z minimum. Przede wszystkim tzw. Joanina została wpisana do protokołu. Polska będzie więc mogła odwlekać przyjęcie niekorzystnych dla siebie decyzji na „rozsądny czas", czyli przez kilka miesięcy. Tego chcieliśmy. Ale zapis dotyczy nie tylko Polski, lecz wszystkich krajów unijnych. Poza tym nie wiadomo, czy przyszła polska ekipa nie skłoni się do zdania większości i nie będzie chciała zrezygnować z mechanizmu z Joaniny.
Niekwestionowanym sukcesem Polski jest to, że będziemy mieli stałego rzecznika generalnego w Trybunale Sprawiedliwości w Strasburgu. Jest to o tyle ważne, że trybunał podejmuje decyzje w kwestiach dotyczących wykładni unijnego prawa. Stałych rzeczników będzie mieć tylko sześć największych krajów wspólnoty, pięć pozostałych będzie miało rzeczników wymienianych rotacyjnie i będą oni reprezentować mniejsze kraje. – Opinia rzecznika jest wiążąca dla trybunału. Z reguły decyzje są podejmowane właśnie na podstawie tych opinii. Choć teoretycznie rzecznik, którym jest renomowany prawnik, nie reprezentuje swego kraju, może uwrażliwiać unię na stanowisko danego państwa, pozwalać je zrozumieć – mówi Rafał Trzaskowski z Kolegium Europejskiego w Natolinie.
Polsce nie udało się, niestety, zwiększyć liczby eurodeputowanych, co udało się Włochom. Rzym miał jednak inną pozycję wyjściową: walczył tylko o miejsca w Parlamencie Europejskim i mógł sobie pozwolić na tupanie nogami.

To samo, ale inaczej
Traktat, który zostanie uroczyście podpisany 13 grudnia w Lizbonie, jest potocznie nazywany minitraktatem. Brzmi to jak żart, bo objętościowo jest nawet większy od poprzedniej wersji – tzw. konstytucji europejskiej. Termin „minitraktat" wymyślił Nicolas Sarkozy, aby uspokoić opinię publiczną we Francji. Między odrzuconą przez Francuzów i Holendrów eurokonstytucją a tym traktatem nie ma wielkich różnic, poza brakiem preambuły, przez co odpada problem odwoływania się w dokumencie do Boga i tradycji chrześcijańskiej. Różny jest też system liczenia głosów w radzie. Nie będzie też wprowadzenia unijnych symboli (hymn, flaga). – Obywatelom Unii Europejskiej sprzedaje się więc niemal ten sam towar, ale z inną etykietką – uważa duński eurodeputowany Jens-Peter Bonde.
Na mocy traktatu zostanie m.in. powołany przewodniczący rady (wybierany na 2,5-letnią kadencję quasi-prezydent), przedstawiciel UE ds. polityki zagranicznej, mający do dyspozycji korpus dyplomatyczny (ale nie będzie nosić tytułu ministra spraw zagranicznych wspólnoty), zostanie zmniejszona liczba komisarzy – do 18. Poza Wielką Brytanią i Polską obowiązywać będzie „Karta praw podstawowych". Traktat daje więc solidne podstawy unijnej polityki zagranicznej. Zapisana została także solidarność energetyczna, choć jest to tak ogólnie sformułowane, że jest bardziej sloganem niż praktycznym ustaleniem.
Radość sygnatariuszy minitraktatu może być przedwczesna. Teoretycznie dokument mógłby zostać przyjęty już w 2009 r., po tym jak go ratyfikują poszczególne stolice. Jak jednak przypomina „Financial Times", większość (ponad 70 proc.) obywateli największych krajów UE (Wielka Brytania, Francja, Niemcy, Hiszpania, Włochy) domaga się referendum w sprawie ratyfikacji dokumentu. Zgodnie z prawem, tylko Irlandia musi przeprowadzić referendum, reszta krajów może go ratyfikować na przykład w parlamentach.
Po porażce referendalnej we Francji i Holandii żaden polityk nie powtórzy tego błędu. Obywatele mogą sobie chcieć głosować, ale decyzja zostanie podjęta ponad ich głowami. W niezręcznej sytuacji jest z tego powodu brytyjski premier Gordon Brown. Po tym, jak mimo obietnic nie ogłosił wyborów, jego pozycja w kraju osłabła. Konserwatyści oskarżają go o zbyt słabe pilnowanie brytyjskich interesów. Brown nie zaryzykuje w takiej sytuacji rezygnacji z referendum. A jeśli będzie głosowanie, to Brytyjczycy zapewne traktat odrzucą. W takiej sytuacji Europa znalazłby się w punkcie wyjścia i cała zabawa mogłaby się zacząć na nowo.


José Manuel Barroso
przewodniczący Komisji Europejskiej
Europa potrzebujetraktatu, by wyjść z impasu. Od czasu przegranego referendum we Francji i Holandii utknęliśmy w martwympunkcie. Sukces w Lizbonie sprawia, że niezbędne zmiany instytucjonalne się dokonają. Przyjęte zapisy dają szansę, że łatwiej będzie podejmować decyzje. Najważniejsze jednak, że Europa zacznie mówić jednym głosem. Głos Polski nie mógł być zignorowany i dobrze się stało, że znaleźliśmy kompromis.


Okładka tygodnika WPROST: 43/2007
Więcej możesz przeczytać w 43/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0