Polska bez opozycji

Polska bez opozycji

Rząd Leszka Millera ma niemal wszystko, co jest potrzebne do sprawnego rządzenia: ogromną większość w Sejmie, zdyscyplinowanych ministrów, przewagę w komisjach sejmowych i ogromną większość w Senacie. Brakuje mu tylko jednego - silnej opozycji, która byłaby w stanie efektywnie kontrolować władzę. Bez tego rządzący popadają w pychę, zaczynają wierzyć we własną nieomylność, ignorują mechanizmy samokontroli. W efekcie najczęściej mamy korupcję, nepotyzm i upartyjnienie państwa.

Rząd Jerzego Buzka nie był rządem mniejszościowym, był rządem pozbawionym jakiegokolwiek zaplecza w Sejmie, czyli rządem pozaparlamentarnym. Większość w Sejmie posiadała potężna, zwarta opozycja z SLD. Po wyborach miało być normalnie - jest na odwrót. Krajem rządzi zjednoczony, silny blok koalicyjny, który nie ma szans "cywilizowania się" w starciu z opozycją. Jest ona tak słaba, podzielona i pozbawiona świeżych pomysłów, że tworzy raczej pseudoopozycję. Jej mało wyraziści przywódcy, zamiast od poczaątku energicznie przeciwstawiać się rządzącym, zajmują się wzajemnym podgryzaniem i frakcyjnymi walkami.

Bić swoich
Co opozycja ma do zaproponowania wyborcom? - Obóz postsolidarnościowy się rozpłynął, jest skłócony i nieobliczalny. Nie wiadomo, co jego przywódcy powiedzą za tydzień. Mogą więc trochę przeszkadzać w rządzeniu, ale nie przedstawią wspólnie pozytywnych propozycji - ocenia prof. Andrzej Paczkowski, historyk. Platforma Obywatelska, wzorem dawnej AWS, zużywa energię nie na zdobywanie poparcia wyborców, lecz na wewnętrzne rozrachunki, czyli pozbywanie się frakcji Artura Balazsa.
Prawo i Sprawiedliwość poprzestaje na tradycyjnej retoryce antykomunistycznej i zużytych, przejmowanych zresztą już przez lewicę, hasłach zwalczania przestępczości. Z kolei Liga Polskich Rodzin ze swoją narodową, antyeuropejską, antykomunistyczną i antyliberalną retoryką jest ugrupowaniem "niszowym", pozbawionym szans na stworzenie realnej siły w konfrontacji z SLD.
- Ze względu na liczbę głosów w Sejmie opozycja wprawdzie powinna być groźna, ale to nam nie zagrozi. Jest wewnętrznie rozbita. O czym tu zresztą mówić, skoro jej posłowie nie mogli się porozumieć przez kilka tygodni w sprawie podziału miejsc na sali sejmowej - zauważa prof. Tomasz Nałęcz, wicemarszałek Sejmu.
Opozycja pozaparlamentarna - od Unii Wolności, przez resztki AWS, po samą "Solidarność" - dopiero próbuje odzyskać siły po wytupaniu przez wyborczą publiczność. W UW nastąpiła błyskawiczna wymiana kierownictwa. Wyrzuceni poza parlament liderzy pozostałych ugrupowań zajmują się szukaniem pracy lub ratowaniem posad przewodniczących czy prezesów, gdyż wśród szeregowych działaczy narasta chęć rozliczania, karania i zmieniania.
- Prawica jest definiowana przez antykomunizm. Pod tym sztandarem kryje się zarówno syndykalizm, jak i liberalizm, antyeuropejskość i euroentuzjazm. Możliwe jest więc wspólne negowanie, niemożliwe zaś wysuwanie pozytywnego programu - potwierdza Aleksander Hall, polityk SKL. - Jeżeli PiS i "Solidarność" nawiążą współpracę, to dla tej części wyborców, którzy są nadal wrażliwi na historyczne podziały, właśnie PiS może się stać siłą alternatywną wobec partii rządzącej. Tyle że dawny schemat podziału już się rozmazuje, o czym świadczy sukces Samoobrony - uważa dr Antoni Dudek, historyk i politolog.
Politykom opozycji brakuje energii w przedstawianiu wyborcom wizji przyszłości. - Po przepłynięciu "czerwonej rzeki", czyli opuszczeniu PRL, zmęczeni Polacy spostrzegli, że muszą pokonywać wraz z całym światem "rzekę niebieską". Muszą ponosić trudy dołączenia do globalnej gospodarki i informatycznej cywilizacji. Żadne ugrupowanie nie mówi im, jak to zrobić, zatem oczy obywateli kierują się na tych, którzy chociaż mają władzę - ocenia dr Tomasz Żukowski, socjolog. Świat idzie do przodu, zaniepokojeni obywatele przebierają nogami, lecz światek opozycji stoi w miejscu. Dlatego drogi wyborców i opozycyjnych polityków się rozchodzą.

System dwupartyjny bez drugiej partii
- Uwzględniając siłę SLD, mamy sytuację niczym z systemu dwupartyjnego, w którym jednak brakuje drugiej głównej partii - ocenia Aleksander Smolar, prezes Fundacji im. Stefana Batorego, do niedawna jeden z liderów Unii Wolności. Brakuje i będzie brakować, bo żadne z ugrupowań opozycyjnych nie potrafi się stać najważniejszą siłą w walce z koalicją. Może stać je na zgodne współdziałanie? - W ważnych sprawach będziemy zwarci. Możemy się różnić w sprawach drugorzędnych. Faktem jest jednak, że parlament, uwzględniając przewagę SLD w Senacie, zmienił się w maszynkę do głosowania - twierdzi Lech Kaczyński, przewodniczący PiS. - Nie wierzę w to, co mówi Lech Kaczyński, o zespalaniu sił opozycji. Może nawet i powstanie AWS-bis, tylko że będzie to bez znaczenia. Coś się znowu zbierze, coś się znowu rozsypie - ocenia dr Mirosława Grabowska, socjolog.
Słabą opozycję będzie też dzielić stosunek do mocnego rządu. Liga Polskich Rodzin czy Samoobrona mogą atakować rząd za porozumienia z Unią Europejską lub za zmniejszanie wydatków państwa na cele socjalne, a Platforma Obywatelska czy Prawo i Sprawiedliwość w tych sprawach go poprą. Będąc w opozycji, SLD zawsze potrafił mówić jednym głosem, ponieważ dominował nad pozostałymi partiami opozycyjnymi.
Może potrzeba więc trochę czasu, aby stworzyć realną alternatywę dla koalicji SLD-UP-PSL? - Za kilka miesięcy siła opozycji wzrośnie wraz z niezadowoleniem społecznym z polityki rządu - przewiduje poseł Maciej Płażyński przewodniczący Klubu Parlamentarnego PO.

Antyprzywództwo
Konkurentom koalicji SLD-UP-PSL brakuje perspektywicznie myślącego, charyzmatycznego przywódcy. Brakuje męża stanu. O tym, jak ważne jest, by na czele partii stanął mąż stanu, przekonała się niemiecka prawica. Helmut Kohl, były kanclerz Niemiec, tak umiejętnie pozbywał się partyjnych konkurentów, że po jego odejściu zabrakło lidera, który byłby w stanie się zmierzyć z Gerhardem Schröderem. Prawica europejska ma kłopoty, gdyż socjaldemokracja przejęła znaczną część jej postulatów, a w dodatku na ogół lepiej porusza się w świecie mediów. - Polska centroprawica nie posiadła umiejętności wykorzystywania demokracji medialnej. O tym, jakie ma ona znaczenie, świadczy historia Sebastiana Florka, który po zdobyciu mandatu poselskiego oświadczył, że teraz Wielkim Bratem jest dla niego Leszek Miller. Produktem demokracji medialnej jest też fenomen Berlusconiego - przekonuje dr Żukowski.
Nie ma wielkich przywódców, więc powstałą lukę wypełnia "medialny" Andrzej Lepper, o którego spierają się opozycyjni politycy. Deliberują oni, czy można już wpuszczać Leppera na warszawskie salony, czy nie? Cywilizować Leppera czy go izolować? Zajmują się tym intensywniej niż politycy koalicji i sam Lepper. Nie mówiąc o wyborcach.

Polityka maniakalna
- Słabość opozycji rodzi poczucie bezkarności rządu. Koalicja, zamiast się zajmować ważnymi dla społeczeństwa sprawami, poświęca czas służbom specjalnym, lustracji, przelewa krew za prokuratora Kaucza. To nie jest polityka przez duże "P", to polityka, którą określam mianem maniakalnej - ocenia prof. Andrzej Paczkowski.
W połowie lat 70. we Włoszech rządząca chadecja i Włoska Partia Komunistyczna zawiązały nieformalną koalicję. Włochy stały się państwem bez opozycji. Państwem, w którym rozpanoszyły się korupcja i nepotyzm. Państwem będącym słabym ogniwem jednoczącej się Europy. Państwem, które stało się łupem i własnością rządzącej klasy politycznej, nie kontrolowanej przez silną opozycję. W 1992 r. "czerwoni" włoscy prokuratorzy przeprowadzili akcję "Czyste ręce", która pogrążyła chadeckich i socjalistycznych konkurentów partii komunistycznej. Komuniści jednak nie sięgnęli po pełnię władzy, gdyż na placu boju nieoczekiwanie pojawił się magnat telewizyjny Silvio Berlusconi, który z założoną przez siebie partią Forza Italia wygrał wybory. Brak opozycji prowadzi do kryzysu demokracji, na czym nie zawsze korzystają tacy politycy jak liberalny Berlusconi.
Opozycja, która nie jest realną opozycją, staje się listkiem figowym dla rządu, zwłaszcza gdy prowadzi on politykę szkodzącą interesom państwa. Na razie więc przyszłość rysuje się jak w dowcipie: jest źle, będzie Lepper.

Okładka tygodnika WPROST: 47/2001
Więcej możesz przeczytać w 47/2001 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0