Potrzask jerozolimski

Potrzask jerozolimski

Czy Izrael uzna inny holocaust prócz własnego?
Przez trzy dni, od niedzieli do wtorkowego wieczoru, tureckie lotnictwo i 300 żołnierzy wojsk lądowych atakowało cele kurdyjskie na terytorium Iraku. Zginęło co najmniej 34 separatystów z kurdyjskiej partii PPK. W Jerozolimie panuje zgodna opinia: już wkrótce generałowie z Ankary ruszą na Kurdów w północnym Iraku. Turcja jest gotowa zapłacić każdą cenę za rozbicie kurdyjskich rebeliantów, którzy atakują Turcję z Iraku – dał do zrozumienia prezydent Turcji Abdullah Gül. Tym razem jednak Ankara chce się nie tylko rozprawić z Kurdami, ale także dokuczyć Stanom Zjednoczonym. Turcja chce się odgryźć za niedawną rezolucję Kongresu USA uznającą turecką masakrę na Ormianach w latach 1915-1917 za ludobójstwo. W tej rozgrywce Izrael znalazł się w potrzasku. Jako państwo odrodzone z popiołów ludobójstwa nie może sobie pozwolić na manipulowanie moralnością, ale też nie stać go na zrażenie sobie żadnego z dwóch ważnych sojuszników.

Klucz w Jerozolimie
Można zrozumieć pielgrzymkę tureckich polityków do Jerozolimy. Symptomatyczna była wizyta tureckiego ministra spraw zagranicznych Alego Babacana, który w stolicy Izraela znalazł się już kilkanaście godzin po proklamacji Kongresu USA. Turcja, jeden z najważniejszych i najdyskretniejszych sojuszników Izraela, liczy na wsparcie państwa żydowskiego. Nie jest to jednak proste. Od lat rząd izraelski próbuje uciec od problemu zagłady Ormian w czasie I wojny światowej. Chodząc po ormiańskiej dzielnicy Starego Miasta w Jerozolimie, nie można nie dostrzec poczucia krzywdy, jakie i dzisiaj towarzyszy mieszkańcom ciasnych uliczek i zaułków. Niedawno wybudowano tam obok seminarium teologicznego imponujący pomnik Pamięci. Zostanie odsłonięty 24 kwietnia, w rocznicę krwawych wydarzeń. Wielka bryła granitowa w kształcie krzyża i jeszcze sześć mniejszych krzyży górują nad okolicą. – Nigdy nie zapomnimy, nigdy nie wybaczymy – mówi Feliks Abarian, poeta ormiański z Jerozolimy. Również on, podobnie jak 27 tys. Ormian zamieszkałych w Izraelu, rozumie, że droga do zmiany oficjalnego stanowiska Izraela jest jeszcze daleka.

Antyterrorystyczne przedmurze
Mając na uwadze problemy natury strategicznej, Jerozolima nie może sobie pozwolić na kryzys w stosunkach z Turcją. Zgodnie z izraelską doktryną wojskową i polityczną państwo nad Bosforem od lat jest antyterrorystycznym przedmurzem i cichym sojusznikiem Izraelczyków w konfrontacji z Arabami. Nieprzypadkowo niedawna akcja lotnictwa izraelskiego przeciw syryjskim instalacjom atomowym została dokonana prawdopodobnie z terytorium Turcji. Do tego dochodzi jeszcze troska o los wielotysięcznej społeczności żydowskiej w Turcji. Nie ulega wątpliwości, że Turcy mogliby gwałtownie zareagować, gdyby znieważono ich zbiorowe poczucie wybujałej dumy i honoru. Nie jest też tajemnicą, że i Biały Dom nie chce sobie zrazić ważnego sojusznika. Prezydent Bush prawdopodobnie zawetuje ormiańską uchwałę Kongresu i już teraz gwałtownie krytykuje nieodpowiedzialnych naprawiaczy świata.
Biorąc pod uwagę wszystkie względy, sprawiedliwość historyczna nie ma zbyt wielkich szans. Kilka tygodni temu Liga przeciw Zniesławianiu, jedna z najważniejszych żydowskich organizacji w USA, przyjęła uchwałę uznającą odpowiedzialność Turcji za zagładę Ormian. W Światowym Kongresie Żydowskim i w Jerozolimie wywołało to panikę. Jednocześnie premier Turcji Recep Tayyip Erdogan zadzwonił między innymi do prezydenta Szymona Peresa, prosząc o natychmiastową reakcję. Ciekawe, że władze tureckie zwróciły się do Izraela, pomijając kierownictwo amerykańskich organizacji żydowskich. Peres jest dla temperamentnych Turków „ostatnią deską ratunku". W efekcie liga unieważniła swoją uchwałę, zastępując ją mało odważnym oświadczeniem o współczuciu dla tragicznych losów Ormian.Gdy pięć lat temu postanowiono w Izraelu wprowadzić do programu szkolnego lekcje o losie Ormian, to Peres sprawił, że wycofano się z kontrowersyjnego eksperymentu. „Ormian spotkała katastrofa, ale nie było to ludobójstwo” – kilkakrotnie powtarzał Peres w przeszłości. Podczas niedawnego spotkania z tureckim ministrem spraw zagranicznych w Jerozolimie prezydent Izraela mówił podobno o potrzebie powołania „obiektywnej” komisji historyków, która ustali prawdę o zagładzie Ormian. Prace tej komisji mogą potrwać kilkanaście lat. Pół roku temu parlamentarzyści izraelscy zainicjowali dyskusję na ten temat w Knesecie, ale pod presją rządu debata została przerwana.

Przestroga na przyszłość
– Żydzi zrobili początek. Być może będziemy musieli tak jak oni poczekać jeszcze kilka tysięcy lat, aby sprawiedliwości stało się zadość, ale w końcu prawda o straszliwej zbrodni zostanie ujawniona – mówi arcybiskup Aris Shirvanian, zastępca patriarchy Kościoła ormiańskiego w Jerozolimie. Pod koniec I wojny światowej Franz Werfel, żydowski intelektualista ze środkowej Europy, w drodze do Erec Israel zatrzymał się w Damaszku. „Nie mogę się uwolnić od strasznego widoku ormiańskich dzieci, które umierają z głodu. Zbrodnie popełnione na tym narodzie wołają o pomstę do nieba" – pisał w listach do przyjaciół syjonistów. Z tych listów powstała książka „Czterdzieści dni Musa Dagh”. Po latach została spalona przez nazistów.
W 1918 r. znany działacz żydowski Szmuel Telkowski tak pisał o zagładzie Ormian: „Czy los nieszczęśliwych Ormian nie powinien być przestrogą dla naszego narodu? To nasi najbliżsi bracia, którzy tak jak my często umierają świętą śmiercią prześladowanych bohaterów". Można by zapytać: gdyby już wtedy rozległ się wielki krzyk, gdyby świat zadrżał z przerażenia, czy mogłoby to zapobiec zagładzie narodu żydowskiego? I czy ignorowanie zagłady Ormian jest mniej straszne? 24 sierpnia 1939 r., tydzień przed rozpoczęciem wojny, Hitler przemawiał w niemieckim Sztabie Generalnym: „Nie obchodzi mnie, co powie zachodnia cywilizacja. Moje Trupie Czaszki ruszą na Polaków i zniszczą ten wrogi naród. Bądźcie pewni i spokojni. Czy dzisiaj ktoś jeszcze pamięta o zagładzie Ormian?”.
Czy Izrael zechce i zdoła się uwolnić z polityczno-moralnego potrzasku? Coraz więcej obywateli izraelskich żąda, aby państwo żydowskie opuściło niechlubne szeregi milczących i jąkających się narodów, które w imię politycznej buchalterii chcą zapomnieć o swojej egzystencjalnej powinności. To, co spotkało Ormian i Żydów, już jutro może spotkać innych. Wydarzenia w Bośni, Rwandzie, Kambodży czy Birmie przypominają, że milczenie od zbrodni może dzielić tylko jeden krok. 
Okładka tygodnika WPROST: 44/2007
Więcej możesz przeczytać w 44/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0