Drużyna Donalda

Drużyna Donalda

Pięć kręgów władzy Platformy Obywatelskiej

Boczne boisko Stadionu Dziesięciolecia. Za jedną z bramek wyrasta szpaler obskurnych bud i straganów. Kilkadziesiąt metrów dalej krząta się trzech skośnookich handlarzy. Sprzątają porozrzucane kartony. W tle słychać grzejący się silnik rozklekotanego pekaesu z pobliskiego dworca. Z murawy schodzą dwie drużyny Azjatów. Właśnie skończył się mecz ligi założonej przez warszawskich Wietnamczyków. Na boisko wbiega… Donald Tusk z kilkunastoma innymi znanymi z telewizji politykami Platformy Obywatelskiej.
Taki widok dla handlarzy ze Stadionu Dziesięciolecia to żadne zaskoczenie. PO gra tam od dobrych kilku lat. Niespodzianką nie jest dla nich również ani skład, ani ustawienie drużyny Tuska. Szef platformy niezmiennie ustawia samego siebie na pozycji wysuniętego napastnika. Rozgrywającym najczęściej jest Grzegorz Schetyna. Na boisku, podobnie jak w partii, jego rola sprowadza się do lojalnego grania na Tuska. Głównym partnerem Schetyny w pomocy jest twórca kampanii PO Sławomir Nowak. Mocnym punktem zespołu Tuska był do niedawna także Mirosław Drzewiecki, przyszły minister sportu. Od roku pauzuje jednak z powodu kontuzji stopy.Prawdziwa drużyna Tuska nieco się różni od tej na boisku. „Wprost" dokonał klasyfikacji polityków, którzy mają największy wpływ na przyszłego premiera. Otoczenie szefa PO podzieliliśmy na pięć kręgów, które czasem z sobą współpracują, innym razem rywalizują. To one będą odciskać piętno na działaniach człowieka, który już za kilkanaście dni będzie w Polsce politykiem numer jeden.

Krąg 1. Dwór
Schetyna, Nowak i Drzewiecki to najbliżsi współpracownicy szefa PO nie tylko na boisku, ale także w polityce. Do grona jego zaufanych zaliczają się jeszcze dwie osoby, które nie grają w piłkę nożną: Paweł Graś i Rafał Grupiński. Cała piątka tworzy tzw. dwór Tuska. Mimo że to pojęcie ukuli złośliwi, przynależność do dworu jest przez niektórych postrzegana jako szczególna nobilitacja. – Na przykład Grupiński zawsze bardzo się zasępia, gdy dziennikarze pomijają go przy wyliczaniu członków dworu – śmieje się jeden z najbliższych współpracowników szefa PO.
Rolą „dworu" jest troska o przywództwo Tuska w PO. Jego członkowie odpowiadają nie za idee, lecz za sprawne funkcjonowanie partyjnej maszyny. Ich relacje z Tuskiem mają nie tylko charakter partyjny, ale także towarzyski. Być może nawet z przewagą tego drugiego. Relacje Tuska z dworem nie przypominają partyjnych nasiadówek. Zdaniem złośliwych, to raczej wspólne oglądanie Ligi Mistrzów przy dobrych cygarach i winie, co jakiś czas przetykane luźnymi uwagami o polityce. To obraz przerysowany, ale rzeczywiście prawdziwych konsultacji szef PO szuka zwykle gdzie indziej.

Krąg 2. Stajnia Bieleckiego
W sprawach gospodarczych największy wpływ na Tuska ma były premier Jan Krzysztof Bielecki. Jeden z naszych rozmówców twierdzi, że Bielecki jest dla Tuska jak ojciec, inny – że jak starszy brat. – Na pewno jest między nimi coś w rodzaju intelektualnej zależności. Mimo że Tusk osiągnął w polityce więcej, bardzo ceni sobie spojrzenie Bieleckiego – wyjaśnia Sławomir Nowak. Sam Tusk nie wstydzi się zresztą, że były premier traktuje go jak swojego ucznia. – Bielecki prawie nigdy nie dzwoni, raczej wysyła SMS-y po angielsku, by mnie dokształcać – przyznał ostatnio w wywiadzie dla dziennika „Polska". O wadze tych SMS-ów najlepiej świadczy prawdopodobny skład przyszłego rządu Tuska. Jacek Rostowski (finanse) i Maciej Nowicki (ochrona środowiska) to ludzie ze stajni Bieleckiego. Do tego dochodzi jeszcze Michał Boni, który ma ostatecznie wylądować w kancelarii premiera.

Krąg 3. Gdańska kuria
Poza Bieleckim szef PO ma jeszcze jednego mentora: metropolitę gdańskiego abp. Tadeusza Gocłowskiego. – To on udzielił Tuskowi ślubu i pomógł mu wrócić do Kościoła. Nie widują się regularnie. Ale jeśli już się spotkają, to arcybiskupowi zdarza się udzielać wskazówek – zdradza jeden z czołowych polityków PO. I Tusk wykorzystuje polityczną sympatię arcybiskupa. Jak choćby podczas koalicyjnych rozmów z Jarosławem Kaczyńskim sprzed dwóch lat. To właśnie u Gocłowskiego odbyło się spotkanie ostatniej szansy. „Smaczne jedzenie i alkohole, na początku było też sympatycznie, ale w pewnym momencie ksiądz arcybiskup stanął po stronie platformy. Powiedział wprost, że zaprosił nas tu dlatego, że my nie zgadzamy się stworzyć z platformą rządu, że powinniśmy jednak ugiąć się przed postulatami PO" – wspomina były premier Kazimierz Marcinkiewicz w książce „Kulisy władzy".– Bielecki i abp Gocłowski to jedyne osoby, których zdanie Tusk może traktować rozstrzygająco. W innych sprawach raczej wysłuchuje kilku osób i wybiera pogląd, który odpowiada mu najbardziej – twierdzi osoba z otoczenia Tuska

Krąg 4. Europosłowie
W sprawach zagranicznych szef PO najczęściej konsultuje się z trzema europosłami PO: Jerzym Buzkiem, Januszem Lewandowskim i Jackiem Saryuszem-Wolskim. Zdarza mu się także prosić o radę europosła Jacka Protasiewicza, który ostatnio sporządził dla niego ekspertyzę dotyczącą „Karty praw podstawowych". Do grupy europosłów dołącza czasem kandydat na marszałka Sejmu Bronisław Komorowski. – Komorowski i Saryusz-Wolski najczęściej mają przeciwne zdania. Oni zresztą szczerze się nie znoszą – śmieje się nasz informator z zarządu PO.
Nie bez znaczenia jest również rola mało znanego, ale pracowitego posła Krzysztofa Liska, który odpowiada za stronę organizacyjną wszystkich podróży zagranicznych Tuska. Z naszych ustaleń wynika, że szef PO chce powierzyć mu jedno ze stanowisk sekretarzy stanu w kancelarii premiera.

Krąg 5. Konserwatyści
Wbrew obiegowej opinii, Tusk liczy się z tzw. konserwatywnym skrzydłem platformy. Mimo starań „dworu", by sekować wpływy tej grupy, Tusk – bardziej ze względów pragmatycznych niż ideologicznych – stara się ją dowartościować. To coś w rodzaju wentyla bezpieczeństwa: „proponuję wam dostęp do władzy, ale musicie grać ze mną, a nie przeciwko mnie". – Wie, że bez konserwatystów platforma podryfuje w kierunku dawnego Kongresu Liberalno-Demokratycznego i będzie mogła liczyć co najwyżej na 10-15 proc. głosów – mówi jeden ze współpracowników szefa PO. Po odejściu z polityki Jana Rokity na lidera frakcji wyrasta młody poseł Sławomir Nitras. W meczach, które platforma rozgrywa na Stadionie Dziesięciolecia, podobnie jak Tusk zawsze ustawia się w ataku. Tyle że… w przeciwnym zespole. U jego boku w piłkę grają zawsze Ireneusz Raś (krakowski łącznik Tuska z kard. Stanisławem Dziwiszem) i Andrzej Biernat. W jego politycznej drużynie jest więcej osób: Jarosław Gowin, Andrzej Gut-Mostowy, Jan Tomaka, Damian Raczkowski, Stanisław Gawłowski i Sebastian Karpiniuk. W tej grupie największą popularnością wśród wyborców bezsprzecznie cieszy się Gowin. Tyle że to bardziej typ intelektualisty niż przywódcy. Nitras z kolei ma wszystko, czego trzeba liderowi: determinację, ambicje i polityczną zręczność, której nabył, wycinając w Szczecinie Artura Balazsa. Tusk zdaje sobie sprawę, że pod koniec kadencji nikt nie będzie pamiętał o 42 proc. poparcia z 2007 r. I dlatego zaproponował konserwatystom udział w rządzeniu. Tyle że na ten lep nie wszyscy dali się złapać. Gowin nie przyjął oferty zostania szefem MEN. Inną taktykę przyjmuje Stanisław Gawłowski, który jest murowanym kandydatem na wiceministra ochrony środowiska. Na wejście do rządu może się zgodzić także Nitras. – Zastanawiamy się, co mu zaproponować – mówi jeden ze współpracowników Tuska.

Balans Tuska
Wszystko wskazuje na to, że Tuskowi najłatwiej przyjdzie zwasalizowanie bliskiego konserwatystom dotychczasowego szefa klubu Bogdana Zdrojewskiego, którego wymienia się jako kandydata na ministra kultury. – Z ćwierć milionem głosów mógłby się spokojnie postawić i walczyć o MON, ale brakuje mu twardości charakteru – mówi z pretensją w głosie jeden z konserwatystów. Tusk znalazł zresztą bardzo sprytny sposób na osłabienie pozycji Zdrojewskiego. Zaproponował jego wrocławskiemu współpracownikowi Sławomirowi Piechocie stanowisko wiceministra pracy. W ten sposób chce go uzależnić od siebie i jednocześnie odciągnąć od byłego szefa klubu PO. Niewykluczone, że podobny manewr zostanie wykonany wobec Sławomira Najnigiera, który był wiceprezydentem Wrocławia za czasów Zdrojewskiego. Jego nazwisko wymienia się w kontekście jakiegoś stanowiska w resorcie infrastruktury.Następnym krokiem do spacyfikowania Zdrojewskiego jest powierzenie fotela szefa klubu jego dolnośląskiemu rywalowi Zbigniewowi Chlebowskiemu. W dodatku funkcję wiceministra zdrowia ma objąć kolejny wrocławski polityk, uchodzący za człowieka Schetyny Jarosław Duda.
Przywództwo Tuska w PO jest dziś niepodważalne. Władza jednak zużywa nawet najwytrawniejszych graczy i najpopularniejszych polityków. Czy rządzenie zmieni układ sił w platformie? Czy może dzięki niemu Tusk jeszcze bardziej okopie się na pozycji lidera? Czy Tusk nadal będzie grał w ataku, a Schetyna nie będzie musiał wracać do obrony? Czy Nitras nadal będzie napastnikiem przeciwnej drużyny? Przekonamy się o tym dopiero za cztery lata.

Dwaj dworzanie. Środowisko „dworu" szefa PO to najbardziej zmitologizowany i tajemniczy krąg platformy. Choć przeciwnicy przypisują mu zwalczanie wewnątrzpartyjnej opozycji i polityczne intrygi, trzeba przyznać, że ostatnie sukcesy platformy to głównie jego zasługa.
Najważniejszą postacią dworu jest Grzegorz Schetyna. To ktoś więcej niż tylko prawa ręka lidera. Prowadzi wszystkie koalicyjne negocjacje, układa wyborcze listy i na co dzień zarządza platformą. To także za jego pośrednictwem szef PO ingeruje w partyjne konfl ikty. Namaszczając Schetynę na wicepremiera, Tusk wyznacza mu dodatkowe zadanie: pacyfikację wszelkich narowistości administracji rządowej. – Schetyna ma być dla Tuska tym, kim był Gosiewski dla Kaczyńskiego – tłumaczy jeden z posłów PO. Czy Schetyna ma ambicje liderskie? Czy jako wicepremier może próbować wybić się na niepodległość? Mało prawdopodobne. On lepiej czuje się jako szara eminencja. Nie przeszkadza mu nawet pobłażliwość, z jaką traktuje go Tusk. Sławomir Nowak, na dworze postać numer dwa, traktowany jest przez szefa platformy po ojcowsku. To Tusk wypatrzył go w młodzieżówce, wciągnął do zarządu partii, a wreszcie powierzył mu prowadzenie kampanii. Nie odsunął go od niej nawet w najbardziej krytycznym momencie, kiedy PiS wysunęło się w sondażach na dziesięciopunktowe prowadzenie. Nowak dostał wtedy tylko żółtą kartkę. – Nie chcę tych spotów. Masz je zmienić. Jak się w nich widzę, to sam sobie nie wierzę! – krzyczał na niego w obecności całego zarządu Tusk. Nowak jednak nie pękł i zostawił wszystko po staremu. Okazało się, że miał rację. Tuskowi, który nie wierzył sam sobie, zaufało ponad 40 proc. wyborców. – To bardzo wzmocniło Sławka. Teraz jest nie do ruszenia – mówi nam jeden z polityków PO.


Okładka tygodnika WPROST: 45/2007
Więcej możesz przeczytać w 45/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0