Będzie Lepper

Będzie Lepper

Piątek, 30 listopada. Na pytanie: "Czy masz zaufanie do Andrzeja Leppera?" twierdząco odpowiada 58 proc. uczestników ankiety. Kilkanaście godzin przedtem Leppera odwołano z funkcji wicemarszałka Sejmu; wcześniej na tym samym posiedzeniu zasugerował on, że pięciu znanych polityków może być skorumpowanych. Ankiety nie przeprowadzono w Zielnowie, rodzinnej miejscowości Leppera - przeprowadzono ją wśród studentów Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, bodaj najbardziej elitarnej uczelni w Polsce. Ponad połowa studentów SGH pochodzi z rodzin, których dochody wielokrotnie przewyższają średnią krajową.

Dlaczego nawet studenci SGH popierają Leppera? "Szerzycie nędzę, naród wam za to zapłaci!" - krzyczał w kwietniu 1993 r., wpychany do policyjnego wozu. Wtedy demonstranci Samoobrony próbowali szturmem wedrzeć się do gmachu Sejmu. "Doprowadziliście kraj do ruiny, a naród do nędzy! Tupiecie, bo nie chcecie słyszeć prawdy" - mówił z sejmowej trybuny w ubiegłym tygodniu. Wy, czyli elity - władza oderwana od ludu. To nie Lepper tworzy warunki do ludowego buntu. Gdyby z jakichś powodów zniknął z politycznej sceny, już wkrótce na jego miejsce pojawiłby się inny, podobnie działający polityk. Znaczna część społeczeństwa ma bowiem oblicze Andrzeja Leppera - człowieka, który faktycznie odrzuca państwo zwane III Rzecząpospolitą, zarzucając mu wyobcowanie, arogancję, skorumpowanie. 68 proc. badanych przez CBOS uważa, że bardzo poważnym problemem w Polsce jest korupcja. Dla połowy pytanych przez Pentor - na zlecenie "Wprost" - sugestie dotyczące korupcji, które Andrzej Lepper wyraził pod adresem polityków, są wiarygodne (vide: "Barometr wprost").

Samoobrona przed wrogim państwem
Samoobrona ma zwolenników wśród ludzi, którzy nie chcą być pariasami. Tych ludzi nie można po prostu ignorować, podobnie jak ich lidera. Trzeba natomiast prowadzić z nimi dialog. - Czy pan wie, ile ja muszę się nachodzić z papierami, żeby się rozliczyć z urzędem skarbowym albo jakieś proste zezwolenie zdobyć? A w łapę też trzeba dać, bo bez tego nie ma szans - żali się drobny przedsiębiorca z Rychwała, miasteczka w pobliżu Konina, w którym Samoobrona zdobyła 35 proc. głosów. Co piąty mieszkaniec Rychwała nie ma pracy. - Głosowałem na Jankowskiego z Samoobrony, bo tylko ta partia może coś naprawdę zmienić. - Inni rozgrabiają majątek narodowy, my mamy czyste ręce i dbamy o ludzi pracy - deklaruje Zdzisław Jankowski, poseł Samoobrony. W swoim środowisku Jankowski to po prostu Zdzisio, jeden z nich. - Zdzisio to dobry chłop: był radnym, zawsze był z ludźmi - zapewnia Kazimierz Cieślak, mieszkaniec Rychwała. Ilu posłów z innych klubów jest tak postrzeganych przez wyborców?
Dla polityków państwo to Sejm i stanowienie prawa, ale też synekury. Dla wielu obywateli (według badań CBOS - dla 76 proc.) państwo to konieczność dawania łapówek w punktach skupu albo wręczanie ich gminnym biurokratom, załatwianie dziesiątków "papierów" w kolejnych urzędach, w których petentów przyjmuje się jak mużyków w carskiej Rosji. To przedzieranie się przez gąszcz absurdalnych przepisów, wydatki na kasę fiskalną do sklepiku, użeranie się z inspektorami izb skarbowych, gnębienie podatkami, ciągnące się latami procesy w sądach. Dla setek tysięcy rolników, sklepikarzy, właścicieli małych masarni czy stolarni państwo jest równoznaczne z drogą przez mękę. Reprezentujący państwo urzędnicy zachowują się, jakby byli wrogami obywateli.
Toteż - wedle badań CBOS - 47 proc. Polaków uważa, że są lepsze formy rządów niż demokracja, jaką mamy obecnie. Jakie formy rządów? Być może odpowiedź poznamy już za niecałe cztery lata, po następnych wyborach parlamentarnych. - Popularność Leppera jest w dużej mierze ceną za niesprawne, nadmiernie zbiurokratyzowane, skorumpowane państwo. Spora część obywateli oceniła, że z urzędu wicemarszałka zdjęli go ci, którzy sami są na bakier z prawem - ocenia prof. Jacek Kurczewski, socjolog.

Samoobrona przed wolnym rynkiem
Na kogo ma głosować mieszkaniec polskich faweli, żyjący w zdewastowanych popegeerowskich blokowiskach, od lat bezrobotny? Czy Leppera może nie poprzeć rolnik, który oczekuje, by państwo kupowało wszystko, co wyprodukuje? Czy nie odda swojego głosu na Samoobronę każdy, kto nie ma z czego spłacić bankowego kredytu? Czy nie przyzna mu racji właściciel straganu lub sklepiku, któremu zagraża obcy kapitał, czyli hipermarket? Czy nie wesprze go właściciel zakładu przetwórstwa mięsnego, który boi się, że jego firma nie spełni norm Unii Europejskiej? Według badań CBOS, 46 proc. zwolenników Samoobrony uważa, że integracja Polski z UE przyniesie więcej szkód niż korzyści; 64 proc. oczekuje, że rolnictwo powinno być chronione cłami; 84 proc. sądzi, że powinno się ograniczać zarobki osób najwyżej zarabiających.
- Co mamy myśleć, jak każe się nam harować i żyć za grosze, a niektórzy zarabiają po 30 tysięcy? My też mamy dzieci i chcemy jeść - opowiada Jan Gawęda, sołtys Zielnowa, w którym Lepper zdobył prawie komplet głosów w wyborach. Podobnie jak w pobliskich wsiach: Krupach, Cisowie, Zakrzewie. - Tu, wokół Darłowa, mamy same popegeerowskie wsie. Tu przez 50 lat życie mocno się różniło od tego, co nazywamy gospodarką rynkową. I ludzie czują, że coś im zabrano, nie dając w zamian nic - tłumaczy Stanisław Gawłowski, radny wojewódzki klubu PO-SKL, kiedyś wiceburmistrz Darłowa. Lepper obrońcą tylko biednych? To mit, który odrzucają nawet mało zamożni. - Bogaci czy biedni - wszyscy widzą, że Lepper ma rację - mówi Jerzy Marciniak, emeryt z Krup. Wokół Leppera i Samoobrony rodzi się nowa solidarność - bogatych z biednymi. Co ich łączy?
- Podobnie jak SLD, Lepper zyskuje poparcie grup ludzi biednych i przedsiębiorców, zwłaszcza tych radzących sobie, ale sfrustrowanych, że nie radzą sobie lepiej - ocenia prof. Andrzej Rychard, socjolog. - On nie reprezentuje biednych. Bardziej już tych, którzy wzięli kredyty i ich nie spłacili - zauważa Władysław Frasyniuk, przewodniczący Unii Wolności. Przypomnijmy, że w 1992 r. Andrzej Lepper zakładał Samoobronę pod hasłem "Nie rzucim ziemi, skąd nasz dług". - Lepper jest gburem i gburów, czyli zasobnych chłopów, reprezentuje. To również przedstawiciel przedsiębiorców "z ludu". To jest właśnie "nowa klasa średnia", która zarabia na tysiącach bazarów, takich jak ten we Włocławku - analizuje prof. Jacek Kurczewski.
Właśnie we Włocławku Lepper jako wicemarszałek Sejmu zablokował zamknięcie targowiska. Nie na długo, bo przedstawiciele państwa nocą pod osłoną policji targowisko zlikwidowali. Za to Lepperowi przybyło kilkaset tysięcy zwolenników w kraju - zarówno w małych miastach, jak i w metropoliach - drobnych kupców, dla których państwo likwidujące stragany i pozwalające "obcym" budować markety jest państwem wrogim, a wolna konkurencja stanowi zagrożenie bytu. Tylko we Włocławku do Samoobrony zapisało się w ostatnich dniach ponad 400 osób.

Samoobrona przed elitami
Zagrożeni wolnym rynkiem zwracają się przeciwko tym, którzy symbolizują prawa wolnego rynku, czyli przeciw elitom. - Elity zrezygnowały z przywództwa politycznego. Nie miały wyborcom nic do zaproponowania. Doszło do tego, że w przeddzień ostatnich wyborów zachęcano do głosowania na ludzi uczciwych. Tak, jakbyśmy wybierali prezesa kasy szkolnej, a nie Sejm - z goryczą zauważa Krzysztof Dzierżawski, ekonomista. Wyobcowane elity to także przywódcy Kościoła. Dlatego Lepper wzywał prymasa, "by się opamiętał", grozi abp. Tadeuszowi Gocłowskiemu, metropolicie gdańskiemu, szubienicami stawianymi na Krakowskim Przedmieściu (nawiązując do wydarzeń z czasów Sejmu Wielkiego).
Przez lata obok oficjalnej elity i życia publicznego powstawały alternatywne środowiska - spychane na pobocze i lekceważone. Alienacja elit - polityków, obserwatorów życia publicznego, a także dziennikarzy - doprowadziła do lekceważenia sygnałów ostrzegawczych. Uważano, że przejawy niezadowolenia wynikają z podburzania - mówiąc językiem PRL - "sił awanturniczych". Uspokajano się, że skrajni populiści przegrywali wybory, że przypadek Stana Tymińskiego był wypadkiem przy pracy. Wszak w 1997 r. Samoobrona otrzymała w wyborach tylko 10 tys. głosów. Po czterech latach opowiedziało się za nią 1,33 mln obywateli! - Co się dziwić, że z Lepperem trzymamy, jak tylko on się ujął za takimi jak my - mówi sołtys Zielnowa.
W 1999 r. rolnicy z Samoobrony blokowali drogi w kraju. Setki tysięcy ludzi nie mogło dojechać do domów czy do pracy. Jednocześnie jednak - wedle wykonanych wówczas na zlecenie "Wprost" badań Pentora - aż 47 proc. respondentów wyraziło sprzeciw wobec użycia policji do rozpędzenia protestujących rolników. A przecież nie tylko bojowe akcje Samoobrony były sygnałami ostrzegawczymi. Regularnie nasilały się spontaniczne lokalne bunty. W Szczecinie protestujący przeciwko eksmisjom zaatakowali gmach urzędu wojewódzkiego. Do podobnych wydarzeń doszło w Szprotawie, Olsztynku, Okonku, Łukowie czy Grudziądzu. Na marginesie przemian gospodarczych znalazło się 6-7 mln ludzi bez oszczędności, wykształcenia i stałej pracy. Kolejne miliony zajmowały się drobnym biznesem, natykając się na urzędnicze barykady. Być może należy się cieszyć, że Lepper i jego partia tak późno zyskali poparcie i nie jest ono jeszcze przytłaczające.
62 proc. badanych przez OBOP twierdzi, że żyje im się gorzej niż przedtem. Odrzuceni i niezadowoleni z własnego państwa i reguł rynku widzieli, że ci, którzy obiecywali poprawę, po przejęciu władzy szybko przeistaczali się w elitę. Lud został oddany Lepperowi. A lud to nie tylko odrzuceni, ale także "ludowi kapitaliści". I chyba tylko Leszek Miller próbował szukać kontaktu z tymi grupami, za co do tej pory spotykają go oskarżenia o podsycanie nastrojów sprzyjających kreowaniu przywódcy Samoobrony (w 1999 r. Leszek Miller szedł obok Leppera w pierwszomajowym pochodzie).

Samoobrona przed kontratakiem
Cham? Cham na salonach?! Nigdy! - taka była pierwsza histeryczna reakcja elit na sukces Samoobrony. I nie jest to przenośnia - opiniotwórcze środowiska dywagowały: można czy nie można Leppera zapraszać. Obchodziło ich to znacznie bardziej niż samego Leppera. Poparcie przez koalicję wyboru lidera Samoobrony na wicemarszałka Sejmu pozostałe ugrupowania opozycyjne potraktowały jako skandal, choć w rzeczywistości była to próba wytrącenia Lepperowi z ręki argumentu o "prześladowaniu przez elity". Nowy wicemarszałek dobrze rozumiał niebezpieczeństwo wkomponowania swego wizerunku w obraz elity. - Pozycja wicemarszałka była dla Leppera kłopotliwa. Jeśli można go było skutecznie atakować, to tylko przez zamknięcie go w elicie. Za to ogłaszanie wobec niego bojkotu to woda na jego młyn - zauważa Piotr Tymochowicz, specjalista ds. marketingu politycznego.
W przedandrzejkowy wieczór, po odwołaniu Leppera z funkcji wicemarszałka, wychodzący z sali obrad Sejmu politycy SLD i PO byli wściekli i przygnębieni. Z tonu rozmów wynikało, że nie mieli pojęcia, jak sobie radzić z liderem Samoobrony. W istocie Lepper zmusił polityków, łącznie z premierem, do pozbawienia go funkcji. Zmusił ich do tańczenia, jak on zagra. - Lepper wykorzystuje demokrację przeciwko niej samej, dlatego trzeba go izolować - głoszą politycy i obserwatorzy, wierzący, że jeśli nie puści się disco polo w radiu i telewizji i nie będzie się zapraszać Leppera do studia i na łamy gazet, to przykre zjawiska społeczne znikną. Młodzieżowi działacze SLD i PiS zaapelowali do mediów, aby bojkotowały lidera Samoobrony, ten zaś ochoczo nagłaśnia wszelkie przejawy takiego bojkotu. Bojkot przywódcy Samoobrony ogłosił też prezydent Aleksander Kwaśniewski, do bojkotu nawołuje Jan Nowak-Jeziorański. I tylko Lech Wałęsa, były prezydent, który niegdyś był charyzmatycznym przywódcą, doradza, aby partie przestały zajmować się sobą, a zajęły wyborcami. Czytaj: również wyborcami Leppera.

Samoobrona przed Samoobroną
- To, że Lepper nie ma władzy, daje mu kredyt społecznego zaufania. Im bardziej będzie odrzucony, tym łatwiej zbierze wiatr niezadowolenia społecznego w żagle - ocenia prof. Kurczewski. - Politycy obawiają się "wiosny ludów", ale nie potrafią odpowiednio reagować. Jeśli niektórzy twierdzą, że czas zrobić porządek z Lepperem, to aż przykro mówić, jaki to nonsens - tłumaczy Piotr Tymochowicz.
Przeciwnicy Samoobrony nie znaleźli sposobu na obronę przed jej atakiem. A przecież ten atak nie zaczął się tydzień temu. Już w lutym 1999 r. Andrzej Lepper zapowiedział "akcję totalną" - zażądał dymisji rządu i samorozwiązania się Sejmu. Ogłaszając bojkot Leppera, jego przeciwnicy zwiększają szanse na doprowadzenie do ludowej rewolty, którą przywódca Samoobrony zapowiada. - Stanę na pewno na czele wybuchu społecznego, ale tylko dlatego, żeby nie doszło do rozlewu krwi - ujawnia nam swoje plany. Wokół siebie ma tak doświadczonych bojowników jak Wojciech Mojzesowicz, były poseł ZSL i PSL, teraz wybrany na posła w Bydgoszczy. - Tworzyłem PSL, przez dziewięć lat byłem członkiem rady naczelnej partii. Trudno było mi wytrzymać w ludowej partii z urzędnikami załatwiającymi tylko swoje interesy: Stanisławem Dobrzańskim, Kazimierzem Olesiakiem czy Zdzisławem Podkańskim. Co oni mają wspólnego z rolnikami? Przekonywałem Jarosława Kalinowskiego, że trzeba połączyć siły z Samoobroną, ale nic z tego. No to w zeszłym roku przystąpiłem do Samoobrony - opowiada Mojzesowicz. PSL powoli topnieje jak lód, podgrzewany przez Leppera.
W tej sytuacji marsz ku władzy Leppera jest w stanie powstrzymać tylko sam Andrzej Lepper. Jeżeli okaże się, że wysunięte pod adresem kilku polityków "pytania" o korupcję są gołosłowne, może stracić popularność. Ale i to nie jest pewne, gdyż wyjaśnianie tej sprawy na drodze sądowej może trwać latami. Poza tym społeczeństwo nie wierzy w uczciwość elit - 59 proc. badanych przez CBOS twierdzi, że elity są skorumpowane. - Teraz Lepper będzie postępował w rytmie serca: przez pewien czas będzie spokój, a potem nastąpi uderzenie, które usłyszy cała Polska - przewiduje Piotr Tymochowicz.
Bojkot Leppera oznacza bojkotowanie milionów stojących za nim Lepperów. A tych nie należy bojkotować, trzeba z nimi rozmawiać. - Nawet jeśli Samoobrona nie wejdzie w przyszłości do Sejmu, problem się nie rozwiąże. Frustracja, która wyniosła tę partię na polityczne szczyty, jest obecna w Polsce cały czas i jeśli nie skorzysta na tym Lepper, to w jego miejsce pojawi się ktoś inny - uważa prof. Andrzej Rychard. - Bardzo dobrze, że Andrzej tym politykom wygarnął. On prosty jest, to i prosto gada, a zresztą co, oni nie obrażali go, że śmieć i głupi chłopek? Chociaż tacy to niby wykształceni i obyci - mówi jedna z mieszkanek Zielnowa (zastrzega sobie anonimowość, bo pracuje na czarno przy czyszczeniu ryb w Darłowie).
Lepiej więc nie mieć złudzeń - jutro będzie Lepper. I pojutrze też.

Okładka tygodnika WPROST: 49/2001
Więcej możesz przeczytać w 49/2001 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Czytaj także