"Grupa refleksji" pomyśli o przyszłości UE

"Grupa refleksji" pomyśli o przyszłości UE

Z inicjatywy Francji, przywódcy państw unijnych powołali na szczycie w Brukseli 9-osobową "grupę refleksji" w sprawie przyszłości Unii Europejskiej. Jej szefem będzie były socjalistyczny premier Hiszpanii Felipe Gonzalez.

Polska nie zgłosiła na razie do grupy swego kandydata.

Wiceprzewodniczącymi grupy będą: była prezydent Łotwy Vaira Vike- Freiberga oraz były prezes koncernu Nokia, a dzisiaj jego "non- executive director" (dyrektor nie pełniący funkcji wykonawczych), Fin Jorma Ollila.

"By pomóc Unii Europejskiej zmierzyć się z nadchodzącymi zmianami w sposób bardziej efektywny w perspektywie długoterminowej (2020- 2030), Rada Europejska powołuje niezależną grupę refleksji" - brzmi projekt wniosków końcowych ze szczytu.

Grupa ma się zająć wyzwaniami opisanymi w przyjętej w marcu Deklaracji Berlińskiej i przedstawić raport w czerwcu 2010 roku.

Dalej dokument ze szczytu zastrzega, że grupa nie będzie pod żadnym względem zajmować się reformą instytucji unijnych - bo przecież właśnie wynegocjowano nowy Traktat Lizboński (Traktat Reformujący UE) - ani kwestią reformy budżetu UE.

"Szkoda, że poprzedni polski rząd nie podjął tematu. Polska jest tym krajem, który powinien mieć swojego reprezentanta. Nie jesteśmy jednak na etapie zgłaszania konkretnych kandydatów" - powiedział dziennikarzom szef gabinetu politycznego premiera Sławomir Nowak.

Wcześniej pragnące zachować anonimowość źródła dyplomatyczne sugerowały, że brak polskiego kandydata może mieć związek z powyborczą sytuacją w kraju i obawami, że między prezydentem a premierem nie doszłoby do porozumienia w sprawie wytypowania jednego kandydata.

Przewodniczący Parlamentu Europejskiego Hans-Gert Poettering powiedział, że podczas szczytu zgłosił do prac grupy "kogoś bliskiego PE", wskazując na byłego szefa tej instytucji, Brytyjczyka Pata Coksa.

Francuski pomysł powołania "grupy mędrców" spotkał się z brakiem entuzjazmu ze strony większości państw członkowskich, a zwłaszcza Wielkiej Brytanii. Odbierany jest bowiem jako próba określenia granic UE, a zwłaszcza zamknięcia unijnych drzwi przed Turcją.

Mimo to grupa powstanie, bo prezydent Francji Nicolas Sarkozy był w tej sprawie nieugięty. Bez tego nie da zgody na otwarcie w grudniu kolejnych rozdziałów negocjacyjnych z Turcją, o co bardzo zabiega portugalskie przewodnictwo w UE.

"Podczas rozmowy z Sarkozym odnieśliśmy się z zainteresowaniem do tej inicjatywy, ale najważniejsza jest teraz ratyfikacja traktatu (z Lizbony). UE potrzebuje ciała - grupy, która będzie myślała o przyszłości UE, też o granicach. Sarkozy stawiał to bardzo wyraźnie" - ujawnił Nowak treść środowej rozmowy Tusk-Sarkozy.

Zgłoszenie w lipcu pomysłu powołania "grupy mędrców" miało pomóc Sarkozy'emu w tzw. miękkim lądowaniu. Gdy ten zdeklarowany przeciwnik wejścia Turcji do UE został prezydentem Francji, musiał zaakceptować toczące się negocjacje Unii z Ankarą, na które zgodę dały w 2005 wszystkie kraje unijne, w tym Francja rządzona wówczas przez Jacques'a Chiraca.

Dlatego Sarkozy zapewnił swych wyborców, że "grupa refleksji", początkowo zwana "grupą mędrców", zajmie się kwestią dalszego rozszerzenia UE i jej granicami. "Zaproponowałem stworzenie grupy mędrców, by zastanowili się nad przyszłością i byśmy mogli debatować na temat wszystkich możliwych perspektyw dla Europy i razem nakreślić wizerunek i kontury Europy jutra" - mówił Sarkozy podczas wystąpienia w Parlamencie Europejskim w listopadzie.

W projekcie mandatu nie tylko nie pojawia się kwestia granic, ale co więcej - jest zastrzeżenie, że grupa nie będzie zajmować się bieżącymi sprawami, za jakie można uznać prowadzone negocjacje akcesyjne z Ankarą.

"To nie jest nasz pomysł. Poprzemy go, ale uważamy, że sami też jesteśmy zdolni do refleksji" - powiedział premier Danii Anders Fogh Rasmussen.

"To coś, co zaakceptowaliśmy z oporami, bo to jest ważne dla jednego dużego państwa członkowskiego" - powiedziała wprost szefowa Europejskiej Partii Liberałów dla Europy Anemie Neyts.

pap, ss

Czytaj także

 0