Kod umysłu

Kod umysłu

Rozmowa z prof. Stevenem Pinkerem, psychologiem ewolucyjnym z Uniwersytetu Harvarda
„Wprost": Co decyduje o tym, kim jesteśmy? Wyłącznie wrodzone zdolności?
Steven Pinker: Wiele badań naukowych dowodzi, że jeśli rodzice dużo rozmawiają z dziećmi, te świetnie sobie radzą z nauką języków. A jeśli dziecko często doznaje przemocy, wyrasta na osobę agresywną. Nie jest to jednak wystarczający dowód na to, że to, jacy jesteśmy, zależy od otoczenia. Rodzice nie tylko wychowują dzieci, ale także wyposażają je w geny. Te same geny, które sprawiają, że rodzice są gadatliwi, mogą powodować, że dzieci mają zdolności językowe.– Czyli to nie dzieciństwo ma decydujące znaczenie, lecz odwrotnie – nasze doświadczenia z dzieciństwa kształtuje to, kim jesteśmy?
– Dziewczynki nie bawią się lalkami dlatego, że ubieramy je na różowo. U chłopców skłonność do walki nie wynika z tego, że czytają komiksy. Nie sądzę, żeby nawet w świecie idealnej równości kobiety w takim samym stopniu jak mężczyźni zastanawiały się, jak ulepszyć zmywarkę, a mężczyźni równie często jak kobiety wybierali jako temat pracy magisterskiej twórczość Sylvii Plath. Nie jest też zbiegiem okoliczności, że ludzie we wszystkich społeczeństwach nie znoszą zdrady i świętują, kiedy na świat przychodzi potomstwo. To, jacy jesteśmy, zarówno jako społeczeństwo, jak i pojedyncze osoby, wynika z działania naszego mózgu. A mózg jest produktem ewolucji wcale w nie mniejszym stopniu niż wątroba czy nerki. Został ukształtowany na zasadzie doboru naturalnego.
– A gdzie tu miejsce na wolną wolę, osobistą odpowiedzialność za czyny?
– Wolna wola i związana z nią osobista odpowiedzialność każdego człowieka za czyny jest związana z działaniem mózgu. Błędem jest mówienie, że głód, pragnienie czy pożądanie seksualne wynikają z biologii, a rozumowanie, podejmowanie decyzji i uczenie się to coś innego, niebiologicznego. To tylko różne odmiany biologii. Takie biologiczne rozumienie ludzkiej natury nie zagraża ani równości, ani wolności, ani odpowiedzialności. Nie ujmuje też sensu ludzkiemu życiu. Tym wartościom zagraża raczej przekonanie, że człowiek to tabula rasa. Dopiero w takim wypadku można się martwić, czy zapisujemy na niej właściwe rzeczy.
– Nie musimy się obawiać robotyzacji człowieka?
– Działanie mózgu jest tak złożone, że nie grozi nam, iż zostanie w jakikolwiek sposób przejęte. Nie jesteśmy robotami genetycznie zaprogramowanymi do tego, by się jedynie rozmnożyć i umrzeć. W genach jest zakodowany potencjał umysłu, który pozwala wytworzyć nieskończoną liczbę idei i zachowań. Dzięki temu nasze człowieczeństwo ma nieograniczone możliwości. Same możliwości nie są jednak zapisane w genach.
– Wielu mechanizmów działania mózgu wciąż nie znamy. Czy wiemy, jaki wrodzony potencjał uruchamia w mózgu proces uczenia się?
– W mózgu małego dziecka jest zapisana genetycznie historia ludzkości, włącznie z cechami, które pozwalały naszym przodkom przetrwać, a także wszystkimi ich wariacjami, które sprawiają, że każdy z nas jest inny. Ewolucja karmi się różnorodnością. Inteligencja, którą dawniej uważano za zjawisko nie do zbadania, dziś jest rozumiana jako swego rodzaju proces przetwarzania informacji przez mózg. Jeszcze nie rozumiemy natury ludzkiej na tyle, by zaprogramować komputer o możliwościach dorównujących zdolnościami umysłowymi człowiekowi i oczekiwać od niego, żeby uczył się w naturalny sposób, tak jak to robią dzieci.
– Czy badania nad językiem mogą pomóc w zrozumieniu naszej natury?
– Język jest jedną z cech typowych wyłącznie dla homo sapiens. Nie mógłby się jednak rozwinąć, gdyby był jedyną cechą odróżniającą nas od zwierząt. Posługiwanie się językiem idzie w parze z umiejętnością posługiwania się narzędziami, rozwijaniem technologii i nawiązywaniem współpracy z tymi, którzy nie są naszymi krewnymi. Ta triada wrodzonych zdolności czyni z ludzi istoty niezwykłe. Każda z tych cech najprawdopodobniej pomnaża wartość pozostałych.
– Czy wiara w Boga również jest zakodowana w mózgu, skoro według sondaży aż 90 proc. ludzi wierzy w Stwórcę?
– Kiedy ludzie mówią „wierzę w Boga", chcą raczej zakomunikować, że postępują moralnie, odczuwają solidarność z innymi osobami chodzącymi do kościoła. Kościoła, który wybrałem zgodnie z wartościami, w których zostałem wychowany i które wyznaję. Jeśli jednak sprawdzilibyśmy, czy ci ludzie naprawdę żyją tym, w co wierzą, odsetek osób religijnych z pewnością by spadł. Sam, jeśli chodzi o wiarę w Boga, mogę powtórzyć słowa osiemnastowiecznego matematyka i astronoma Pierre’a Simona de Laplace’a: „Nie potrzebuję takiej hipotezy".
– Richard Dawkins, autor „Boga urojonego", twierdzi, że wiara to nałóg, coś szkodliwego i destrukcyjnego.
– Nie uważam, że religia powinna być uprzywilejowana w stosunku do innych ideologii, które w historii wywarły równie duży wpływ na rozwój ludzkości, jak socjalizm czy kapitalizm. Nie lubię eufemizmu „wiara". Nie lubię także zestawiania wiary z rozumem – jako innej formy poznania. Wiara i religia nie są alternatywnymi sposobami docierania do wiedzy, obok rozumu i nauki. Wiara różni się od rozumu tak jak astrologia od astronomii czy alchemia od chemii. Astrologia była ważną dziedziną w starożytności. Nie da się zrozumieć dramatów Szekspira, jeśli się nie wie, co to jest astrologia. Ale tylko do tego jest ona potrzebna. Podobnie jest z wiarą. Ostro sprzeciwiam się więc zrównywaniu jej z rozumem. Nie ma ona żadnych zdroworozsądkowych podstaw.
– Może umysł to coś więcej niż tylko mózg?
– Nie sądzę. To idea, w którą wierzy większość ludzi. Sugestia, że istnieje jakiś rodzaj świadomości poza funkcjonowaniem mózgu, była poważną hipotezą naukową w XIX wieku. Podtrzymywały ją nawet tak znakomite umysły jak Alfred Russel Wallace, współtwórca teorii ewolucji, czy psychofizjolog William James. Obaj angażowali się w nawiązywanie kontaktu z duchami zmarłych. Te eksperymenty się jednak nie powiodły. Nie wydaje mi się, żeby komunikowanie się z tzw. zaświatami było możliwe.
– Relacje między umysłem a mózgiem są jednak podstawą dociekań o związkach nauki z religią.
– Przydawanie umysłowi możliwości kontaktowania się z Bogiem wynika z głęboko zakorzenionej intuicji, że człowiek to coś więcej niż ciało i mózg. Ludzie wierzą, że kiedy ktoś umiera, jego świadomość nie przestaje istnieć, że część nas funkcjonuje gdzieś w świecie, podczas gdy ciało spoczywa w grobie. Zdobyte przez neurologów dowody na to, że wszystko, co się dzieje w naszym umyśle, jest wynikiem działania mózgu, jednoznacznie podważają podstawę tych wierzeń.
– Filozof David Chalmers przekonywał, że nauka nigdy nie wyjaśni istoty świadomości. Osoby, które przeżyły śmierć kliniczną, opowiadają, że ich świadomość znajdowała się poza ciałem.
– Teoretycznie jest to możliwe, ale tylko teoretycznie. Takie zdarzenia występują rzadko, a najprostszym ich wyjaśnieniem jest zbieg okoliczności lub mistyfikacja. Statystyki dowodzą, że ludzie nie doceniają zbiegów okoliczności, które często zdarzają się w świecie rządzonym przez przypadek. To dlatego tak ważne jest, żeby wykonywać powtarzalne doświadczenia dowodzące, że takie przypadki nie są magią. Jeśli można by udowodnić, że ktoś zdobył jakąś wiedzę bez udziału narządów zmysłu albo że można przerwać nerw wzrokowy łączący oko z mózgiem i nadal będziemy widzieć, uwierzyłbym w takie rzeczy. Takich dowodów jednak nie ma. To przemawia za tym, że świadomość zależy od działania mózgu.
– Badania nad chemią mózgu nie mogą jednak na razie wyjaśnić takich zjawisk jak sny czy proces twórczy.
– Twórczość to dobry przykład czegoś, co trudno badać naukowo, ponieważ zdarza się rzadko i jest trudna do przewidzenia. Te zjawiska jednak nie zawierają elementów magii. Kiedy 100 mld neuronów komunikuje się z sobą przez 100 trylionów połączeń nerwowych, może się wydarzyć mnóstwo rzeczy trudnych do zaobserwowania. Twórczość jest trudna do zbadania, ale nie niemożliwa. Badacze procesów twórczych odkryli już wiele fizjologicznych uwarunkowań kreatywności, na przykład to, że o geniuszu Einsteina stanowiła wyjątkowo duża liczba komórek glejowych, usprawniających przetwarzanie informacji.
– Czy kiedykolwiek będziemy w stanie zrozumieć twórczy umysł, obserwując jedynie działanie mózgu?
– Przypuszczam, że nie. Nie jestem neurobiologiem, ale psychologiem ewolucyjnym. Dla mnie patrzenie na mózg jako na tkankę nie jest właściwym poziomem analizy. Psycholog musi patrzeć na wyższy poziom organizacji myśli. Tak jak krytyk filmowy nie skupia się na budowie płyty DVD, choć nagrany na niej film jest sekwencją zagłębień i wypukłości na płycie. Psycholog poznaje umysł człowieka, patrząc na całokształt jego zachowania i myślenia. To samo dotyczy twórczości. Może historycy, psychologowie i biografowie, pracując wspólnie, mogliby powiedzieć nam o procesach twórczych więcej niż ktoś, kto jedynie obserwuje neurony i analizuje działanie mózgu.

Prof. Steven Pinker jest psychologiem ewolucyjnym, profesorem Uniwersytetu Harvarda. Ponad 20 lat wykładał w Massachussetts Institute of Technology. W 2005 r. magazyn „Time" uznał go za jednego ze 100 najbardziej wpływowych ludzi na świecie. Jest autorem wielu książek, m.in. „The Language Instinct", „Jak działa umysł", „Tabula rasa. Spory o naturę ludzką”. Ostatnio wydał „The Stuff of Thought: Language as a Window into Human Nature”.
Okładka tygodnika WPROST: 51/52/2007
Więcej możesz przeczytać w 51/52/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 3
  • Alfred IP
    Profesor Pinker ma rację "Bóg" to tylko racjonalizacja instynktów u zwierzęcia gatunku homo sapiens.
    • Anestezjolog IP
      Nie chcę oceniać ale być może to wszystko leżało w gestii dziennikarki, być może bariery komunikacyjnej.
      • Chirurg IP
        Artykuł mało rzetelny napisany pobieżnie oraz  zawiera poważnie błędne informacje:
        "ludzie we wszystkich społeczeństwach nie znoszą zdrady" - absurd i banał - zdrada zbyt ogólnym pojęciem jest. W węższym znaczeniu stwierdzenie jest absurdalne , gdyż istnieją społeczeństwa w tym również całe plemiona, które są przeciwstawieniem tej
        "teorii". Jeżeli zaś szersze znaczenie to nie znajdziemy żywej istoty w każdym z królestw natury, która by akceptowała "zdradę", za wyjątkiem dewiantów męczenników ;)

        Kolejna sprawa dotycząca form komunikacji - kolejny absurd. Sama różnorodność języków obala mit autora.
        Cały artykuł jest nafaszerowany chłodnymi stwierdzeniami, godnymi egzaminu pisemnego, który toruje drogę do gimnazjum.
        Najwyraźniej potrzeba zapełnienia kartki drukiem jest tak ogromna, iż nad sensem tego druku nikt się nie zastanawia. Takie działania są dezinformacją społeczeństwa. Zastanawiające jest czy są one wynikiem celowego zabiegu czy po prostu niedbalstwa i niechlujstwa.

        Czytaj także