Polska mnie interesuje

Polska mnie interesuje

Rozmowa z Haraldem Schmidtem, telewizyjnym showmanem
Wprost: Wie pan, że ma pan w Polsce opinię „ojca Polenwitze" i „polakożercy"?
Harald Schmidt: Mówiono mi. Zastanawiam się tylko, czy nadal ją mam, czy też dotyczy ona jedynie tego okresu, gdy nieco pożartowałem sobie z Polaków.
– Nieco? Jeden z niemieckich telewidzów obliczył, że w 20 pierwszych „Late-Night‑Show" opowiedział pan 18 dowcipów…
– Aha! Może. Że też ktoś zadał sobie taki trud.– Były też protesty niemieckich dziennikarzy i fundacji akredytowanych w Warszawie, że korzysta pan ze złych stereotypów i roznieca wzajemną wrogość Niemców i Polaków.
– Wtedy uważałem, że to przesadna reakcja. Proszę mi wierzyć, prawdziwym powodem mojego dowcipkowania z Polaków było to, że potrafię naśladować polski akcent. Skutek wywołany moją satyrą mnie zaskoczył i gdy spostrzegłem, w jakim kierunku się to rozwija, zaprzestałem. Generalnie zrobiono z muchy słonia. Zresztą większość kawałów dotyczyła kradzieży aut.
– To pozwoli pan, że posłużę się cytatem: „Brytyjska królowa złożyła wizytę w Polsce. Na początku myślałem, że ma korale na szyi, ale to był łańcuch, którym przykuła broszę. Postawiono na nogi pięć tysięcy policjantów. Dwóch pilnowało królowej, reszta samolotu". Przyzna pan, że nie brzmi to zbyt przyjaźnie.
– Ale pan się śmieje, przytaczając ten fragment. A poważnie: gdy zorientowałem się, że Polacy są bardzo wrażliwi na moje dowcipy, przestałem je opowiadać. Wierzę, że teraz się to zmieniło. Jeśli niemiecki kabareciarz opowiada kawały o Japończykach czy Amerykanach, nikt nie snuje na tej podstawie jakichś wrogich domysłów. Proszę zobaczyć, co wypisuje brytyjska prasa bulwarowa o Niemcach przy okazji meczów piłkarskich. Nie wiem, jak moje programy odbierali Polacy, ale myślę, że zirytowani byli głównie polscy korespondenci w Niemczech, a ja nie chciałem im dostarczać prochu i zaniechałem dowcipkowania o Polsce, co nie zmieniło faktu, że „temat Schmidta" żył długo i często do niego powracano.
– Z pańskich żartów Polacy wyciągnęli wnioski, że ma pan ich za przygłupów, brudasów i ludzi o lepkich rękach.
– Nie sądzę, abym twierdził coś takiego. Żarty satyryka nie mogą być odbierane jako jego opinia o narodzie.
– Pański partner z programu „Schmidt & Pocher" Oliver Pocher wystąpił w spocie MediaMarkt, w którym polscy złodzieje ukradli sprzedawcom spodnie. A co by się stało, gdyby np. w polskiej telewizji pojawiła się reklama niemieckich kuchenek gazowych na tle Auschwitz ze sloganem: „Niemcy, ci wiedzą coś o gazie". Byłoby zabawnie?
– Właśnie dlatego, by nie doszło do eskalacji emocji, by moje dowcipy nie służyły jakiejś rzekomej niemieckiej fobii antypolskiej, od lat nie podejmuję tematu Polaków. Co do wspomnianego spotu, nie potrafię sobie wyobrazić, aby znalazł się ktoś taki w Polsce czy w Niemczech, kto by go zrealizował i wyemitował. Na pewno nie.
– Gdzie zatem są granice satyry?
– Tam gdzie zaczynają się problemy prawne. A ja w całej karierze nie miałem konfliktu z prawem.
– A jaka jest odpowiedzialność satyryka?
– Taka sama jak każdego obywatela.
– A widzi pan granicę między satyrą a dobrym smakiem?
– Takiej oceny każdy musi dokonać sam. Satyra i dobry smak niekoniecznie chodzą w parze. Gdy doszedłem do tego, że mogę kogoś urazić, wycofałem się; nigdy nie miałem złych intencji.
– Rozbraja mnie pan…
– Śmiech nie zawsze oznacza to samo i niekiedy może mieć gorzki wydźwięk. W tym roku laureatem nagrody Ludwiga Börne został dziennikarz i pisarz Henryk Broder, który zaczął swe wystąpienie tak: „Jak na polskiego Żyda, daleko zaszedłem". Jakoś po frankfurckim Paulskirche śmiech się nie rozniósł. Jestem przekonany, że większość Niemców nie ma otwartych uszu na taką ironię.
– Po artykule „Wprost" na temat „Polenwitze" ówczesny prezydentKwaśniewski gotów był pana gościć w Polsce. Dostał pan formalne zaproszenie?
– Podobno coś takiego mówił, ale niczego nie otrzymałem.
– A przyjąłby je pan?
– Naturalnie, choć nie wiem, jak byłoby to możliwe do zrealizowania, gdyż co wieczór miałem swój program. Zaproszono mnie natomiast do polskiej ambasady w Kolonii. Dowiedziałem się wtedy kilku rzeczy, np. o dynamicznym wzroście polskiej gospodarki, i przerzuciłem się na Niemcy, które zacząłem nazywać krajem Trzeciego Świata. Niemieckie społeczeństwo ma niezbyt precyzyjny obraz Polski. Ja znam najważniejsze fakty z naszej wspólnej historii, ale moja wiedza na tematy aktualne jest w dużym stopniu ukształtowana przez niemieckie media. Poza tym istnieje wielka różnica między polityką rządu a odczuciami społeczeństwa. Polskę postrzegano ostatnio przez pryzmat braci Kaczyńskich. W politycznych talk‑show usiłowano tłumaczyć tę różnicę, że nie jest to wykładnia poglądów większości Polaków. Takie też są moje doświadczenia. Fakt, był to rząd pochodzący z wyboru, ale już nim nie jest i, o ile się nie mylę, nowy premier nazywa się Tusk.
– To prawda, że nie był pan w Polsce?
– Niestety, nie.
– Więc jak wyglądają Polacy w pana oczach?
– To jedni z najmłodszych członków unii, którzy pokładają wielkie nadzieje w nowym szefie rządu. I pewnie nie tylko oni. Sądzę, że przyszłość, w tym niemiecko-polskie stosunki, stanie się bardziej europejska. Wzajemne zarzuty i uprzedzenia przygasają. Młodsze pokolenie głównie patrzy w przyszłość.
– Teraz mam wrażenie, że rozmawiam z kanclerz Merkel.
– Myśli pan o racji stanu? Niech będzie. Chciałbym, aby nie było wątpliwości co do moich poglądów.
– Gdyby jeszcze raz pan zaczynał „Late-Night-Show", zrobiłby pan to inaczej?
– Dziś wziąłbym być może pod uwagę inne zdarzenia. Niedawno widziałem talk-show, w którym polscy fachowcy twierdzili, że pracować opłaca im się u nas, a w kraju robotę wykonują za nich Rosjanie. To dobre tematy i nie należy ich omijać.
– Chciałby pan zachować polskie przydomki?
– Nie mam na to wpływu. „Ojciec Polenwitze" nawet mi się podoba, bo brzmi dobrotliwie. Ale „polakożerca"? Nie chcę być tak postrzegany, w żadnym wypadku.
– Chciałby pan na koniec powiedzieć coś miłego czy może opowiedzieć jakiś Polenwitz?
– Akurat nie mam żadnego kawału o Polakach na podorędziu. Więc życzę polsko‑niemieckiej przyjaźni wszystkiego najlepszego w przyszłości. Być może znajdzie się też polski entertainer, który podworuje sobie z Niemców, i wtedy zobaczymy, może uda nam się czegoś od siebie nawzajem nauczyć. Życzę Polakom wesołych świąt i szczęśliwego Nowego Roku.

Najczęściej powtarzane dowcipy o Polakach

Jakie jest zdanie, które składa się z czterech kłamstw i z ośmiu słów?
Uczciwy Polak jedzie trzeźwy do pracy własnym samochodem.

Dwaj ludożercy pieką na rożnie posiłek. Jeden zwraca uwagę: – Ty, nie obracaj go tak szybko, bo nie będzie chrupki.
– Co ty, to przecież Polak. Jak będę go powoli obracał, ukradnie mi węgiel.

Co się urodzi ze skrzyżowania Polaka z Niemcem z dawnej NRD?
Osobnik zbyt leniwy, aby kraść.

Jaka jest w Polsce różnica między weselem a pogrzebem?
Na tym ostatnim jeden uczestnik jest mniej pijany.

Polak przychodzi do znajomej. Kobieta rozbiera się, daje gościowi sznur i mówi: „Zwiąż mnie, obróć mnie
i zrób to, co wy, Polacy, potraficie najlepiej". Polak wiąże niewiastę, obraca ją i ucieka z jej telewizorem.

Kim jest Polak bez rąk?
Osobą godną zaufania.

  
Okładka tygodnika WPROST: 51/52/2007
Więcej możesz przeczytać w 51/52/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 2
  • bez-nazwy IP
    Dlaczego przy parkinsonie niemcom drży tylko jedna ręka? Drugą mają zesztywniałą od czasów Adolfa.
    Co spowoowało, że niemcy po wojnie tak szybko odrośli? W czasie wojny niemki lubiły sypiać z polakami - nowy, lepszy materiał genetyczny.
    Dlaczego po wojnie niemców nie sądzono za złodziejstwo? Rabowali zgodnie z niemieckim prawem i regulaminami.
    W jakim kraju rodzi się najwiecej złodziei? W Niemczech, w XX wieku zbiorowo okradli z młodość i dzieciństwa wiele pokeleń europejczyków.