Krótko po Wolsku - Małżeństwo humanistyczne

Krótko po Wolsku - Małżeństwo humanistyczne

Liczne media w entuzjastycznym tonie doniosły o pierwszym w Polsce małżeństwie humanistycznym. Zrazu podejrzewałem literówkę i przestraszyłem się, że być może pani prezydent Warszawy pobłogosławiła małżeństwo „homonistyczne", czyli rozwojowy związek dwóch pedałów. Ale nie! Ślub był w zasadzie normalny, tyle że bez księdza lub funkcjonariusza urzędu stanu cywilnego. Cóż, można i tak, zawsze znajdą się osobnicy usiłujący demonstrować swój nonkonformizm – znałem np. faceta, który rąbał drzewo w trakcie przechodzenia procesji Bożego Ciała. Bardziej zainteresowało mnie, na czym miał polegać ten humanizm. I, co ważniejsze, czy np. ślub matematyczno-przyrodniczy polegać będzie na tym, że od razu pójdzie się do wyra, a świadkowie będą jedynie liczyć, ile razy sakrament został dopełniony czynem?
Nawiasem mówiąc, i tego jakoś nie zauważono, mieliśmy już wcześniej jeden „ślub humanistyczny" i to na wysokim szczeblu politycznym. Platforma i PSL postanowiły żyć na kocią łapę, bez zawierania umowy koalicyjnej. Jak się to odbyło, nie mam pojęcia – może Tusk wręczył tulipana, Pawlak powiedział wierszyk, a Schetyna zaobrączkował? A co przy okazji odśpiewano? „Rotę”, „Odę do radości”, hymn czy któryś z kawałków Dody, oficjalnej ikony III RP? Żadne ceremonie nie towarzyszyły natomiast pochówkowi setek tysięcy kurcząt pomordowanych profilaktycznie w związku z epidemią ptasiej grypy. Żeby chociaż jakiś właściwy minister westchnął nad ich bezimienną mogiłą: „Kura wasza mać!”
Okładka tygodnika WPROST: 51/52/2007
Więcej możesz przeczytać w 51/52/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Czytaj także