Lewica i Sprawiedliwość

Lewica i Sprawiedliwość

PiS i LiD przymierzają się do koalicji

Michał Krzymowski
Dziennikarz działu Polska Wydarzenia

Donald Tusk miał rację: Polska stała się drugą Irlandią. Na Zielonej Wyspie od dziesięciu lat władzę przekazują sobie z rąk do rąk dwie prawicowe partie: konserwatywna Fianna Fáil (przypominająca polskie PiS) i bardziej umiarkowana Fine Gael (którą można porównać do PO). Hegemonia prawicy oznacza chude lata dla partii lewicowych: zarówno irlandzka Labour Party, jak i polscy postkomuniści po kolejnych wyborach lądują w opozycji.
W Irlandii jednak już dziś mówi się, że następne wybory doprowadzą do powstania egzotycznej koalicji Fianna Fail-Labour Party. Czy także Jarosław Kaczyński stworzy kiedyś wspólny rząd z Wojciechem Olejniczakiem? Na razie brzmi to jak abstrakcja. Na razie… – mówią jednak tajemniczo politycy obu partii. Kolega Olejniczak
Obecnie PiS i LiD są po jednej stronie politycznego frontu przeciwko PO. A przecież commune periculum concordiam parit – nic tak nie jednoczy jak wspólny wróg. I choć w pierwszych dniach rządów PO politycy LiD zachowywali się jak sympatycy platformy, z czasem lewica poszła po rozum do głowy. Jarosław Kaczyński i Wojciech Olejniczak doskonale wiedzą, że źródłem największego zysku może być ich antyplatformowy sojusz. PiS i LiD nie stanowią zagrożenia dla siebie nawzajem. Za to jedni i drudzy mogą się żywić kosztem PO.
Cicha współpraca obu partii została już zresztą nawiązana w sprawach, w których oba ugrupowania mają zbieżne interesy. Pierwszy z brzegu przykład to obrona mediów publicznych przed platformą. Jeśli plan się powiedzie, PiS może utrzymać kontrolę nad TVP i Polskim Radiem. Dla LiD to jedyna szansa, by sięgnąć w tej kadencji po konfitury władzy. Nikt nie ma przecież wątpliwości, że ceną za sejmowe głosy lewicy, jaką musiałoby zapłacić PiS, byłyby stanowiska we władzach mediów publicznych. O tym jak ta sprawa jest ważna dla obu partii, może świadczyć tajne spotkanie Lecha Kaczyńskiego z Wojciechem Olejniczakiem, które kilka tygodni temu opisał „Wprost". Z naszych ustaleń wynika, że podczas tej rozmowy z obu stron padła identyczna deklaracja: trzeba powstrzymać PO. Znamienne jest jednak to, co powiedział nam po tym spotkaniu jeden z bliskich współpracowników Lecha Kaczyńskiego. – Prezydent bardzo polubił Olejniczaka. Podoba mu się, że w przeciwieństwie do starej postkomunistycznej gwardii nie jest obciążony przeszłością – relacjonuje nasz informator.

Orgazm powyborczy
Strategię obrony mediów publicznych omawiają też politycy niższych szczebli, choćby Jacek Kurski i Grzegorz Napieralski. – Dwa razy widziałem, jak knują coś w hotelu sejmowym – opowiada Sławomir Nitras z PO. – Gdy później spytałem Napieralskiego, czy rozmawiali o TVP, to tylko się uśmiechnął – dodaje. Negocjacje na własną rękę prowadzi także prezes telewizji Andrzej Urbański. – On ma naturalną umiejętność rozmawiania ze wszystkimi. I z lewicą, i z prawicą – przyznał w niedawnym wywiadzie dla „Wprost" Jarosław Kaczyński. Z ustaleń „Wprost" wynika, że rozmowy w sprawie antyplatformerskiego frontu w TVP prowadzą eurodeputowany PiS Adam Bielan i najbliższy współpracownik Olejniczaka Andrzej Szejna.
Jak nieformalna koalicja PiS-LiD chce powstrzymać marsz platformy po władzę w mediach publicznych? By przejąć kontrolę nad TVP, PO musi zmienić ustawę o KRRiTV. Dzięki tej zmianie Tusk mógłby wstawić swoich ludzi do rad nadzorczych mediów publicznych. A stąd już tylko krok do wymiany prezesów. PO ma już nawet gotową odpowiednią nowelizację. Tyle że dokument ten prawdopodobnie zawetuje prezydent. PO oczywiście może odrzucić jego sprzeciw. Potrzebuje do tego jednak aż 276 głosów. By uzbierać ich tyle, premier Tusk musiałby się dogadać z Olejniczakiem. A na to na razie się nie zanosi. – Nikt z PO nie rozmawiał z nami na ten temat. Jeśli Tusk liczy, że poprzemy ich dla zasady, to się przeliczy – mówi nasz informator w LiD. Inny lewicowy polityk jest bardziej dosadny. – PO wciąż przeżywa powyborczy orgazm. Na fali tej męskiej pewności siebie traktuje Sejm jak agencję towarzyską, z której może wybrać dziewczynę o imieniu LiD, wykorzystać ją i odstawić. A nam zależałoby na trwałym związku, a nie jednorazowej przygodzie – tłumaczy.
Paradoksalnie, trwały związek może zagwarantować właśnie PiS. Podtrzymanie prezydenckiego weta to dla lewicy coś w rodzaju zawarcia małżeństwa z partią Kaczyńskiego. Małżeństwa opartego na szantażu. Przecież Olejniczak zawsze będzie mógł postraszyć PiS rozwodem i zagrozić romansem z platformą. To idealny sposób na niekończące się podbijanie swojej ceny. W oficjalnych rozmowach politycy obu partii używają oczywiście bardziej parlamentarnego języka. – Projekt PO ogranicza się do zmian personalnych. A my chcielibyśmy stworzyć całą ponadpartyjną wizję mediów publicznych – mówi „Wprost" Grzegorz Napieralski, sekretarz generalny SLD. Z naszych ustaleń wynika, że LiD pisze własny projekt ustawy o KRRiTV. Na Rozbrat powołano w tym celu specjalny zespół ekspertów pod wodzą medioznawcy prof. Wiesława Godzica.
Politycy PiS oficjalnie zaprzeczają planom zacieśniania związku z lewicą. – Nigdy nie będziemy współpracować z postkomunistami. Jeśli jednak LiD będzie chciał głosować tak jak my, to proszę bardzo – mówi „Wprost" Adam Hofman. Czy jednak nie tak samo zachowywał się Andrzej Lepper, który po tym jak Jarosław Kaczyński wyrzucił go z rządu powtarzał jak mantrę: „Koalicji już nie ma. Dla dobra Polski jesteśmy jednak gotowi dalej realizować program solidarnego państwa"?

Związkowa opozycja
Identyczna sytuacja jak w wypadku mediów rysuje się w sprawie służby zdrowia. Lech Kaczyński już zapowiedział, że zawetuje proponowaną przez PO ustawę o dodatkowych ubezpieczeniach. Czy LiD pomoże Tuskowi i odrzuci prezydenckie weto? To wątpliwe. – Nie zgadzamy się z poglądem platformy, która najpierw chce reformować system, a dopiero potem dosypać do niego pieniędzy. W tej kwestii chyba bliżej nam do prezydenta niż do minister Kopacz – przyznaje Andrzej Szejna. Nieprzypadkowo to Marek Balicki z LiD zaapelował o zwołanie „okrągłego stołu" w sprawie służby zdrowia i nieprzypadkowo prezydent błyskawicznie ten pomysł podchwycił.
Z naszych ustaleń wynika, że PiS i LiD wspólnie też będą rozgrywać napięcia społeczne. Spiskowa teoria, w którą wierzą politycy PO, głosi wręcz, że Jarosław Kaczyński i Wojciech Olejniczak prowadzą zakulisowe rozmowy z liderami dwóch największych central związkowych: „Solidarności" i OPZZ. Celem ma być wywołanie fali strajków, które pogrążą rząd Tuska. Mimo że to tylko plotka, fakty są nieubłagane. Koalicja PO-PSL na „dzień dobry" dostała protesty lekarzy i górników oraz zapowiedź buntu nauczycieli i kolejarzy. Sytuacja, w której rząd po 50 dniach funkcjonowania musi się zmierzyć z tyloma sektorami naraz, nie ma precedensu w historii III RP.

Czas na Hegla
Wspólnota interesów w sprawie mediów publicznych, podobna wizja naprawy służby zdrowia, prozwiązkowe i antyliberalne nastawienie w sprawach społecznych – to wszystko zbliża do siebie PiS i LiD. Najważniejsze jest jednak wspólne położenie: opozycja wobec PO. Doskonale rozumie to były prezydent Aleksander Kwaśniewski. Mimo że nie lubi braci Kaczyńskich jak mało kto, w konflikcie prezydent – premier staje po stronie tego pierwszego. Broni jego prawa do ingerencji w politykę zagraniczną rządu i chwali pomysł zwołania Rady Gabinetowej. Dlaczego? Nawet jeśli Kwaśniewski nie ma już żadnych aspiracji, to jego polityczny instynkt podpowiada mu, że branie w obronę Tuska mu się nie opłaca. Jeśli kogoś ma do siebie przekonać, to tylko wyborców PO. Na elektorat PiS przecież i tak nie ma co liczyć. I wygląda na to, że politycy PiS i LiD zaczynają to rozumieć. – Polska podąża w tym samym kierunku co Irlandia. Tam za kilka lat ma powstać koalicja prawicy z laburzystami. U nas może być tak samo. Jeśli powstanie nowoczesna lewica, niewykluczone, że i partia Kaczyńskiego rozważy kiedyś wejście z nią w koalicję – mówi „Wprost" związany z PiS europoseł Ryszard Czarnecki.
Wszystko to pokazuje, że polska scena polityczna rozwija się zgodnie z heglowską zasadą triady. „Teza" to okres postkomunizmu zakończony aferą Rywina i kompromitacją SLD. „Antyteza" to próba budowy IV RP – nie tylko przecież przez PiS, ale też – do pewnego momentu – przez PO. Niewykluczone, że przyjdzie jeszcze czas na zaskakującą syntezę. Czyli Lewicę i Sprawiedliwość. 
Historyczne kompromisy
Pojęcie „historyczny kompromis", określające koalicję partii prawicowej i komunistów, powstało we Włoszech, gdy w 1975 r. chadecy próbowali się porozumieć z komunistami. Wysiłki te się nie powiodły, bo komuniści porozumieli się z resztą lewicy.
W RFN wspólne rządy

chadeków i socjaldemokratów noszą nazwę Wielkiej Koalicji. Pierwsza Wielka Koalicja powstała w 1963 r., druga – w 2005 r. i pod przewodnictwem Angeli Merkel trwa do dziś.
Mistrzami politycznych wolt
są austriaccy chadecy, którzy mają na koncie kilkunastoletnią koalicję z socjaldemokratami. Jej żywot dobiegł końca w 1999 r., kiedy to prawica zawarła jeszcze trudniejszą koalicję – tym razem z populistami Jörga Haidera.
Najświeższym przykładem
przekreślenia podziału na lewicę i prawicę jest rząd sformowany z inicjatywy prezydenta Nicolasa Sarkozy’ego. Ten prawicowy polityk gwiazdami powstałego pod swoim
patronatem gabinetu uczynił ikonę lewicy Bernarda Kouchnera (MSZ) i centrystę Hervégo Morina (MON).


Okładka tygodnika WPROST: 4/2008
Więcej możesz przeczytać w 4/2008 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 4
  • afek.tomczak@wp.pl IP
    warto przeczytac:
    http://top1-1.com/polski-rzad-nie-placi-okupow/
    • padam3 IP
      Taka koalicja byłaby możliwa, ale LiD musiałby być PPP!
      /Polską Partią Pracujących/.Narazie jest wciąż jeszcze spuścizną po PZPR,czyli neokomunistyczną, zależną od MOSKWY !
      • tak musi byc? IP
        Na razie oprocz zalamania innych wrazen nie odczuwam.
        • Wojciech IP
          Jeżeli PiS i LiD sprawy moralne i obyczajowe odstawiłyby na bok to takie porozumienie jest bardzo możliwe. Poglądy gosodarcze Panów Kaczyńskiego i Olejniczaka są prawie identyczne.

          Czytaj także