Obama: zmienię Amerykę i świat

Obama: zmienię Amerykę i świat

Dziś Ameryka kojarzy się z Guantanamo, a nie ze Statuą Wolności. Po 11 września zaprzepaściliśmy szansę zjednoczenia światowej opinii publicznej wokół wspólnego celu - mówi "Gazecie Wyborczej" jeden z głównych kandydatów Partii Demokratycznej na prezydenta USA.

- "GW": Jest pan jednym z trzech kandydatów - obok pana koleżanki z Partii Demokratycznej senator Hillary Clinton oraz republikańskiego senatora Johna McCaina - którzy mają największe szanse na partyjne nominacje w wyborach i być może na Biały Dom. Nie można więc wykluczyć, że senator z Illinois Barack Hussein Obama zostanie pierwszym czarnoskórym prezydentem najpotężniejszego kraju świata. Gdyby tak się stało, jakie będą pana pierwsze kroki?

Barack Obama: "Stany Zjednoczone stoją na zakręcie. Ameryka jest w stanie wojny, zmiany klimatyczne zagrażają bezpieczeństwu Ziemi, a w ciągu ostatnich lat zachwiała się pozycja USA w świecie. Choć wybory prezydenckie odbywają się co cztery lata, rzadko się zdarza, by nowy przywódca mógł wytyczyć całkowicie nowy kierunek w gwałtownie zmieniającym się świecie.

Zwycięzca obecnej kampanii za rok będzie miał szansę odnowić przywódczą pozycję USA, a także położyć kres głębokim podziałom w amerykańskim społeczeństwie. Jeśli jej nie wykorzysta, nie wiadomo, czy taka szansa w ogóle jeszcze się pojawi.

To, że tuż po atakach terrorystycznych z 11 września zaprzepaściliśmy możliwość zjednoczenia światowej opinii publicznej wokół wspólnego celu, to prawdziwa tragedia. Nasi przywódcy wybrali strategię jednostronnych rozwiązań, które doprowadziły do osłabienia bezpieczeństwa narodowego USA, a także pozycji Ameryki. I dziś Ameryka kojarzy się z obozem w Guantanamo, a nie ze Statuą Wolności.

Zakończę wojnę w Iraku i przywrócę wiodącą pozycję Ameryki w świecie, zamykając obóz w Guantanamo, przywracając zakaz aresztowania obywatela bez nakazu sędziego i delegalizując stosowanie tortur. Doprowadzę do końca walkę przeciw al Kaidzie. Wesprę międzynarodowe wysiłki na rzecz nierozprzestrzeniania broni masowego rażenia i wejścia na drogę prowadzącą do świata bez broni jądrowej.

Będę prezydentem, którego zrozumienie stojących przed ludzkością wyzwań wywodzi się z osobistego doświadczenia życia w rozległym świecie, a nie wyłącznie z korytarzy władzy w Waszyngtonie. Mój ojciec przemierzył ocean, by szukać dla siebie spełnienia amerykańskiego snu. W dzieciństwie mieszkałem przez kilka lat w Indonezji, a w młodości zdobywałem szlify społecznego organizatora w zapomnianych zakątkach Ameryki.

W czasie zagranicznych wizyt czy uczestnicząc w szczycie G8 nie będę przemawiał jak przywódca, który zapoznał się z tematem na briefingu przed spotkaniem, ale jak człowiek, którego babka mieszka w afrykańskiej wiosce bez bieżącej wody i kanalizacji".

- A jak odzyska pan zaufanie świata do USA, tak nadszarpnięte w czasie rządów George'a W. Busha? Sądząc po liczbie Europejczyków towarzyszących pańskiej kampanii, w Europie jest pan najpopularniejszym z amerykańskich kandydatów na prezydenta USA. Jakie znaczenie ma dla pana ten transatlantycki sojusz?

"Stosowana przez administrację George'a W. Busha zasada dziel i rządź - dzielenia Europy na kraje, które były +z nami+, oraz te, które były +przeciw nam+ - przyniosła efekty przeciwstawne do zamierzonych. Silna, zjednoczona i żyjąca w pokoju Europa - będąca partnerem Ameryki w sprawach światowych - leży w naszym interesie narodowym. Na takie wyzwania jak np. zmiany klimatyczne możemy odpowiedzieć tylko wspólnie.

NATO wciąż jest kotwicą amerykańskiego zaangażowania w świecie, ale najwyższy czas na zmianę charakteru naszego przywództwa w społeczności transatlantyckiej. Ameryka słuchająca racji innych i współpracująca z sojusznikami z NATO musi zastąpić Amerykę, która patrzy z góry i poucza. Ta zmiana będzie wymagała od krajów europejskich, by nie tylko kształtowały wspólne inicjatywy, ale także wprowadzały w życie rozwiązania trudnych problemów, którymi będziemy się wspólnie zajmować" - mówi Barack Obama.

Czytaj także

 1
  • cefal IP
    Nie wierzę,że Obama zostanie prezydentem USA.Z takimi poglądami bliżej mu do naszego Leppera i Klewek niż do przekonania do siebie Amerykanów .Jego gadki,że Ameryka bardziej kojarzy się z Guantanamo może pasują na Kubie ,Wenezueli,Iranie.On niszczy wizerunek i lekceważy śmierć kilku tysęcy młodych żołnierzy amerykańskich ,którzy giną niosąc wolność i demokrację.Jeżeli się nimi manipuluje to tak trzeba nisko pokłonić głowę za podejście do służby i ich patriotyzmu.Widocznie Obamie czegoś z tego brakuje i przykre jest słuchać jak jeden z kandydatow na prezydenta kraju gwarantującego pokój na Ziemi pluje i niszczy wizerunek własnego kraju.Mam nadzieję ,ż przegra z kretesem!!!!

    Czytaj także