Lubię Lecha Kaczyńskiego

Lubię Lecha Kaczyńskiego

Rozmowa z Hanną Gronkiewicz-Waltz, prezydent Warszawy i wiceszefową Platformy Obywatelskiej
„Wprost": Ile wina wypiła pani w tej kadencji?
Hanna Gronkiewicz-Waltz: Niewiele. Nie jestem abstynentką, ale prawie nie piję. Najwyżej czasem jedną lampkę. W prezydenckim gabinecie nie ma barku.
– A Lech Kaczyński jako prezydent Warszawy pił za dużo wina?– Jeśli pytacie o moje zawiadomienie do prokuratury, to nie chodzi w nim o ilość wina, lecz o brak procedur, które określałyby wydawanie pieniędzy podatników.
– To znaczy?
– Za moich poprzedników nie było żadnych regulacji dotyczących wydatków reprezentacyjnych. Grupa urzędników mogła wziąć służbową kartę kredytową, iść na dowolną kolację z dowolną osobą i nawet się z tego nie wytłumaczyć.
– Mści się pani na poprzednikach?
– Bzdura. Raport ujawniający patologie to efekt pracy audytorów, funkcjonujących od lat w stołecznym ratuszu, na których ja nie mam prawa wpływać.
– Pani przyjmuje gości mineralną?
– Niekoniecznie. Również sokiem. Ale stworzyłam procedury, które to regulują. Ja i moi zastępcy nie mamy kart płatniczych ani kredytowych. W ratuszu są dwie karty służące tylko do płacenia za służbowe pobyty w hotelach.
– To nie populizm?
– Jedynie walka z bizancjum. Za jedzenie i przejazdy płacimy przelewem, a wszystkie faktury muszą być dokładnie opisane. Zresztą nie ja pierwsza uznałam, że w ratuszu za dużo idzie na „ciasteczka". To Mirosław Kochalski wprowadził ograniczenia.
– Jarosław Kaczyński mówi, że państwo musi być tanie, ale nie dziadowskie.
– Nie wprowadzam niczego, co nie byłoby standardem na Zachodzie. Tam nie ma zwyczaju spotykania się ze wszystkimi gośćmi na drogich lunchach i kolacjach. Romano Prodi ograniczył ostatnio wyjazdy swoich urzędników poza Rzym.
– Kiedy jednak przyjmuje gościa, to chyba nie robi tego w korytarzu.
– Nie. Ale posła czy dziennikarza można przyjąć w urzędzie. W ratuszu mamy całkiem dobrą stołówkę, nie trzeba szukać drogich restauracji. Jako wiceprezes EBOiR musiałam opisać funkcję i nazwisko każdej osoby zapraszanej na lunch.
– Pani zawiadomienie o rozrzutności poprzednika, w którym znalazły się m.in. zestawienia wydatków na wino, zbiegło się z insynuacjami Janusza Palikota, że prezydent nadużywa alkoholu. Platforma chce zrobić z głowy państwa alkoholika?
– To jakaś spiskowa teoria dziejów. Postawa Janusza Palikota w tej sprawie mi się nie podoba. Nie ma żadnych podstaw do stawiania prezydentowi takich pytań.
– Palikot twierdzi, że są plotki w Sejmie.
– Ale Lech Kaczyński nie owijał się we flagę ani nie zdarzało mu się chwiać podczas publicznych wystąpień. Dlatego uważam, że Palikot zaniżył standardy życia publicznego. Dobrze, że dostał od partii żółtą kartkę. Wierzę, że da mu to do myślenia.
– Teraz broni pani prezydenta, ale sama weszła pani w spór z Lechem Kaczyńskim.
– Ale ja go lubię jako człowieka. Mój osobisty stosunek do niego nie jest nacechowany złymi emocjami. Doceniam, że podniósł rangę prezydentury stolicy.
– Może w takim razie chce się pani z nim ścierać, bo marzy pani o starcie w wyborach prezydenckich?
– To Lech Kaczyński potraktował Warszawę instrumentalnie, jako trampolinę do wyższego urzędu.
– Pani tak nie potraktuje? Ryszard Czarnecki twierdzi, że szykuje się pani do prezydentury kraju.
– Kompletna bzdura. Dziś szanse na sukces w wyborach prezydenckich mają tylko kandydaci mający za sobą duże partie. Dlatego w 2010 r. zderzą się kandydaci PO i PiS. Niespodzianki są mało prawdopodobne i wszystko wskazuje na to, że mamy jednego kandydata.
– A co będzie, gdy popularność Tuska jako premiera zacznie spadać?
– Nie jest tak, że każdy premier traci popularność. Proszę popatrzeć na Kazimierza Marcinkiewicza.
– Pani nie ma ambicji prezydenckich?
– Mam. Moim celem jest druga kadencja prezydenta Warszawy. Po ośmiu latach rządów w mieście można po sobie zostawić coś naprawdę namacalnego.
– Zdaniem Elżbiety Jakubiak, pani zostawi korki i donosy do prokuratury na poprzednika.
– Jeśli ktoś miał obsesję doniesień do prokuratury, to na pewno nie ja. To, że zmiany są widoczne, że inwestycje w Warszawie ruszyły, boli PiS bardziej niż przegrane polityczne potyczki.
– Będą jeszcze jakieś zawiadomienia na poprzednią ekipę?
– Kalendarz kontroli jest planowany z dużym wyprzedzeniem. Pewne kontrole musieliśmy wszcząć ad hoc, na przykład w sprawie rzekomej łapówki, którą – według byłego przedstawiciela firmy Sita i mediów – miał przyjąć wiceprezydent Andrzej Urbański. Na to, jakie będą wyniki tych kontroli, nie mam wpływu. 
Okładka tygodnika WPROST: 5/2008
Więcej możesz przeczytać w 5/2008 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0