Zjazd Leppera

Zjazd Leppera

Ratunek przyszedł w ostatniej chwili. Andrzej Lepper, przewodniczący związku zawodowego i partii Samoobrona, już wypadał z gry
Początek końca błyskotliwej kariery lidera Samoobrony? 

Rok 2000 zaczął się dla niego fatalnie: wbrew buńczucznym zapowiedziom blokad dróg w marcu nie było, z Samoobrony zaczęli odchodzić ludzie, notowania w sondażach opinii publicznej spadły, a inne związki rolnicze zaczęły się skutecznie dogadywać z rządem. - Ten sukces będzie długo bolał Leppera, bo okazało się, że sprawy można rozwiązywać bez niego i świat się nie zawalił - triumfuje Władysław Serafin, przewodniczący Krajowego Związku Rolników, Kółek i Organizacji Rolniczych. Na szczęście dla Leppera został on, w świetle jupiterów, aresztowany na granicy czesko-polskiej. Czy Andrzeja Leppera i Samoobronę czeka pełzająca marginalizacja?

Bój to jest mój ostatni
Andrzej Lepper jak nigdy potrzebuje blasku fleszy i dziennikarzy, rozpoczął bowiem ostatni etap walki o władzę na wsi. - Zapowiedział, że wystartuje w wyborach prezydenckich, choć nie marzy o wygranej. Chce otrzymać jedynie więcej głosów niż kandydat Polskiego Stronnictwa Ludowego. Wydaje mu się, że wówczas drzwi do Sejmu będą otwarte - uważa Antoni Dudek, politolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Lepper dwukrotnie startował w wyborach do Sejmu i raz na urząd prezydenta - dotychczas bezskutecznie. Ale nie traci nadziei. Powiodło mu się jedynie w wyborach samorządowych. Jest radnym województwa zachodniopomorskiego.
Aby odnosić sukces, Lepper musi najpierw stłumić bunt we własnym ugrupowaniu. - Mam nadzieję, że ludzie wkrótce zrozumieją, w jaki sposób działa Lepper. On jeszcze nikomu nie pomógł. Ludzie zwracają się do niego, a on ich po prostu wykorzystuje. Oddają do dyspozycji przewodniczącego pieniądze i samochody, a gdy już nic nie mają, są odsuwani - uważa Ireneusz Martyniuk, do niedawna bliski współpracownik Andrzeja Leppera. Wtórują mu inni. Uważają, że gdyby takie działanie służyło sprawie rolników, można by je zaakceptować. Ale nie służy. Chodzi niemal wyłącznie o wykreowanie Leppera. - Wszyscy boją się publicznie krytykować przewodniczącego, a on niszczy ludzi - dodaje jeden z byłych współpracowników. - Odszedłem, ponieważ źle się działo. Dwa lata temu ja także miałem złudne nadzieje, że Samoobrona będzie działała na rzecz wsi. Chciałem współpracować nie tylko z kółkami rolniczymi i "Solidarnością" RI, ale także z izbami rolniczymi, samorządami gminnymi i powiatowymi - dodaje Martyniuk. Jego zdaniem, Lepper torpedował wszystkie pomysły, bo nie taki był cel działań związku. - Zamiast negocjować, organizował blokady. Stosuje metody, które były dobre siedem, pięć lat temu - uważają oponenci.
W Samoobronie zawrzało, gdy Lepper oznajmił, że zamierza kandydować na urząd prezydenta. W lutym tego roku Martyniuk w liście do kierownictwa związku napisał, że coraz więcej członków przestaje rozumieć grę prowadzoną przez Leppera. Zarzucił mu dyktatorski model przywództwa, łamanie demokratycznych zasad podejmowania decyzji oraz zaapelował o kontrolę finansów związku. "Lepper na chłopskiej biedzie i ludzkim nieszczęściu pragnie zbić osobisty kapitał polityczny" - napisał Martyniuk.

Chłopi razem!!!
Tak krzyczeli liderzy rolniczych organizacji, gdy w ubiegłym roku trzy ugrupowania - Związek Zawodowy Rolników Samoobrona, NSZZ "Solidarność" Rolników Indywidualnych i KZRKiOR - podpisywały porozumienie. Po kilku miesiącach nie było już mowy o dalszej współpracy, dawni koledzy nie przybyli na zjazd sympatyków Samoobrony w styczniu tego roku, podczas którego zainicjowano powstanie Bloku Ludowo-Narodowego. Ostatniej blokady dróg, której przewodził Lepper, nie poparła ani "Solidarność" RI, ani kółka rolnicze. Z danych policji wynika, że zorganizowano jedynie 30 pikiet, choć Lepper mówił o 70 blokadach. - Nie będziemy uczestniczyć w kampanii prezydenckiej Leppera - tłumaczy Roman Wierzbicki, przewodniczący rolniczej "Solidarności". Jego zdaniem, Lepperowi nie zależy na rozwiązaniu problemów wsi, bo wówczas mogłoby się okazać, że jest niepotrzebny. - Teraz widać, ile znaczy Samoobrona. Lepper wypłynął na fali niezadowolenia po załamaniu się rynku rosyjskiego; czas pokazał, że znacznie lepiej przygotowane są organizacje Wierzbickiego i Serafina - mówi Jacek Janiszewski, były minister rolnictwa.
- Akcje Leppera służą jedynie rozładowaniu napięcia na wsi, to "spuszczanie powietrza", a nie rozwiązywanie problemów. Chodzi tylko o to, żeby się pokazać, zrobić awanturę - tłumaczy Martyniuk. - On nigdy nie był członkiem Samoobrony - odpowiada Lepper, choć jeszcze rok temu wypisał Martyniukowi pełnomocnictwo do negocjacji z rządem Jerzego Buzka, a także do zakładania struktur Samoobrony. - Gdy toczyły się negocjacje z rządem, Lepper wystawił Martyniuka, bo sam wolał wyskoczyć do Gdańska na kawę do księdza Jankowskiego - potwierdza Serafin. - Chciał zachować sobie prawo cenzora, a nie negocjatora, by później teatralnie podrzeć protokół - zauważa. - Ciężko się napracowaliśmy nad tym porozumieniem, a on je tak prostacko podarł - żali się Martyniuk. Zdaniem Serafina, Lepper krytykuje bezkarnie, bo przed nikim nie odpowiada, a Samoobroną rządzi niedemokratycznie i autorytarnie. - Na zjazd krajowy Samoobrony mandat można było kupić za 50 zł. Bilety sprzedawała Genowefa W., prawa ręka Leppera, i jej rodzina - opowiada Serafin i przekonuje, że w jego kółkach rolniczych, gdzie wszystkie struktury zapisane są w rejestrze sądowym i wszyscy się znają, byłoby to nie do pomyślenia.

Samoobronę widzę ogromną
Przewodniczący Samoobrony przyznaje, że jego działania są polityczne, przecież nigdy nie ukrywał swoich ambicji. Teraz chce poszerzyć Blok Ludowo-Narodowy, współtworzony obecnie przez Samoobronę, związek Sierpień '80 i Front Polski generała Tadeusza Wileckiego, byłego szefa Sztabu Generalnego. PSL odmówiło przystąpienia do bloku. - W następnej kadencji zmieciemy ich ze sceny politycznej - zapowiada Lepper. - PSL ma więcej pieniędzy i lepsze struktury, ale Lepper jest bardziej od Kalinowskiego zdeterminowany - ocenia Antoni Dudek. Notowania Samoobrony nie przekraczają jednak 2 proc., czyli mieszczą się w granicy błędu statystycznego.
Przystąpić do bloku Leppera chce wraz z tworzoną Polską Partią Narodową znany z antysemickich wystąpień Leszek Bubel, konkurent w ostatnich wyborach prezydenckich. - Mamy swoje gazety, struktury terenowe. Oferujemy wsparcie finansowe, propagandowe i organizacyjne - zachęca Bubel. Ma tylko jeden warunek: wspólny start w wyborach parlamentarnych.
- Lepper byłby lepszym prezydentem niż Kwaśniewski, bo myśli po polsku, a nie po europejsku. Teraz dominuje opcja eurodebili - przekonuje. - Pan Bubel już dość się narobił. Niech sobie zakłada własną partię - Andrzej Lepper odcina się od konkurenta.
Wiceprzewodniczący Samoobronny Janusz Malewicz przyznaje jednak: - Jesteśmy otwarci na wszystkich, którzy zaakceptują nasz program. Ostatnio mieliśmy wiele sympatycznych spotkań z narodowcami. Po oświadczeniu PSL, że popiera wejście Polski do Unii Europejskiej, Samoobrona jest jedynym ugrupowaniem na wsi, które się temu sprzeciwia.
Przewodniczący Samoobrony nie poddaje się ani partyjnej, ani związkowej kontroli, a niepokornych odsuwa. Z tych powodów rozstał się z Januszem Bryczkowskim, który próbował przejąć przywództwo w Samoobronie, gdy on siedział w areszcie. Teraz groźny może być generał Wilecki, który również zamierza startować w wyborach prezydenckich. - Będę jedynym kandydatem bloku - zapowiada Lepper i chce, by wszystkie współpracujące z sobą organizacje utworzyły jedną partię, a w zasadzie przystąpiły do Samoobrony Rzeczypospolitej Polskiej. Partia jest już zarejestrowana, a jedyną osobą, która może ją reprezentować jest Andrzej Lepper. - Dogadamy się z Wileckim. Może nawet przed pierwszą turą. Ustąpi ten, kto zdobędzie mniejsze poparcie w sondażach - zapewnia Lepper i nie wątpi, że ustąpi generał.
Kandydowanie w wyborach prezydenckich nie podoba się także liderom "Solidarności" RI i kółek rolniczych. W liście do kierownictwa Samoobrony opowiedzieli się "za jednością wsi i chłopów polskich" i rozdzieleniem funkcji Samoobrony jako związku i partii. "Prawo kandydowania na prezydenta RP pana Leppera jest jego prawem niezbywalnym, nie może jednak stanowić przeszkody w rozmowach i współpracy w negocjacjach z rządem" - napisali Serafin i Wierzbicki. Według Janusza Malewicza, wiceprzewodniczącego Samoobronny, Lepper byłby dobrym prezydentem. - Andrzej błyskawicznie z trybuna ludowego zmieniłby się w męża stanu. Ubliżał, walił prawdę w oczy, bo inaczej by nie zaistniał, ale on taki nie jest - wyjaśnia.

Raz na wozie, raz pod wozem
- Wokół Leppera zawsze kręcił się duży kapitał. On może się okazać potrzebny, gdy w kraju rozpocznie się jakiś kryzys. Zdestabilizować sytuację i ignorować prawo to on potrafi, nigdy jednak nie będzie politykiem konstruktywnym - uważa jeden z polityków ruchu ludowego. - Lepper sprawia wrażenie, jakby był szantażowany, jego decyzje są często nieracjonalne. Trudno się dziwić, ma ponad 130 spraw przed kolegiami i sądami. Już raz siedział w więzieniu, nie chciałby się tam znaleźć ponownie - mówi jeden z jego współpracowników. Niektórzy wytykają mu zbytnią poufałość z Arturem Balazsem, obecnym ministrem rolnictwa i rozwoju wsi, inni - z pałacem prezydenckim. Czasami pomocną rękę wyciąga sąd, organizując spektakularną akcję. - Ja się o to nie prosiłem - podkreśla Lepper, ale po uwadze, że przysporzyło mu to punktów wyborczych, ironizuje: - Może sąd chciał mi pomóc w kampanii wyborczej, może Suchocka popiera moją kampanię prezydencką? Jeśli Serafin jest zazdrosny, to niech sobie zamówi kamery. Przecież PSL rządzi telewizją.
Prof. Ireneusz Krzemiński, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego, uważa, że minął już czas największej popularności Andrzeja Leppera. - Polacy, nie mają szacunku dla prawa, nagminnie je łamią, ale - paradoksalnie - marzą o tym, aby ich kraj był państwem prawa. I w końcu uświadamiają sobie, że Lepper nie przestrzega żadnych zasad. Dlatego traci zaufanie - stwierdza Krzemiński.
Okładka tygodnika WPROST: 16/2000
Więcej możesz przeczytać w 16/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0