Wszyscy jesteśmy Kopciuszkami

Wszyscy jesteśmy Kopciuszkami

Rozmowa z Judith Rich Harris, psychologiem, autorką książki „Geny czy wychowanie”
„Wprost": Jak wychować mądre dziecko? Pani przekonuje rodziców, by wyrzucili wszelkie poradniki na ten temat.
Judith Rich Harris: W poradnikach często wmawia się rodzicom, że jeśli dziecko nie jest bardzo bystre, to jest to wyłącznie ich wina. Zakładają, że właśnie rodzice mają największy wpływ na swoje dzieci, na to, kim się staną, kiedy dorosną. Nakłada to ogromne brzemię zarówno na rodziców, jak i na dzieci. Rodzice czują się winni, jeśli nie robią wystarczająco dużo i piętrzą obowiązki. – Pani oponenci mówią, że rodzice wybierają środowisko, co jest argumentem obalającym pani teorię.
– Ależ to właśnie potwierdza moją teorię. Zawsze podkreślam, że największy wpływ, jaki rodzic ma na dziecko, to wybór miejsca zamieszkania: czy będzie żyło w Afryce, na Florydzie, czy w Polsce. Decydując o tym, powodujemy, że nasze dziecko wyrośnie na kogoś zupełnie innego. Rodzic podejmuje decyzję, która jest brzemienna w skutki na całe życie dziecka. Nawet jeśli nic nie zmieni się w samej rodzinie, to na zewnątrz świat jest inny. Natomiast to, jak dziecko odnajdzie się w tym nowym środowisku, zależy już od niego samego.
– Rodzice też ulegają wpływowi grupy?
– Oczywiście. Bardzo dobrym tego przykładem jest przywrócenie do życia języka hebrajskiego. Zanim powstało Państwo Izrael, dorośli wspólnie zdecydowali, że chcą, aby językiem tego kraju był hebrajski. Ale ich dzieci pochodziły z różnych krajów, mówiły różnymi językami. Wtedy zostały założone szkoły, gdzie uczono i mówiono tylko po hebrajsku. I dzieci zaczęły rozmawiać tym językiem między sobą, ponieważ był to język ich grupy rówieśniczej. Choć nie wyniosły go z domu, uznały hebrajski za język ojczysty.
– Dzieci imigrantów przejmują język rówieśników, nie rodziców.
– Po raz pierwszy zwrócił na to uwagę Steven Pinker, psycholog ewolucyjny i lingwista. Język jest cechą, która nie jest dziedziczna i na którą nie mają wpływu geny. Jest w 100 proc. wyuczony. Kiedy oddzieli się wpływ genów od środowiska, wyraźnie widać, w jaki sposób dzieci przejmują kulturę, jak świat zewnętrzny wpływa na nie i je kształtuje. Nawet jeśli w dzieciństwie w domu imigrantów dzieci mówiły po polsku, kiedy dorosną, ich pierwszym językiem będzie język kraju, w którym przyszło im żyć.
– A jak jest z innymi cechami, takimi jak wartości moralne, poglądy, wybór zawodu?
– Jeśli chodzi o edukację, jest to kolejna rzecz, na którą rodzice mogą mieć większy wpływ niż grupa rówieśnicza. Bardzo często dzieci lekarzy zostają lekarzami, dzieci prawników – prawnikami. Częściowo jest to związane z dziedziczeniem pewnych cech, predyspozycji, które sprawiają, że nasze zainteresowania idą w podobnym kierunku. Drugi aspekt jest taki, że dzieci uczą się w domu – jak to jest być lekarzem, jak nim zostać, jakie są korzyści z tego zawodu. Często też rodzice decydują o finansowaniu nauki i w ten sposób wpływają na dziecko. Przynależność do grupy rówieśniczej to nie tylko upodabnianie się do siebie, ale i różnicowanie. Wybór zawodu, pytanie, „kim chcesz być" - należy do tej drugiej kategorii.
– Zasady moralne też dziedziczymy?
– Skrupulatność czy sumienność w przestrzeganiu zasad i norm, takich jak „nie kłam", „nie kradnij", są w mniej więcej 50 proc. dziedziczone. Przeprowadzono eksperyment, w którym psychologowie skłonili dzieci do kłamania. Zauważyli, że występuje tylko niewielka korelacja między skłonnością do kłamstw a tym, czy dane dziecko przestrzegało zasad etycznych w domu. I na tę bardzo małą zależność musiały wpływać geny. Ale w większości wypadków dzieci będą się zachowywać w zależności od kontekstu. Pewnych rzeczy uczysz się w domu, ale kiedy wychodzisz na zewnątrz i świat różni się od świata poznanego w domu, zmieniasz się, dostosowujesz. Styl wychowywania dzieci jest uzależniony w dużej mierze od osobowości rodziców, zatem ich dziecko będzie miało podobną osobowość ze względu na odziedziczone cechy. David Rowe, genetyk behawioralny, badał rodziny mające dwoje lub więcej adoptowanych dzieci. Zauważył, że w życiu dorosłym nie przypominały adopcyjnych rodziców. To dowodzi, że styl wychowania ma związek z genami. Niektórzy rodzice są bardzo wylewni, uczuciowi i te cechy mogą zostać przekazane w genach dzieciom. Inni są zimni, mają skłonność do karania i to też można odziedziczyć.
– Skąd się wzięło przekonanie, że najważniejsze w rozwoju człowieka są pierwsze trzy, cztery lata życia, gdy rodzice odgrywają zasadniczą rolę?
– Jest ono błędne. Cechy osobowości, za które odpowiadają geny, ujawniają się już około pierwszego roku życia. Widać wtedy, czy dziecko jest spokojne, czy łatwo się ekscytuje, czy jest bystre, czy otępiałe. Rodzice zakładają, że te cechy mają związek z uczeniem się, dlatego od tych pierwszych lat zależy cały późniejszy rozwój. I tu się mylą. To, czy dziecko pochodzi z domu, gdzie mówi się pięknym językiem, czy praktycznie w ogóle nie odzywa, nie ma znaczenia w długofalowym okresie, po wykluczeniu wpływu genów. Najważniejsze lata dla rozwoju osobowości przypadają na wiek między 6. a 15. rokiem życia.
– I ten rozwój nie dokonuje się w domu?
– Dokonuje się w grupie rówieśniczej, bo tam dzieci przygotowują się do bycia dorosłymi. Zauważmy, że to, jak zachowujemy się wobec ojca, nie przesądza o naszych relacjach z szefem. A to, jak traktujemy rodzeństwo, nie wyznacza stosunków z przyjaciółmi. Wpływ grupy widać wyraźnie u bojaźliwych chłopców. Kiedy sześciolatek idzie do szkoły, ulega socjalizacji. Musi się upodobnić do grupy, inaczej zostanie wyśmiany, odrzucony. W wieku 10 lat jest nie do poznania, ma kolegów i zachowuje się dokładnie tak jak oni. Kiedyś bał się burzy i płakał, teraz robi eksperymenty z saletrą i szaleje na rowerze. Chłopcy stają się bardziej męscy, a dziewczynki dziewczęce, kobiece, jako efekt kontrastu. Takich grup może być więcej w środowisku poza domem. Podwórko, klasa, chór, grupa na obozie letnim – dziecko może być zupełnie inaczej postrzegane w każdej z tych grup. W każdej może się inaczej zachowywać, ujawniać inną osobowość. Bo na podwórku jest najmniejszy i ma niski status, ale w chórze jest najważniejszy ze względu na dobry głos. Adaptuje się do każdej grupy inaczej.
– Skąd ta zdolność do adaptowania się w grupie? Dlaczego w książce „Geny czy wychowanie" analizuje ją pani na przykładzie Kopciuszka?
– Kopciuszek nauczył się odgrywać pewną rolę w domu. Kiedy dziewczynka była atakowana i wyśmiewana, nauczyła się, że najlepiej zrobi, gdy będzie jak najmniej widoczna. Przyjęła najniższy status w domu. Natomiast poza domem było inne środowisko. Fakt, że Kopciuszek potrafił odnieść sukces na balu, świadczy o tym, że w środowisku poza domem nauczył się czegoś innego, miał inny status, inną osobowość. Ludzie nie adaptują się w mgnieniu oka. Dziecko instynktownie wie, że znalazło się w innym środowisku. Nie wie od razu, jak się zachowywać, żeby zostać zaakceptowanym, ale wie, że należy być ostrożnym, rozejrzeć się i rozpoznać, jakie zasady tu panują. Ten proces zaczyna się już u bardzo małych dzieci. Zauważmy, że kiedy dziecko nauczy się pierwszych słów, a następnie po raz pierwszy znajdzie się w nowym środowisku, nie jest skłonne do odzywania się. Rodzice odbierają to jako nieśmiałość, ale ja myślę, że dziecko w ten sposób testuje, jaki język obowiązuje w tym nowym środowisku. Jest ostrożne, bo może zasady będą inne.
– Dlaczego dziecko woli naśladować rówieśników, a nie rodziców?
– W każdym społeczeństwie ludzie podlegają kategoryzacji, podziałowi na dorosłych i dzieci, kobiety i mężczyzn. Istnieją zasady, według których ludzie z danej kategorii powinni się zachowywać. Dziecko musi ocenić, kim jest, do jakiej kategorii się zalicza. Kiedy dziecko wychodzi z domu, zauważa, że są osoby podobne do niego, w jego wieku, które muszą się stosować do tych samych reguł. Więc naturalnie dzieci naśladują się wzajemnie.
– Dlaczego dwoje bliźniąt, nawet identycznych i wychowanych w tym samym domu, ma różną osobowość?
– Człowiek rośnie i rozwija się w indywidualny sposób. Nawet jeśli zdarzyło się, że odziedziczył taki sam komplet genów. Dzieci w czasie swojego dzieciństwa mają za zadanie wypełnić trzy cele. Pierwszy to formowanie i utrzymanie relacji z najważniejszymi osobami w ich życiu. Drugi to zaadaptowanie się do otaczającej je kultury. Trzeci – wypracowanie strategii, jak konkurować z rywalami, jak zdobyć swoją pozycję. I każdy osiąga te cele w inny sposób.
– W jaki sposób dzieci budują systemy relacji, socjalizacji i statusu?
– System relacji formuje się od narodzin dziecka. Niemowlę uczy się rozpoznawać poszczególne osoby, wie, kto w jaki sposób zachowuje się w stosunku do niego: ojciec się ze mną bawi, mama przewija i karmi, siostra jest niedobra, a opiekunka obojętna. System socjalizacji zaczyna się rozwijać od mniej więcej trzeciego roku życia. Dziecko idzie do przedszkola – może na przykład nauczyć się akcentu od rówieśników, przejmuje ich zachowania. Wykształcenie się systemu statusu zajmuje najwięcej czasu, ponieważ wymaga najbardziej złożonego procesu pojmowania świata. Dziecko musi się nauczyć dostrzegać, co inni ludzie myślą o nim, jak go widzą. Czytać ich myśli – czy uważają mnie za mądrzejszego, głupszego, ładniejszego, słabszego. Prawdopodobnie ten proces zaczyna się około szóstego roku życia. I rozwija się przez resztę dzieciństwa. Socjalizacja sprawia, że dzieci stają się bardziej podobne w zachowaniu do innych dzieci. A rozwój osobowościowy odwrotnie – uwypuklane są cechy wyróżniające dziecko od innych. Nawet identyczne bliźnięta znajdują swoje własne, odrębne nisze. 
Największy wpływ, jaki rodzic ma na dziecko, to wybór miejsca zamieszkania
Judith Rich Harr is (urodzona w 1938 r.) jest psychologiem i autorką dwóch bestsellerowych książek „Geny czy wychowanie" (1998) oraz najnowszej „No Two Alike” (wyd. 2006 r.). Choć nie ma doktoratu i nie pracuje na uniwersytecie, stworzyła nowatorską teorię o znikomym wpływie rodziców na dzieci i o rozwoju osobowości dziecka w grupie rówieśniczej. Wyrzucona z Uniwersytetu Harvarda przez George’a A. Millera prawie 40 lat po tym zdarzeniu otrzymała od Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego nagrodę jego imienia za artykuł „Where Is the Child’s Environment? A Group Socialization Theory of Development”. Mieszka z mężem w małej miejscowości w stanie New Jersey, ma dwie córki i czworo wnucząt.



Okładka tygodnika WPROST: 10/2008
Więcej możesz przeczytać w 10/2008 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także